sobota, 30 maja 2009

762. mrówki

- Jesteś najlepszą mrówką na świcie – napisał mi Radek na gg po tym, jak przesłałam mu moje genialne (ekhem) notatki z gramatyki historycznej. – O świcie też, ale oprócz tego na świecie – poprawił się. – Jesteś nawet lepsza od tych, co zżerają mi cukier w domu.
- Kiedyś mrówce w doniczce u brata dałam ziarenko cukru i zaraz siedziało na nim całe stado i lizały w pośpiechu – przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. – Ale to były zimowe mrówki.
- Ja mam całe stado – wyjaśnił Radek. – Same się dokarmiają. Nie wiem, jakie są, bo się nie przedstawiły.

piątek, 29 maja 2009

761. w czytelni

Przewidziałam na dziś dłuuuuugi pobyt w czytelni czasopism. Kiedy do niej weszłam i zobaczyłam, że jest tam moja ulubiona Pani z Czytelni, podskoczyłam z radości.
- Dawno mnie tu nie było! - powiedziałam.
- Właśnie. Aż miejsce wychłódło - odparła Pani z Czytelni (PzCz).

Wpisuję się do zeszytu.
- Nigdy nie wiem, co mam zaznaczyć jako doktorant. Czy - że jestem studentem stacjonarnym, czy może pracownikiem naukowym. Co zaznaczyć?
- W dni parzyste: pracownik naukowy, w nieparzyste student - powiedziała PzCz. Ucieszyłam się i zgodnie z wytycznymi zaznaczyłam studenta.

A potem, już po 14:30, czyli po godzinie, do której czytelnia była otwarta, zapytałam, czy mam już wszystko oddać i iść. PzCz stwierdziła kategorycznie:
- Masz tu siedzieć, dopóki nie przeczytasz wszystkiego.

Cudownie po prostu. Dzięki temu większość rzeczy do kolejnego szkicu już przeczytałam :).



Na koniec jedna anegdota, wyczytana w tekście Gicgiera Dwie rozmowy i jedna anegdota.
Gicgier napisał fraszkę:

Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?

Po jakimś czasie przeczytał w "Odgłosach" tekst Sztaudyngera:

Miłość nie zna zmęczenia.
Czy pan się nie przecenia?
PS.: Świsnąłem fraszkę Gicgierowi.
Może nie dojrzy, albo nic nie powi.



Profesorowi W i Marcinowi - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

czwartek, 28 maja 2009

760. kopAnie

Kiedyś, na jednej z konferencji, Fimbul mnie kopnął pod stołem. Jego zdaniem mówiłam za szybko i chciał mi dać do zrozumienia, żebym zwolniła. Potem umówiliśmy się, że ZAWSZE na konferencjach będzie tak robił, jeśli zacznę mówić w zbyt szybkim tempie.
Dzisiaj na ostatnim czwartku podczas dyskusji sięgam po mikrofon i zaczynam mówić, a kątem oka rejestruję, że Fimbul coś do mnie mruczy.
Nie wiedziałam co, więc się tym nie przejęłam.
Wtedy Fimbul mnie kopnął (mówi, żeby dopisać, że lekko). Natychmiast i odruchowo zwolniłam.

Okazało się potem, że o to chodziło.
Odruch Pawłowa mi się wyrobił.

środa, 27 maja 2009

759. językowo

Wczoraj od 14 do 22 za oknem ktoś regularnie (co dziesięć minut) jęczał "k*** mać... ja pie***". I zawsze tylko tak. Opowiadam to Fimbulkowi.
- Ale miał dzień - komentuję.
- Ale miał słownik - dopowiada Fimbul.

A może jęczał tak, bo dopadała go świadomość tego ubogiego słownika?



Dzisiaj - ostatnia jak na razie konferencja (nawet kawałek poprowadziłam :)). Teraz satyrycy na okrągło, do wyczerpania tematu albo Mrówki. Jutro za to ostatni czwartek.

wtorek, 26 maja 2009

758. woda, woda na pustyni

Pierwsza i najważniejsza rzecz: w czwartek ostatni ostatni czwartek, więc idziemy i głosujemy na książki. A w czwartek za tydzień (chyba) - Boss w GTL, więc idziemy jako publiczność.

Wracamy sobie dzisiaj z mamą z zakupów. Upał ogromny (a jak ja twierdzę, że jest upał, to to naprawdę upał). Przed nami na ulicy wielki samochód z cysterną z wodą. Nie wiem, jak to się fachowo nazywa. Przy samochodzie stoi pracownik jakiegoś zakładu wodnego, w ręce trzyma szlauch i podlewa drzewa. Zbliżamy się powoli.
Pracownik wajchą wyłącza wodę.
Przechodzimy koło niego.
Pracownik przytrzymuje wajchę i uprzejmie pyta:
- Ochłodzić?

niedziela, 24 maja 2009

757. tłumacz, Fimbul

Ukazał się już esej Narodziny Nowego Eonu Gordana Djurdjevica w tłumaczeniu Fimbula.
- Dostanę autograf na wersji ksero? - zapytała Sabina, uznając, że cena jest zbyt wygórowana.
- Nie, ale mogę ci posłać skan autografu - obiecał Fimbul.

Gratulacje, Fimbulku!

A szczegóły na blogu Fimbula: http://grudnik.wordpress.com/2009/05/24/gordan-djurdjevic-narodziny-nowego-eonu/

piątek, 22 maja 2009

756. strach ma oczy

Jedziemy pociągiem. Pociąg wydaje z siebie co chwilę różne dziwne dźwięki. Zaczyna tykać, syczeć, dryndać, buchać, prychać i produkować inne nienaturalne odgłosy.
- Dobrze, że też jedziesz - mruczę do Piotrka po tym, jak po raz kolejny coś strzeliło mi nad głową. - Przecież ja bym tu sama umarła ze strachu trzysta razy.
- No to byś... - zastanowił się Piotrek - doszła do wprawy.