piątek, 29 lutego 2008

495. z wydziałowego korytarza

Idzie Boss.
Mrówka (z radością): OOO!!! BOSS!!!
Boss (z Szymborskiej): Dokąd biegnie ta zdeptana Mrówka przez napisany las?



Po ostatnim czwartku rozmawiałam z Fimbulem.
- Piotrek (od Fimbula) mówił, że na końcu stołu siedziały jakieś całkiem fajne dziewczyny - powiedział Fimbul. - Ja nie wiem, bo bez okularów nie widzę. Ale jestem optymistą, to mu wierzę.
- A z której strony siedziały? - poinformowałam się. - Bo może mnie miał na myśli?
- Z lewej.
- Hej, JA siedziałam z lewej strony Piotrka! To na pewno mnie miał na myśli!
- Ale ty siedziałaś zaraz obok a nie na końcu stołu. A ja nie jestem aż tak ślepy - wyjaśnił Fimbul

;)



A, jeszcze jedno.
Spotkałam wczoraj wykładowcę od kalamburów. Wykładowcę, któremu egzemplarz Wielkiej Rewii Satyrycznej podarowaliśmy z Egzekutorem z nastawieniem na bezlitosną ostrą krytykę. Masochistycznie, można powiedzieć.
- I CO? - odważyłam się zapytać w sposób niekoniecznie rozbudowany, ale za to treściwy.
- No... powiem tak: MNIE się podoba! - oznajmił mi ów wykładowca.
Świat staje na głowie ;).

czwartek, 28 lutego 2008

494. czwartek w BŚ

To był szalony dzień :).

Wybraliśmy się na ostatni czwartek, tym razem w nieco mniejszym gronie - Mrówka, Megi z Igorem, Ania B., Fimbul i kolega Fimbula - Piotrek.

Nie mówię już o tym, że jakieś 16 razy dzwoniłam do Ani B. albo słałam jej rozpaczliwe smsy, ciągle zmieniając miejsce spotkania. Siadała mi bateria w telefonie i bałam się, że Ten Właśnie Sms to już Ostatni Sms, jaki udało mi się wysłać. Na szczęście Ania jakoś to zniosła.

Spotkałyśmy się z Megi i Igorem w BŚ.
- Mam w torbie aparat, może mi zrobisz zdjęcie pod palmą? - zaproponowała Megi.
Siedziałyśmy akurat pod rozłożystą palmą tuż obok stanowiska pana ochroniarza. Obfotografowałam Megi, a z uwagi na słońce, które miała za głową, wyszła jakby była na wakacjach (jeszcze zdjęć nie mam, jak wróci do domu to mi prześle, mam nadzieję).
Potem zrobiłam jeszcze parę zdjęć Igorowi, przy czym udało mi się ujęcie, na którym Igor z lotu ptaka wygląda jak myszka. Nie ze względu na wielkość, tylko ze względu na kształt.

W Benedyktynce Igor zawojował jak zwykle panie z BŚ, po czym zupełnie zignorował przygotowane mu przez nas miejsce u boku Magdy, wlazł pod stoliki i poszedł spać. Śniło mu się chyba, że ucieka przed zającem, bo czasami drgały mu łapki. Kiedy na koniec laudacji rozległy się brawa, Igor podniósł głowę, posłuchał, a potem znowu się położył. Tym razem wyciągając pyszczek dokładnie w kierunku Bossa.
- Patrz na Igora - szturchnęłam Megi. - Jak się do Bossa odwrócił.
- Bo lubi Bossa - odszepnęła mi Magda.
- Ahaaa - przypomniało mi się. - Miałyśmy Bossa zapytać, czy chce zdjęcie z Igorem. Może napisać mu karteczkę?
- Napisz - kiwnęła głową Megi.
- Hmmm - zastanowiłam się. - Ale to będzie głupio wyglądać, że piszę liściki do Prowadzącego spotkanie... to potem go zawołamy.

(zawołałyśmy i Boss też ma zdjęcia z Igorem)

Spotkanie się skończyło, Igor furorę robił dalej. Przyszedł do nas Pan Fotograf (bibliotekowy). Powiedział, że już kiedyś robił Igorowi zdjęcia. A że akurat do fotki z Igorem i Megi ustawiła się Pani Dyrektor, z Panem Fotografem robiliśmy za papparazzi. Tylko że ja za amatorskiego, a Pan Fotograf za profesjonalnego.
- Czy mógłby nam pan przesłać te zdjęcia? - zapytała Megi.
- Jeśli pani dyrektor się zgodzi - odparł z galanterią fotograf.
Pani Dyrektor natychmiast wyraziła zgodę, więc wymieniliśmy się z Panem Fotografem mailami.
Po czym Pan Fotograf sobie poszedł, a my zaczęłyśmy się zbierać do wyjścia.
Poszłam wylać resztkę wody z miski Igora.
Na korytarzu dr PM zapytał ze współczuciem, czy chce mi się pić. A Boss poradził, żebym sobie pochłeptała trochę ;D.
Prawie padłam ze śmiechu. A to był dopiero początek.
Wróciłam do wyludniającej się powoli Benedyktynki, a zaraz potem wpadł Pan Fotograf i wręczył Megi złożoną na pół kartkę.
- To dla was, nie zdążyłem opracować!
Wydrukował nam po jednym zdjęciu!!! :)

Kiedy już ubrałam Megi w sweterek i kurtkę, wyruszyłyśmy na piechotę na Paderewo. Poszła z nami Ania B., cudowny dobry duch, bez którego byśmy sobie nie poradziły. Ania jest tak dobra jak piękna (i nie wycofam się z tego nawet jak mi nakopie za taki wpis ;)). Poszła z nami, niosąc torbę Magdy i pytając przechodniów o drogę, a potem, na Paderewie, kiedy Mrówka jako siła napędowa wózka padała, to Ania biegała między blokami i sprawdzała, gdzie jest numer, pod który jedziemy i przecierała szlaki.
Kiedy odtransportowałyśmy Magdę i wracałyśmy z Paderewa na dworzec PKP, Ania B. pogodnie stwierdziła:
- Dwie dziewczyny nie mające kompletnie orientacji w terenie, na obcym osiedlu po zmroku. To się musi udać!
I udało się, nie zgubiłyśmy się ;)

wtorek, 26 lutego 2008

492. tort

Mój brat obchodzi dzisiaj urodziny.
Swoją drogą, co wolne skojarzenia robią z ludźmi... kilka lat temu na urodziny narysowałam mu kartkę. Na kartce był wielki napis "URODZINY" i malutka figurka brata obchodzącego ten napis dokoła. I podpis "Mój brat obchodzi urodziny". Nawiasem mówiąc rozbijanie frazeologizmów i powrót do sensów pierwotnych to jeden z podstawowych (mało wyszukanych) środków komizmotwórczych. Ale działa ;).

W każdym razie brat obchodzi urodziny. Dzisiaj.
Przyjechałam z Katowic, weszłam do domu i zawołałam:
- Ha! Mam dla ciebie prezent, który na pewno będziesz chciał i który na pewno cię ucieszy!
- Jaki? - zainteresował się brat.
- Z okazji urodzin NIE narysuję ci twojej karykatury!

Ucieszył się.

Hmmmmm...

A potem jeszcze zażądał, żebym skończyła ze śpiewaniem.

poniedziałek, 25 lutego 2008

491. telefon do Piotrka

Wykręciłam numer.
To znaczy wybrałam go normalnie z książki telefonicznej w komórce, ale to tak powieściowo brzmi, że wykręciłam.
- No cześć... - odezwał się w słuchawce Piotrek.
- Cześć, jesteś na uczelni?
- Tak.
- W 519?
- Tak.
- A mogę do ciebie wpaść?
- Ło Jezu... - odparł Piotrek, w związku z czym rzuciłam do słuchawki:
- To już lecę.

Poszłam do 519 dotrzymać Piotrkowi towarzystwa. Weszłam, Piotrek wyciągnął swoją komórkę, mój telefon zadzwonił.
- Dzwonisz do mnie? - zaniepokoiłam się, bo objawów szaleństwa Piotrek do tej pory nie zdradzał.
- Nie.
Faktycznie, to była Ania B. Za chwilę do 519 przyszła Ania od Piotrka. Patrzy na mnie pytająco.
- Dzień dobry - mówię i dygam. - Przyszłam do magistra P[iotrka], żeby zaliczać semestr.
- ZNOWU? - Ania od Poitrka udaje oburzenie. - Który to już raz??!!
- Pilna jestem po prostu... - wyjaśniam.
- Raczej niedouczona! - stwierdziła Ania i padłyśmy ze śmiechu.
I w tym momencie Ania od Piotrka dostała smsa. Rzuciła okiem na Piotrka (dalej z komórką w ręce) i powiedziała:
- Miło, że mi odpisałeś na smsa.
A to nie on...

sobota, 23 lutego 2008

490. coś wielkiego

Chciałam uczynić coś wielkiego.
Jak szeptał mój wewnętrzny głos tu,
by podbudować swoje ego
na miarę tuszy mej i wzrostu.

Chciałam uczynić coś wielkiego.
Czyn mi się marzył nad czynami.
I śniłam nieraz, że za niego
ktoś jakieś odznaczenie da mi.

Chciałam wielkiego coś uczynić
i co? Jak zwykle - pic i blaga.
Wszystko mi wyszło w wersji mini
a wielki tylko zaś bałagan.

489. delfinarium

Wsiadam do autobusu. Na pierwszym siedzeniu za kierowcą matka z trzyletnim dzieckiem. Dziecko przykleja nos do szyby, za oknem autobusu przykopalniane zbiorniki retencyjne, zwane przez mieszkańców osiedla "basenami".
- Mamo! Mamo! - woła zafascynowane dziecko. - A tu są lekiny?
- Nie ma rekinów - odpowiada mama. - Może jakieś mniejsze rybki.
- Ale psecies to jest takie duze! - dziwi się dziecko. - Powinny tu być lekiny!



W sumie nigdy się nie zastanawiałam, dlaczego nie ma...

Jedziemy.
Na czerwonym świetle autobus się zatrzymał. Zniecierpliwione dziecko wrzasnęło w stronę kierowcy:
- NO JEDŹ!!!
Kierowca dostał ataku śmiechu. Światło zmieniło się na zielone.
- A teraz mogę? - zapytał kierowca grzecznie. I ja dostałam ataku śmiechu.

piątek, 22 lutego 2008

488. o postrzeganiu

Uzupełniałam listę osób pojawiających się na blogu.
- Jak byś... - zaczęłam pisać do Ani.
- Jak bym?... - zniecierplwiła się Ania.
- Jak byś mogła określić dra PM tak żeby było jednym słowem?
- "Oooooo (z rozczuleniem)" - odparła Ania.

Kilka dni później rozmawiałyśmy po tym, jak wysłałam mój tekst do słynącego z łagodności dra PM.
- Jeśli napisze mi, że tu by można było coś zmienić albo ewentualnie poprawić - zagryzała się Mrówka - to będzie tak, jakby Boss powiedział mi "do niczego się, Mrówka, nie nadajesz".

czwartek, 21 lutego 2008

487. w wypożyczalni

Notatkę dodano:2008-02-21 20:21:09
Przylazła dzisiaj Mrówka do biblioteki wydziałowej, na ladzie z westchnieniem polożyła trzy książki (dwa Waligórskie i nie pamiętam co). I powiedziała paniom z wypożyczalni:
- Resztę przyniosę w najbliższym tygodniu pewnie. - I z żalem w duszy zapłakała nad Twórczością Franciszka Rabelais'go, z którą rozstać się będzie musiała.
- A czy mi to zależy? - zapytała pani z wypożyczalni. Mrówka wytrzeszczyła oczy:
- ???
- Jak dla mnie, to może pani sobie i pięć lat te książki trzymać. Płaci się złotówkę za tydzień zwłoki, a co to, moje złotówki? - roześmiała się pani z wypożyczalni.
- Nie, to ja może lepiej wydam sobie te złotówki na coś innego - zdecydowała się Mrówka.
- Też bym tak zrobiła - przyznała pani z wypożyczalni.



A z Salem odwiedziliśmy dzisiaj NajBossa. Nie uciekł i koncepcja z ostatnich notek wzięła w łeb.

I przegryzłam się przez Humor i karnawalizację we współczesnej komunikacji językowej (Lublin 2007). Hobby wymaga poświęceń ;).

środa, 20 lutego 2008

486. przed kim ucieka promotor Sala?

Notatkę dodano:2008-02-20 21:59:35
Wczoraj, kiedy wylazłam na czwarte piętro i zobaczyłam Sala, zadałam mu standardowe pytanie (o co innego można się zapytać, będąc na czwartym piętrze?)
- Jest Boss?
- Nie. JUŻ nie ma - odparł Sal znacząco.
- JUŻ? Czyli dowiedział się, że przyszedłeś i uciekł, tak? - próbowałam doprecyzować.
- Nie. Dowiedział się, że ty masz przyjść - odparował Sal. - I przed tobą uciekł.

Ta, jasne. Akurat ja tam przypadkiem byłam ;).



A dzisiaj na korytarzu spotkałam swoją ukochaną Panią Doktor z Kulturoznawstwa.
Kiedyś w restauracji po ostatnim czwartku Dawid powiedział, że do tej akurat Pani Doktor zapisuje się na wszystkie zajęcia, na jakie się da, chodzi tam nadprogramowo. Też tak kiedyś (za młodu...) robiłam :).
- O! Pani Mrówka! - ucieszyła się MUPDzK.
- Dzień dobry! - podskoczyła Mrówka z radości. - Muszę do pani znowu przyjść na jakieś zajęcia!
- A w ogóle proszę do mnie coś napisać, bo pani dawno nie pisała!

Ha, żeby Boss tak kiedyś powiedział ;)

wtorek, 19 lutego 2008

485. telefon

Dzisiaj mój telefon rozgrzał się prawie do czerwoności. A najlepszym, chociaż nieobiektywnym, podsumowaniem dnia są słowa Sala:
- Dlaczego ty zawsze, jak odbierasz telefon, to masz głos taki, jakbyś siedziała skulona ze strachu pod stołem, a nad tobą by ktoś stał i ci groził?

Nie wiem... Może skoro jestem własną chodzącą karykaturą, to i głos przez telefon mi się wynaturza? ;)...

NAPRAWDĘ TAKI MAM?????


TELEFON PIERWSZY (12:56)
Mrówka wychodzi z czytelni Biblioteki Śląskiej. Włącza dźwięk w telefonie i idzie oddać książki. Telefon się rozdzwania. Sal. Mrówka odrzuca połączenie, wychodzi i dzwoni do Sala.
- Cześć Sal, jestem w Bibliotece Śląskiej, idę znaleźć swoją kurtkę...
(znalazłam! chociaż nigdy nie wiem, czy trafię do odpowiedniej szafki...;))

TELEFON DRUGI (13:28)
Mrówka stoi przed wydziałem i czeka na Slka-żula. Chwilę gada z Meleckim, potem - z Yarem.
Dzwoni telefon.
- Cześć Sal!
- Cześć, gdzie jesteś?
- Przed wydziałem.
- I co robisz?
- Stoję... - odpowiada Mrówka, zastanawiając się, co sobie o tym pomyśli Yaro.
- To chodź na czwarte piętro.
Mrówka bierze Yara i idzie na czwarte piętro do Sala.
Siedzą razem i gadają i wtedy rozlega się

TELEFON TRZECI (13:37)
- Tak, słucham?
- WYŁAŹ PRZED PIECZARĘ!
Mrówka wyłącza telefon i mówi do Yara i Sala:
- Dzwonił Sławek, mam wyjść przed wydział, idziecie ze mną?
Idą.

Na parkingu, już bez Yara, dzielimy się łupami recenzenckimi, w międzyczasie dzwoni Kasia, recenzentka (13:44). Ale że nie usłyszałam - nie udało mi się odebrać.

TELEFON CZWARTY (13:48)
Dzwonię do Ani.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem.
Wyłączam się.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem - wyjaśniam Slkowi i Salowi.
- A, to pewnie w Sosnowcu jest - komentuje któryś z nich.

TELEFON PIĄTY (13:51)
Mrówka i Sal obładowani reklamówkami pełnymi książek idą na spotkanie z Kasią.
Przy Kasi dzwoni telefon - Megi. Mrówka nie ma czym odebrać, więc rzuca pod ścianę dwie reklamówki, własną torbę i parasolkę, żałując, że nie umie odbierać telefonu nogą.

TELEFON SZÓSTY (13:54)
Mrówka spostrzega, że książka dla Fimbula ma 985 stron. W popłochu dzwoni po Fimbula, żeby się jej pozbyć.

TELEFON SIÓDMY (13:55)
Ania jest dalej "w Sosnowcu" (wyłączony telefon miała po prostu...)

TELEFON ÓSMY (14:21)
Mrówka do Fimbula. Stęskniona.

TELEFON DZIEWIĄTY (14:30)
Mrówka dzwoni do Magdy: po godzinach pracy dziekanatu bibliotekoznawstwa odebrała jej indeks i może jeszcze załatwić wpis.
Załatwia ;). Oddaje przy okazji indeks Megi do dziekanatu.

TELEFON DZIESIĄTY (15:12)
Megi dzwoni, że jest już przy szatni. Mrówka schodzi i ubiera kurtkę (miałyśmy iść do GCK po bilety). W tym samym czasie tata Megi zdejmuje Megi kurtkę. Mrówka to widzi, ale nie rejestruje.
- Idziesz gdzieś teraz? - pyta przestraszona Megi patrząc na Mrówkę wbijającą się w kurtkę.
- No, do GCK-u przecież idziemy, nie? - pyta inteligentnie Mrówka. I dopiero teraz zauważa, że Megi już siedzi BEZ kurtki...

TELEFON JEDENASTY (15:34)
Mrówka, Megi i Igor odwiedzają Anię od Piotrka. U Ani od Piotrka siedzi koleżanka. Tarabanimy się do środka i siedzimy razem.
Dzwoni telefon Mrówki.
- Mrówka, gdzie jesteś? - pyta Ania (Sz., blogowa, uaktywniona telefonicznie).
- W 519.
- A mogę tam wejść?
Wyłączam telefon i otwieram drzwi.
Po dwudziestu minutach gadania (Ania, Ania od Piotrka, Megi, koleżanka Ani od Piotrka, Mrówka i Igor, z czego Igor najcichszy) otwierają się drzwi i wchodzi Piotrek. Za nim jakiś student po zaliczenie.
- Czy można? - pyta student.
- JAK SIĘ PAN NIE BOI... - odpowiada mu Piotrek, znacząco patrząc na nasz sabat.
Naprawdę, nie wiem, co miał na myśli...

TELEFON DWUNASTY (16:11)
Mrówka, Ania i Megi z Igorem siedzą pod salą. Megi zaczyna opowiadać kawał.
Dzwoni telefon. Mariusz Ani. Tak sobie zapisałam w komórce Mariusza, doktoranta od Bossa, szalenie sympatycznego (życiowego partnera szalenie sympatycznej Ani B.). Kochani są oboje, a że nazwisko by mi się nie zmieściło, Mariusz figuruje u mnie jako "Mariusz Ani". Chwilę pogadaliśmy. Odkładam telefon, Megi (która na czas mojej rozmowy przerwała opowiadanie kawału) wznawia historię. Po jednym zdaniu...

TELEFON TRZYNASTY (16:12)
dzwoni Olek.
- Hej - wykrztusiła Mrówka i popłakała się ze śmiechu.
- Cześć, tu Olek... wszystko w porządku?
Wyśmiałam się i powiedziałam mu, że tak.


A poza wszystkim bardzo, bardzo dziękuję Salowi, który dzisiaj za mną nosił po wydziale pełne reklamówki książek. Sal, DZIĘKUJĘ!!! :)

poniedziałek, 18 lutego 2008

484. szybki mail

Notatkę dodano:2008-02-18 20:48:15
Wysłałam do Bossa maila. Dzień później, wieczorem, dostałam odpowiedź zwrotną. "Nie powiodło się doręczenie wiadomości bla bla bla", czy co tam zwykle w odpowiedziach zwrotnych jest.
- Co ten mail robił 24 godziny w cyberprzestrzeni? - zdziwiła się Mrówka. - Jak oni go doręczali?
- Szybcy są - stwierdziła Ania. - Albo Boss ci sam wysłał, że się nie powiodło doręczenie, żeby nie musiał ci odpisywać.



Tja...

Dopóki mi się to wydaje nieprawdopodobne, to mnie nawet bawi.

niedziela, 17 lutego 2008

483. Fimbulek

Kiedyś Fimbul pokazał mi maila, jakiego dostał od swojego promotora. Wszystko w tym mailu było napisane skrótami, łącznie z zakończeniem ("serdeczn.").
- Dalej uważasz, że TWÓJ promotor pisze lakoniczne maile? - zapytał mnie Fimbul zaraz po tym, jak przestałam się turlać ze śmiechu. Parę dni później przytoczył mi maila bibliograficznego, od S. W mailu-poradzie dotyczącym tekstu na konferencję o krwi, S. naświetlił Fimbulowi możliwe podejście do wybranego przez niego tematu i podał zebrane podczas zakładowej burzy mózgów pozycje niezbędne do wygłoszenia referatu.
- Ej! - zdenerwowała się Mrówka. - To niesprawiedliwe! Ja nie mam kogo zapytać, co zrobić z tym tematem o krwi w satyrze i muszę się sama starać! Nikt mi nie podpowie!
- Mnie możesz zapytać! - zaproponował Fimbul.
- Haha - ucieszyła się Mrówka, udając, że pisze pytanie. - "Drogi Fimbulku. Piszę właśnie referat o krwi w satyrze. Czy mógłbyś mi polecić jakieś interesujące książki na ten temat?"
- "Nie" - Fimbul udał, że odpisuje. - ALE ODPISAŁBYM!



Dwa dni później.
- Skończyłam pisać o krwi w satyrze wojennej, o krwawym kapitalizmie i wyzysku i mi się odechciało pracować - zwierzyła się Fimbulowi Mrówka. - Mam ochotę, żeby coś zrobić. Coś wielkiego.
- O, to może wreszcie się czegoś od ciebie doczekam? - ucieszył się Fimbul, który mniej więcej od dwóch lat czeka, aż coś dla niego napiszę albo narysuję.
- Nie przesadzajmy... mam ochotę, żeby coś zrobić, ale poza ochotę mi się nie chce wychodzić...
- Ochota jest jak ojczyzna - poleciał Fimbul Różewiczem. - Najpierw mała, a potem rośnie, krwawi i boli.

Taaa...
(a pomysł na tekst o czymś wielkim zrodził mi się wczoraj wieczorem, ale za szybko zasnęłam, żeby go zapisać. Spróbuję dzisiaj w wannie)

sobota, 16 lutego 2008

482. porno

- Idę do łazienki - zdradził mi wczoraj Fimbul swoje plany na dalszą część wieczoru. - A potem poczytam sobie o seksie.
Po chwili dodał, w przypływie samokrytycyzmu:
- Kurde, normalny dwudziestoparolatek to uprawia seks wieczorami. A ja o nim czytam. I żeby jeszcze jakieś porno... Ale nie... Naukowe rozprawy o seksie w postmodernizmie...

piątek, 15 lutego 2008

481. mam inaczej

Na konferencję o krwi przyjść możecie, jeśli macie ochotę. 6 marca na WNS, plan szczegółowy na blogu Fimbula: http://grudnik.wordpress.com/
jest szansa, że parę satyrycznych tekstów w swoim referacie rzeczywiście zacytuję.

- Mogę teraz robić sam do siebie miny - ucieszył się Piotrek. Z powodu kamery internetowej.
- Nagraj film! Nagraj film! - zaproponowała Mrówka.
- Z tymi minami? Nie ma mowy, jeszcze wyląduję na ju tubie i co będzie? Moi studenci będą się ze mnie śmiać - obruszył się Piotrek.
- DO ciebie - uściśliłam.
- No, jak się ktoś z kogoś śmieje, to jednocześnie śmieje się do niego... śmianie się w innym kierunku zakrawa na schizofrenię... - zauważył Piotrek. - Wyobraź sobie, stoi człowiek na ulicy i się śmieje do kostki chodnikowej.
- No ja tak mam... jak mi się przypomną twoje powiedzonka. Albo Bossa.
- Mrówki mają inaczej - wyjaśnił Piotrek.

wtorek, 12 lutego 2008

479. dzień na wydziale

Notatkę dodano:2008-02-12 22:02:08
- Mój Promotor na mnie nie krzyczy ostatnio - poskarżyła się Mrówka Fimbulowi. Nie żeby zwykle krzyczał, ale czasami coś Fimbulowi mówię i czekam na jego zabawne odpowiedzi. No i się doczekałam...
- Widocznie już mu na tobie nie zależy - odparł spokojnie Fimbul.

Przyjechaliśmy dzisiaj na wydział (Mrówka po książki Bossa zostawione w sekretariacie Bossa przez Lucka, Fimbul po książki Mrówki przywiezione przez Mrówkę w jakiejś potwornej ilości kilogramów) i okazało się, że nie mamy już na polonistyce schodów. To znaczy - przed wejściem na nie wisiała taka biało-czerwona taśma i kartka.
- Patrz, wygląda jakby ktoś tam umarł, nie? - zachwycił się estetycznie Fimbul. Z góry posypał się pył.
Pojechaliśmy więc windą na czwarte piętro. Załatwiliśmy wszystko i chcieliśmy wjechać na piętro piąte, do Piotrka. Zwykle głupio tak z czwartego na piąte wybierać się windą, ale skoro schody się zdematerializowały...
Staliśmy przez moment w zadumie przy tych schodach-nieschodach, za taśmą, i wpatrywaliśmy się w rusztowania, które tam były rozstawione.
- Chodź, pobawimy się tam - zaproponował Fimbul.
No bo faktycznie wyglądało to jak gigantyczny plac zabaw. Mieliśmy zamiar pójść się powspinać, ale posypały się z góry jakieś kamyczki, więc zrezygnowaliśmy.

Wczoraj, kiedy mówiłam Fimbulowi, że wybieram się do Piotrka, ten zapytał:
- A mogę też? Czy macie jakieś spotkanie tete-a-tete?
- Możesz też. Chyba że Piotrek będzie miał jakichś studentów na konsultacjach.
- Super! - ucieszył się Fimbul. - Jak jacyś przyjdą, to ich przepytamy!


Poszliśmy do windy. Żeby, przypominam, z czwartego piętra wjechać do Piotrka, na piąte.
Winda przyjechała. Wsiedliśmy.
Kiedy byliśmy na parterze, Mrówka niepewnie zapytała:
- Ej, dlaczego nie jedziemy do góry???
- Pewnie przycisnęłaś nie ten guzik co trzeba - powiedział jej życzliwie Fimbul.
Winda zjechała na poziom -1. A potem wyjechała na piąte piętro.
Mrówka z Fimbulem poszli do 519. Zamkniętego, jak się okazało, na głucho.
Mrówka wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Piotrka.
- Gdzie jesteś?
- Krążę między 207 a 519 - wyjaśnił Piotrek.
- Aha, czyli jesteś tak bliżej 207?
- Tak, na drugim piętrze czekam na windę.
- Dobra, to czekamy na ciebie pod 519.

Przyjechał Piotrek i zabrał nas pod 207. Windą. Tym razem nie naciskałam żadnego guzika.
Niestety, dzięki temu dojechaliśmy dokładnie tam, gdzie chcieliśmy.

poniedziałek, 11 lutego 2008

478. o paniach przyszłego czasu

Pod wpływem tekstu Macho z ogłoszenia Fimbul zaczął się zastanawiać nad ogłoszeniem dotyczącym potencjalnej żony. Żeby było oryginalnie, ułożył sobie jego (ogłoszenia) treść w wierszyk:

FIMBUL
żeby wszystko miała naj,
taka trochę orient-style,
co by biła wciąż pokłony:
takiej poszukuję żony.

Po chwili dopisał jeszcze:
no i poprzez wstydu maskę
z chęcią mi robiła... ŁASKĘ

- Nie mogłem się powstrzymać - dopisał rozbrajająco.
Jak już się wyśmiałam, odpisałam mu:

MRÓWKA
Fakt, Fimbulku, zmartwi ten cię,
panie nie są już tak miłe
przestań marzyć o oriencie,
przeszła dziś uległość w siłę
Duch bojowy dam zwycięża:
miast pokłonów biją męża...

FIMBUL
będę walczył dzielnie zatem,
wszak nie obce mi karate.
jednak fakt ten smutny bardzo
gdzie mam szukać? w raju? w bardo?
w szafie, spodniach czy surducie?
(dla intertekstualnych uciech)


MRÓWKA
to do czego ci ta żona?
Kto ma BIĆ tu? Ty czy ona?
Skoro nic nie biła tu ci
czemu się zawczasu smucisz?
(a tak w ogóle do absurdu
doprowadzasz tekst przez SURDUT)

FIMBUL
bo ta walka nie jest w planie
jednak nie jest mi w smak lanie
i dlatego by nie gonić
po doktorach i znachorach
muszę chociaż się obronić
gdy napadnie mnie potwora!


MRÓWKA
Skoro nie w smak ci obrony,
po co szukać chcesz już żony?
Why? Dlaczego? Warum? Perche?
Najpierw obroń magisterkę...
potem sobie myśl o żonie.
(przed potworą cię obronię)

FIMBUL
lecz by nie siać już zamętu
zrezygnuję ja z orientu



FIMBUL
Prowadzenie debaty wierszem, o 22:45, przez GG, na temat poszukiwania stosownej partii, mieści się chyba w granicach normy i nie wymaga konsultacji z lekarzem ani farmaceutą?

ja nie wiem... ;)

niedziela, 10 lutego 2008

477. czy ja dużo piszę?

Napisałam do Ani, że Egzekutor mnie ostatnio pisarsko wytresował. I jego uwagi, z którymi się nie zgadzam, zaczynam odruchowo wcielać w życie.

Komentarz Ani mnie przerósł:

- Mrówka, ty tyle piszesz, że potrzeba ci dwóch promotorów. Teraz już widzisz, że piszesz dużo?


EDIT
- Jak ci jeszcze dr PM powie, że traktuje cię jak promotor, to mi stawiasz kawę za to, że mam rację, że za dużo piszesz - powiedziała mi właśnie Ania.
Już nie napiszę tu, co sobie w tym momencie wyobraziłam. Znowu mi się oberwie za grafomanię...

środa, 6 lutego 2008

473. szybka notka

Notatkę dodano:2008-02-06 23:14:34
Przykleiłam wczoraj na bocznej ścianie szafy (takiej niewidocznej od strony pokoju) trzeci "dorosły" dyplom. Więcej mi się nie zmieści.
- Wybuduję sobie w pokoju ściankę działową - poskarżyłam się Ani.
- Po co?
- Bo nie mam gdzie następnego dyplomu przywiesić, jakby się przydarzył.
- No faktycznie, lepiej jest wybudować ściankę działową niż kupić teczkę - odparła Ania.
Fakt ;D

- Jak się cieszę, że wchodzisz na mój blog! - powiedziała Mrówka Piotrkowi. - Bardzo lubię, jak ludzie mówią mi, że wchodzą na mój blog i go czytają...
- No ja muszę - odpowiedział Piotrek. - Muszę kontrolować, co o mnie piszesz. Czy nie za mało.

wtorek, 5 lutego 2008

472. wszystkie nasze ciemne sprawy

Notatkę dodano:2008-02-05 21:26:46
Korzystając z faktu, że trwa sesja, a w niej - egzaminy z oświecenia i romantyzmu, udała się Mrówka do Egzekutora po materiały, które spoczywały sobie spokojnie na Egzekutorskim biurku. W trakcie rozmowy zajrzał do Egzekutora Inny Wykładowca.
- Ja panią zaraz wyrzucę - uspokoił go Egzekutor.
- Nawet SAMA WYJDĘ!!! - wrzasnęła za Innym Wykładowcą Mrówka.

Wyszła po chwili i razem z Anią Sz. i Magdą P. udała się w kierunku schodów. Po krótkiej dyskusji na temat planów całej trójki i dojściu do jakiegoś porozumienia zmaterializował się Boss.
I urządził scenkę, po której Mrówka padła.

- O, Mrówka - powiedział Boss i zwrócił się do Ani i Magdy: - Zobaczcie, co ja teraz zrobię. Wyciągam portfel - rzekł i wyciągnął portfel. Z niego wyjął banknot, jaki Mrówka ma okazję widzieć rzadko, przeważnie wtedy kiedy spienięży swój urok osobisty wewnętrzny (bo nazywanie tego talentem to zdecydowana przesada). I wręczył ten banknot Mrówce.
Mrówka przyjęła go (w środku siebie walcząc ze śmiechem), grzecznie podziękowała, starając się nie brzmieć entuzjastycznie.
Ale to nie koniec.
- Co tydzień jej muszę taki banknot dawać - poskarżył się Bosski Promotor Ani i Magdzie. - Żeby chciała u mnie zostać. Człowiek sobie musi zapewniać doktorantów...



Tja... mam za tydzień przyjść znowu? ;) Do tej pory myślałam, że Boss by mi raczej dopłacał, żebym sobie od niego poszła... Miło pomyśleć, że może być odwrotnie...


EPILOG:
- Może wpłyń na Bossa, żeby to się stało jakąś nową świecką tradycją na wydziale? - zaproponował Piotrek.

sobota, 2 lutego 2008

471. sposoby na zły nastrój

Dawno, dawno temu (29 stycznia) stwierdziłam, że jest mi smutno bez powodu. Spróbowałam się pocieszyć rozmową z Piotrkiem i Salem.

- Ale mi psychika siadła - napisałam ze smutkiem do Piotrka. - Nic tylko siąść i ryczeć.
- Ej! - odpowiedział Piotrek. - Ale tak w pojedynkę? W duecie to zawsze ciekawiej wychodzi...
- W pojedynkę siąść? - zainteresowałam się gwałtownie.
- Nie, w pojedynkę ryczeć - uściślił Piotrek. - A w ogóle co się dzieje? Zwykle tryskasz, a teraz jakoś zaniemogłaś?...
- Hmm... w tym towarzystwie to chyba jednak TY tryskasz, nie ja... - sprecyzowałam.
- ENERGIĄ!!! - nakrzyczał na mnie Piotrek.
- A, energią... - odpisałam mu apatycznie, ale humor mi się poprawił.

Za chwilę rozmawiałam jeszcze z Salem.
- Głowa mnie boli - napisał Sal.
- A mnie dusza... - odpowiedziałam. - Czy co tam człowieka w chandrze boli.
- A, znaczy, tylko ja czuję ból - odparł Sal.

Tjaaa... ;)

Przecież z nimi nawet się nie da chandry mieć ;)

piątek, 1 lutego 2008

470. odgłos wydawany paszczą

Notatkę dodano:2008-02-01 22:18:16
- Ej, dlaczego jesz pączka? - z oburzeniem w głosie spytałam wczoraj Piotrka tuż po ostatnim czwartku. - Ja też chcę!
Piotrek bez słowa (nawet bez zrozumiałego w tym momencie westchnienia zniecierpliwienia) podsunął mi pod nos tacę z pączkami. Wzięłam sobie jednego i jem.
- Czy teraz zamierzasz - prychnął mi za plecami Fimbul - zjeść wszystkie pączki, które zostały na całej sali?
Spróbowałam się nie udławić.
- Mrówka - zatupała mi nad głową Ania. - Wszyscy na ciebie czekają.
Ponieważ "wszyscy" oznaczało też Bossa, postanowiłam się pospieszyć. Już wkrótce szliśmy razem, a po drodze Piotrek udzielał Ani korepetycji z fonetyki. Z mlaskania, dokładniej rzecz biorąc.

Staliśmy sobie w restauracji, czekając na wiadomość, czy znajdzie się dla nas miejsce.

Mrówka stała między Anią i Piotrkiem. Którzy dalej zajęci byli kwestią mlasków i cmoknięć i ich rolą w fonetyce.
- Są mlaski boczne - powiedział Piotrek i mlasknął. Ania, wpatrzona w niego jak w obrazek* próbowała powtórzyć ten dźwięk. Zaczynało się robić coraz bardziej absurdalnie.
- Piotrek! - nie wytrzymała w końcu Mrówka. - Tobie się wydaje, że jak jesteś fonetykiem, to ci już wolno mlaskać w miejscach publicznych?


*Ania, wiem, że to na pewno nie tak, ale w końcu subiektywnie tak to mogłam odebrać, żeby wzmocnić wymowę komiczną scenki ;)