Inni mają gorzej. Ileż to razy człowiek się pocieszał podobnymi słowami? Mając w pamięci magiczną siłę tego stwierdzenia postanowiłam podnieść na duchu chorego Zadrę. Metodę, trzeba przyznać, wybrałam dość drastyczną. Posłałam mu mianowicie wczoraj wieczorem przyśpiewkę ludową (samodzielnie przygotowaną):
krótka i nieinteligentna przyśpiewka o niesprawiedliwościach dotyczących stanu posiadania i o charakterystykach kobiet czasami. Z możliwością manewrowania puentą:
hej, ma Antek mercedesa,
Zdzisiek zaś poroże,
hej, a ja mam PMS-a
hej jak stąd nad morze...
(możliwość zmiany puenty polega na zamianie nad / za morze i precyzowaniu nad / za KTÓRE morze).
Osoby śledzące komentarze z łatwością zauważą, że wklejenie tej piosenki na bloga wymusił Zadra.
Gdybym śpiewała mu to osobiście a nie przez gg, pewnie spaliłabym tekst, śpiewając, że mam SMS-a.
Tekst odniósł pożądany efekt, Zadra, pokrzepiony na duchu, trochę wyzdrowiał (przynajmniej taką mam nadzieję).
To było wczoraj. Dzisiaj mogę sobie śpiewać piosenki równie głupie, za to z innej dziedziny. Bo mnie złapały korzonki. Żeby jeszcze przy jakimś dźwiganiu ciężarów czy chociaż przy wstawaniu... ale nie, na prostej drodze, z kuchni do przedpokoju, mnie połamało.
Położyłam się na podłodze, żeby dać kręgosłupowi odpocząć.
Żebyście widzieli, co potem wyczyniałam, żeby wstać... próbowałam się podnieść na ręce - nie udało się. Próbowałam się przeturlać na bok - nie udało się. Próbowałam drgnąć - nie wyszło. Już miałam wołać na pomoc brata, ale w końcu jakoś się udało.
Ale do górnych szafek nie dosięgam.
W związku z tym wszystkie wyjazdy do Katowic chwilowo muszę odwołać.
poniedziałek, 3 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz