sobota, 31 października 2009

827. duma

- Lubię siedzieć na próbach, zawsze się coś ciekawego dzieje - mruknęłam do Robo jeszcze przed tym, jak biegaliśmy wszyscy po scenie ku radości dźwiękowca.
- Zupełnie inaczej jest niż na przedstawieniach, nie? - odmruknął Robo, obserwując próby symultaniczne kątem oka.
- Ale wiesz? Chciałabym już poczuć tę dumę, że siedzę tu jako tekściarz, a tam grają to, co napisałam.
- Dumę? - zdziwił się Robo. - Mrówa, jak będą grali TWOJE teksty?

Fakt, przesadziłam.

środa, 28 października 2009

826. wracam

WSTĘP

Kilka lat temu Mrówka-smarkula postanowiła spróbować swoich sił w satyrze profesjonalnej i pierwsze kroki skierowała tam, gdzie było najbliżej - na katowicką Kabaretową Scenę Trójki. Raczkującym w twórczości estradowej dzieckiem zaopiekowali się gospodarze katowickiej KST, wystawili nawet programy zbudowane na Mrówkowych tekstach, nie mówiąc o paru bardzo przydatnych wskazówkach.

Mrówce to nie wystarczyło. Uderzyła dalej - do twórcy, który współpracował kiedyś między innymi z Wojciechem Młynarskim i wymyślił program, o jakim przedmrówkowe pokolenie już wiedziało. Przystankiem drugim w poszukiwaniu scenicznego szczęścia były krakowskie Spotkania z Balladą. Tu zaczęła się szkoła satyry, warsztaty kabaretowe, poprawianie po kilka razy piosenki, której wydawałoby się - już nie da się uratować. SzB zeszły z anteny, kiedy osiem Mrówkowych piosenek zostało zaakceptowanych. Czas było zrobić kolejny krok.

Kolejny krok, paradoksalnie, nie był krokiem ogromnym dla ludzkości, ale dla Mrówki owszem. Dzięki Rewii Mrówka dostała się pod twórczą opiekę Egzekutora (choć sam Egzekutor do tej pory utrzymuje, że nie jest nauczycielem, a współtwórcą w R i nie pozwala Mrówce zajmować pozycji pilnego ucznia). Opieka Egzekutora oznaczała spore postępy w satyrze lingwistycznej - dotąd rejonie praktycznie Mrówce niedostępnym. Udawana rywalizacja z Egzekutorem, plus kuratela wykładowcy-od-satyry (a przyjaciela Egz) - to były niezłe bodźce do pisania. Ale - do pisania do szuflady. A potem...

Potem pojawił się Adin. To znaczy: Mrówka odkryła Adin i postawiła sobie cel niezwykle trudny do osiągnięcia: pisać dla Sikora. Rzecz praktycznie niemożliwa przy tym poziomie (jeszcze), ale tym bardziej mobilizująca. I kolejny kurs satyry, właściwie praca nad sobą z możliwością skonfrontowania tekstu z oceną Imperatora.



I teraz, po tym wszystkim, wracam na katowicką KST jako tekściarz. Wracam dojrzalsza, zmieniona, szczęśliwa i rozmarzona. Wracam rozpisana, z konkretnymi zamówieniami i pomysłami, które rodzą się w mgnieniu oka (ostatnio przez trzy tygodnie nie mogłam napisać tekstu na jeden temat, aż pewnej nocy w ciągu godziny napisałam cztery różne stylowo i puentowo piosenki o tym samym). Wracam, witana, jakby nie było tych kilku lat przerwy. Wracam - jak do domu.



NOTKA WŁAŚCIWA

(Miejsce akcji: garderoba na dwie osoby. Zaludniona przez dwie solistki, pianistę, dwóch gospodarzy, Świerszczychrząszcza i KZR, plus Mrówkę, która wychodzi).

- Gdzie jest moja koszulka? - miotał się Robo w garderobie.
- Ja tam nie wiem, czym teraz myją scenę - oznajmiłam nieśmiało. - Ale może idź i sprawdź.
Robo wyjął z torby drąg.
- Wiesz, co to jest? - zapytał. - To jest kij na mrówkę.
- Kopnę cię zaraz - powiedziałam do pleców Robo. Właściciel pleców dalej grzebał w torbie, powtarzając jak mantrę "gdzie moja koszulka?". - Jacek, czy ja go mogę kopnąć? - upewniłam się u przechodzącego właśnie gospodarza KST.
- Możesz - przytaknął Jacek, spoglądając na R. z góry. - Teraz ci nawet łatwiej będzie.
- Gdzie jest moja koszulka? - jęknął Robo.
- Ostatni skecz? - zapytał go Jacek. Robo spojrzał nierozumiejącym wzrokiem. Jacek zdecydował się na kontrmantrę: - Ostatni skecz? Ostatni skecz? Ostatni skecz?
- "Zaświaty" - załapał Robo.
- Wiesz, jak on wyzionie ducha na scenie, to wtedy wchodzicie - mruknęłam Jackowi. - To nawet pasuje jako ostatni skecz...

Wracam tam :).

poniedziałek, 26 października 2009

825. hobby

Przyjezdny ksiądz w niedzielę podczas kazania: mężczyzna hodował kury. Żona chodziła i tym kurom dawała jeść... Bo to tak często jest, że facet ma hobby, a kobieta to hobby karmi, żeby nie zdechło.

piątek, 23 października 2009

warsztat

Szlifowanie warsztatu satyrycznego to robota niemedialna.
Człowiek siedzi, analizuje, sprawdza, szuka, wymyśla, testuje, czyta innych. A potem rozmawia z satyrykami (co też, wbrew pozorom, znamion lansu nie ma, to w końcu niszowe, mimo wszystko). Zmiany widać z perspektywy czasu, efekty pracy nad sobą też.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim są fachowe podpowiedzi ze strony bardzo i bardziej doświadczonych:

- za mało zakręcone, zbyt po oczywistych,
- zgrabne, ale ciągle miękkie,
- fajne, ale, będę szczery, po prostu fajne,
- to jest na hihihi, a nie na hahaha.

(2 Imperator, 2 Robo dla jasności).
Były też pozytywne oceny, ale one zwykle są mało inspirujące.
I wiecie co? Z takich informacji też da się odczytać, co i jak w tekście zmienić.
A wtedy pisanie zmienia się w zabawę ;).

czwartek, 22 października 2009

824. wieści z ostatnich dni

1) Na konferencji dostałam gadżety z logo uczelni. Wieczorem opowiadam o tym Ani Sz.:
- Dostałam notesik, ołówek, długopis, taki, jakiego kiedyś zazdrościłam Bossowi, jak mi pożyczył do wypełniania papierów i piłkę. PIŁKĘ! Wyobrażasz to sobie? Idę na konferencję i dostaję piłkę. Jeszcze 600 i zrobię sobie basenik z piłkami!
(Komentarz Fimbula: "zawsze możesz zagadnąć tego obok, czy przyda mu się do czegoś piłka. W ten sposób po 300 już byś miała basenik")

2) Czytam listy Leonarda Niedźwiedzkiego. W jednym z pierwszych, datowanym na 1832 rok, nazywa Lindego (autora Słownika języka polskiego) pierdołą. Ciekawie się zapowiada.

3) Na autobusie napis motywacyjny "jeżdżę autobusem - nie korkuję ulic". Z dumą donoszę, że jeżdżę i nie korkuję. Trochę z innych pobudek, ale w końcu też się liczy, nie?

piątek, 16 października 2009

823. kabel

Od jakiegoś czasu widoku za oknem nie psuje mi kabel od internetu. Bo z niewiadomych przyczyn obwisł któregoś dnia. Sam z siebie.
- Kabla nie ma w kadrze, bo obwisł - tłumaczyłam Piotrkowi.
- Tak sam z siebie? - dziwił się Piotrek. - Co innego to może obwisnąć, ale kabel?
- A czemu kabel nie może, jak co innego może? - zirytowałam się w końcu.
- Bo w środku jest metal - wytłumaczył mi Piotrek. - Taki gruby drut stalowy. Może ktoś się na niego wspinał?
- Po kablu? Na czwartym piętrze?
- A co, nie wolno? - zdziwił się z kolei Piotrek.
- Wolno, ale hm... jakby ci to powiedzieć... mało ludzi się decyduje.
- Ten najwidoczniej był wyjątkowy - stwierdził Piotrek. - Zwykle jak ktoś się wspina po kablach od internetu to jest wyjątkowy, to przecież całkiem logiczne.

czwartek, 15 października 2009

822. talent

Robo chciał ofertę marketingową dla jego kabaretu.
Napisałam tam, że zespół korzysta z pomocy zaprzyjaźnionych artystów (no co? STWORZYŁAM im dwie piosenki!), żeby wzbogacić program.
- Hrhrhrhrhrhrhrh Mrówa - wycharczał Robo. - Zaprzyjaźnionych artystów?
- A co ja sobie będę odmawiać? - zastanowiłam się. - Chwileczkę, czepiasz się słowa "zaprzyjaźnionych" czy słowa "artystów"?
- Słowa "wzbogacać" - odparł Robo.

A jeszcze się będzie prosił o piosenkę.

poniedziałek, 12 października 2009

821. niedziela będzie dla mas

- Jutro mam święto, nie ma mnie - poinformował Mrówkę ML.
- Jakie święto? - zapytała Mrówka z ciekawości.
- Wigilia Dnia Nauczyciela.

sobota, 10 października 2009

820. bramka jest okrągła

- Siadaj przed tv i oglądaj paraolimpiadę - zaordynował Mrówce Mariusz lekarstwo na stres.
- Pewnie tak zrobię, bo co innego mi pozostało - stwierdziła smętnie Mrówka.
- A jak już tak zrobisz, to patrz na to coś okrągłego, co tak od nogi do nogi i do siatki - polecił Mariusz.
- Aaaa, to na tym to polega? - ucieszyła się Mrówka.
- Dokładnie. Tylko że to będą Czesi. My to ci, co noga i za boisko, do znajomego kibica.

niedziela, 4 października 2009

819. doping kreatywny

Notatkę dodano:2009-10-04 22:42:26

Polki zdobyły na ME brązowy medal.

A rano na meczu do sędziego, który bardzo źle sędziował, jeden kibic zawołał:

- A żebyś się udławił protezą własnej babki, ty Rumcajsie!

sobota, 3 października 2009

818. Olek :)

W piątek na wydziale spotkałam Olka!!! Od razu zweryfikowałam wszystkie plany i ustaliliśmy, że wracamy do domu razem, jak za dawnych dobrych czasów. Po załatwieniu wszystkich uczelnianych spraw wyszliśmy z budynku i ja skierowałam się w stronę Francuskiej (tam, gdzie mieszka Olek i gdzie dawniej był mój przystanek), a Olek - w stronę dworca (gdzie TERAZ jest mój przystanek).
- Gdzie ty idziesz? - zdziwił się Olek.
- Na dworzec, ale mam dużo czasu, więc na Francuską.
- Ja też idę na dworzec - powiedział Olek, więc przestałam się przepychać.
Na dworcu Olek zapytał w kiosku (kolejnym), czy jest gazeta z płytą, którą chciał sobie kupić.
- Dzień dobry, czy dostanę gazetę z płytą? - zapytał grzecznie pani w okienku.
- Nie - odparła pani.
- Bo widzisz - mruknęłam do Olka konspiracyjnie. - Najpierw mogłeś zapytać, czy jest gazeta z płytą, a gdyby pani powiedziała, że jest, to wtedy poprosić.
- Nie - pokręcił głową Olek. - Bo gdyby powiedziała, że jest, a potem powiedziała, że mi nie da, byłoby mi przykro.



Już nie napiszę o tym, że kiedy szliśmy na dworzec, przez 90% drogi musieliśmy brnąć przez piaski i omijać ciężki sprzęt drogowy. Porównaliśmy doświadczenia: kiedy chodzimy sami, takie coś nam się nie przydarza...

czwartek, 1 października 2009

o wszystkim bez sensu

1) Trochę autoironicznie: pisałam dla Piotrka Rybnickiego tekst o piosence kabaretowej i zlazłam na warsztat (bo jak ja inaczej bym mogła?). Mam tam fragment:

"Jednak nawet i dzisiaj [...] układanie dobrych tekstów wydaje się możliwe. Trzeba tylko pamiętać o kilku arcyważnych zasadach: wyrazy w klauzulach wersów powinny pochodzić z różnych pól semantycznych [...]. Tekściarzowi nie wolno (chyba że inne są założenia i ogólna idea utworu) wprowadzać nienaturalnego szyku wyrazów tylko po to, by ułatwić sobie rymowanie. Mało tego: końcówki wersów to miejsca, które szczególnie przyciągają uwagę odbiorców: nie warto marnować potencjału humorystycznego tych partii na wplatanie fraz, które w kontekście dowcipu są pozbawione znaczenia. Lepiej traktować wersy jako całostki tekstowe o rosnącym rozkładzie akcentów komicznych (przewrotkowych) niż wymuszanymi lub przypadkowymi zapiskami zdradzać brak warsztatowej sprawności."

Żebym to jeszcze umiała zastosować w praktyce. ;)

2) Polki w półfinale mistrzostw Europy (w siatkówce oczywiście).

3) Wyszłam dziś od Bossa (który podpisywał sterty papierów rozmaitych) i zajrzałam do gabinetu Egzekutora ze słowami "dzień dobry, przyszłam się przywitać". Po czym zostałam na pół godziny, przegadaliśmy chyba wszystkie możliwe tematy.

4) Studentów moich kochanych z miasta R. widuję teraz na korytarzu w Katowicach, jak nie będą wszyscy tak zabiegani, może uda mi się z nimi trochę pogadać.

5) napis na sklepie jubilerskim:
"- naprawianie biżuterii,
- usługi"
(i jeszcze parę wyszczególnionych).
Ciekawe, jakie usługi.



Robo i ja mamy zupełnie różne poglądy na kabaret, satyrę, komizm itp. W związku z tym spory o sprawy podstawowe są u nas na porządku dziennym. Kiedy Robo zaproponował, żebym napisała mu piosenkę wstępną do programu jego kabaretu, uchylałam się od tego jak tylko mogłam. Było jasne, że to, co będzie się podobało mnie, nie spodoba się jemu.

Ale Robo, pytany o temat piosenki, powtarzał jak mantrę, że temat już mi ostatnio wymyślił. I w końcu napisałam.
- Właśnie sobie uświadomiłem, że jak mi się nie spodoba, to nic więcej mi nie napiszesz - powiedział mi przez telefon Robo, jeszcze przed lekturą.
- Nie no, musimy tu przyjąć taki układ, że TY się wyjątkowo znasz i wiesz, czego chcesz, a ja się mam dostosować - oznajmiłam, bo przypomniało mi się, że we wstępnych rozmowach inaczej widzieliśmy to, co potem napisałam.
- Dobra, będę cię opieprzał - ucieszył się Robo. - Mogę przeczytać jutro, czy opieprz chcesz już teraz? - zapytał wieczorem na gg.

Po czym dostał tekst.

Przeczytał go.

I powiedział, że to jest to, o co mu chodziło.

- To podejrzane - napisałam. - Kpisz sobie ze mnie, tak?
- Tak, tekst jest fatalny, tylko nie chciałem ci o tym mówić. W sumie to chciałem wydrukować, pokazać chłopakom i byśmy się lali nad tandetą utworu wszyscy.

Dziś dostał pełny tekst, z rozpisanymi zwrotkami i refrenami.
I się zachwyca.
Świat schodzi na psy...



Jakby ktoś miał pomysły na temat...