Czuję się jak w felietonach Grodzieńskiej - pomyślała Mrówka, kiedy tylko postawiła stopę na rybnickiej ziemi.
I to już nawet nie dlatego, że dworzec autobusowy był w miejscu, do którego zamiast dojechać normalnie, jechało się przez sto niepotrzebnych zakrętów.
Nawet nie dlatego, że był przysłonięty tumanami kurzu z pobliskiej budowy.
I nie dlatego, że prawdziwy dworzec autobusowy znajdował się w troszkę innym miejscu.
Mrówka sama nie wiedziała, dlaczego.
No bo chyba nie dlatego, że jedzie się tam 1,5 godziny, beznadziejnie tracąc czas, chociaż można byłoby zrobić setki pożytecznych rzeczy... :| nie będę zmotoryzowana niestety i nigdy.
- Jadę do miasta, którego nie znam, uczyć przedmiotu, którego nie znam - skwitowała wczorajszą rozmowę z Rafałem.
- Ty się prędzej tego miasta nauczysz, niż przedmiotu - odparł Rafał, dając tym samym świadectwo dość dobrej znajomości psychiki Mrówki.
W każdym razie na podbój miasta udałyśmy się razem z Anią Sz. dzisiaj.
Na miejscu Mrówka usiłowała wpakować się pod samochód, ale jej nie wyszło. Kierowca samochodu zatrzymał się na środku pasów i zapytał
- Przepraszam, jak dojechać do... (tu wymienił jakąś miejscowość, czy może ulicę, nie widziałam potrzeby zapamiętywania jej nazwy, skoro i tak nie znałyśmy odpowiedzi)
- Nie wiemy - odpowiedziała Ania. - Jesteśmy tu pierwszy raz.
Tak. Byłyśmy TAM pierwszy raz.
Jako że ulica, która powinna nam się objawić jako pierwsza, nie zaistniała, poszłyśmy posługując się Anią jako GPS-em.
Ale najpierw...
- Czekaj, zapytamy kogoś - zaproponowała Ania, łapiąc jakiegoś przechodnia.
- Tamten kierowca też kogoś zapytał, i co? Dowiedział się? - mruknęła Mrówka, której poza Grodzieńską o powadze sytuacji przypominał jeszcze stary kawał o poliglocie, który się nic nie dowiedział, bo polskiego nie znał. Ale Ania wprowadzała już w czyn swój pomysł na złapanie chodzącego drogowskazu.
- Przepraszam bardzo, gdzie jest ulica Reja? - zapytała grzecznie upolowanego przechodnia (znaczy, Ania grzecznie, a przechodzień upolowany, nie żeby przechodzień był grzecznie upolowany).
- Nie wiem, nie jestem stąd - odparł nagabnięty i uciekł, przechodząc ulicę w niedozwolonym miejscu. I nie wpadając pod samochód (co Mrówka próbowała uczynić na pasach).
Następny przechodzień uciekł, przechodząc jezdnię w niedozwolonym miejscu ZANIM zdążyłyśmy go o cokolwiek zapytać.
Kilku następnych zrobiło to samo, więc w końcu poszłyśmy tam, gdzie Anię intuicja powiodła.
I trafiłyśmy. Idąc zupełnie inną trasą niż ta, którą wczoraj wieczorem wskazały nam mapki.
A przy okazji próbowałyśmy rozwikłać tajemnicę łony.
To znaczy ulicy Łony.
- A może to jest ulica łona? - zastanowiła się Mrówka. - Że łona natury czy coś? Albo ulica nazwana od hiphopowca? Albo może to takie gwarowe? Że ona tylko z ł na początku? (bo słowo "labializacja" do głowy mi w tym momencie nie przyszło)
- Ale to jest ŁonY! - wyprowadziła mnie brutalnie z tych rozważań Ania. - ŁonY, a nie ŁonA. A może to jakieś nazwisko?
No i zepsuła mi taką piękną koncepcję.
A teraz dalej nie wiemy, o co chodziło z tym Łony, chociaż uliczkę znalazłyśmy.
ogłoszenie postscriptowe płatne
w związku z tym, że tak naprawdę to posiadam chorobę lokomocyjną i każdy dalszy wyjazd mnie przyprawia po powrocie o zmęczenie ponad możliwości ogłaszam, że robię sobie przerwę ze wszystkim. Nie przepiszę żadnej z zalegających tu 35 recenzji, nie będę dalej pisać rozdziału, który mi się powakacyjnie już zaczął, nie będę ciągnąć Rewii (z tym to w ogóle chyba do powrotu Egzekutora zaczekam, zresztą dzisiaj muszę się wyspać), nie będę pisać rozmaitych prac konkursowo-publikacyjno-naukowo-rozrywkowych (czyli żadnych), nie będę rozszyfrowywać TeXa (por.: K. w notce niżej), nie będę sobie studiować Słownika rodzajów i gatunków literackich, chociaż kusi jak nie wiem co, nie będę myśleć (czego dowodem są notki), nie będę się uczyć języków obcych (i nieobcych też nie), nie będę czytać tego, co powinnam (za to będę to, czego nie powinnam, jak choćby Grodzieńską, Calvina i Hobbesa czy Wpadki komentatorów), na widok mapy zacznę pluć.
W ogóle nie będę niczego (a, prezydentem też nie zostanę. Ani politykiem, bo, jak powiedziałam dzisiaj Ani w busie, nie potrafiłabym tak nic nie robić).
Idę spać.
Ale to, że się wyśpię, nie oznacza, że wigor mi szybko wróci.
Branoc.