1) zagadka:
Wczoraj Mrówka nie miała internetu (stąd też brak notki przy obfitości materiałów na nią... na notkę, nie na Mrówkę). W związku z tym brakiem napisała do Slka smsa:
Fraszka przedstawiająca aktualny stan komputera Mrówki:
Net?
Niet!
Pytanie: jakie dzieło zainspirowało Mrówkę do stworzenia własnego?
2) notka:
Pierwszy dzień wakacji.
Znaczy, nie to, że oszalałam i uważam, że dzisiaj jest pierwszy dzień wakacji (ale byłoby miło, nie? ;)), tylko mam notkę z pierwszych dni wakacji, a do tej pory nie było kiedy jej zaprezentować na blogu.
Szła sobie Mrówka katowicką ulicą... no dobra, nie bądźmy drobiazgowi, szła sobie chodnikiem. Katowickim. Słuchała sobie muzyki [dygresja: kiedyś leciałam na autobus z słuchawkami od mp3 na uszach, pogłaskałam jakiegoś psa, bo mi akurat do ręki sięgał i sam się nawinął, a właściciel tego psa rozpromienił się i zapytał: co grają? Zdziwiłby się, gdybym mu powiedziała, że to składanka kabaretowych piosenek, od Komuno wróć w pierwotnym wykonaniu począwszy, po Hi Fi z No co ty robisz].
Szła więc sobie Mrówka katowickim szlakiem i słuchała muzyki (celowo to powtarzam, żebyście nie musieli wracać do odpowiedniego miejsca w tekście i sobie przypominać, o czym pisałam, nie przez sklerozę). Szła, słuchała i nawet wygrzewała się i opalała na słońcu. Szła sobie Mrówka wielofunkcyjna i dumna, że tyle czynności naraz potrafi wykonać..
I nagle przed nią pojawiły się cztery dziewczyny, idące wprawdzie w tym samym kierunku, ale jakieś cztery razy wolniej niż Mrówka. Cztery dziewczyny zajmowały cały chodnik. Calutki (wszerz, dodam, jakby ktoś miał zbyt bujną wyobraźnię).
Mrówka od razu odrzuciła metodę najprostszą, czyli huknięcie "przepraszam", odsunięcie sobie jednej z dziewczyn, uczynienie w ich murze przerwy o szerokości Mrówki i przedarcia się siłą. Bo akurat nie była w nastroju czołgowym, a kontemplacyjnym. Zwolniła i zastanowiła się, jak też poradzą sobie inni.
Gdyby ktokolwiek chciał się przebić przez te dziewczyny, musiałby albo
a) chwycić się wystających części kamienicy katowickiej i przejść po ścianie, co Mrówka odrzuciła z uwagi na stan elewacji - nie miała zamiaru zwalać sobie na głowę tony tynku, a że nie umie też chodzić po ścianach - z pomysłu zrezygnowała bez żalu,
b) zastosować manewr wykonany przez Hilary Swank w którejś tam części Karate Kid, czyli wykonać skok tygrysa na maskę jakiegoś samochodu ograniczającego chodnik od drugiej strony - co Mrówka odrzuciła z uwagi na brak wprawy i funduszy na pokrycie ewentualnych strat.
Mrówka zwolniła i wtedy wyprzedził ją pewien pan.
Pan w wieku "pod sześćdziesiątkę", elegancki. W garniturze i z teczką. Spieszył się i ani myślał zwalniać.
Ryknął "przepraszam", chwycił jedną z dziewczyn (które nawet go nie usłyszały) za ramię i odstawił na bok, drugą chwycił w pasie i też przesunął, po czym powiedział:
- Przepraszam, ale idą panie całą szerokością chodnika!
No spostrzegawczy... też to zauważył!
"Panie" się obraziły. Nie żeby za "panie", chociaż może też, tylko bezczelny przechodzień wdarł się im w sam środek piskliwie prowadzonej rozmowy. Śmiał im przerwać!
Obrzuciły go pogardliwymi spojrzeniami.
- A jak inaczej mamy iść? - zapytała gniewnie jedna z nich.
- Racja - powiedział pan, a mnie zatkało, bo tego się po nim nie spodziewałam. Ale pan dodał jeszcze ze współczuciem: - Jak się ma takie szerokie tyłki...
I przedarł się, korzystając z ich zaszokowania, przez uczyniony przez siebie wyłom, a za nim przeszłam przez ten sam wyłom i ja, i rozpłakałam się dopiero kilkadziesiąt kroków dalej.
środa, 26 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz