- Przez twój tomik się nie wysypiam! - robię Salowi wyrzuty. - Zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy wtedy, kiedy chce mi się spać! Zasypiam i muszę brać ołówek, i po ciemku zapisywać!
(inna sprawa, że nigdy tekstów satyrycznych nie pisałam inaczej)
- Jak pisała Tokarczuk w Prawieku: "nie po to żyjesz, żeby spać" - odpowiedział mi Sal.
Tomik skończony.
Premiera w czwartek.
Jeśli Sal się zgodzi - premiera na blogu w czwartek wieczorem.
wtorek, 27 lutego 2007
niedziela, 25 lutego 2007
197. Wróżby
Po seminarium Mój Bosski Promotor zamykał drzwi do sali.
- Idzie pan dziekan - zauważył. - Dziekana rano zobaczyć: dzień szczęśliwy.
Wpatrujemy się w korytarz. Nadchodzi dziekan (ten, który powiedział Mrówce, że jabłka są zdrowe).
- O, rzeczywiście, idzie dziekan! - ucieszył się Olek. I natychmiast chwycił się za guzik.
Szczęściu trzeba pomagać.
- Idzie pan dziekan - zauważył. - Dziekana rano zobaczyć: dzień szczęśliwy.
Wpatrujemy się w korytarz. Nadchodzi dziekan (ten, który powiedział Mrówce, że jabłka są zdrowe).
- O, rzeczywiście, idzie dziekan! - ucieszył się Olek. I natychmiast chwycił się za guzik.
Szczęściu trzeba pomagać.
sobota, 24 lutego 2007
196. Skutki niedoszłych pojedynków
W czwartek wpadłam do gabinetu Bossa. Po klucz do sali.
Wychodziłam po cichu (żeby nie przeszkadzać) przez sekretariat.
- Mam dla pani tomik, już jest w moim gabinecie. Tylko jeszcze bez dedykacji - usłyszałam nagle od mojego wykładowcy-satyryka (Egzekutora). Oczy wszystkich obecnych w sekretariacie zwróciły się nagle na mnie i zapanowała CISZA.
- To świetnie, kiedy mam się po niego zgłosić? - pytam wesoło. W końcu gabinet jest chyba dwie sale dalej...
- Nie wiem - pada zaskakująca odpowiedź. - Nie mogę przecież pani byle czego wpisać!
No i masz. Zachciało mi się pojedynku, to teraz sobie na tomik poczekam ;). Ja wcale nie jestem taka wymagająca, tylko kto mi po tym uwierzy... ;)
Wychodziłam po cichu (żeby nie przeszkadzać) przez sekretariat.
- Mam dla pani tomik, już jest w moim gabinecie. Tylko jeszcze bez dedykacji - usłyszałam nagle od mojego wykładowcy-satyryka (Egzekutora). Oczy wszystkich obecnych w sekretariacie zwróciły się nagle na mnie i zapanowała CISZA.
- To świetnie, kiedy mam się po niego zgłosić? - pytam wesoło. W końcu gabinet jest chyba dwie sale dalej...
- Nie wiem - pada zaskakująca odpowiedź. - Nie mogę przecież pani byle czego wpisać!
No i masz. Zachciało mi się pojedynku, to teraz sobie na tomik poczekam ;). Ja wcale nie jestem taka wymagająca, tylko kto mi po tym uwierzy... ;)
piątek, 23 lutego 2007
195. W drodze
Człowiek się uczy na własnych błędach. CZŁOWIEK. Nie Mrówka.
Wracałam wczoraj z Katowic bez parasolki. Zmokłam.
Po południu jechałam do BŚ. Oczywiście - znowu nie wzięłam parasolki, bo po co. Zmokłam.
Wpadam jak zmokła mrówka do budynku BŚ.
W drzwiach - dwóch panów ochroniarzy.
- Pani do nas? - pyta się z uśmiechem jeden z nich.
Właściwie to ja tam poszłam na Śląski Wawrzyn, NIE do ochroniarzy. Ale może nikt do nich nie przychodzi i jest im przykro... Wybieram łagodną wersję wydarzeń:
- Tak. Do Benedyktynki - odpowiadam i ociekam wodą. [Benedyktynka to sala, do której miałam trafić-przyp. Mrówka]
- A TRAFI pani? - zagaduje podejrzliwie drugi pan ochroniarz.
Myślę sobie: jeśli przenieśli salę i pytanie jest podchwytliwe, to nie trafię. Jeśli nie przenieśli, to trafię pod warunkiem, że będę mieć szczęście. Do Benedyktynki prowadzi labirynt korytarzy...
- Pójdę po strzałkach - proponuję. - A jak się zgubię, to zacznę głośno wrzeszczeć. I wtedy mnie panowie jakoś odnajdą... mam nadzieję.
- Dobra. To ja panią zaprowadzę - powiedział spragniony rozrywki ochroniarz.
I zaprowadził.
Świat jest zabawny.
A ja chyba przemęczona. Bo jest mi smutno.
Wracałam wczoraj z Katowic bez parasolki. Zmokłam.
Po południu jechałam do BŚ. Oczywiście - znowu nie wzięłam parasolki, bo po co. Zmokłam.
Wpadam jak zmokła mrówka do budynku BŚ.
W drzwiach - dwóch panów ochroniarzy.
- Pani do nas? - pyta się z uśmiechem jeden z nich.
Właściwie to ja tam poszłam na Śląski Wawrzyn, NIE do ochroniarzy. Ale może nikt do nich nie przychodzi i jest im przykro... Wybieram łagodną wersję wydarzeń:
- Tak. Do Benedyktynki - odpowiadam i ociekam wodą. [Benedyktynka to sala, do której miałam trafić-przyp. Mrówka]
- A TRAFI pani? - zagaduje podejrzliwie drugi pan ochroniarz.
Myślę sobie: jeśli przenieśli salę i pytanie jest podchwytliwe, to nie trafię. Jeśli nie przenieśli, to trafię pod warunkiem, że będę mieć szczęście. Do Benedyktynki prowadzi labirynt korytarzy...
- Pójdę po strzałkach - proponuję. - A jak się zgubię, to zacznę głośno wrzeszczeć. I wtedy mnie panowie jakoś odnajdą... mam nadzieję.
- Dobra. To ja panią zaprowadzę - powiedział spragniony rozrywki ochroniarz.
I zaprowadził.
Świat jest zabawny.
A ja chyba przemęczona. Bo jest mi smutno.
wtorek, 20 lutego 2007
192. Stworzyć tomik
Zdałam sobie sprawę z tego, że nie uda mi się nigdy zapełnić swoją - wątpliwej jakości - twórczością choćby tomiku. Nawet się nie staram. Porzućcie wszelką nadzieję...
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
poniedziałek, 19 lutego 2007
191. Wiek już nie ten
- Mrówko, odezwij się do mnie, proszę, bo potrzebuję rady takiej starej studentki jak ty - apeluje do pokładów mojej dobroci Złośnica.
- Tu Mrówka, tu Mrówka, Ziemia do Złośnicy! - odzywam się z dobrego serca. - To znaczy... mrowisko do Złośnicyy! - poprawiam się.
- Powiedz mi, bo ty już jesteś sędziwa jak najstarsi górale, a wydział znasz jak własny plecak... - zaczyna Złośnica.
- Dawaj dalej, wykorzystam na blogu! - proponuję jej. Przez następne dziesięć minut próbuję przestać kwiczeć i zaczerpnąć powietrza.
Bezskutecznie.
Po rozmowie Złośnica tłumaczy się:
- Zasypałam cię pytaniami, ale wiesz, ci sędziwi są jak wyrocznie.
Zawsze to jakiś atut.
;)
- Tu Mrówka, tu Mrówka, Ziemia do Złośnicy! - odzywam się z dobrego serca. - To znaczy... mrowisko do Złośnicyy! - poprawiam się.
- Powiedz mi, bo ty już jesteś sędziwa jak najstarsi górale, a wydział znasz jak własny plecak... - zaczyna Złośnica.
- Dawaj dalej, wykorzystam na blogu! - proponuję jej. Przez następne dziesięć minut próbuję przestać kwiczeć i zaczerpnąć powietrza.
Bezskutecznie.
Po rozmowie Złośnica tłumaczy się:
- Zasypałam cię pytaniami, ale wiesz, ci sędziwi są jak wyrocznie.
Zawsze to jakiś atut.
;)
niedziela, 18 lutego 2007
190. Bohaterstwo to udręka
Wysłałam ostatnio do Sala smsa:
Kto opiewa Sala postać,
ten powinien Nobla dostać.
Kto w tomiku Sala użył,
ten na NIKE też zasłużył.
Płynie z tego wniosek zatem:
Mrówka świetnym literatem!
Sal oczywiście zakwestionował dwa ostatnie wersy. W dodatku zdenerwował się, bo drugi raz w ciągu ostatnich trzech dni obudziłam go smsem. Więc dzisiaj, żeby się zrehabilitować, napisałam mu:
Skoro, drogi Salu, budzę ciągle tak Cię,
to masz smsa w dobranocki trakcie.
I wysłałam chwilę po dziewiętnastej. Mam nadzieję, że nie spał ;).
Kto opiewa Sala postać,
ten powinien Nobla dostać.
Kto w tomiku Sala użył,
ten na NIKE też zasłużył.
Płynie z tego wniosek zatem:
Mrówka świetnym literatem!
Sal oczywiście zakwestionował dwa ostatnie wersy. W dodatku zdenerwował się, bo drugi raz w ciągu ostatnich trzech dni obudziłam go smsem. Więc dzisiaj, żeby się zrehabilitować, napisałam mu:
Skoro, drogi Salu, budzę ciągle tak Cię,
to masz smsa w dobranocki trakcie.
I wysłałam chwilę po dziewiętnastej. Mam nadzieję, że nie spał ;).
piątek, 16 lutego 2007
189. Aaarturek
"sama do 20 :(" - napisała w info na gg siostra Arturka, Patiinka.
- Czemu sama, biedactwo? - zapytałam natychmiast, bo włączyło mi się współczucie.
- Bo czekam na tą łosiowatość, mojego brata - odpisała mi siostra Arturka...
Taak... Poszłam sobie i od razu zaczął mi się pisać Powrót Arturka:
Pójdźcie, o dziadki, pójdźcie wszystkie razem
za miasto, pod słup, na wzgórek,
idźcie z dziadkami dziatki, tylko gazem,
bo właśnie wraca Arturek.
On nie takie wierszyki z mojej strony wytrzymywał...
- Czemu sama, biedactwo? - zapytałam natychmiast, bo włączyło mi się współczucie.
- Bo czekam na tą łosiowatość, mojego brata - odpisała mi siostra Arturka...
Taak... Poszłam sobie i od razu zaczął mi się pisać Powrót Arturka:
Pójdźcie, o dziadki, pójdźcie wszystkie razem
za miasto, pod słup, na wzgórek,
idźcie z dziadkami dziatki, tylko gazem,
bo właśnie wraca Arturek.
On nie takie wierszyki z mojej strony wytrzymywał...
czwartek, 15 lutego 2007
187. Na sportowo
Siedzi Mrówka przed telewizorem, zerka co jakiś czas na zawody lekkoatletyczne i pisze dla Granic recenzję z Człowieka w jednej rękawiczce Strzeleckiego.
- Zaczyna się poważne skakanie - mówi komentator.
- Tato! Zaczyna się poważne skakanie! - wrzeszczy Mrówka.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta tata.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta Mrówka komentatora. Nie uzyskuje odpowiedzi i wrzeszczy do taty w ciemno - Wzwyż!
W zasięgu kamery (i wzroku Mrówki) pojawia się zawodniczka z tyczką. Mrówka natychmiast weryfikuje wysłaną do taty informację i wrzeszczy:
- Tato! Wzwyż, ale z tyczką!
Dawno temu Olek chciał syntetyzować dzieła literatury (na przykład z Wojny i pokoju i Wspólnego pokoju zrobić Wojnę i Wspólny pokój). Potem marzyło mu się połączenie nagrody literackiej NIKE z firmą produkującą obuwie sportowe (wręczałoby się wtedy nagrodę [Najki]).
To dlaczego nie połączyć różnych konkurencji? Dałoby się na przykład mierzyć zawodnikom czas w sztafecie na 60 metrów w biegu przez płotki, zakończonym skokiem w dal o tyczce...
- Zaczyna się poważne skakanie - mówi komentator.
- Tato! Zaczyna się poważne skakanie! - wrzeszczy Mrówka.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta tata.
- Ale wzwyż czy o tyczce? - pyta Mrówka komentatora. Nie uzyskuje odpowiedzi i wrzeszczy do taty w ciemno - Wzwyż!
W zasięgu kamery (i wzroku Mrówki) pojawia się zawodniczka z tyczką. Mrówka natychmiast weryfikuje wysłaną do taty informację i wrzeszczy:
- Tato! Wzwyż, ale z tyczką!
Dawno temu Olek chciał syntetyzować dzieła literatury (na przykład z Wojny i pokoju i Wspólnego pokoju zrobić Wojnę i Wspólny pokój). Potem marzyło mu się połączenie nagrody literackiej NIKE z firmą produkującą obuwie sportowe (wręczałoby się wtedy nagrodę [Najki]).
To dlaczego nie połączyć różnych konkurencji? Dałoby się na przykład mierzyć zawodnikom czas w sztafecie na 60 metrów w biegu przez płotki, zakończonym skokiem w dal o tyczce...
środa, 14 lutego 2007
186. Czytanie naiwne
Na ostatnim seminarium Boss powiedział, że straciliśmy (jako studenci polonistyki) możliwość lektury naiwnej. Bardzo mi się to podoba i cytuję swojego Promotora przy wszelkich możliwych okazjach. Sprawdziło się niedawno.
- Olek, dlaczego masz takie przekrwione oczy? - zapytałam z troską. Ale Olek tej troski nie dostrzegł. Rzucił mi spojrzenie miażdżące (gdyby chcieć je zwerbalizować, nie nadawałoby się do publikacji na tym blogu... ani nigdzie). Chwilę milczał. A potem wyjaśnił:
- Żeby cię... LEPIEJ WIDZIEĆ!
Zdecydowanie, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi ;).
- Olek, dlaczego masz takie przekrwione oczy? - zapytałam z troską. Ale Olek tej troski nie dostrzegł. Rzucił mi spojrzenie miażdżące (gdyby chcieć je zwerbalizować, nie nadawałoby się do publikacji na tym blogu... ani nigdzie). Chwilę milczał. A potem wyjaśnił:
- Żeby cię... LEPIEJ WIDZIEĆ!
Zdecydowanie, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi ;).
wtorek, 13 lutego 2007
185. Jabłuszko pełne snu
Siedzi Mrówka na korytarzu i je jabłko.
Idzie sobie Prodziekan.
- Dzień dobry! - mówi grzecznie Mrówka.
- Dzień dobry i smacznego! - odpowiada Prodziekan, a potem dodaje jeszcze - Jabłka są bardzo zdrowe, podobno amerykańscy badacze to odkryli.
Ja wcale nie prowokuję ludzi do tego, żeby mnie rozśmieszali. Sami to robią, bez żadnej zachęty ;).
"Ja lubię śmiech. Kto śmiechem walczy - ze mną wygra" - jak napisał kiedyś Groński (w zupełnie innej sytuacji)...
Idzie sobie Prodziekan.
- Dzień dobry! - mówi grzecznie Mrówka.
- Dzień dobry i smacznego! - odpowiada Prodziekan, a potem dodaje jeszcze - Jabłka są bardzo zdrowe, podobno amerykańscy badacze to odkryli.
Ja wcale nie prowokuję ludzi do tego, żeby mnie rozśmieszali. Sami to robią, bez żadnej zachęty ;).
"Ja lubię śmiech. Kto śmiechem walczy - ze mną wygra" - jak napisał kiedyś Groński (w zupełnie innej sytuacji)...
poniedziałek, 12 lutego 2007
184. Kontakt
Kiedy z Robertem dostaliśmy indywidualne zlecenia (czyli - konkretne teksty do napisania), twórca "Spotkań" poszedł na chwilę do baru.
Mrówka nabrała powietrza.
- Słuchaj, może wymieńmy się adresami, będzie nam łatwiej się porozumiewać - zaproponował Robert.
Mrówka wypuściła powietrze i oznajmiła, że to samo miała zamiar powiedzieć.
Zamieniliśmy się zeszytami i pod notatkami z warsztatów wpisujemy sobie adresy mailowe i numery telefonów.
Wraca Bobro.
- Słuchajcie, może wymieńcie się adresami? - proponuje nam, prawdopodobnie w obawie przed prośbami typu "czy mógłby pan powiedzieć Robertowi, że...". - Będzie się wam łatwiej porozumiewać.
Oryginalnie.
Mrówka nabrała powietrza.
- Słuchaj, może wymieńmy się adresami, będzie nam łatwiej się porozumiewać - zaproponował Robert.
Mrówka wypuściła powietrze i oznajmiła, że to samo miała zamiar powiedzieć.
Zamieniliśmy się zeszytami i pod notatkami z warsztatów wpisujemy sobie adresy mailowe i numery telefonów.
Wraca Bobro.
- Słuchajcie, może wymieńcie się adresami? - proponuje nam, prawdopodobnie w obawie przed prośbami typu "czy mógłby pan powiedzieć Robertowi, że...". - Będzie się wam łatwiej porozumiewać.
Oryginalnie.
niedziela, 11 lutego 2007
183. Po krakowskich warsztatach satyrycznych
Wczoraj wieczorem:
Mrówka: Jadę jutro do Krakowa na warsztaty satyryczne.
Sal: Jedź, jedź, przyda ci się.
Czy Sal chciał mi coś zasugerować?
Po warsztatach idziemy z Robertem, krakowskim satyrykiem, przez Rynek.
- Wysoka jesteś - stwierdza Robert, który do ułomków nie należy.
- Zawsze mogę iść niżej - odpowiadam i idę kawałek na ugiętych nogach.
- Zawsze JA mogę podskakiwać - odparł mi na to Robert.
Taaak. Nie ma to jak inteligentna pogawędka z kimś, kto się satyrą para na co dzień.
Mrówka: Jadę jutro do Krakowa na warsztaty satyryczne.
Sal: Jedź, jedź, przyda ci się.
Czy Sal chciał mi coś zasugerować?
Po warsztatach idziemy z Robertem, krakowskim satyrykiem, przez Rynek.
- Wysoka jesteś - stwierdza Robert, który do ułomków nie należy.
- Zawsze mogę iść niżej - odpowiadam i idę kawałek na ugiętych nogach.
- Zawsze JA mogę podskakiwać - odparł mi na to Robert.
Taaak. Nie ma to jak inteligentna pogawędka z kimś, kto się satyrą para na co dzień.
sobota, 10 lutego 2007
182. Tralalala pomysł Sala
Nad poziomy cię wyniosę
i w odwiecznym rytuale
chcę powtarzać: Sal - herosem
(albo czasem - heros - Salem)
oznajmiłam ostatnio Salowi w ramach przygotowań do premiery tomiku SalTo.
- Sal, zachęć ludzi, żeby wchodzili na mój blog! - przekonuję Kamila.
- Zastanowię się - odpowiada Sal.
- Taaak? To ja się zastanowię, czy pisać ci następny wierszyk!
- Częściej by wchodzili, jakbyś pisała, że tomik już prawie gotowy - kombinuje Sal.
Umówiliśmy się, że będę mu wysyłać jakieś strzępki pomysłów smsowo. (Sal: zastanowię się, czy je odczytam)
Najpierw wysłałam:
Czytałam wszystkie te pochwały,
co są w wierszykach. Teraz pytam
czy Sal jest taki doskonały,
czy Mrówka-autor znakomita?
A po północy wystukałam do Sala drugą wiadomość:
Popatrz, nawet gdy noc trwa,
albo wieczór bardzo zimny
wszyscy śpią, a nie śpię ja,
by o Salu pisać hymny.
Biedny...
i w odwiecznym rytuale
chcę powtarzać: Sal - herosem
(albo czasem - heros - Salem)
oznajmiłam ostatnio Salowi w ramach przygotowań do premiery tomiku SalTo.
- Sal, zachęć ludzi, żeby wchodzili na mój blog! - przekonuję Kamila.
- Zastanowię się - odpowiada Sal.
- Taaak? To ja się zastanowię, czy pisać ci następny wierszyk!
- Częściej by wchodzili, jakbyś pisała, że tomik już prawie gotowy - kombinuje Sal.
Umówiliśmy się, że będę mu wysyłać jakieś strzępki pomysłów smsowo. (Sal: zastanowię się, czy je odczytam)
Najpierw wysłałam:
Czytałam wszystkie te pochwały,
co są w wierszykach. Teraz pytam
czy Sal jest taki doskonały,
czy Mrówka-autor znakomita?
A po północy wystukałam do Sala drugą wiadomość:
Popatrz, nawet gdy noc trwa,
albo wieczór bardzo zimny
wszyscy śpią, a nie śpię ja,
by o Salu pisać hymny.
Biedny...
piątek, 9 lutego 2007
181. Rada
Seminarium. Czas, w którym Mrówki drżą i chowają się po kątach. Czas wpisywania zaliczeń ;).
- Ale mi jeszcze dużo wolnych kartek zostało - zamruczała niezadowolona Mrówka, przeglądając własny indeks.
- To nie zdaj czegoś - poradził Prze-Bosski Promotor.
To takie proste... ;)
- Ale mi jeszcze dużo wolnych kartek zostało - zamruczała niezadowolona Mrówka, przeglądając własny indeks.
- To nie zdaj czegoś - poradził Prze-Bosski Promotor.
To takie proste... ;)
czwartek, 8 lutego 2007
180. Mrówka Jourdain
W związku z ostatnimi pytaniami o figury retoryczne, zaczynam się łapać na tym, że próbuję pod kątem poetyki zanalizować wszystko.
Rozmawiamy z Fimbulem.
- Ciekawe, czy to, co powiedziałam, to jakaś figura retoryczna - zastanawiam się. - Fimbul! No i widzisz? I teraz jest tak bez przerwy! Nie ma wyjścia, muszę się tych figur nauczyć porządnie!
- Mrówko. Musisz mówić mową PROSTĄ i NIE kwiecistą - poradził mi Fimbul.
Rozmawiamy z Fimbulem.
- Ciekawe, czy to, co powiedziałam, to jakaś figura retoryczna - zastanawiam się. - Fimbul! No i widzisz? I teraz jest tak bez przerwy! Nie ma wyjścia, muszę się tych figur nauczyć porządnie!
- Mrówko. Musisz mówić mową PROSTĄ i NIE kwiecistą - poradził mi Fimbul.
środa, 7 lutego 2007
179. blogi rozmaite
- Ja się chyba poddam! - oznajmiła Mrówka Kasi, uśmiechając się ciągle po wczorajszych rozmowach z Prze-Bosskim. - Powinnam oddać Bossowi tego bloga... mój Promotor ma lepsze pomysły, jest zabawniejszy i w ogóle ciekawiej by pisał...
- Zawsze możecie mu na Granicach bloga założyć ... - stwierdziła trzeźwo Kasia.
- Gdyby chciał go prowadzić, to możemy... - zamyśliła się Mrówka. A po chwili wrzasnęła - Nie! NIE MOŻEMY!
- Dlaczego? - przestraszyła się Kasia.
- Bo by pisał w nim, co Mrówka zrobiła śmiesznego albo głupiego na seminarium!
- Zawsze możecie mu na Granicach bloga założyć ... - stwierdziła trzeźwo Kasia.
- Gdyby chciał go prowadzić, to możemy... - zamyśliła się Mrówka. A po chwili wrzasnęła - Nie! NIE MOŻEMY!
- Dlaczego? - przestraszyła się Kasia.
- Bo by pisał w nim, co Mrówka zrobiła śmiesznego albo głupiego na seminarium!
wtorek, 6 lutego 2007
178. ***
- Nie szkoda ci wrzucać do internetu te wszystkie fraszki, które wymyślasz? - zapytał ostatnio mój eks.
Zastanowiłam się.
Nie szkoda mi.
Na kartę egzaminacyjną
Abonament
na lament
Do panikujących w czasie sesji
Stres po egzaminie?
Minie
Zastanowiłam się.
Nie szkoda mi.
Na kartę egzaminacyjną
Abonament
na lament
Do panikujących w czasie sesji
Stres po egzaminie?
Minie
niedziela, 4 lutego 2007
176. wychowanie Mrówek
Powszechnie wiadomo, że Promotor Mrówki ima się niekonwencjonalnych sposobów, żeby zmusić Mrówkę do roboty. Działa przez zaskoczenie (i przez autorytet, rzecz jasna). I dzięki temu jest bardzo skuteczny.
Najdziwniejsze jest to, że wiadomości - przeważnie zupełnie oderwane od tematu pracy magisterskiej - przydają mi się w najbardziej niespodziewanych momentach. Tak było z Szaniawskim. Tak było z Szymborską. Tak będzie pewnie jeszcze - na szczęście - niejeden raz.
- "W krzakach robią ludzie różne rzeczy: kupy, dzieci" - czyta Bosski Promotor fragment referatu Mrówki (cytat z Różewicza). - Mrówka, jaka to figura retoryczna?
- A to jest jakaś figura? - pyta Mrówka, której do głowy by to nie przyszło. Bosski Promotor wzdycha i sadza Mrówkę przed komputerem, włącza przegląd figur retorycznych z Wikipedii ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Figura_retoryczna ) i wraca do swoich zajęć. To znaczy: do prowadzenia seminarium.
- Nawet jak coś znajdę, to i tak nie zapamiętam - mruczę pod nosem.
- To sobie zapiszesz - odpowiada niewzruszony Bosski Promotor.
Czyli: nie uda mi się wykręcić. Z Bossem nie ma żartów. ;)
Szukam.
Szukam.
Szukam.
Szukam.
- Czego ja właściwie szukam? - zastanawiam się na głos przy kolejnej figurze.
- Kup i dzieci - odpowiada Boss znad biurka.
Aha.
Szukam.
Szukam.
ZNALAZŁAM!
Okazało się, że ta figura to zeugma. Do końca życia zapamiętam. Gdybym szukała od końca, trafiłabym na nią od razu. A że szukałam od początku, a zeugma była osiemdziesiąta na liście...
Tak właśnie wychowuje się Mrówki ;).
Najdziwniejsze jest to, że wiadomości - przeważnie zupełnie oderwane od tematu pracy magisterskiej - przydają mi się w najbardziej niespodziewanych momentach. Tak było z Szaniawskim. Tak było z Szymborską. Tak będzie pewnie jeszcze - na szczęście - niejeden raz.
- "W krzakach robią ludzie różne rzeczy: kupy, dzieci" - czyta Bosski Promotor fragment referatu Mrówki (cytat z Różewicza). - Mrówka, jaka to figura retoryczna?
- A to jest jakaś figura? - pyta Mrówka, której do głowy by to nie przyszło. Bosski Promotor wzdycha i sadza Mrówkę przed komputerem, włącza przegląd figur retorycznych z Wikipedii ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Figura_retoryczna ) i wraca do swoich zajęć. To znaczy: do prowadzenia seminarium.
- Nawet jak coś znajdę, to i tak nie zapamiętam - mruczę pod nosem.
- To sobie zapiszesz - odpowiada niewzruszony Bosski Promotor.
Czyli: nie uda mi się wykręcić. Z Bossem nie ma żartów. ;)
Szukam.
Szukam.
Szukam.
Szukam.
- Czego ja właściwie szukam? - zastanawiam się na głos przy kolejnej figurze.
- Kup i dzieci - odpowiada Boss znad biurka.
Aha.
Szukam.
Szukam.
ZNALAZŁAM!
Okazało się, że ta figura to zeugma. Do końca życia zapamiętam. Gdybym szukała od końca, trafiłabym na nią od razu. A że szukałam od początku, a zeugma była osiemdziesiąta na liście...
Tak właśnie wychowuje się Mrówki ;).
sobota, 3 lutego 2007
175. mig mig
Uczę się samodzielnie języka migowego. To właśnie moje trzecie życiowe marzenie, które się teraz spełnia. Umiem w tej chwili jakieś 130 znaków. I oczywiście zawracam głowę wszystkim. Znaki, które znam, układam czasami w absurdalne zdania.
- Umiem powiedzieć "brązowy brat idzie do budynku"! - oznajmiłam z dumą mamie. Przysłuchujący się temu brat oczywiście natychmiast zgłosił protest.
- Dlaczego brązowy???
- Nie wiem... no bo takie słówko znam...
Wychodzę z biblioteki. Pokazuję Ance znak "do widzenia".
- Co to znaczy? - pyta podejrzliwie Anka.
- "Do widzenia" - wyjaśniam.
- Eeee, nie masz racji. "Do widzenia" jest tak! - i pomachała mi ręką.
Też fakt.
Wiedziałam, że będzie zabawnie.
- Umiem powiedzieć "brązowy brat idzie do budynku"! - oznajmiłam z dumą mamie. Przysłuchujący się temu brat oczywiście natychmiast zgłosił protest.
- Dlaczego brązowy???
- Nie wiem... no bo takie słówko znam...
Wychodzę z biblioteki. Pokazuję Ance znak "do widzenia".
- Co to znaczy? - pyta podejrzliwie Anka.
- "Do widzenia" - wyjaśniam.
- Eeee, nie masz racji. "Do widzenia" jest tak! - i pomachała mi ręką.
Też fakt.
Wiedziałam, że będzie zabawnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


