czwartek, 31 grudnia 2009

------------------

Miałam szczery zamiar, wzorem większości blogowiczów, zrobić jakieś sensowne podsumowanie roku. Ale po pierwszym zdaniu mi się znudziło, więc zrobię podsumowanie w skrócie.
Dla mnie to był rok kabaretowy - na początek dwa ważne przedstawienia (Chlip-Hop w Korezie i Andrus w Rialcie, dzięki, Aniu Sz.!), potem Adin w Korezie (dzięki, Aniu B. i Mariuszu Ani, i Jacku, i Sikorze też!). Potem występ na 30-leciu Długich (Aniu Sz.... ;)). Przełamanie własnej niemocy twórczej dzięki podpowiedziom Imperatora, milion dyskusji z Władkiem Sikorą. Rewia, którą udało się doprowadzić do końca, do ostatniego tomu.

Były nowe zajęcia i nowi, kochani studenci.

Były też spore zmiany - odeszłam z Granic i założyłam własnego bloga recenzenckiego na stronie tu-czytam - i to była jedna z lepszych decyzji, jakie w życiu do tej pory podjęłam.

Było parę spełnionych marzeń, parę nowych marzeń do spełnienia w przyszłości, trochę uśmiechów, ludzi, którzy umożliwili mi realizowanie tego, co przyszło mi do głowy, choćby się wydawało nierealne.

W radiu powiedzieli dzisiaj, że życzą słuchaczom, żeby rok 2010 był najlepszy w ich życiu. Mam nadzieję, że nie będzie najlepszy. Ja Wam życzę, żeby ten najlepszy był zawsze przed Wami.

środa, 30 grudnia 2009

857. cyferka

- Ej, jakiej cyferki nie znasz? - zainteresował się Fimbul. - 7?
- Chyba 5, myślałam, że to 6 - odparłam. - Dlaczego 7?
- Przeceniłem cię - zmartwił się Fimbul.

wtorek, 29 grudnia 2009

856. oczy

Byłam u okulistki, tak sobie, kontrolnie, bo wzrok mi się nie zmienia od lat kilkunastu.
Nie zmienił się i teraz, ale pielęgniarka zaczęła mi robić testy nie wiem na co. Dała mi przyciemnione okulary, pokazała tabliczkę ze zwierzętami. Już samo to powinno mnie zastanowić.
Na jednym obrazku była olbrzymia mucha, która, po włożeniu okularów, okazała się trójwymiarowa. Miałam ją złapać za skrzydełka.
Fuj.
Złapałam (nie wiem, czy prawidłowo, bo według brata odstawało w trójwymiarze jedno skrzydełko, mnie się wydawało, że oba).
A potem dostałam test z królikami.
Cztery rządki po cztery obrazki.
Jakiś królik miał być WYŻEJ niż pozostałe. Szukałam wyżej w dwóch wymiarach, bo od dziecka nie widzę nic na testach trójwymiarowych po trzeciej sekundzie patrzenia, więc nie przyszło mi do głowy, że to chodzi o trójwymiarowego królika. W zasadzie odkrycie sekretów wykonania królików mi pomogło i wskazywałam po prostu te narysowane w innej płaszczyźnie niż wszystkie. Udało się. Wróciłam do gabinetu.

- Jakieś problemy tam były? - zapytała okulistka.
- Tak, ze zrozumieniem polecenia - mruknęła Mrówka. - Dobrze, że to był test na wzrok, a nie na inteligencję...

To już w sumie mogłam powiedzieć, że jedyna cyferka, której nie widziałam, to cyferka, której jeszcze nie znam.

niedziela, 27 grudnia 2009

855. poświątecznie

Dałam sobie chwilę przerwy na obu blogach. Dobra, dobra, w święta nie robiłam nic. Poza czytaniem, objadaniem się i pisaniem tekstów satyrycznych. Szczyt lenistwa. Teraz parę dni mocno intensywnej pracy i znowu zamierzam sobie satyrycznie wypoczywać z okazji Nowego Roku.

- Ej, weszliśmy na dziewiąte piętro do Ani po schodach! - pochwaliłam się Fimbulowi po Korezie.
- Ale tak od poziomu parteru, czy wjechałaś windą na ósme? - zainteresował się Fimbul.



Motto na dzisiaj pochodzi z opisu na gg Radka:

"Idioci dbają o porządek. Geniusz panuje nad chaosem"

czwartek, 24 grudnia 2009

854. świątecznie

- Ej, Mrówka, jutro przemówisz ludzkim głosem - napisała wczoraj wieczorem Ania. Pokazałam to Fimbulowi.
- I tak wszyscy wiedzą, co powiesz - stwierdził Fimbul. - Że cię coś boli, albo że ci się nie chce.

Tja...


Wesołych Świąt!

środa, 23 grudnia 2009

853. Mrówka kontra cytrusy

Zachciało mi się pić.
A nawet nie, wcale mi się nie zachciało, tylko gdzieś w głowie zatrzepotała myśl, że może by przygotować sobie bombę witaminową w postaci szklanki soku z cytrusów. Świeżo wyciśniętego soku.
Nie mam w zwyczaju walczyć z własnymi zachciankami, więc poszłam do kuchni, żeby przygotować sobie ten przysmak. Znalazłam ręczny wyciskacz do cytrusów (nakłada się toto na szklankę i sok spływa od razu tam, gdzie powinien się znaleźć), znalazłam cytrusy, optymistycznie przygotowałam sobie dwie pomarańcze i cytrynę. Wszystko olbrzymie, bo co sobie będę żałować.

Po wyciśnięciu pierwszej połówki pomarańczy stwierdziłam, że:
1) mam w szklance podejrzanie mało soku (a nie wypływał mi przecież bokami),
2) siły mi się wyczerpują,
3) więcej soku wyciskam ręcznie niż na wyciskaczu.

Uznałam, że lepsza będzie metoda ludów pierwotnych (z czasów mamuta) i wydusiłam ostatnie krople soku łyżeczką.

Po wyciśnięciu cytryny miałam 3/4 szklanki mętnego soku i pół godziny ciężkiej harówy za sobą. Uznałam, że szklanka nie musi być wcale pełna, aż tak mi się pić nie chce - i jedną pomarańczę odłożyłam. Doszłam do wniosku, że:

1) jak mi się następnym razem zachce przetworzonego owocu, to sięgnę po ananasa z puszki,
2) cytryna jest stworzeniem agresywnym, zaatakowana (ściśle mówiąc, przyduszana), strzela jadem, celując w oko przeciwnika.


A sok i tak musiałam dosłodzić, rozcieńczyć i jeszcze raz dosłodzić i rozcieńczyć.
Potem, dla wyrównania poziomu słodkości, zeżarłam cukierka z choinki.
Samo zdrowie.

wtorek, 22 grudnia 2009

852. życzenia

- Rany, ludzie mi już życzenia przysyłają - napisała Ania Sz. - Jak ja tego nie cierpię... to znaczy fajnie, że przysyłają, ale nie chce mi się wysyłać.
- Mi też - odparłam, bo potakiwałam jej przez cały czas.
- Wiem, w każde święta o tym gadamy - napisała Ania.

Fakt.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

851. wstępy

- Ciekawe, czy nas kiedyś poproszą o napisanie wstępu do czegoś - zastanowiłam się.
- Mnie już tak - odparł Fimbulek. - Ty mnie poprosiłaś o napisanie wstępu do R2!
- To tylko mnie nikt nie prosi łaaaaa... mogę na bloga?
- Tak. W sumie niezły mam czas, kilka sekund i już na blogu - ucieszył się Fimbul.


- Jeszcze raz gratuluję ci występu - powiedział Piotrek (Piotrek kabaretowy, jego kabaret jest starszy ode mnie w końcu) przez telefon. - Widzę, że połknęłaś bakcyla. I O TO CHODZIŁO.
A ja myślałam, że jego granie złego policjanta (żadnych ustępstw, żadnych dyskusji, zero szansy na negocjacje i niewrażliwość na minki) miało jakiś inny cel ;).

niedziela, 20 grudnia 2009

850. j.

Fimbul przysłał mi na gg emotkę "przytul".
- Jak się czujesz? - zapytałam od razu.
- Źle - odpisał Fimbulek. - Dlatego cię zarażam.







Odreagowuję scenę. Trochę tęsknoty, trochę chandry, trochę pustki, trochę zimna.

sobota, 19 grudnia 2009

849, ***

- Robo, ty jesteś kabareciarzem, może przeczytaj ten tekst! - powiedziała Mrówka rozpaczliwie, rozglądając się za Jackiem.
- Nie - pokręcił głową Robo, zadowolony, że łatwo się wymiga.
- No to weź i poproś Kamola - jęczała Mrówka.
- Sama go poproś.
- ROBO ZRÓB COŚ, JA NIE CHCĘ! Nie, nie, nie, nie, nie - szamotała się Mrówka, szukając w zeszycie szkiców do tekstu, dla jakiegokolwiek rozeznania się w sytuacji.
- Mrówka, ty naprawdę jesteś zdenerwowana - przestraszyła się Ania.
- Nie, ja gram - mruknęła Mrówka, dostrzegając w tekście potencjał do mówienia na scenie.
- Skoro TO grasz, to jesteś w stanie przeczytać tekst - oznajmił Robo.


Na drugi dzień powiedział mi, że jeśli ja tak gram zdenerwowanie, to nie chciałby widzieć, co robię, kiedy denerwuję się naprawdę ;D.

Wpadłam na tradycyjne ploty do Egzekutora i opowiedziałam mu o moim debiucie scenicznym. Po pierwszym zdaniu Egzekutor spojrzał na mnie i powiedział:
- Współczuję pani.
- Czemu? - zainteresowałam się.
- Bo połknęła pani bakcyla.

Coś w tym, cholera, jest...

piątek, 18 grudnia 2009

848. noc u Ani

Kiedy już Robo i Mrówka położyli się (koło 3 nad ranem) u Ani spać, Mrówka zerknęła w okno i zdziwiła się, że jest tak jasno.
- Robo, Robo! Zobacz, jak jest jasno - zawołała szeptem. Może zaraz będzie wschód słońca?
- Tak - powiedział Robo i siłą woli powstrzymał pukanie się w czoło. - Mrówa, jest zima, słońce wzejdzie koło ósmej.
- Aha - mruknęła uspokojona Mrówka i położyła głowę na poduszce.

Wyjaśnienie techniczne: Mrówka spała na łóżku Ani, Robo na podłodze, na karimacie i na śpiworze.

Mrówka położyła głowę na poduszce. Prawie miała zamiar zapaść w sen, kiedy nagle coś straszliwie łomotnęło. Gruchnęło w pokoju. Mrówka podniosła głowę i zapytała z rosnącym poczuciem nierzeczywistości
- Robo?
- Co?
- SPADŁEŚ Z KARIMATY?

Na szczęście tylko kopnął się w krzesło.

czwartek, 17 grudnia 2009

847. debiut niespodziewany

Takiego debiutu, przyznaję, nie miałam w planach. Ale od początku.
Wybrałam się do Korezu. Wlazłam, oczywiście, na próbę, bo zawsze włażę. Tam - chaos. Muzycy urządzają sobie jam session, techniczni próbują opanować kable.
- Ale zamieszanie, nie? - rzuca mi w przelocie naczelny dźwiękowiec, Sergiusz.
- Fajne - uśmiecham się, bo faktycznie lubię to (nie ja się męczę, więc lubię).
- To dobre określenie - kiwnął głową Sergio, kiedy przebiegał z kablami po raz kolejny.
- Może ja się powinnam nauczyć rozróżniać kable, to przydam się do zwijania - powiedziałam mu przy kolejnym spotkaniu.
- To jest jakaś koncepcja - zamyślił się Sergiusz.

Wyszłam sobie po próbie z sali i natknęłam się na Robo. Zamiast wyjść gdzieś na dwie godziny, siedliśmy w korytarzu między garderobą a biurem (czyli drugą garderobą na czas występu) i obserwowaliśmy.
Przebiegł Jacek z pakułami w ręku.
- Co to jest? - nie wytrzymałam.
- Włosy szczura - odparł Jacek. - Znaczy, ta, peruka szczura.

Potem wpadł dyrektor teatru, który miał czytać mój list. Próbował zrzucić to na mnie, ale powiedziałam, że nie umiem, nie chcę, zeżre mnie trema. Ustąpił, tyle że na drugim przedstawieniu już nie mógł zostać i kiedy na 40 minut przed drugim spektaklem gadałam sobie w najlepsze z Anią i Robo, Jacek w przelocie rzucił:
- Teraz ty odczytasz ten tekst.
- Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. NIE. Nie. NIE. NIE. - powiedziałam rozpaczliwie. - Nie wyglądam scenicznie, mam głupi głos przez mikrofon, trema mnie zeżre, potknę się przy wchodzeniu na scenę.
- To będzie idealnie - ucieszył się Piotrek. - To jest kabaret, będzie śmiesznie.
- Nie mam dobrego tekstu!
- Ale ludziom się podobało jak dyrektor czytał!
- Bo to DYREKTOR czytał, musiało im się podobać! Może Agnieszka przeczyta?
- Agnieszka nie może, jest w zespole. Albo ty, albo nikt.

Zaprzestałam perswazji słownej i zaczęłam stosować podprogową. Przebiegał Jacek, więc zrobiłam oczka Bambi (albo oczka kota ze Shreka, jak kto woli). Jacek wybuchnął śmiechem i poleciał.
- Jacek! A może Kamol by to przeczytał? - wrzasnęłam za nim.
- Zapytaj go! - usłyszałam, więc wtarabaniłam się do garderoby.
- Panie Dariuszu, nie przeczytałby pan tekstu na 30-lecie Długich? Bo oni chcą, żebym go wygłosiła, a ja nie potrafię... - poskarżyłam się, podając Kamolowi kartkę. Kamol przeczytał, pochwalił i powiedział, że muszę to zrobić sama.
- Mogę ci dać jedną radę - oznajmił. - Pomyśl sobie, że od tego, jak wygłosisz ten tekst, zależy całe twoje życie.

Nie uwierzycie, pomogło. Pogodziłam się z losem, wzięłam szklankę soku, stanęłam na chwilę na scenie, żeby zobaczyć, co widzę (nie widziałam NIC, co mnie uspokoiło jeszcze bardziej).

- Powiem ci jeszcze coś - dorzucił potem Kamol. - Jak już zejdziesz ze sceny, to będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Wzięłam więc tekst, który widziałam po raz drugi w życiu, szklankę soku, i poszłam do Ani i Robo.
- Zajęliśmy ci miejsce na skraju, bo przecież wychodzisz na scenę - powiedzieli szelmowsko.

Cóż, wzięłam długopis, pozaznaczałam sobie akcenty i spojrzenia w tekście.



A potem mi wszyscy gratulowali.



Tekst, jeśli ktoś chce:

List otwarty na 30-lecie kabaretu Długi

Kochany Jacku i drogi Piotrze,
nie wiem, czy wiecie, że na estradzie
dziś występują zespoły młodsze,
a takie jak Wasz - to coraz rzadziej.
Już obchodzicie trzydziestolecie...
kiedy Wy wreszcie spoważniejecie?

Ile lat można robić kabaret
w tym miejscu głośno zapytać muszę.
Rok, drugi, trzeci - czyli lat parę.
Bo potem - tylko jubileusze!

Fakt, jubileusz życie umila:
od wieków tak jest - gala za galą -
wyjdzie na scenę taki jubilat,
nie musi śmieszyć - wszyscy go chwalą.

Wydają goście pochwalne pienia,
publiczność siedzi rozradowana.
Ilu tu przyszło, co Was docenia,
a ilu chętkę ma na szampana???

Mówicie: nazwę mamy od wzrostu,
albo od długów, gdy rosną ceny.
A ona znaczy, że Was po prostu
od lat się nie da spędzić ze sceny.

Ja Wam występów nie bronię w sumie,
grajcie tam sobie jak chcecie, ale
nie sztuka robić coś, co się umie.
Może od dziś się weźcie za balet?
Tam jedna, druga i trzecia próba
i znowu ludzie mieliby ubaw...

Nie jestem wredna, też Was pochwalę,
może zasilę czymś Wasze konto,
powiem: SKŁADACIE SIĘ Z SAMYCH ZALET.
W Waszą rocznicę.
W siedemdziesiątą.


(dopisałam sobie jeszcze, kiedy siedziałam na widowni):
Mogę się nawet pławić w zachwycie...
A za ten list to mi zapłacicie?





Ani Sz. dziękujemy za nocleg :D

wtorek, 15 grudnia 2009

846. jutro

Na trzydziestolecie kabaretu napisałam dla Jacka i Piotrka wredny list otwarty (po premierze może wkleję, a może nie...).
- Chyba się ucieszą - zawyrokował Robo. - Ale zmartwię cię trochę. Pewnie ci każą, jako autorce, wstać i się ukłonić.
- Wiesz, co się wtedy stanie, wiesz? - zapytałam od razu.
- Wiem - napisał Robo, chociaż wcale nie wiedział. - Cegła na ryju i nie wstanę. - (mówiłam, że nie wiedział!).
- Nie. Niesiona falą podziwu dla samej siebie wstanę, zechcę się ukłonić, strzelą mnie korzonki, bo dlaczego by miały nie strzelić, uniemożliwią mi jakikolwiek ruch ciała, przez co spadnę na ryj trzy rzędy niżej i wystąpię jako atrakcja wieczoru.
- Mam na to świetną radę - odparł Robo pogodnie. - Siądź w pierwszym rzędzie, wtedy spadniesz na ryj prosto na scenę.
- Świetna rada - uznałam. - Ale nie do końca, bo scena w Korezie jest na podwyższeniu, więc spadnę i wybiję sobie zęby, co w moim przypadku jest niemożliwe, więc nie wiadomo, co sobie uszkodzę i jak. Zatem jedyna rada - incognito.
- Jasne - zdenerwował się Robo. - Przyjdziesz dwie godziny przed występem i incognito. Będziesz się chować przed Jackiem pod krzesłem?

Tja...


Najśmieszniejsze w całej sytuacji jest to, że idę jako tekściarz-satyryk ze specjalnością: piosenka kabaretowa. A w programie, poza gospodarzami, Hrabi z zestawem piosenek ("Pienia i jęki") i Kaczki z Nowej Paczki (to ci od Dziubdziuba, kabaret piosenki).

poniedziałek, 14 grudnia 2009

845. zastaw

- Chodź ze mną do czytelni czasopism - powiedział Fimbul. - Musimy skserować artykuł, a ja nie mam żadnego dowodu.
- Teraz powinna być Moja Ulubiona Pani z Czytelni, to nie potrzebujemy dowodu - odparłam, zostawiliśmy rzeczy w sali, zamkniętej na klucz i zeszliśmy cztery piętra w dół.
MUPzC akurat nie było. Perspektywa wracania na czwarte piętro nieco mnie przeraziła i wyzwoliła trochę kreatywności.
- Dzień dobry, potrzebujemy artykuł na ksero, ale nie mamy dowodów - wyznałam. - To ja mogę zostać w czytelni jako zastaw.
Pani się na to zgodziła, Fimbul poszedł kserować artykuł, a ja siadłam sobie i przeglądałam jakieś czasopismo. Przyszła MUPzC.
- No proszę, jak tu się pilnie pracuje - ucieszyła się na mój widok, bo z reguły jak jestem w czytelni czasopism, to u niej na plotkach (a jestem raz na tydzień standardowo, zwykle częściej).
- E, nie, ja tu jestem jako zastaw tylko, bo Fimbul poszedł na ksero - wyjaśniłam, rozwiewając wątpliwości co do własnej pracy.
Wrócił Fimbul i oddał czasopismo.
- To teraz proszę wziąć zastaw pod pachę i iść - poradziła mu MUPzC.
- Chętnie! - podskoczyłam z radości. - Bo idziemy na czwarte piętro!
- Chodź, zastawie - powiedział Fimbul i otworzył mi drzwi.

Nadzieja znowu prysła.

sobota, 12 grudnia 2009

844. Relaks

- Mój komp mnie trochę płoszy - napisałam do Fimbula.
- Dlaczego?
- Bo czasami coś szumi do siebie.
- Może tak relaksacyjnie, żebyś się odprężyła? - zastanowił się Fimbul. - Zobacz, czy ma gdzieś opcję śpiewu wielorybów.






Jakby ktoś chciał komentować, to przeklejam radę Lady Q: "wybiera się opcję "nazwa/adres url" i mozna wpisac i nazwe i adres, albo np samą nazwę i to działa."

czwartek, 10 grudnia 2009

843. Parapetówka

Co powiecie na takie nowe miejsce?
Musimy je udomowić (to znaczy, jeśli w ogóle zechcecie tu bywać...). Czekam na Wasze uwagi, sugestie, podpowiedzi i inne.

Obiecuję, że postaram się po staremu wrzucać tu wszystkie śmiesznostki, zmienia się tylko adres strony, nic poza tym.



Kopiuję stare notki i publikuję ze wstecznymi datami, wczoraj przejrzałam i wrzuciłam wybrane kawałki z dwustu pierwszych. Odrzucam te poważne, nudne albo nieciekawe, bo po co to tu trzymać, archiwum starego bloga i tak mam na dysku. Komentarzy na razie też jeszcze nie przeklejam, ale wszystko z czasem.


Na początek: mój ukochany skecz Adina (Sikor wrzucił na stronę, więc można sobie obejrzeć, chociaż na przykład Piotrek twierdzi, że lepszy jest Producent Pornusów):

Kelner z Godnością

A druga rzecz na dzisiaj - czytam sobie Tuwima Cicer cum caule, czyli groch z kapustą i jest tam informacja o pewnym golibrodzie, który do klientów odzywał się tylko do rymu. Jedna z jego odzywek przypadła mi do gustu szczególnie, śmieję się z niej od dłuższego czasu:

Proszę siedzieć sztywno
jak drywno.



No to się rozgośćcie.

wtorek, 8 grudnia 2009

842. debiut kolejny i kolejny

Kabaret, w którym zaczęłam poważniejsze "estradowe" pisanie kilka lat temu, obchodzi teraz swoje trzydziestolecie. Impreza z tej okazji (połączona z kolejnym występem) zaplanowana jest na 16.12. Oczywiście zostałam na nią zaproszona i mam pierwszy raz w życiu zobaczyć swoje teksty na scenie (bo do tej pory nigdy mi nie pasowało czasowo) - więc też to traktuję jako pewien rodzaj debiutu.

- Są dwa przedstawienia - powiedziałam Fimbulowi. - Jedno o 17:30, a drugie o 20. Chcę pójść na próbę przed pierwszym, pogadać, zmyć się i przyjść na to o 20 potem.
- Idź na dwa! - odparł Fimbul.
- Nie no, to potem się będę nudzić...
- Idź na dwa - upierał się Fimbul. - Na pierwszym będziesz siedzieć i słuchać, a na drugim wykrzykiwać puenty przed aktorami.





Poza tym chciałam poinformować, że nie jestem już związana z Granicami, w związku z tym zapowiadam przenosiny bloga. Jeszcze nie wiem dokładnie, gdzie się przeniesiemy i kiedy (nawał obowiązków chwilowo nie pozwala na przeprowadzkę natychmiast) - ale od razu serdecznie zapraszam na jakieś nowe miejsce. Dam znać.

I przy okazji dziękuję wszystkim Wydawnictwom za ciepłe słowa i obietnicę kontynuacji współpracy. Postaram się nikogo nie zawieść.





Trzymajcie kciuki.

środa, 2 grudnia 2009

840. depesza

Fimbulwinter (30-11-2009 12:24)
Facebook polecił mi, żebym sprawił, aby był dla Ciebie przyjaznym miejscem ;D
Fimbulwinter (30-11-2009 12:24)
Izabela Mikrut
Spraw, by Facebook był dla niej lepszym miejscem.

wtorek, 1 grudnia 2009

839. herbata dla Fimbula

- Do dzisiaj mnie śmieszy, jak Ci Ania Sz. w Szczyrku robiła herbatę - powiedziałam Fimbulowi w kontekście picia.
- Będziemy o tym Ani wnukom opowiadać - stwierdził Fimbulek.
- O, napiszę jej to - ucieszyłam się. - Albo napiszę na blogu, mogę?
- Tak, ale dodaj na końcu jakiś miły akcent. Że ją pozdrawiamy i bardzo lubimy. Z wodą czy bez.



Ania, pozdrawiamy i bardzo Cię lubimy.