Zrobiłam sobie dzisiaj rajd po bibliotekach. Jak na stachanowca przystało. Byłam w czterech bibliotekach (no dobra, w jednej rekreacyjnie, po drodze do domu) i w trzech czytelniach (bo do czwartej już mi się iść nie chciało, pójdę kiedyś i przy okazji poczytam sobie o satyrykach). W każdej czytelni było coś, czego potrzebowałam, ale w żadnej nie było wszystkiego razem. Przywiozłam do domu 10 książek (w tym dwa czytadła, bo w końcu nie będę odpoczywać przy Językowym obrazie świata. No dobra, trzy czytadła, ostatecznie przy Grodzieńskiej odpocząć mogę). Wypisałam dwa milimetry wkładu od długopisu. I pół naboju z pióra wieczorem, ale to się już nie liczy. Schudłam dwadzieścia deko przy lataniu z biblioteki do biblioteki. Trzy razy zepsułam zamek od torby (i trzy razy go naprawiłam). Przejrzałam jakieś 15 książek i czasopism w czytelniach i artykuły z trzech książek w domu. Mój Promotor i tak by powiedział, że efektów nie widać. Czternaście razy zastanawiałam się, który dzisiaj jest. Wypisałam kilkadziesiąt cytatów (nie chce mi się liczyć). Pół godziny stałam w korkach.
A teraz odpoczywam.
piątek, 27 czerwca 2008
wtorek, 24 czerwca 2008
575. nasze geny
- Jestem na nogach od 6:30 - napisała mi z dumą Ania Sz.
- Jak to niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że mają wakacje - westchnęłam filozoficznie. Ania przyznała się, że sprząta.
- Matko, pierwszy raz w życiu moja mama się ucieszy ze mnie, jak zobaczy, że z własnej woli posprzątałam - ucieszyła się.
- Albo zacznie coś podejrzewać i będzie niespokojna chodziła przez cały dzień - uściśliłam.
- Taaak... - odparła Ania. - Jak zawsze dotknie mi czoła i zapyta, czy się nie czuję źle przypadkiem.
- Mamy wyjątkowo sarkastyczne mamy, nie uważasz? - zapytałam.
- Jak to niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że mają wakacje - westchnęłam filozoficznie. Ania przyznała się, że sprząta.
- Matko, pierwszy raz w życiu moja mama się ucieszy ze mnie, jak zobaczy, że z własnej woli posprzątałam - ucieszyła się.
- Albo zacznie coś podejrzewać i będzie niespokojna chodziła przez cały dzień - uściśliłam.
- Taaak... - odparła Ania. - Jak zawsze dotknie mi czoła i zapyta, czy się nie czuję źle przypadkiem.
- Mamy wyjątkowo sarkastyczne mamy, nie uważasz? - zapytałam.
575. nasze geny
- Jestem na nogach od 6:30 - napisała mi z dumą Ania Sz.
- Jak to niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że mają wakacje - westchnęłam filozoficznie. Ania przyznała się, że sprząta.
- Matko, pierwszy raz w życiu moja mama się ucieszy ze mnie, jak zobaczy, że z własnej woli posprzątałam - ucieszyła się.
- Albo zacznie coś podejrzewać i będzie niespokojna chodziła przez cały dzień - uściśliłam.
- Taaak... - odparła Ania. - Jak zawsze dotknie mi czoła i zapyta, czy się nie czuję źle przypadkiem.
- Mamy wyjątkowo sarkastyczne mamy, nie uważasz? - zapytałam.
- Jak to niektórzy ludzie nie potrafią dostrzec, że mają wakacje - westchnęłam filozoficznie. Ania przyznała się, że sprząta.
- Matko, pierwszy raz w życiu moja mama się ucieszy ze mnie, jak zobaczy, że z własnej woli posprzątałam - ucieszyła się.
- Albo zacznie coś podejrzewać i będzie niespokojna chodziła przez cały dzień - uściśliłam.
- Taaak... - odparła Ania. - Jak zawsze dotknie mi czoła i zapyta, czy się nie czuję źle przypadkiem.
- Mamy wyjątkowo sarkastyczne mamy, nie uważasz? - zapytałam.
piątek, 20 czerwca 2008
572. ktoś normalny
- :P - napisał mi Piotrek.
- ?? - odparłam.
- To było zagajenie - wyjaśnił. I milczy.
- I to było takie zagajenie, że co? - zapytałam, bo nie mogłam się doczekać dalszego ciągu.
- Bo wiesz... - odpowiedział Piotrek. - Dawno nie rozmawialiśmy... A mnie ostatnio brakuje rozmowy z kimś normalnym.
- I do mnie się z tym odzywasz? - zdziwiłam się szaleńczo. - Mam cię wyprowadzić z błędu od razu, czy dopiero jak będę mieć materiał na notkę?
- A mam inny wybór? - Piotrek zdziwił się jeszcze bardziej. - Wybieram mniejsze zło.
- ?? - odparłam.
- To było zagajenie - wyjaśnił. I milczy.
- I to było takie zagajenie, że co? - zapytałam, bo nie mogłam się doczekać dalszego ciągu.
- Bo wiesz... - odpowiedział Piotrek. - Dawno nie rozmawialiśmy... A mnie ostatnio brakuje rozmowy z kimś normalnym.
- I do mnie się z tym odzywasz? - zdziwiłam się szaleńczo. - Mam cię wyprowadzić z błędu od razu, czy dopiero jak będę mieć materiał na notkę?
- A mam inny wybór? - Piotrek zdziwił się jeszcze bardziej. - Wybieram mniejsze zło.
czwartek, 19 czerwca 2008
571. ***
Boss (na porannym wykładzie): Sesja się zaczęła... po korytarzach krąży Duch Krwawego Profesora.
A inny profesor (nie krwawy) został dzisiaj wzięty z zaskoczenia.
- Panie profesorze, napisze mi pan jakiś tekst? - zapytała Mrówka naiwnie.
- Tak. Za tydzień w czwartek będę miał dla pani kilkadziesiąt anagramów - obiecał ów profesor. - Będzie je pani mogła wykorzystać.
Przyjadę za tydzień.
Już się nie będzie dziwił "jak pani to zrobiła, że X coś napisał?"
;)
A inny profesor (nie krwawy) został dzisiaj wzięty z zaskoczenia.
- Panie profesorze, napisze mi pan jakiś tekst? - zapytała Mrówka naiwnie.
- Tak. Za tydzień w czwartek będę miał dla pani kilkadziesiąt anagramów - obiecał ów profesor. - Będzie je pani mogła wykorzystać.
Przyjadę za tydzień.
Już się nie będzie dziwił "jak pani to zrobiła, że X coś napisał?"
;)
wtorek, 17 czerwca 2008
570. rozmowy z Fimbulem
- Dzisiaj się dowiedziałem jednej fajnej rzeczy - napisał mi któregoś dnia wieczorem Fimbul. - Słowo 'mag' wzięło się z perskiego czy coś koło tego. I oznaczało pierwotnie 'wielki'. Wiesz jaki wyraz...
- O! - odparłam z radością - to tak jak 'fimbul'!
Okazało się, że trafiłam i Fimbul nawet nie zdążył pytania zadać. Czasami nam się to zdarza.
Kilka dni później opowiadałam mu o potworze, który wleciał mi przez okno do pokoju.
- Wyglądało to jak skrzyżowanie ćmy z komarem!
- Nieźle - ucieszył się Fimbul. - A potrafiłabyś to narysować?
- No weź sobie narysuj takie skrzydełka jak u ćmy, tylko bardziej wydłużone. I reszta z komara. Czyli takie nic z kreskami.
- Wiem! - skojarzył Fimbul. - A powtarzało ciągle "nigdy już!"?
- Fimbul, to nie był kruk!
- Lubię te nasze rozmowy - wyznał Fimbul. - Mają takie intertekstualne akcenty.
- O! - odparłam z radością - to tak jak 'fimbul'!
Okazało się, że trafiłam i Fimbul nawet nie zdążył pytania zadać. Czasami nam się to zdarza.
Kilka dni później opowiadałam mu o potworze, który wleciał mi przez okno do pokoju.
- Wyglądało to jak skrzyżowanie ćmy z komarem!
- Nieźle - ucieszył się Fimbul. - A potrafiłabyś to narysować?
- No weź sobie narysuj takie skrzydełka jak u ćmy, tylko bardziej wydłużone. I reszta z komara. Czyli takie nic z kreskami.
- Wiem! - skojarzył Fimbul. - A powtarzało ciągle "nigdy już!"?
- Fimbul, to nie był kruk!
- Lubię te nasze rozmowy - wyznał Fimbul. - Mają takie intertekstualne akcenty.
poniedziałek, 16 czerwca 2008
569. wieczorne rozmowy
Notatkę dodano:2008-06-16 23:34:16
Opowiadam Slkowi, jak Boss podpisywał nam sprawozdania semestralne. Napisał jakieś "zatwierdzam" czy coś w tym rodzaju. Mrówka, czytająca Bossowi przez ramię, zapytała oczywiście ze zdziwieniem w głosie:
- "Pozdrawiam"???
Nie ma to jak mieć bujną wyobraźnię i widzieć już tam napis "Pozdrawiam. Boss".
- Ta, jasne, pozdrawiam - odparł Boss.
Opowiadam Slkowi, jak Boss podpisywał nam sprawozdania semestralne. Napisał jakieś "zatwierdzam" czy coś w tym rodzaju. Mrówka, czytająca Bossowi przez ramię, zapytała oczywiście ze zdziwieniem w głosie:
- "Pozdrawiam"???
Nie ma to jak mieć bujną wyobraźnię i widzieć już tam napis "Pozdrawiam. Boss".
- Ta, jasne, pozdrawiam - odparł Boss.
sobota, 14 czerwca 2008
568. mój nos i ja
Notatkę dodano:2008-06-14 13:09:42
Odczuwam palącą potrzebę kupienia taczki.
Nos mnie boli. I przeważa do przodu. Jeszcze się co prawda nie przewracam na twarz, ale niewiele mi brakuje.
Z tej potrzeby zwierzyłam się Piotrkowi.
- Mam ochotę kupić taczkę i wozić mój nos przed sobą na tej taczce - powiedziałam mu.
- Hmm.. - odparł Piotrek. - A może lepiej byłoby ci go zarzucać na plecy?
Faceci i ich zmysł praktyczny...
A i tak do czwartku wstanę.
Odczuwam palącą potrzebę kupienia taczki.
Nos mnie boli. I przeważa do przodu. Jeszcze się co prawda nie przewracam na twarz, ale niewiele mi brakuje.
Z tej potrzeby zwierzyłam się Piotrkowi.
- Mam ochotę kupić taczkę i wozić mój nos przed sobą na tej taczce - powiedziałam mu.
- Hmm.. - odparł Piotrek. - A może lepiej byłoby ci go zarzucać na plecy?
Faceci i ich zmysł praktyczny...
A i tak do czwartku wstanę.
piątek, 13 czerwca 2008
567. sex-shop
Koło jednego z ciekawszych antykwariatów ktoś pomysłowy otworzył sex-shop. Oba przybytki (coś dla ducha i coś dla ciała) znajdują się w jednej wspólnej bramie, przy czym szyld z sex-shopu jest wielki i bije po oczach rażącą czerwienią, a szyld antykwariatu jest prawie niewidoczny, skromny i malutki.
- Nie pójdę do tego antykwariatu - wściekłam się. - Nie pójdę, bo każdy pomyśli, że idę do sex-shopu. I nawet jak wyjdę stamtąd z książkami, to powiedzą, że to dla niepoznaki, żeby nikt nie pomyślał, gdzie "naprawdę" byłam.
Piotrek i Ania B parsknęli śmiechem.
- O, albo wiem! - wpadłam na genialny pomysł. - Pójdę tam z Piotrkiem! I wtedy jak nas ktoś zobaczy, to pomyśli, że Piotrek chce iść do sex-shopu, a mnie wziął ze sobą dla niepoznaki!
- A czemu nie mógłby pomyśleć, że ja idę do antykwariatu? - zgłosił sprzeciw Piotrek,
- Bo mało wiarygodny jesteś - wyjaśniłam mu. - I nikt nie uwierzy, że idziesz do antykwariatu. A na mnie już nie zwrócą wtedy uwagi.
- Nie pójdę do tego antykwariatu - wściekłam się. - Nie pójdę, bo każdy pomyśli, że idę do sex-shopu. I nawet jak wyjdę stamtąd z książkami, to powiedzą, że to dla niepoznaki, żeby nikt nie pomyślał, gdzie "naprawdę" byłam.
Piotrek i Ania B parsknęli śmiechem.
- O, albo wiem! - wpadłam na genialny pomysł. - Pójdę tam z Piotrkiem! I wtedy jak nas ktoś zobaczy, to pomyśli, że Piotrek chce iść do sex-shopu, a mnie wziął ze sobą dla niepoznaki!
- A czemu nie mógłby pomyśleć, że ja idę do antykwariatu? - zgłosił sprzeciw Piotrek,
- Bo mało wiarygodny jesteś - wyjaśniłam mu. - I nikt nie uwierzy, że idziesz do antykwariatu. A na mnie już nie zwrócą wtedy uwagi.
środa, 11 czerwca 2008
566. jak zwykle
- A mnie wczoraj mój Promotor pogłaskał po głowie! - pochwaliłam się Fimbulowi.
- To musiałaś naprawdę nędznie wyglądać, że mu się ciebie aż tak żal zrobiło - stwierdził Fimbul.
No nie ma to jak przyjęcie właściwej perspektywy...
- To musiałaś naprawdę nędznie wyglądać, że mu się ciebie aż tak żal zrobiło - stwierdził Fimbul.
No nie ma to jak przyjęcie właściwej perspektywy...
poniedziałek, 9 czerwca 2008
565. różne wizje leczenia
- Boli mnie głowa - powiedziała ostatnio X.
- Znowu? - zdziwiłam się.
- Jak to "znowu"?
- No bo rok temu mówiłaś, że cię codziennie boli głowa i że lekarka ci powiedziała, że w twoim wieku to normalne... - przypomniałam.
- Tak mi powiedziała? - ucieszyła się X. - UFFF!!! Dzięki! Uspokoiłaś mnie!
- Zapisz sobie - prychnęłam - że jak u niej będziesz, to masz też zapytać o swoją sklerozę.
Bo ja o swoją wolę nie pytać ;).
- Znowu? - zdziwiłam się.
- Jak to "znowu"?
- No bo rok temu mówiłaś, że cię codziennie boli głowa i że lekarka ci powiedziała, że w twoim wieku to normalne... - przypomniałam.
- Tak mi powiedziała? - ucieszyła się X. - UFFF!!! Dzięki! Uspokoiłaś mnie!
- Zapisz sobie - prychnęłam - że jak u niej będziesz, to masz też zapytać o swoją sklerozę.
Bo ja o swoją wolę nie pytać ;).
poniedziałek, 2 czerwca 2008
562. łyżeczki
Z Mariuszem Ani lubimy się wygłupiać, przerzucać cytatami z kabaretów (nie wiem, jak wytrzymuje to Ania, która przeważnie siedzi i nas wysłuchuje...) i rozmaitymi śmiesznymi pomysłami. Powiem, że fabularny pomysł Mariusza do R2 jest genialny i jeśli uda mi się go zrealizować, to wyjdzie tekstowi na dobre.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


