- Widziałem na plakacie, że na jakiejś konferencji się pojawisz - powiedział mi właśnie przez gg Olek. - Gratuluję!
- Matko, na jakiej? - zapytałam słabo.
- To już chyba ty powinnaś wiedzieć? - zdziwił się Olek.
No, w sumie chyba powinnam...
Nie wiedziałam, że gdzieś wiszę na plakacie ;).
sobota, 29 marca 2008
czwartek, 27 marca 2008
518. w BŚ
Poszliśmy z Piotrkiem do BŚ, zamówić książki. To znaczy, Piotrek zamawiał, a ja mu dotrzymywałam towarzystwa.
Po kilkunastu minutach sprawdziliśmy, czy już zjechały. Zjechały.
- Ej, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe - stwierdziła Mrówka. - Na pewno okaże się, że jest półkilometrowa kolejka do wypożyczalni.
Wyszliśmy zza rogu. Do wypożyczalni stała półkilometrowa kolejka.
- No dobra! ŻARTOWAŁAM! - wrzasnęła Mrówka.
Kolejka od tego nie zmalała.
Poszliśmy do sali na ostatni czwartek. Usiedliśmy sobie wygodnie i wyjęłam jogurt.
- Ej, zobacz, tu są bakterie! - zauważyłam, szturchając Piotrka. - Kultury bakterii! Ciekawe, jaką mają wartość odżywczą - dorzuciłam, bo spostrzegłam odpowiednią tabelkę na opakowaniu. W tabelce bakterii niestety nie uwzględnili.
- I? - zainteresował się Piotrek.
- Nie ma - odparłam ze smutkiem.
- A wiesz dlaczego? Bo nikt się kulturą nie wyżywi - wytłumaczył mi Piotrek. I padłam.
Po kilkunastu minutach sprawdziliśmy, czy już zjechały. Zjechały.
- Ej, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe - stwierdziła Mrówka. - Na pewno okaże się, że jest półkilometrowa kolejka do wypożyczalni.
Wyszliśmy zza rogu. Do wypożyczalni stała półkilometrowa kolejka.
- No dobra! ŻARTOWAŁAM! - wrzasnęła Mrówka.
Kolejka od tego nie zmalała.
Poszliśmy do sali na ostatni czwartek. Usiedliśmy sobie wygodnie i wyjęłam jogurt.
- Ej, zobacz, tu są bakterie! - zauważyłam, szturchając Piotrka. - Kultury bakterii! Ciekawe, jaką mają wartość odżywczą - dorzuciłam, bo spostrzegłam odpowiednią tabelkę na opakowaniu. W tabelce bakterii niestety nie uwzględnili.
- I? - zainteresował się Piotrek.
- Nie ma - odparłam ze smutkiem.
- A wiesz dlaczego? Bo nikt się kulturą nie wyżywi - wytłumaczył mi Piotrek. I padłam.
poniedziałek, 24 marca 2008
516. rudy rudy rudy rydz
Notatkę dodano:2008-03-24 22:20:29
Ustawiłam sobie na gg opis "blondyni, bruneci, ja wszystkich was, faceci..."
Megi odpowiedziała, ustawiając sobie opis "Mrówka, tylko bruneci!!!"
Nie jestem wybredna. Dzisiaj zjem, co przyjdzie.
;)
Ustawiłam sobie na gg opis "blondyni, bruneci, ja wszystkich was, faceci..."
Megi odpowiedziała, ustawiając sobie opis "Mrówka, tylko bruneci!!!"
Nie jestem wybredna. Dzisiaj zjem, co przyjdzie.
;)
niedziela, 23 marca 2008
515. rozmowa o Igorze
Z rozmowy o Igorze, nadesłał Piaskovy.
Megi: w ogóle to Ty wymyśliłeś mu chyba takie ładne zdrobnienie... Iguś... Prawda?
Piaskovy: tak :)
Megi: bardzo mi się spodobało
Piaskovy: jest na jednej fotce trochę smutny, i tak mi się jakoś skojarzyło :)
Megi: no, on bywa smutny jak nie ma chrupki
Piaskovy: no albo jak mu piłeczki Mrówka zjada ;)
Megi: właśnie...
Chciałam zdementować: nie zjadam.
Megi: w ogóle to Ty wymyśliłeś mu chyba takie ładne zdrobnienie... Iguś... Prawda?
Piaskovy: tak :)
Megi: bardzo mi się spodobało
Piaskovy: jest na jednej fotce trochę smutny, i tak mi się jakoś skojarzyło :)
Megi: no, on bywa smutny jak nie ma chrupki
Piaskovy: no albo jak mu piłeczki Mrówka zjada ;)
Megi: właśnie...
Chciałam zdementować: nie zjadam.
sobota, 22 marca 2008
514. porządki
Czyściłam półkę.
Do pokoju wszedł brat, przyjrzał mi się uważnie i szybko wyszedł.
- Ej! Jak chcesz, to możesz się u mnie pobawić! - wrzasnęłam (jakby ktoś nie wiedział, brat jest ode mnie młodszy o trzy lata).
- W sprzątanie? Nie, dzięki! - odwrzasnął brat.
Do pokoju wszedł brat, przyjrzał mi się uważnie i szybko wyszedł.
- Ej! Jak chcesz, to możesz się u mnie pobawić! - wrzasnęłam (jakby ktoś nie wiedział, brat jest ode mnie młodszy o trzy lata).
- W sprzątanie? Nie, dzięki! - odwrzasnął brat.
czwartek, 20 marca 2008
513. szarmancko
Siedzieliśmy sobie razem na zebraniu zakładu - Ania B., Mariusz Ani i ja. W pewnym momencie Mariusz Ani zwrócił się do wybranki serca stanowczo:
- Zjesz teraz kawałek ciasta.
- No dobrze - przytaknęła Ania B., więc Mariusz Ani wstał, nałożył jej kawałek ciasta na talerzyk i podał z galanterią (wcześniej wyjaśnił, że włożył marynarkę, żeby udawać kelnera).
- Ty też zjesz kawałek ciasta - oznajmił mi. Zgodziłam się jak Ania B., bo co innego mogłam zrobić. Mariusz Ani i mnie podał talerzyk z ciastem. Po czym zadowolony z siebie usiadł między nami.
- Teraz już mi pan profesor nie powie, że was nie obsługuję - wyznał z dumą.
Rzuciłam okiem na Bossa. Stał przy oknie, zatopiony w rozmowie.
- Boss raczej tego nie widział, więc ci się zmarnowało - powiedziałam współczująco do Mariusza.
Ha ;).
(no dobra, w razie czego zaświadczymy, że Mariusz o nas dba... ;))
- Zjesz teraz kawałek ciasta.
- No dobrze - przytaknęła Ania B., więc Mariusz Ani wstał, nałożył jej kawałek ciasta na talerzyk i podał z galanterią (wcześniej wyjaśnił, że włożył marynarkę, żeby udawać kelnera).
- Ty też zjesz kawałek ciasta - oznajmił mi. Zgodziłam się jak Ania B., bo co innego mogłam zrobić. Mariusz Ani i mnie podał talerzyk z ciastem. Po czym zadowolony z siebie usiadł między nami.
- Teraz już mi pan profesor nie powie, że was nie obsługuję - wyznał z dumą.
Rzuciłam okiem na Bossa. Stał przy oknie, zatopiony w rozmowie.
- Boss raczej tego nie widział, więc ci się zmarnowało - powiedziałam współczująco do Mariusza.
Ha ;).
(no dobra, w razie czego zaświadczymy, że Mariusz o nas dba... ;))
środa, 19 marca 2008
512. sposoby na choroby
Notatkę dodano:2008-03-19 23:50:17
Rozdrażniony Olek powiedział mi, że od dwóch tygodni jest chory i nie może się wyleczyć.
- Żadne leki nie działają. Znasz jakiegoś szamana? - zapytał.
- Ja mogę robić za szamana! - napisałam mu radośnie.
- Jak ty będziesz robić za szamana to zaraz potem będę potrzebował jakiegoś nekromantę, żeby mnie wskrzesił - odparł Olek. I zaraz dodał: - cenię twoją fachowość, ale może akurat nie w dziedzinie medycyny naturalnej.
No i padłam.
Chciałam mu pomóc.
Rozdrażniony Olek powiedział mi, że od dwóch tygodni jest chory i nie może się wyleczyć.
- Żadne leki nie działają. Znasz jakiegoś szamana? - zapytał.
- Ja mogę robić za szamana! - napisałam mu radośnie.
- Jak ty będziesz robić za szamana to zaraz potem będę potrzebował jakiegoś nekromantę, żeby mnie wskrzesił - odparł Olek. I zaraz dodał: - cenię twoją fachowość, ale może akurat nie w dziedzinie medycyny naturalnej.
No i padłam.
Chciałam mu pomóc.
niedziela, 16 marca 2008
509. ciężar wiedzy
W mailu od Fimbula przeczytałam, że zamierza przywieźć mi na uczelnię w piątek książki dla Slka. Przerażona chwyciłam za telefon i wysłałam mu smsa, żeby tego nie robił, bo i tak będę mieć całe torby książek z bibliotek.
- Pogadajmy o wysokości haraczu - napisał mi zaraz potem Fimbulek na gg.
- Chcesz mi zapłacić haracz? - ucieszyłam się.
- Nie. Otrzymać za nieprzynoszenie książek - wyjaśnił Fimbul, rozwiewając moje nadzieje.
- Szkoda - zmartwiłam się. - Nie przywoź mi nic, bo mi się już nie zmieści.
- Wezmę ci jakąś reklamówkę.
- Nie. Mam dwie torby i i tak się może nie zmieścić.
- Mrówka, ja wiem - powiedział Fimbul. - Ty walczysz z tym stereotypem, że mrówki mogą podnieść wielokrotność swojej wagi...
- Ja już mam wielokrotność - przerwałam mu. - A że waga jest imponująca...
- Ale tu nie chodzi o wagę jako przedmiot, który stoi w łazience, bo to i ja podniosę wielokrotność - wytłumaczył mi Fimbul. A potem refleksyjnie dodał: - Patrz, pięć minut rozmowy, a już by z tego były 3 wpisy na bloga...
Na marginesie: przywiozłam sobie 11 książek z różnych bibliotek i trochę potem pocierpiałam z powodu bólu kręgosłupa.
Na kole Fimbul szepnął mi:
- Przejdziesz się ze mną do empiku?
- Mam ciężkie książki! - odmruknęłam.
- Poniosę ci je - obiecał Fimbul.
I potem je cały czas nosił, aż do autobusu :). Dziękuję :).
W ogóle mam szczęście do facetów, którzy mi pomagają nosić ciężary. Kochani jesteście wszyscy :)
- Pogadajmy o wysokości haraczu - napisał mi zaraz potem Fimbulek na gg.
- Chcesz mi zapłacić haracz? - ucieszyłam się.
- Nie. Otrzymać za nieprzynoszenie książek - wyjaśnił Fimbul, rozwiewając moje nadzieje.
- Szkoda - zmartwiłam się. - Nie przywoź mi nic, bo mi się już nie zmieści.
- Wezmę ci jakąś reklamówkę.
- Nie. Mam dwie torby i i tak się może nie zmieścić.
- Mrówka, ja wiem - powiedział Fimbul. - Ty walczysz z tym stereotypem, że mrówki mogą podnieść wielokrotność swojej wagi...
- Ja już mam wielokrotność - przerwałam mu. - A że waga jest imponująca...
- Ale tu nie chodzi o wagę jako przedmiot, który stoi w łazience, bo to i ja podniosę wielokrotność - wytłumaczył mi Fimbul. A potem refleksyjnie dodał: - Patrz, pięć minut rozmowy, a już by z tego były 3 wpisy na bloga...
Na marginesie: przywiozłam sobie 11 książek z różnych bibliotek i trochę potem pocierpiałam z powodu bólu kręgosłupa.
Na kole Fimbul szepnął mi:
- Przejdziesz się ze mną do empiku?
- Mam ciężkie książki! - odmruknęłam.
- Poniosę ci je - obiecał Fimbul.
I potem je cały czas nosił, aż do autobusu :). Dziękuję :).
W ogóle mam szczęście do facetów, którzy mi pomagają nosić ciężary. Kochani jesteście wszyscy :)
piątek, 14 marca 2008
508. zamiast poduszki
Igor okazuje uczucia na rozmaite sposoby. Najczęściej podaje łapkę albo przychodzi do człowieka i z całej siły się łasi (nie wiem, ile w tym wpływu kota Megi). Bywa, że mnie przy tym przewraca.
Ostatnio przykucnęłam koło Megi. Igor natychmiast do mnie podszedł, wpakował się przednimi łapami na kolana i usadowił wygodnie jak Sfinks (dla niego wygodnie, mnie trochę ugięło pod ciężarem). Po czym się do mnie przytulił.
- Co się dzieje? - lekko zdezorientowana zapytałam Megi.
- Chce, żebyś go teraz mocno przytuliła, bo jak nie, to się obrazi.
W środę, jak już się wyszalał przed wykładem, nagle zasnął sobie z głową na moim bucie. Przesłodko to wyglądało (potem, na wykładzie, spał, trzymając mnie łapką za but... chyba żebym nie uciekła).
Opowiadałam o tym spaniu na bucie Ani.
- Ojeeeej! - rozczuliła się Ania. - To trzeba mu kupić jakiegoś pluszowego przyjaciela, żeby na nim spał, bo but jest trochę niewygodny.
- Mój był wygodny! - zaprotestowałam natychmiast, bo co mi będzie Ania but szkalować. - Chcesz kiedyś sprawdzić?
- Jak mam to rozumieć? - zapytała Ania po chwili milczenia.
- No... położysz się na moim bucie, zdrzemniesz i sprawdzisz...
Nie chce skorzystać...
Igor nie narzekał.
Ostatnio przykucnęłam koło Megi. Igor natychmiast do mnie podszedł, wpakował się przednimi łapami na kolana i usadowił wygodnie jak Sfinks (dla niego wygodnie, mnie trochę ugięło pod ciężarem). Po czym się do mnie przytulił.
- Co się dzieje? - lekko zdezorientowana zapytałam Megi.
- Chce, żebyś go teraz mocno przytuliła, bo jak nie, to się obrazi.
W środę, jak już się wyszalał przed wykładem, nagle zasnął sobie z głową na moim bucie. Przesłodko to wyglądało (potem, na wykładzie, spał, trzymając mnie łapką za but... chyba żebym nie uciekła).
Opowiadałam o tym spaniu na bucie Ani.
- Ojeeeej! - rozczuliła się Ania. - To trzeba mu kupić jakiegoś pluszowego przyjaciela, żeby na nim spał, bo but jest trochę niewygodny.
- Mój był wygodny! - zaprotestowałam natychmiast, bo co mi będzie Ania but szkalować. - Chcesz kiedyś sprawdzić?
- Jak mam to rozumieć? - zapytała Ania po chwili milczenia.
- No... położysz się na moim bucie, zdrzemniesz i sprawdzisz...
Nie chce skorzystać...
Igor nie narzekał.
czwartek, 13 marca 2008
507. powrót do domu
Notatkę dodano:2008-03-13 21:11:43
Wczoraj wieczorem spotkałam w autobusie kuzynkę. Moją własną, dwa tygodnie starszą ode mnie.
- Ale jestem głodna - westchnęła kuzynka. - Przyjadę do domu i zjem chleb z kopytami.
- Ja bym wolała z masłem - wtrąciłam nieśmiało, bo wiadomo, każdy ma inne upodobania kulinarne. Kuzynka popatrzyła na mnie uważnie.
- Ale nie wiem, czy mam masło w domu, a kopyta są tam na pewno.
Nie odważyłam się pytać o nic więcej.
Kiedy dojeżdżałyśmy do naszych przystanków, kuzynka wyjrzała przez okno autobusu.
- O, chyba pada - zauważyła.
- Ty weź mnie nie denerwuj - zirytowałam się natychmiast, bo trochę wcześniej w Katowicach szalała jakaś nawałnica, którą Igor przespał spokojnie z pyszczkiem na moim bucie*. - Nie mam parasolki, jak dojdę do domu? Nie możesz powiedzieć, że NIE PADA?
- Jeśli ci to pomoże - zastanowiła się kuzynka - to właściwie chyba nie pada. Ten facet, który szedł pod parasolem na pewno zabrał parasol z domu i pomyślał, że skoro już go wziął, to rozłoży, żeby mu się nie zmarnował...
* o tym notka jutro ;)
Wczoraj wieczorem spotkałam w autobusie kuzynkę. Moją własną, dwa tygodnie starszą ode mnie.
- Ale jestem głodna - westchnęła kuzynka. - Przyjadę do domu i zjem chleb z kopytami.
- Ja bym wolała z masłem - wtrąciłam nieśmiało, bo wiadomo, każdy ma inne upodobania kulinarne. Kuzynka popatrzyła na mnie uważnie.
- Ale nie wiem, czy mam masło w domu, a kopyta są tam na pewno.
Nie odważyłam się pytać o nic więcej.
Kiedy dojeżdżałyśmy do naszych przystanków, kuzynka wyjrzała przez okno autobusu.
- O, chyba pada - zauważyła.
- Ty weź mnie nie denerwuj - zirytowałam się natychmiast, bo trochę wcześniej w Katowicach szalała jakaś nawałnica, którą Igor przespał spokojnie z pyszczkiem na moim bucie*. - Nie mam parasolki, jak dojdę do domu? Nie możesz powiedzieć, że NIE PADA?
- Jeśli ci to pomoże - zastanowiła się kuzynka - to właściwie chyba nie pada. Ten facet, który szedł pod parasolem na pewno zabrał parasol z domu i pomyślał, że skoro już go wziął, to rozłoży, żeby mu się nie zmarnował...
* o tym notka jutro ;)
wtorek, 11 marca 2008
506. przysługi
- Dałam dzisiaj Dawidowi moje moce umysłowe - pochwaliła się Mrówka. - Bo miał egzamin i potrzebował, a mnie akurat potrzebne nie były.
- Nie rozumiem? - zdziwiła się lekko Ania.
- No, spotkałam go na korytarzu. Miał egzamin i się strasznie denerwował. Więc powiedziałam, żeby sobie wziął moje moce umysłowe. I wziął.
- I zdał?
- Nie wiem, czy zdał, ale był zadowolony.
- Oooo - zasmuciła się Ania. - A ja mu tylko kurtkę odebrałam ostatnio...
- Nie rozumiem? - zdziwiła się lekko Ania.
- No, spotkałam go na korytarzu. Miał egzamin i się strasznie denerwował. Więc powiedziałam, żeby sobie wziął moje moce umysłowe. I wziął.
- I zdał?
- Nie wiem, czy zdał, ale był zadowolony.
- Oooo - zasmuciła się Ania. - A ja mu tylko kurtkę odebrałam ostatnio...
niedziela, 9 marca 2008
504. sposoby na zwrócenie uwagi
- Wołałem cię z rusztowań ostatnio - powiedział Piaskovy do Fimbula. - Ale mnie nie słyszałeś. Rozmawiałeś z jakąś dziewczyną.
- Na drugi raz rzuć w Fimbula workiem z cementem, to od razu cię zauważy - poradziła Mrówka.
- Ej - zdenerwował się Fimbul. - Ja nie powiem, z jaką dziewczyną najczęściej gadam przed wydziałem! Uważaj, bo jak nie trafi, to możesz sama oberwać!
- A, racja - skojarzyło się Mrówce. - Piaskovy, nie rzucaj!
- Na drugi raz rzuć w Fimbula workiem z cementem, to od razu cię zauważy - poradziła Mrówka.
- Ej - zdenerwował się Fimbul. - Ja nie powiem, z jaką dziewczyną najczęściej gadam przed wydziałem! Uważaj, bo jak nie trafi, to możesz sama oberwać!
- A, racja - skojarzyło się Mrówce. - Piaskovy, nie rzucaj!
sobota, 8 marca 2008
503. tajemnica zawodowa (tv)
Socjologia. Wykładowca tłumaczy metody zbierania informacji i techniki socjologiczne.
Olek słucha, słucha, a potem nagle mówi mi:
- A my, jak potrzebujemy jakąś odpowiedź, to po prostu pytamy, dopóki ktoś nam takiej nie udzieli. Do skutku.
Olek słucha, słucha, a potem nagle mówi mi:
- A my, jak potrzebujemy jakąś odpowiedź, to po prostu pytamy, dopóki ktoś nam takiej nie udzieli. Do skutku.
piątek, 7 marca 2008
502. wilk
Siedziałam, oglądałam zdjęcia z ostatnich paru dni i przy okazji zawołałam też mamę, która historyjek wysłuchuje codziennie całe masy. Oglądałyśmy razem fotki Ani i Igora, a jednocześnie rozmawiałam z Anią na gg.
- Na tym zdjęciu Igor wygląda jak wilk - stwierdziła mama. W tym samym momencie Ania napisała:
- Ten Igor na zdjęciu z rozdziawioną buzią wygląda groźnie. Jak wilk.
Uśmiałam się jak norka i oznajmiłam Ani, że mama (która w tym momencie też się skręcała ze śmiechu) powiedziała właśnie to samo.
- Hahaha - odparła Ania. - Jak moja mama zobaczy, to powie: siedziałaś na ziemi i brudziłaś czyste spodnie?
- Na tym zdjęciu Igor wygląda jak wilk - stwierdziła mama. W tym samym momencie Ania napisała:
- Ten Igor na zdjęciu z rozdziawioną buzią wygląda groźnie. Jak wilk.
Uśmiałam się jak norka i oznajmiłam Ani, że mama (która w tym momencie też się skręcała ze śmiechu) powiedziała właśnie to samo.
- Hahaha - odparła Ania. - Jak moja mama zobaczy, to powie: siedziałaś na ziemi i brudziłaś czyste spodnie?
czwartek, 6 marca 2008
501. konferencja o krwi
Braliśmy dzisiaj z Fimbulem udział w konferencji o krwi.
Okazało się, że półroczne prowadzenie zajęć na coś się przydało. Zwykle Fimbul zarzucał mi, że mówię za szybko.
- Mówiłam ZBYT szybko? - nabazgrałam do Fimbula na karteluszku, kiedy skończyłam.
- Nie - odpisał Fimbul. - Ale jak spoglądałaś na zegar to na chwilę przyspieszałaś.
:)
Dostaliśmy mineralną w butelkach, które można było odkręcać normalnie i pić z gwinta, albo odkręcać nienormalnie i pić jak sportowcy w biegu z tego czegoś, co się nie rozchlapuje.
- Odkręcisz miiii? - zapytała Mrówka Fimbula, nauczona doświadczeniem.
- A chcesz pić jak człowiek, czy jak królik? - poinformował się Fimbul.
Potem kontynuowaliśmy rozmowę na kartkach:
- Ta dziewczyna ma pewnie referat na 15 minut, bo robi nienormalnie długie pauzy - napisał Fimbul.
- Ale zobacz, ma niepokojąco dużo kartek! - odbazgrałam natychmiast.
I zaraz potem dopisałam:
- To przerażenie w twoich oczach - bezcenne!
Czasami wątpiliśmy w związek wystąpienia z tematyką konferencji.
- A gdzie tu krew? - zwróciłam się korespondencyjnie do Fimbula. Obok którego siedziałam, ale przecież nie będziemy gadać na konferencji.
- To się nazywa poetyka braku - wyjaśnił mi Fimbul, też listownie.
Kiedy kilkaaaa referatów później dołączyła do nas Sandra, dziewczyna Fimbula, i zastanawiała się podczas jednego z tekstów, gdzie w nim jest krew, Fimbul powiedział jej:
- Krew zalewa słuchaczy.
Do tego, żeby przy mnie ich zalewała, Fimbul z Piotrkiem od Fimbula się nie przyznali.
Okazało się, że półroczne prowadzenie zajęć na coś się przydało. Zwykle Fimbul zarzucał mi, że mówię za szybko.
- Mówiłam ZBYT szybko? - nabazgrałam do Fimbula na karteluszku, kiedy skończyłam.
- Nie - odpisał Fimbul. - Ale jak spoglądałaś na zegar to na chwilę przyspieszałaś.
:)
Dostaliśmy mineralną w butelkach, które można było odkręcać normalnie i pić z gwinta, albo odkręcać nienormalnie i pić jak sportowcy w biegu z tego czegoś, co się nie rozchlapuje.
- Odkręcisz miiii? - zapytała Mrówka Fimbula, nauczona doświadczeniem.
- A chcesz pić jak człowiek, czy jak królik? - poinformował się Fimbul.
Potem kontynuowaliśmy rozmowę na kartkach:
- Ta dziewczyna ma pewnie referat na 15 minut, bo robi nienormalnie długie pauzy - napisał Fimbul.
- Ale zobacz, ma niepokojąco dużo kartek! - odbazgrałam natychmiast.
I zaraz potem dopisałam:
- To przerażenie w twoich oczach - bezcenne!
Czasami wątpiliśmy w związek wystąpienia z tematyką konferencji.
- A gdzie tu krew? - zwróciłam się korespondencyjnie do Fimbula. Obok którego siedziałam, ale przecież nie będziemy gadać na konferencji.
- To się nazywa poetyka braku - wyjaśnił mi Fimbul, też listownie.
Kiedy kilkaaaa referatów później dołączyła do nas Sandra, dziewczyna Fimbula, i zastanawiała się podczas jednego z tekstów, gdzie w nim jest krew, Fimbul powiedział jej:
- Krew zalewa słuchaczy.
Do tego, żeby przy mnie ich zalewała, Fimbul z Piotrkiem od Fimbula się nie przyznali.
środa, 5 marca 2008
500. z Igorem
Kolejny szalony dzień.
Spotkałam się z Megi i z Igorem na parkingu przed wydziałem i poszliśmy do fryzjera, bo Megi chciała sobie w salonie fryzjerskim przekłuć uszy.
- Wejdź tam i powiedz pani, że albo nas przyjmie z Igorem do środka i potem dostanie kasę, albo nie przyjmie i zostanie opisana na moim blogu - poleciła mi Megi, wskutek czego musiałam się jeszcze przed wejściem wyśmiać.
Pani nie wyraziła sprzeciwu, więc wtarabaniliśmy się do środka. Igor najpierw obwąchał półeczki, a potem stracił zainteresowanie dla zakładu, leżał i patrzył na siebie w lustrze.
Na wydziale najpierw weszliśmy sobie na plac budowy (dzięki, Porwany!), żeby przejść do wejścia, a potem postanowiliśmy Igora zmęczyć, żeby na wykładzie nie poszedł powąchać kolejnego wykładowcy.
Chwilę posiedziała z nami Ania B.
Jakieś sześć razy przebiegłam z Igorem przez całą długość połowy korytarza tam i z powrotem. Zaczynam mieć zakwasy ;).
W pewnym momencie Igorowi spadła gdzieś psia chrupka. Psia chrupka jest wielkości koralika. Igor wielkości... hmm... to widać na zdjęciach. Ale kiedy zginie psia chrupka, Igor nie spocznie, dopóki jej nie znajdzie. Najpierw obwąchał wszystko w promieniu trzech metrów, potem wymyślił, że chrupka na pewno spadła pod fotel. Mamy takie kinowe fotele, między siedzenie a podłogę nie zmieścił mu się pyszczek, więc położył się na boku i obiema łapkami próbował wydostać przysmak.
Podawał mi łapkę i w końcu, zadowolony z siebie, postanowił wleźć mi na kolana.
Próbował się o mnie łasić, aż mnie przewrócił.
Kiedy biegaliśmy, przy końcu korytarza oboje gwałtownie hamowaliśmy i wpadaliśmy w identyczny poślizg.
Przyszedł Olek i Ania (Sz). Jako że Megi znowu miała aparat, więc obfotografowałam całe towarzystwo. Ania wymyśliła sobie, że uda, że siada na psie. Usiadła, zrobiłam zdjęcie, a zachwycony Igor przewrócił się chwilę potem na plecki i tarzał się po korytarzu. Nie wiem, czy któreś z tych zdjęć wyjdzie, bo trzęsłam się ze śmiechu.
Zaskoczony Olek stwierdził, że dawno go tu nie było i zwyczaje się chyba trochę zmieniły. O czym doniosło mi rozbawione towarzystwo, kiedy przybiegłam z psem.
Na wykładzie Megi zaszeptała do Olka:
- Olek, jak ty to powiedziałeś?
- "Zmieniło się od czasu, jak tu byłem ostatni raz" - odszepnął Olek.
- A co potem mówiłeś? - dociekała Megi.
- A to już były słowa modlitwy - odparł Olek.
Zachciało mi się pomarańcza.
Mamy na zdjęciu, jak Igor patrzy na człowieka, który coś je. Kiedy wyjęłam owoc z torby, wpatrywało się we mnie sześć par oczu (z Igorem siedem).
- Igor nie lubi pomarańczy, możesz przy nim spokojnie jeść - powiedziała Megi.
Przyjrzałam mu się. Nie wyglądał, jakby nie lubił.
- Nie mam nic do jedzenia - powiedziałam z pomarańczem w ręku. Sześć osób prychnęło dziwnie.
- O, nie! - zawołała Megi. - To wygląda jak piłeczka! Taką się mu rzuca i mówi "bierz ją!"
Przy "bierz ją" Igor gwałtowniej się zainteresował.
- Megi, ja cię proszę, nie mów tego głośno, nie TERAZ! - zaapelowałam.
Podałam pomarańcza Ani, bo nie umiałam zacząć go obierać. Ania trzymała go wysoko.
- Nie podnoś rąk do góry, bo pomyśli, że to piłeczka i skoczy - ostrzegła Anię Megi.
Zjedliśmy owoc. Igor popatrzył na nas z wyrzutem i poszedł.
- Cholera, wyszło na to, że zjedliśmy jego piłeczkę - oznajmiła Mrówka, która poczuła się nieswojo pod tym psim spojrzeniem. Olek dostał ataku śmiechu.
Po wykładzie przyjechali po Megi klerycy i razem poszliśmy na przystanek na Korfantego. Klerycy prowadzili Megi, ja wzięłam sobie na długą smycz Igora i szłam z nim.
Jeden komentarz Megi:
- Mrówka, to nie on ma ciebie prowadzić, tylko ty jego!
Spotkałam się z Megi i z Igorem na parkingu przed wydziałem i poszliśmy do fryzjera, bo Megi chciała sobie w salonie fryzjerskim przekłuć uszy.
- Wejdź tam i powiedz pani, że albo nas przyjmie z Igorem do środka i potem dostanie kasę, albo nie przyjmie i zostanie opisana na moim blogu - poleciła mi Megi, wskutek czego musiałam się jeszcze przed wejściem wyśmiać.
Pani nie wyraziła sprzeciwu, więc wtarabaniliśmy się do środka. Igor najpierw obwąchał półeczki, a potem stracił zainteresowanie dla zakładu, leżał i patrzył na siebie w lustrze.
Na wydziale najpierw weszliśmy sobie na plac budowy (dzięki, Porwany!), żeby przejść do wejścia, a potem postanowiliśmy Igora zmęczyć, żeby na wykładzie nie poszedł powąchać kolejnego wykładowcy.
Chwilę posiedziała z nami Ania B.
Jakieś sześć razy przebiegłam z Igorem przez całą długość połowy korytarza tam i z powrotem. Zaczynam mieć zakwasy ;).
W pewnym momencie Igorowi spadła gdzieś psia chrupka. Psia chrupka jest wielkości koralika. Igor wielkości... hmm... to widać na zdjęciach. Ale kiedy zginie psia chrupka, Igor nie spocznie, dopóki jej nie znajdzie. Najpierw obwąchał wszystko w promieniu trzech metrów, potem wymyślił, że chrupka na pewno spadła pod fotel. Mamy takie kinowe fotele, między siedzenie a podłogę nie zmieścił mu się pyszczek, więc położył się na boku i obiema łapkami próbował wydostać przysmak.
Podawał mi łapkę i w końcu, zadowolony z siebie, postanowił wleźć mi na kolana.
Próbował się o mnie łasić, aż mnie przewrócił.
Kiedy biegaliśmy, przy końcu korytarza oboje gwałtownie hamowaliśmy i wpadaliśmy w identyczny poślizg.
Przyszedł Olek i Ania (Sz). Jako że Megi znowu miała aparat, więc obfotografowałam całe towarzystwo. Ania wymyśliła sobie, że uda, że siada na psie. Usiadła, zrobiłam zdjęcie, a zachwycony Igor przewrócił się chwilę potem na plecki i tarzał się po korytarzu. Nie wiem, czy któreś z tych zdjęć wyjdzie, bo trzęsłam się ze śmiechu.
Zaskoczony Olek stwierdził, że dawno go tu nie było i zwyczaje się chyba trochę zmieniły. O czym doniosło mi rozbawione towarzystwo, kiedy przybiegłam z psem.
Na wykładzie Megi zaszeptała do Olka:
- Olek, jak ty to powiedziałeś?
- "Zmieniło się od czasu, jak tu byłem ostatni raz" - odszepnął Olek.
- A co potem mówiłeś? - dociekała Megi.
- A to już były słowa modlitwy - odparł Olek.
Zachciało mi się pomarańcza.
Mamy na zdjęciu, jak Igor patrzy na człowieka, który coś je. Kiedy wyjęłam owoc z torby, wpatrywało się we mnie sześć par oczu (z Igorem siedem).
- Igor nie lubi pomarańczy, możesz przy nim spokojnie jeść - powiedziała Megi.
Przyjrzałam mu się. Nie wyglądał, jakby nie lubił.
- Nie mam nic do jedzenia - powiedziałam z pomarańczem w ręku. Sześć osób prychnęło dziwnie.
- O, nie! - zawołała Megi. - To wygląda jak piłeczka! Taką się mu rzuca i mówi "bierz ją!"
Przy "bierz ją" Igor gwałtowniej się zainteresował.
- Megi, ja cię proszę, nie mów tego głośno, nie TERAZ! - zaapelowałam.
Podałam pomarańcza Ani, bo nie umiałam zacząć go obierać. Ania trzymała go wysoko.
- Nie podnoś rąk do góry, bo pomyśli, że to piłeczka i skoczy - ostrzegła Anię Megi.
Zjedliśmy owoc. Igor popatrzył na nas z wyrzutem i poszedł.
- Cholera, wyszło na to, że zjedliśmy jego piłeczkę - oznajmiła Mrówka, która poczuła się nieswojo pod tym psim spojrzeniem. Olek dostał ataku śmiechu.
Po wykładzie przyjechali po Megi klerycy i razem poszliśmy na przystanek na Korfantego. Klerycy prowadzili Megi, ja wzięłam sobie na długą smycz Igora i szłam z nim.
Jeden komentarz Megi:
- Mrówka, to nie on ma ciebie prowadzić, tylko ty jego!
poniedziałek, 3 marca 2008
498. z Megi
Zadzwonił telefon.
Nie teraz, historię z nieodległej przeszłości opowiadam.
Zadzwonił telefon.
Mama Mrówki odebrała telefon i zawołała: MRÓÓÓÓÓWKAAAA!
Mrówka pięć zakrętów do telefonu pokonała trzema skokami.
A tu przy telefonie mama Mrówki gada sobie z kimś w najlepsze. Kiedy skończyła, Mrówka zawładnęła słuchawką i zawołała domyślnie:
- Cześć Megi!
- Cześć Mrówka - powiedziała Megi i zaraz zapytała - czy wiesz, kto nas będzie z Igorem odwoził w środy do domu? Zgaduj. Masz trzy odpowiedzi: a) chippendalesi, b) wojsko, c) klerycy.
- Wojsko obstawiam.
- Nie. Klerycy.
- Megi, to przecież oni nie wytrzymają tego, jak ja cię ubieram! - pisnęłam do telefonu.
- Właśnie, pewnie będą się modlić, żeby nam się w końcu udało... - dorzuciła Megi i przez chwilę obie tarzałyśmy się ze śmiechu.
A mama potem stwierdziła, że ja wcale nie zgadywałam, tylko wyraziłam swoje pobożne życzenie ;).
PS - z ostatnich doniesień recepcyjnych pierwszej Rewii: mama Mrówki przeczytała i jej się podoba. Nie przestanie mnie to chyba zadziwiać.
A profesor od kalamburów (o czym zapomniałam ostatnio) zapytał: jak się pani udało namówić [Egzekutora], żeby się przyłączył?
WCALE go nie namawiałam :).
jutro o 18:20 Megi z Igorem na żywo w Radiu M. A wcześniej (od 15) buszujemy w trójkę po wydziale. Z aparatem fotograficznym.
Nie teraz, historię z nieodległej przeszłości opowiadam.
Zadzwonił telefon.
Mama Mrówki odebrała telefon i zawołała: MRÓÓÓÓÓWKAAAA!
Mrówka pięć zakrętów do telefonu pokonała trzema skokami.
A tu przy telefonie mama Mrówki gada sobie z kimś w najlepsze. Kiedy skończyła, Mrówka zawładnęła słuchawką i zawołała domyślnie:
- Cześć Megi!
- Cześć Mrówka - powiedziała Megi i zaraz zapytała - czy wiesz, kto nas będzie z Igorem odwoził w środy do domu? Zgaduj. Masz trzy odpowiedzi: a) chippendalesi, b) wojsko, c) klerycy.
- Wojsko obstawiam.
- Nie. Klerycy.
- Megi, to przecież oni nie wytrzymają tego, jak ja cię ubieram! - pisnęłam do telefonu.
- Właśnie, pewnie będą się modlić, żeby nam się w końcu udało... - dorzuciła Megi i przez chwilę obie tarzałyśmy się ze śmiechu.
A mama potem stwierdziła, że ja wcale nie zgadywałam, tylko wyraziłam swoje pobożne życzenie ;).
PS - z ostatnich doniesień recepcyjnych pierwszej Rewii: mama Mrówki przeczytała i jej się podoba. Nie przestanie mnie to chyba zadziwiać.
A profesor od kalamburów (o czym zapomniałam ostatnio) zapytał: jak się pani udało namówić [Egzekutora], żeby się przyłączył?
WCALE go nie namawiałam :).
jutro o 18:20 Megi z Igorem na żywo w Radiu M. A wcześniej (od 15) buszujemy w trójkę po wydziale. Z aparatem fotograficznym.
niedziela, 2 marca 2008
497. robotnik
Jaworznicki autobus A jedzie przez autostradę.
Węzeł murckowski (tak się chyba to cudo na wysokości Geanta nazywa?) jest remontowany.
Rozmowa kierowcy z pasażerem:
Pasażer (na widok remontowanej drogi): Ale dobrze, że zimy nie ma, to trochę sobie podgonią z robotą...
Kierowca: O, patrz pan, jak gonią. (i pokazuje za szybą jedynego na budowie robotnika, który stoi, opiera się o znak i NIC nie robi)
Właściwy człowiek na właściwym miejscu, można powiedzieć.
Węzeł murckowski (tak się chyba to cudo na wysokości Geanta nazywa?) jest remontowany.
Rozmowa kierowcy z pasażerem:
Pasażer (na widok remontowanej drogi): Ale dobrze, że zimy nie ma, to trochę sobie podgonią z robotą...
Kierowca: O, patrz pan, jak gonią. (i pokazuje za szybą jedynego na budowie robotnika, który stoi, opiera się o znak i NIC nie robi)
Właściwy człowiek na właściwym miejscu, można powiedzieć.
sobota, 1 marca 2008
496.migawki
Chciałam uszczęśliwić Piotrka. Psychicznie uszczęśliwić, żeby nie było.
- Przyszłam - powiedziałam mu na gg, kiedy przyszłam.
- Oj, widzę - odparł Piotrek.
- "OJ"??? - zapytałam groźnie. - Dziwne, doprawdy, masz objawy szczęścia...
- A co ja mam mówić, gdy to szczęście mnie aż przytłacza?
Fakt...
Migawka z jednego wykładu (niedawnego).
Siedziałam sobie w chyba drugiej ławce (długotrwała tresura - siedzenie z Olkiem, a teraz z Megi, zagadałam się z Dawidem i siadłam w pierwszym wolnym miejscu), sama w czteroosobowej, bo ani Olka ani Megi nie było.
Za mną sama w czteroosobowej ławce siedziała Kama (ale chwilowo jej nie było, bo wyszła).
A dopiero za Kamą siedziała reszta.
Przyszedł wykładowca.
Popatrzył na salę, na której rozkład ludzi wyglądał mniej więcej tak (x - ja, X - ludzie, "-" - puste miejsca)
X
- - - - - - - -
x- - - - - - -
- - - - - - - -
X-XX XX - -
XXXX XXXX
XX-X XXX-
XXXX XXXX
i powiedział do mnie:
- A czemu się pani tak izoluje? Nie lubi ich pani?
jutro, jak nie zapomnę, będzie notka o kierowcy.
- Przyszłam - powiedziałam mu na gg, kiedy przyszłam.
- Oj, widzę - odparł Piotrek.
- "OJ"??? - zapytałam groźnie. - Dziwne, doprawdy, masz objawy szczęścia...
- A co ja mam mówić, gdy to szczęście mnie aż przytłacza?
Fakt...
Migawka z jednego wykładu (niedawnego).
Siedziałam sobie w chyba drugiej ławce (długotrwała tresura - siedzenie z Olkiem, a teraz z Megi, zagadałam się z Dawidem i siadłam w pierwszym wolnym miejscu), sama w czteroosobowej, bo ani Olka ani Megi nie było.
Za mną sama w czteroosobowej ławce siedziała Kama (ale chwilowo jej nie było, bo wyszła).
A dopiero za Kamą siedziała reszta.
Przyszedł wykładowca.
Popatrzył na salę, na której rozkład ludzi wyglądał mniej więcej tak (x - ja, X - ludzie, "-" - puste miejsca)
X
- - - - - - - -
x- - - - - - -
- - - - - - - -
X-XX XX - -
XXXX XXXX
XX-X XXX-
XXXX XXXX
i powiedział do mnie:
- A czemu się pani tak izoluje? Nie lubi ich pani?
jutro, jak nie zapomnę, będzie notka o kierowcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


