Profesor W dał nam swój artykuł z "Raptularza Kulturalnego".
Czytałam go sobie i nagle podskoczyłam z radością.
- Takie same literackie skojarzenia mam! - zawołałam.
- Bo pewnie masz to po mnie w genach - wyjaśnił Profesor W. - Przez zapatrzenie.
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
sobota, 28 kwietnia 2007
251. sielanka
Właściwie tytuł dzisiejszej notki powinien brzmieć zupełnie inaczej, ale ten, który pasuje najbardziej, wymyślony przez Profesora W - Majówka u Profesorostwa W - został zarezerwowany dla zadania domowego Mrówki, czyli felietonu z dzisiejszej wyprawy.
Pojechaliśmy ze Sławkiem do Profesora W. Teoretycznie - na chwilę, żeby przetrzeć szlaki i poznać trasę.
Spotkaliśmy się w Sosnowcu na dworcu, potem jechaliśmy samochodem Sławka.
- Trzymaj mapę, będziesz mnie kierować - powiedział Slk. Do mnie. Ja się gubię wszędzie, na geografii się nie znam i mylę kierunki (na szybko nie potrafię rozróżnić, gdzie jest prawa a gdzie lewa strona). Do mnie. Której Arturek oznajmił ostatnio w Krakowie: "przecież gdybym ja do ciebie zadzwonił z pytaniem, gdzie jesteś, powiedziałabyś mi >>w Krakowie!<<".
Pojechaliśmy. Mrówka z duszą na ramieniu i mapką w rękach, Slk z duszą nie wiem gdzie i bez mapy.
I okazało się, że umiem! Trafiliśmy! Może dlatego, że Slk nie zawsze mnie słuchał? ;).
- Masz tam na mapie jakieś tory? - pyta się Slk w pewnym momencie.
- A jak na tej mapie wyglądają tory? Takie czarne kreski?
- Tak.
- To mam! O, nawet przez nie musimy przejechać! - ucieszyłam się.
I chwilę później faktycznie przejechaliśmy. Ucieszyłam się, że albo jedziemy idealnie i wszystko się zgadza, albo zabłądziliśmy i trafiamy przypadkiem w podobne miejsce.
Ale udało się trafić bez przygód.
A kiedy wracaliśmy, nie dość, że wypilotowałam Sławka - dzięki mapce od Profesora W - z Sosnowca, to jeszcze pokierowałam go do samego Jaworzna.
Aż jestem z siebie dumna! ;).
No i dziękuję za podwiezienie!
- Ciekawe, jak nas Mrówka w blogu dzisiaj obsmaruje... - zastanowił się Profesor W.
Sama się zastanawiam... Było wspaniale. Przyjechaliśmy na chwilę, zostaliśmy pół dnia.
- To ja może zadzwonię do brata, że jeszcze tu jesteśmy, niech się o mnie w domu nie martwią - odrywam się na chwilę od pogawędki.
- Zadzwoń - mówi Profesor W - powiedz, że w bezpiecznym miejscu jesteś.
Byłam. Oaza spokoju. Mnóstwo ciekawych opowieści, anegdot, żartów, pysznego jedzenia i atmosfera błogości. Upał i brzęczenie pszczół w ciszy.
No dobrze, trochę zostawię sobie na ten zaplanowany felieton.
Dopiero teraz widzę, jak bardzo brakowało mi takiego odpoczynku z prawdziwego zdarzenia, namiastki wakacji. Dopiero teraz - bo u Profesorostwa W nabrałam sił do pracy.
Panie Profesorze - dziękuję!
Pojechaliśmy ze Sławkiem do Profesora W. Teoretycznie - na chwilę, żeby przetrzeć szlaki i poznać trasę.
Spotkaliśmy się w Sosnowcu na dworcu, potem jechaliśmy samochodem Sławka.
- Trzymaj mapę, będziesz mnie kierować - powiedział Slk. Do mnie. Ja się gubię wszędzie, na geografii się nie znam i mylę kierunki (na szybko nie potrafię rozróżnić, gdzie jest prawa a gdzie lewa strona). Do mnie. Której Arturek oznajmił ostatnio w Krakowie: "przecież gdybym ja do ciebie zadzwonił z pytaniem, gdzie jesteś, powiedziałabyś mi >>w Krakowie!<<".
Pojechaliśmy. Mrówka z duszą na ramieniu i mapką w rękach, Slk z duszą nie wiem gdzie i bez mapy.
I okazało się, że umiem! Trafiliśmy! Może dlatego, że Slk nie zawsze mnie słuchał? ;).
- Masz tam na mapie jakieś tory? - pyta się Slk w pewnym momencie.
- A jak na tej mapie wyglądają tory? Takie czarne kreski?
- Tak.
- To mam! O, nawet przez nie musimy przejechać! - ucieszyłam się.
I chwilę później faktycznie przejechaliśmy. Ucieszyłam się, że albo jedziemy idealnie i wszystko się zgadza, albo zabłądziliśmy i trafiamy przypadkiem w podobne miejsce.
Ale udało się trafić bez przygód.
A kiedy wracaliśmy, nie dość, że wypilotowałam Sławka - dzięki mapce od Profesora W - z Sosnowca, to jeszcze pokierowałam go do samego Jaworzna.
Aż jestem z siebie dumna! ;).
No i dziękuję za podwiezienie!
- Ciekawe, jak nas Mrówka w blogu dzisiaj obsmaruje... - zastanowił się Profesor W.
Sama się zastanawiam... Było wspaniale. Przyjechaliśmy na chwilę, zostaliśmy pół dnia.
- To ja może zadzwonię do brata, że jeszcze tu jesteśmy, niech się o mnie w domu nie martwią - odrywam się na chwilę od pogawędki.
- Zadzwoń - mówi Profesor W - powiedz, że w bezpiecznym miejscu jesteś.
Byłam. Oaza spokoju. Mnóstwo ciekawych opowieści, anegdot, żartów, pysznego jedzenia i atmosfera błogości. Upał i brzęczenie pszczół w ciszy.
No dobrze, trochę zostawię sobie na ten zaplanowany felieton.
Dopiero teraz widzę, jak bardzo brakowało mi takiego odpoczynku z prawdziwego zdarzenia, namiastki wakacji. Dopiero teraz - bo u Profesorostwa W nabrałam sił do pracy.
Panie Profesorze - dziękuję!
piątek, 27 kwietnia 2007
250. finanse
Olek wczoraj opowiadał o tym, jak któregoś dnia dostał wypłatę stypendiów z dwóch lat kulturoznawstwa naraz i ogólnie wzbogacił się tego dnia o jakieś 3000 złotych.
- Zaraz zaraz, a ja cię wtedy znałam? - pytam, bo nie przypominałam sobie takiego faktu z życia kumpla z ławki.
- Wtedy to JA nikogo nie znałem! - odpowiada mi Olek.
Tja ;)
Potem chciałam wytłumaczyć a39, odkąd ciągnie się moja znajomość z Olkiem.
- Olka to ja znam od pierwszego... - zaczynam.
- Od pierwszego do piętnastego? - upewnia się a39. - Bo potem się Olkowi wypłata kończy?
No cóż :D...
Aha, chciałam jeszcze ogłosić, że byłam dzisiaj gościnnie na zajęciach z kulturoznawstwa (dzięki, MARTA!!!!!). I było fantastycznie.
- Zaraz zaraz, a ja cię wtedy znałam? - pytam, bo nie przypominałam sobie takiego faktu z życia kumpla z ławki.
- Wtedy to JA nikogo nie znałem! - odpowiada mi Olek.
Tja ;)
Potem chciałam wytłumaczyć a39, odkąd ciągnie się moja znajomość z Olkiem.
- Olka to ja znam od pierwszego... - zaczynam.
- Od pierwszego do piętnastego? - upewnia się a39. - Bo potem się Olkowi wypłata kończy?
No cóż :D...
Aha, chciałam jeszcze ogłosić, że byłam dzisiaj gościnnie na zajęciach z kulturoznawstwa (dzięki, MARTA!!!!!). I było fantastycznie.
czwartek, 26 kwietnia 2007
249. notka długa i wyczerpująca
Wróciłam do domu. I jestem WYKOŃCZONA. Do tego stopnia, że nie rozumiem, co się do mnie mówi / pisze.
- Potrzebujesz w akacji - stuka mi na gg Fimbul. Ciekawe, czy literówka, czy wziął pod uwagę mój stan. Pół godziny zastanawiałam się, czego potrzebuję i dlaczego to akurat akacja ma być.
Zdecydowanie, potrzebuję. Choćby i w akacji. Albo w świerku.
Przed wyjazdem do Katowic (drugim dzisiaj) dostałam smsa od wspaniałej i przesympatycznej Dziewczyny Sala. Sms brzmiał "nie ma wykladu. szkoda". Ponieważ na ten wykład (czyli na ostatni czwartek miesiąca w BŚ) umawiałyśmy się już od miesiąca, ponieważ rano widziałam się z Bossem i wiedziałam, że wykład jest, zastanowiło mnie, co się mogło przez ten czas, kiedy byłam w domu, zmienić. Dzwonię do Dziewczyny Sala.
- Cześć, jak to nie ma wykładu? - pytam (dowiedziałam się potem, że z przerażeniem w głosie ;)).
- Jak to nie ma wykładu? - pyta Dziewczyna Sala.
- Hmm.. dostałam od ciebie smsa przed chwilą... a nie stoi tam gdzieś przypadkiem Kamil? - domyśliłam się, KTO tak naprawdę był autorem smsa.
- KAMIL!!! - słyszę w słuchawce.
I wyobrażam sobie minę zadowolonego Sala ;).
Kiedyś się zemszczę.
Albo nie.
W końcu też się ubawiłam.
W Katowicach na wykład udało mi się namówić Fimbula, który akurat szedł na trening. Więc jakby Fimbul stracił kondycję przez opuszczenie jednego treningu, to przeze mnie. Przyznaję się.
Boss na nasz widok powiedział tylko, że życia nie mamy :D.
Po spotkaniu, które było wspaniałe, lecimy z Fimbulem na przystanki.
- Nie zdążę na autobus - sapię. - Za daleko mamy do dworca...
- Mrówko - odzywa się Fimbul bez zadyszki (mówiłam, że o jego kondycję jestem spokojna) - Jesteśmy na ulicy DWORCOWEJ. Uważasz, że dlaczego ona się DWORCOWA nazywa?
- Eeee... nie wiem?
- Bo jest KOŁO DWORCA - wyjaśnia mi FImbul.
- Ta, jasne! Fimbul, jesteśmy na Dworcowej 1726, naprawdę uważasz, że to jest KOŁO DWORCA? - pytam tak sobie.
Lecimy dalej.
- Dlaczego tak lecimy? - zastanawia się Fimbul. - Przecież mówiłaś, że nie zdążysz na autobus, a do następnego masz sporo czasu.
- Bo może zdążę! - wyjaśniam, z irracjonalną ufnością.
Zdążyłam.
I wiecie co? To jeszcze nie wszystkie historyjki z tego czwartku...
PS - do autobusu musiałam kawałeczek pobiec. Tyle, żeby przeciąć wszystkie ulice od kamienic przy dworcu do stanowiska z moim autobusem (czyli przedostatniego). Fimbul twierdzi, że to dlatego jestem teraz taka wyczerpana i plączę się w zeznaniach.
BARDZO śmieszne ;)
- Potrzebujesz w akacji - stuka mi na gg Fimbul. Ciekawe, czy literówka, czy wziął pod uwagę mój stan. Pół godziny zastanawiałam się, czego potrzebuję i dlaczego to akurat akacja ma być.
Zdecydowanie, potrzebuję. Choćby i w akacji. Albo w świerku.
Przed wyjazdem do Katowic (drugim dzisiaj) dostałam smsa od wspaniałej i przesympatycznej Dziewczyny Sala. Sms brzmiał "nie ma wykladu. szkoda". Ponieważ na ten wykład (czyli na ostatni czwartek miesiąca w BŚ) umawiałyśmy się już od miesiąca, ponieważ rano widziałam się z Bossem i wiedziałam, że wykład jest, zastanowiło mnie, co się mogło przez ten czas, kiedy byłam w domu, zmienić. Dzwonię do Dziewczyny Sala.
- Cześć, jak to nie ma wykładu? - pytam (dowiedziałam się potem, że z przerażeniem w głosie ;)).
- Jak to nie ma wykładu? - pyta Dziewczyna Sala.
- Hmm.. dostałam od ciebie smsa przed chwilą... a nie stoi tam gdzieś przypadkiem Kamil? - domyśliłam się, KTO tak naprawdę był autorem smsa.
- KAMIL!!! - słyszę w słuchawce.
I wyobrażam sobie minę zadowolonego Sala ;).
Kiedyś się zemszczę.
Albo nie.
W końcu też się ubawiłam.
W Katowicach na wykład udało mi się namówić Fimbula, który akurat szedł na trening. Więc jakby Fimbul stracił kondycję przez opuszczenie jednego treningu, to przeze mnie. Przyznaję się.
Boss na nasz widok powiedział tylko, że życia nie mamy :D.
Po spotkaniu, które było wspaniałe, lecimy z Fimbulem na przystanki.
- Nie zdążę na autobus - sapię. - Za daleko mamy do dworca...
- Mrówko - odzywa się Fimbul bez zadyszki (mówiłam, że o jego kondycję jestem spokojna) - Jesteśmy na ulicy DWORCOWEJ. Uważasz, że dlaczego ona się DWORCOWA nazywa?
- Eeee... nie wiem?
- Bo jest KOŁO DWORCA - wyjaśnia mi FImbul.
- Ta, jasne! Fimbul, jesteśmy na Dworcowej 1726, naprawdę uważasz, że to jest KOŁO DWORCA? - pytam tak sobie.
Lecimy dalej.
- Dlaczego tak lecimy? - zastanawia się Fimbul. - Przecież mówiłaś, że nie zdążysz na autobus, a do następnego masz sporo czasu.
- Bo może zdążę! - wyjaśniam, z irracjonalną ufnością.
Zdążyłam.
I wiecie co? To jeszcze nie wszystkie historyjki z tego czwartku...
PS - do autobusu musiałam kawałeczek pobiec. Tyle, żeby przeciąć wszystkie ulice od kamienic przy dworcu do stanowiska z moim autobusem (czyli przedostatniego). Fimbul twierdzi, że to dlatego jestem teraz taka wyczerpana i plączę się w zeznaniach.
BARDZO śmieszne ;)
248. egzystencjalnie
Zapomniałam wczoraj o notce, przepraszam ;)
Siedzimy sobie dzisiaj na korytarzu z Olkiem i a39. Przychodzi drugi (po PrzenajB.) z dwóch najbardziej kochanych wykładowców, dla którego na pewnej wyspie został stworzony Przyczółek. Wita się z nami i pyta, co słychać.
- A, takie rozważania egzystencjalne prowadzimy - odpowiada a39.
Wykładowca od Przyczółka dostosował się w mgnieniu oka - usiadł obok nas na ławce, westchnął i zwiesił głowę. Aktorsko wyszło mu pięknie.
A ja się popłakałam ze śmiechu ;).
Siedzimy sobie dzisiaj na korytarzu z Olkiem i a39. Przychodzi drugi (po PrzenajB.) z dwóch najbardziej kochanych wykładowców, dla którego na pewnej wyspie został stworzony Przyczółek. Wita się z nami i pyta, co słychać.
- A, takie rozważania egzystencjalne prowadzimy - odpowiada a39.
Wykładowca od Przyczółka dostosował się w mgnieniu oka - usiadł obok nas na ławce, westchnął i zwiesił głowę. Aktorsko wyszło mu pięknie.
A ja się popłakałam ze śmiechu ;).
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
246. gg z ML
ML: Widziałaś notkę?
Mrówka: Widziałam!
ML: Ale nie ma komentów!
Mrówka: To jeszcze o niczym nie świadczy!
ML: Mam badziewnych fanów!
Mrówka: Ja sobie wypraszam! Kaprysy gwiazdy, ot co!
ML: Fanki też badziewne. I PYSKATE. Następnym razem poproszę o jakieś fanki bez matury.
Mrówka:??
ML: No, będą we mnie wpatrzone bez zbędnych głupich pytań typu "a co, brak komenta oznacza, że się nie podoba?". Młode, chętne fanki przyjmę na praktykę.
Mrówka: Ale ty cały czas lubisz obrażać fanki.
ML: Fanki - nigdy w życiu. Przygodne ofermy - czemu nie.
Mrówka: Masz szczęście, że nie mówisz o mnie...
ML: Przygodne, mało domyślne ofermy...
chwilę później
Mrówka: A ty mi notek nie komentujesz!
ML: "To jeszcze o niczym nie świadczy"
no i kłóć się tu z takim ;)
Mrówka: Widziałam!
ML: Ale nie ma komentów!
Mrówka: To jeszcze o niczym nie świadczy!
ML: Mam badziewnych fanów!
Mrówka: Ja sobie wypraszam! Kaprysy gwiazdy, ot co!
ML: Fanki też badziewne. I PYSKATE. Następnym razem poproszę o jakieś fanki bez matury.
Mrówka:??
ML: No, będą we mnie wpatrzone bez zbędnych głupich pytań typu "a co, brak komenta oznacza, że się nie podoba?". Młode, chętne fanki przyjmę na praktykę.
Mrówka: Ale ty cały czas lubisz obrażać fanki.
ML: Fanki - nigdy w życiu. Przygodne ofermy - czemu nie.
Mrówka: Masz szczęście, że nie mówisz o mnie...
ML: Przygodne, mało domyślne ofermy...
chwilę później
Mrówka: A ty mi notek nie komentujesz!
ML: "To jeszcze o niczym nie świadczy"
no i kłóć się tu z takim ;)
piątek, 20 kwietnia 2007
243. chwile
Nie wiem, dlaczego, ale zawsze, kiedy jadę do Krakowa, w radiu leci piosenka Dżemu z refrenem, który ma stanowić chyba ponure memento - "w życiu piękne są tylko chwile".
Za KAŻDYM razem.
Wiem, że są piękne (te chwile).
Ale w takim razie moje życie składa się tylko z chwil.
- za moment wpadnę w ramiona Arturka (myśli sobie jadąca takim busem Mrówka)
"w życiu piękne są tylko chwile"
- trochę później poznam nowe zamówienia do "Spotkań"
"w życiu piękne są tylko chwile"
Nagle i niespodziewanie dostaje Mrówka informację, która ją uskrzydla.
"w życiu piękne są..." itd.
Wpada w ramiona Arturka (POM, a raczej POK czyli Powolny Obchód Krakowa).
"w życiu piękne są..."
Dostaje zamówienia do Ballady.
(chwile jak wyżej)
Dostaje prezent od twórcy "Spotkań", w nagrodę za teksty - Słownik dobrego stylu czyli wyrazy, które się lubią
(brat Mrówki na widok tytułu Słownik dobrego stylu kwiknął z radości, ZUPEŁNIE nie wiem, DLACZEGO ;), w każdym razie na pewno nie brał pod uwagę PRAWDZIWEGO przeznaczenia słownika :>)
Jedzie sobie (Mrówka) na wycieczkę niespodziewaną
"w życiu pięęęękne są tylko chwileeee"
Wraca w ramiona Arturka. Żeby nie było niedomówień - w PRZYJACIELSKIE ramiona Arturka ;).
(jak wyżej, znaczy, piękne są tylko chwile. W życiu.)
Wraca do domu (co też jest na swój sposób piękne, jak się jest wykończonym).
Gada przez telefon z Profesorem W
(a chwile ciągle swoje)
Dostaje parę miłych wiadomości...
Jeszcze właściwie do pełni szczęścia mi rozmowy z Promotorem zabrakło ;).
W każdym razie wszystkich, którzy pytają, informuję: w Krakowie było świetnie, piszę do "Ballady" dalej, w tej chwili została mi do wymyślenia jedna piosenka w dwóch wersjach. Sensowniejszą notkę spróbuję wyprodukować jutro. Dzisiaj padam na nos. Pójdę spać, nucąc, że "w życiu piękne są tylko chwile".
Dobranoc ;).
Za KAŻDYM razem.
Wiem, że są piękne (te chwile).
Ale w takim razie moje życie składa się tylko z chwil.
- za moment wpadnę w ramiona Arturka (myśli sobie jadąca takim busem Mrówka)
"w życiu piękne są tylko chwile"
- trochę później poznam nowe zamówienia do "Spotkań"
"w życiu piękne są tylko chwile"
Nagle i niespodziewanie dostaje Mrówka informację, która ją uskrzydla.
"w życiu piękne są..." itd.
Wpada w ramiona Arturka (POM, a raczej POK czyli Powolny Obchód Krakowa).
"w życiu piękne są..."
Dostaje zamówienia do Ballady.
(chwile jak wyżej)
Dostaje prezent od twórcy "Spotkań", w nagrodę za teksty - Słownik dobrego stylu czyli wyrazy, które się lubią
(brat Mrówki na widok tytułu Słownik dobrego stylu kwiknął z radości, ZUPEŁNIE nie wiem, DLACZEGO ;), w każdym razie na pewno nie brał pod uwagę PRAWDZIWEGO przeznaczenia słownika :>)
Jedzie sobie (Mrówka) na wycieczkę niespodziewaną
"w życiu pięęęękne są tylko chwileeee"
Wraca w ramiona Arturka. Żeby nie było niedomówień - w PRZYJACIELSKIE ramiona Arturka ;).
(jak wyżej, znaczy, piękne są tylko chwile. W życiu.)
Wraca do domu (co też jest na swój sposób piękne, jak się jest wykończonym).
Gada przez telefon z Profesorem W
(a chwile ciągle swoje)
Dostaje parę miłych wiadomości...
Jeszcze właściwie do pełni szczęścia mi rozmowy z Promotorem zabrakło ;).
W każdym razie wszystkich, którzy pytają, informuję: w Krakowie było świetnie, piszę do "Ballady" dalej, w tej chwili została mi do wymyślenia jedna piosenka w dwóch wersjach. Sensowniejszą notkę spróbuję wyprodukować jutro. Dzisiaj padam na nos. Pójdę spać, nucąc, że "w życiu piękne są tylko chwile".
Dobranoc ;).
czwartek, 19 kwietnia 2007
242. praprosemi
W zamierzchłych czasach informowałam Marcina o korektach w planie.
- Za tydzień nie ma prosemi! - powiedziałam mu.
- Nie ma? - zastanowił się Marcin. - To jak ty to przeżyjesz?
Sama nie wiem ;).
Jutro, jakby mnie ktoś szukał, siedzę w Krakowie.
- Za tydzień nie ma prosemi! - powiedziałam mu.
- Nie ma? - zastanowił się Marcin. - To jak ty to przeżyjesz?
Sama nie wiem ;).
Jutro, jakby mnie ktoś szukał, siedzę w Krakowie.
środa, 18 kwietnia 2007
241. pseudonimy
- Luku!!! - wrzeszczę konspiracyjnie do brata. - Wymyśl mi szybko jakiś pseudonim!
- Bazylek! - odwrzaskuje brat.
Tja...
- Bazylek! - odwrzaskuje brat.
Tja...
niedziela, 15 kwietnia 2007
238. suchy chleb
Z jednej strony mojego liceum rozciągają się... hmm.. ni to łąki, ni to pola, ni to nieużytki. Takie pagórkowate, trawą porośnięte.
Na tych łąkach pasł się dzisiaj duży kasztanowaty koń.
Zauważyłam go, kiedy jechaliśmy z bratem autobusem. Pasł się, koń jak byk, i ogonem machał (może był zadowolony).
- Patrz, koń! - zawołałam do brata, szturchając go w bok (brata, nie konia).
Brat się odwrócił, ale za późno, żeby cokolwiek zauważyć; koń zniknął za jednym z pagórków. Brat popatrzył na mnie ze współczuciem.
Już raz mnie ten koń zrobił w konia.
W czwartej klasie liceum siedzieliśmy sobie z moją grupą w świetlicy. W pewnym momencie podniosłam głowę i przez okno zobaczyłam, że po polach wędruje sobie koń.
- Patrzcie, koń! - zawołałam, wtedy jeszcze ze zdziwieniem, bo nie wierzyłam w jego istnienie.
Wszyscy się odwrócili do okna, a w tym czasie koń powędrował za jakieś drzewa i przestał być widoczny. Chyba przeszedł specjalne szkolenie z kamuflażu.
- No co? Był tam! - odezwałam się obronnie pod naciskiem badawczych spojrzeń ludzi z klasy.
- Iza... - mruknął Kaczor z wyraźną troską - nie pij tyle!
Na tych łąkach pasł się dzisiaj duży kasztanowaty koń.
Zauważyłam go, kiedy jechaliśmy z bratem autobusem. Pasł się, koń jak byk, i ogonem machał (może był zadowolony).
- Patrz, koń! - zawołałam do brata, szturchając go w bok (brata, nie konia).
Brat się odwrócił, ale za późno, żeby cokolwiek zauważyć; koń zniknął za jednym z pagórków. Brat popatrzył na mnie ze współczuciem.
Już raz mnie ten koń zrobił w konia.
W czwartej klasie liceum siedzieliśmy sobie z moją grupą w świetlicy. W pewnym momencie podniosłam głowę i przez okno zobaczyłam, że po polach wędruje sobie koń.
- Patrzcie, koń! - zawołałam, wtedy jeszcze ze zdziwieniem, bo nie wierzyłam w jego istnienie.
Wszyscy się odwrócili do okna, a w tym czasie koń powędrował za jakieś drzewa i przestał być widoczny. Chyba przeszedł specjalne szkolenie z kamuflażu.
- No co? Był tam! - odezwałam się obronnie pod naciskiem badawczych spojrzeń ludzi z klasy.
- Iza... - mruknął Kaczor z wyraźną troską - nie pij tyle!
piątek, 13 kwietnia 2007
236. semi
Czwartek.
00:11 Mrówka zasypia.
5:27 Mrówka się budzi.
5:58 Mrówka wysyła do Sala sygnałka. W trakcie wysyłania sygnałka Mrówka zastanawia się, czy na pewno dzwoni do Sala, bo jest jeszcze lekko nieprzytomna.
(zawsze, kiedy mamy zajęcia z Bossem o ósmej rano, puszczam Salowi o szóstej sygnałka - to znak, że ma się zbierać i jechać na wydział. Sal ma przeważnie wyłączony dźwięk w komórce, a poza tym ten zwyczaj praktykuję już trzeci rok, mógł się przyzwyczaić).
7:50 Sal wchodzi do sali i groźnie woła do Mrówki: "co to miało być?!"
8:00 wchodzi do sali Boss i mówi: "co wy, spać nie możecie, czy co?"
8:10 Boss każe Mrówce zrobić listę.
Mrówka nie ma kartki.
- To M. ci da kartkę, bo ma dużo, a pracę magisterską już napisała, więc jej nie są potrzebne - rozwiązuje problem mój Bosski Promotor.
M. daje Mrówce kartkę.
Mrówka wpisuje "wykład z kultury literackiej"
- Który dzisiaj jest? - pyta zaspanym głosem.
- Dwunasty...
Mrówka wpisuje na kartce "12." i podnosi głowę.
- Zero czwarty - podpowiada jej a39.
Mrówka wpisuje "04." i z rozpędu dopisuje "06"
No co? Roku mi nie podyktowali...
A dzisiaj na wydziale niespodziewanie spotkałam M. i Sala. Sal na mój widok stwierdził:
- Ale pracowite to seminarium...
Coś w tym jest ;).
00:11 Mrówka zasypia.
5:27 Mrówka się budzi.
5:58 Mrówka wysyła do Sala sygnałka. W trakcie wysyłania sygnałka Mrówka zastanawia się, czy na pewno dzwoni do Sala, bo jest jeszcze lekko nieprzytomna.
(zawsze, kiedy mamy zajęcia z Bossem o ósmej rano, puszczam Salowi o szóstej sygnałka - to znak, że ma się zbierać i jechać na wydział. Sal ma przeważnie wyłączony dźwięk w komórce, a poza tym ten zwyczaj praktykuję już trzeci rok, mógł się przyzwyczaić).
7:50 Sal wchodzi do sali i groźnie woła do Mrówki: "co to miało być?!"
8:00 wchodzi do sali Boss i mówi: "co wy, spać nie możecie, czy co?"
8:10 Boss każe Mrówce zrobić listę.
Mrówka nie ma kartki.
- To M. ci da kartkę, bo ma dużo, a pracę magisterską już napisała, więc jej nie są potrzebne - rozwiązuje problem mój Bosski Promotor.
M. daje Mrówce kartkę.
Mrówka wpisuje "wykład z kultury literackiej"
- Który dzisiaj jest? - pyta zaspanym głosem.
- Dwunasty...
Mrówka wpisuje na kartce "12." i podnosi głowę.
- Zero czwarty - podpowiada jej a39.
Mrówka wpisuje "04." i z rozpędu dopisuje "06"
No co? Roku mi nie podyktowali...
A dzisiaj na wydziale niespodziewanie spotkałam M. i Sala. Sal na mój widok stwierdził:
- Ale pracowite to seminarium...
Coś w tym jest ;).
czwartek, 12 kwietnia 2007
235. pamięć moja
- Czy my się jutro widzimy? - zapytałam przed chwilą na gg Fimbula.
- Jutro mam na 8 i do 11:15 - poinformował mnie Fimbul. - Więc przypuszczam, że około 12 do mnie zadzwonisz, z pytaniem, gdzie jestem. Bo już tak ze cztery razy zrobiłaś w piątek.
Nieprawda! ;)
Nie przypominam sobie ;)
- Jutro mam na 8 i do 11:15 - poinformował mnie Fimbul. - Więc przypuszczam, że około 12 do mnie zadzwonisz, z pytaniem, gdzie jestem. Bo już tak ze cztery razy zrobiłaś w piątek.
Nieprawda! ;)
Nie przypominam sobie ;)
poniedziałek, 9 kwietnia 2007
232. świnka
Lipiec 2004. Siedzieliśmy z Arturkiem na ławce po jakimś wyczerpującym POM-ie. Przed nami bez przerwy przebiegały dzieci, ze świnką morską na rękach. Kiedy biegły po raz dwudziesty, zobaczyłam w oczach świnki prośbę o pomoc.
- Wiesz, wydawało mi się - zaczął niepewnie Arturek - że ta świnka...
- ...wiem, trzymała w łapkach... - weszłam mu w słowo.
- Taki napis: "pomocy"! - zawołaliśmy razem.
- Arturek, do tej pory nie mieliśmy zwidów jednocześnie... - poinformowałam go.
I zrezygnowaliśmy z POM-ów w pełnym słońcu ;).
- Wiesz, wydawało mi się - zaczął niepewnie Arturek - że ta świnka...
- ...wiem, trzymała w łapkach... - weszłam mu w słowo.
- Taki napis: "pomocy"! - zawołaliśmy razem.
- Arturek, do tej pory nie mieliśmy zwidów jednocześnie... - poinformowałam go.
I zrezygnowaliśmy z POM-ów w pełnym słońcu ;).
niedziela, 8 kwietnia 2007
231. kura
Wchodzimy z mamą do masarni na naszym osiedlu.
Mama Mrówki: Jest kura?
Ekspedientka: Jest. Pokroić?
Mrówka: Nie. Zawołać.
a tych, którzy chcą się dowiedzieć, co można zrobić z jajkiem, odsyłam do notki Zadry...
Mama Mrówki: Jest kura?
Ekspedientka: Jest. Pokroić?
Mrówka: Nie. Zawołać.
a tych, którzy chcą się dowiedzieć, co można zrobić z jajkiem, odsyłam do notki Zadry...
sobota, 7 kwietnia 2007
230. w liceum
Już w liceum zaczęłam spisywać zabawne powiedzonka, rozmowy i hasła... Bardzo (hasło)twórczy był ksiądz...
- Co to, bilety macie? - zapytał "nasz" ksiądz, kiedy Przemek odbierał od polonistki bilety do teatru.
- Tak, musimy się odchamiać - wyjaśnił Przemek.
- Pomoże wam jak umarłemu kadzidło - pocieszył go ksiądz.
Kiedyś Kaczor nie mógł się uspokoić i cały czas parskał śmiechem. Ksiądz go upomniał.
- Jak wam niewiele trzeba do rozbawienia - skomentował.
- Przepraszam - mruknął Kaczor.
- Ty mnie nawet nie musisz przepraszać za taki stan umysłu - poinformował go ksiądz. A potem musiał mnie upominać ;).
- Co to, bilety macie? - zapytał "nasz" ksiądz, kiedy Przemek odbierał od polonistki bilety do teatru.
- Tak, musimy się odchamiać - wyjaśnił Przemek.
- Pomoże wam jak umarłemu kadzidło - pocieszył go ksiądz.
Kiedyś Kaczor nie mógł się uspokoić i cały czas parskał śmiechem. Ksiądz go upomniał.
- Jak wam niewiele trzeba do rozbawienia - skomentował.
- Przepraszam - mruknął Kaczor.
- Ty mnie nawet nie musisz przepraszać za taki stan umysłu - poinformował go ksiądz. A potem musiał mnie upominać ;).
piątek, 6 kwietnia 2007
229. blogi
- Wiesz, że Olek pisze swojego bloga? - poinformowałam Kasię, kiedy wychodziliśmy w trójkę (Mrówka, Kasia, Olek) z uczelni.
- O, gdzie? - zainteresowała się Kasia. Olek wyjaśnił (nie wiem, czy mogę podawać adres, więc na wszelki wypadek przemilczę ;)).
- Na Onecie trzeba było pisać! - powiedziała Kasia. - Tam jest konkurs i takie sieroty czasami wygrywają, że miałbyś szansę!
Normalnie kocham ich ;).
- O, gdzie? - zainteresowała się Kasia. Olek wyjaśnił (nie wiem, czy mogę podawać adres, więc na wszelki wypadek przemilczę ;)).
- Na Onecie trzeba było pisać! - powiedziała Kasia. - Tam jest konkurs i takie sieroty czasami wygrywają, że miałbyś szansę!
Normalnie kocham ich ;).
środa, 4 kwietnia 2007
228. Mrówkaliki Białego
Biały przysłał mi nową wersję Mrówkalików. Ciekawe, czy ten blog jest naprawdę taki słaby, moje rymy nietrafione itp. ;). Boję się zapytać :D
PRZEKOSMACONE MRÓWKALIKI â
Autor: Biały
Przypisy: Biały
(wersja 1.01)
Kto mi powie, że Mróweczki
blog jest słaby – lipa smętna,
ten poczuje wielkie bóle
w głowie, brzuchu, nawet... piętach.
Niech ktoś powie, że Mrówkowe
rymy nietrafione wcale,
tego chyba z nienawiścią,
w złości wnet na stosie spalę!
Niech spróbuje ktoś powiedzieć:
„Nieciekawe Środy Mrówki!”
to go zaraz bez namysłu,
wrzucę w złości do gnojówki!*
A kto zełga, że jej fotki
ciekawego nic nie wnoszą,
tego zaraz pod samochód,
który pędzi właśnie szosą!**
A kto krzyknie: "Te recenzje***
są zwyczajne - nic wielkiego!"
tego zaraz każę ubić!
Idiotę nieskończonego!
Kto oznajmi, że wiersz z notki
numer 200**** jest koszmarny*****,
Temu teraz, tu oświadczam,
że los jego będzie marny...
Wyśmiej tylko moje groźby,
Mrówki z Granic antyfanie!
Chyba już wiesz, co Cię czeka -
zawsze przeciw Tobie stanę******. ;)
*To jest boskie. ^^
**Mieszkam w miejscowości leżącej na trasie E7 – będzie bolało. ;]
***Recenzje Mrówki oczywiście. ;)
****Właściwie to 201, ale co poradzić. Wyraz „jeden” to aż dwie sylaby więcej – nie pasuje wcale. xP
*****Mimo tego że ten wiersz był między innymi o mnie, to i tak mi się podoba. Warto więc mu poświęcić osobną zwrotkę – niech to będzie swojego rodzaju rewanż. ;)
******Bić się nie będę – w tym także jestem słaby. :P
PRZEKOSMACONE MRÓWKALIKI â
Autor: Biały
Przypisy: Biały
(wersja 1.01)
Kto mi powie, że Mróweczki
blog jest słaby – lipa smętna,
ten poczuje wielkie bóle
w głowie, brzuchu, nawet... piętach.
Niech ktoś powie, że Mrówkowe
rymy nietrafione wcale,
tego chyba z nienawiścią,
w złości wnet na stosie spalę!
Niech spróbuje ktoś powiedzieć:
„Nieciekawe Środy Mrówki!”
to go zaraz bez namysłu,
wrzucę w złości do gnojówki!*
A kto zełga, że jej fotki
ciekawego nic nie wnoszą,
tego zaraz pod samochód,
który pędzi właśnie szosą!**
A kto krzyknie: "Te recenzje***
są zwyczajne - nic wielkiego!"
tego zaraz każę ubić!
Idiotę nieskończonego!
Kto oznajmi, że wiersz z notki
numer 200**** jest koszmarny*****,
Temu teraz, tu oświadczam,
że los jego będzie marny...
Wyśmiej tylko moje groźby,
Mrówki z Granic antyfanie!
Chyba już wiesz, co Cię czeka -
zawsze przeciw Tobie stanę******. ;)
*To jest boskie. ^^
**Mieszkam w miejscowości leżącej na trasie E7 – będzie bolało. ;]
***Recenzje Mrówki oczywiście. ;)
****Właściwie to 201, ale co poradzić. Wyraz „jeden” to aż dwie sylaby więcej – nie pasuje wcale. xP
*****Mimo tego że ten wiersz był między innymi o mnie, to i tak mi się podoba. Warto więc mu poświęcić osobną zwrotkę – niech to będzie swojego rodzaju rewanż. ;)
******Bić się nie będę – w tym także jestem słaby. :P
poniedziałek, 2 kwietnia 2007
226. klęska
wersja optymistyczna:
Kubie, z nadzieją, że się uśmiechnie
wersja pesymistyczna:
Kubie, z nadzieją, że się nie obrazi ;)
Spotkałam dzisiaj na wydziale Kubę. Taaa... "spotkałam"... Gdyby mnie nie zawołał, nawet bym go nie zauważyła. Bo mało spostrzegawcza jestem.
Ucieszyłam się, bo zawsze takie spotkanie oznacza przynajmniej pięć kroków miłej rozmowy. Przejście fragmentu korytarza. No to przechodzimy.
Nagle Kuba westchnął rozdzierająco.
- Na zajęcia idziesz? - spytałam, starając się wykrzesać ze swojego głosu maksimum współczucia.
- Gorzej! - jęknął Kuba. - Do czytelni!
I poszedł, zostawiając przy drzwiach mnie - bliską uduszenia się ze śmiechu.
Nieszczęścia, jak przypadki, chodzą po ludziach... Biedny... ;)
Kubie, z nadzieją, że się uśmiechnie
wersja pesymistyczna:
Kubie, z nadzieją, że się nie obrazi ;)
Spotkałam dzisiaj na wydziale Kubę. Taaa... "spotkałam"... Gdyby mnie nie zawołał, nawet bym go nie zauważyła. Bo mało spostrzegawcza jestem.
Ucieszyłam się, bo zawsze takie spotkanie oznacza przynajmniej pięć kroków miłej rozmowy. Przejście fragmentu korytarza. No to przechodzimy.
Nagle Kuba westchnął rozdzierająco.
- Na zajęcia idziesz? - spytałam, starając się wykrzesać ze swojego głosu maksimum współczucia.
- Gorzej! - jęknął Kuba. - Do czytelni!
I poszedł, zostawiając przy drzwiach mnie - bliską uduszenia się ze śmiechu.
Nieszczęścia, jak przypadki, chodzą po ludziach... Biedny... ;)
niedziela, 1 kwietnia 2007
225. co mi odbiło?
Dzisiaj w kościele stał przed nami (przede mną i bratem) dorosły mężczyzna z dzieckiem, na oko trzyletnim, na rękach. Dziecko trzymało małą palemkę. Nagle przyjrzało się jej uważnie i... zaczęło lekko bić nią po głowie tatusia.
Popatrzyłam na "naszą" palmę, potem na brata, potem na palmę...
- Też ci tak zaraz zrobię! - zaproponowałam. Brat pokręcił z politowaniem głową.
Aha! To dlatego chwilę później zabrał mi palmę i trzymał już przez całą drogę do domu! A ja się zastanawiałam, czemu nie chce mi jej oddać...
Popatrzyłam na "naszą" palmę, potem na brata, potem na palmę...
- Też ci tak zaraz zrobię! - zaproponowałam. Brat pokręcił z politowaniem głową.
Aha! To dlatego chwilę później zabrał mi palmę i trzymał już przez całą drogę do domu! A ja się zastanawiałam, czemu nie chce mi jej oddać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


