niedziela, 29 listopada 2009

838. walczymy

1. Aneks do notki 835 - sms od Robo "Zdobyliśmy 1 nagrodę i nagrodę specjalną Łowców.B". "Jak się dowiesz, w jakiej aranżacji poleciały twoje teksty, to nic nam więcej nie napiszesz" - stwierdził dziś Robo. Raczej się nie pomyli. Zdarza się. Najwyżej będę do końca życia terminować w Adinie bez szans na debiut, za biesiadę dziękuję serdecznie, nie bawi mnie, mam inne plany.

2. Czwartek, telefon od Piotrka z Długich "mamy tu aktora, który potrzebuje tekstu, ale nie napiszemy mu, bo nie zdążymy [w słuchawce słychać Jacka "pozdrowienia Mrówkoooo!"]. Wymyślisz coś?". Wymyśliłam. Dwa teksty poszły, zostały zaakceptowane. Napisałam je wtedy, kiedy miałam największą gorączkę.

3. Już wkrótce parę informacji o debiutach rozmaitych (najśmieszniejsze, że na różnych polach).

4. Powoli zaczynam Was zapraszać na mojego bloga recenzenckiego (to też rodzaj walki z rozmaitymi przekrętami i nieuczciwościami, zdrowsza będę ;)). Można na nim znaleźć recenzje, szkice i omówienia krytyczne, wywiady, komentarze (do znalezionych w antykwariacie książek) i różne takie. Wszystko przyjdzie z czasem, na razie wyłażę spod koca, więc bez cudów. Jeśli komuś zależy, może dodać do siebie na bloga linka do tu-czytam, będę wdzięczna. Jeśli nie - nic się nie stanie.

Skończył mi się apetyt na pisanie i na przeżywanie tym bardziej. Szczęka - siedlisko tumiwisizmu. I dobra wymówka na początek. Zamierzam iść i zdrowieć. Dobranoc.

piątek, 27 listopada 2009

837. chomik marznie

Od samego rana Mrówka wyglądała jak chomik, tylko że jedną połową twarzy. Zrezygnowała z wyrażania nią uczuć, chociaż i tak sprawiała wrażenie, jakby do wszystkiego i wszystkich żywiła pogardę, Planowała nawet nadmuchać drugi policzek i sugerować stałego, nieodwracalnego focha, ale z braku potencjalnych odbiorców tegoż (i przy śmiechu obserwatorów) zrezygnowała, ograniczając zbędne wysiłki.

Odkryła przy okazji, dlaczego starożytni Egipcjanie dawali się malować na ścianach tylko z profilu.

Udawała, że ma w policzku schowane pół jabłka na później.

Twierdziła, że chce zostać twarzą firmy produkującej pokarm dla chomików, ale z racji nierównomiernego spuchnięcia, zrezygnowała.

Planowała, że przewróci się na chodniku, bo i tak bardziej poturbowana być nie może.

I strasznie, ale to strasznie bolały ją kolana i kręgosłup w krzyżu.



Dentystka na widok Mrówki załamała ręce, a potem... chwyciła za skalpel. Nie ma to jak mało stresujący początek dnia. Na nieśmiałe "a może po prostu antybiotyk?" wyszeptane przez przerażoną Mrówkę odparła, że antybiotyk też będzie. Później.

- A dlafego mnie tak bolą kolana? - wymruczała Mrówka po zabiegu.
- Bo w zębie masz pierwotny proces zapalny, a w kolanach wtórny - wyjaśniła dentystka.
- To mowe mam po proftu koftkę u nogi wwichniętą? - spróbowała Mrówka beznadziejnie zażartować, a potem przyszła do domu i położyła się spać, próbując przy okazji zbić dość wysoką gorączkę i rozmasować stawy.

Zaiste, wielu poświęceń wymagają zęby pozbawione granicy z kością.

poniedziałek, 23 listopada 2009

836. szminka

Pokazywał kiedyś Ulli Boegershausen, jak plastikowa albo metalowa nakładka na palcu, przesuwana po strunach (nie umiem tego inaczej opisać) wpływa na zmianę dźwięku gitary. Postanowiliśmy to z Fimbulem wypróbować i Fimbulek wymyślił, że najlepiej będzie do tego celu użyć fragmentu oprawki szminki.

- Fimbul, zapomniałam ci przynieść szminkę dla ciebie - pacnęłam się w czoło na korytarzu.
- CISZEJ! - powiedział Fimbul.

Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.
Dopiero po BARDZO długiej chwili do mnie dotarło.

niedziela, 22 listopada 2009

835. instrukcja obsługi

Jestem twórcą trudnym w obsłudze, nie da się ukryć.
Mimo że deklaruję zawsze podleganie artystom, z którymi współpracuję.
W praktyce nie wygląda to zawsze tak różowo.

Robo ma w niedalekiej przyszłości przegląd kabaretowy. I konkurs, w którym na trzy kategorie napisałam mu dwa teksty. Pierwszy tekst zespół mi przemielił doszczętnie, więc zabroniłam wprowadzania jakichkolwiek zmian poza moimi (drugi przeszedł bez szemrania, aż się oboje dziwimy) i biedny Robo wymyślił w końcu, że przygotuje go sam.
- Robo, jest tylko jedna malutka możliwość zrobienia tego tekstu dobrze - napisałam mu na gg. Robo zapytał o szczegóły.
- Nie ma szczegółów - odparłam. - Poza tym, że nie możesz się od tego tekstu zdystansować za bardzo. I nie możesz przesadzić z zaangażowaniem. I nie możesz się obudowywać rekwizytami też. I nie możesz... tego... aha, wiem, nie możesz go recytować jak na akademii. I nie możesz pamiętać, że to jest wiersz. I nie możesz...

I Robo chwycił za telefon, zadzwonił do mnie i powiedział mi dwie zwrotki.
Na razie jestem spokojna.

piątek, 20 listopada 2009

834. pracapracapracapraca

Jak się człowiek zakopie w ogromną ilość projektów, to potem trudno mu istnieć. Na szczęście za kilka projektów odpowiedzialnych jest więcej osób. Bezczelnie to wykorzystuję.

- Niektóre rysunki nie pasują - napisał mi przed chwilą ML, oglądając wstępną wersję e-booka z moimi tekstami i jego rysunkami.
- Spiszesz mi je? - spytałam z nadzieją.
- Nie chce mi się - odparł Marek. - Wolę narzekać do końca życia.

czwartek, 19 listopada 2009

833. światło, nosisz je w sobie...

- Zrobiłam sobie bardzo fajne zdjęcie - napisałam do Robo. - Prawie mnie na nim nie widać.
- O, już mi się podoba - stwierdził Robo. - Pochwal się. Ja już cię na żywo nawet widziałem, więc mnie już niczym nie zaszokujesz.

Posłałam mu to zdjęcie.
- Bardzo fajna fotka - odezwał się Robo. - Artystyczna i wyglądasz na niej ładnie.
- Bo mnie nie widać, nie? Sama robiłam.
- Wyszło jakby robił kompetentny fotograf. Proszę, jak pozory mogą mylić - ucieszył się Robo.

Wystarczyło tylko zgasić światło.

poniedziałek, 16 listopada 2009

z placu boju pod R3

Notatkę dodano:2009-11-16 23:53:23

ML zamiast pojechać na weekend do domu, został i rysował.
Przez sobotę zilustrował całą R3 (a przez niedzielę - mój tomik przyszły).

R3 złożona (w jakimś rekordowym czasie, absurd), poprawiona.
Piotrek na bieżąco poprawia jeszcze drobiazgi.
- Piotrek, jesteś nieoceniony - pisze na gg wykończona Mrówka. - Ocenić cię?

On już się nie dziwi, że wczoraj zamiast R3 wysłałam mu R2 i beztrosko poszłam spać, w związku z czym na cały dzień oboje zostaliśmy bez dostępu do właściwego pliku z R3, bo ja wróciłam do domu po 19.
Poprzednie tomy nie takie rzeczy widziały.



Za to ja już nie widzę na oczy.

Dobranoc.

sobota, 14 listopada 2009

832. filozofia boiska

Mecz Polska - Rumunia. W piłkę nożną. W przerwie redaktor łapie pierwszego z brzegu zawodnika, żeby przeprowadzić z nim "wywiad".
Redaktor: Nie strzeliliście na razie ani jednej bramki. Dlaczego?
Zawodnik: Ponieważ nasze akcje nie kończyły się zdobyciem gola.


Edit: Nie oprę się pokusie zacytowania samej siebie. Kleciłam maila do Dystycha i próbowałam się popisać umiejętnością tworzenia małych form satyrycznych. Wymyśliłam na poczekaniu nagrobek kominiarza.

Łzą się oko rosi,
w płacz mali i duzi:
szczęście chłop przynosił,
a ma z tego guzik.

wtorek, 10 listopada 2009

831. groźby

Z rozmowy wieczornej.

Robo wkurzany przez Mrówkę (notorycznie, ale dzisiaj już bardzo).
Robo: Ugryzę cię dzisiaj.
Mrówka (z zainteresowaniem): W co?
Robo: W antenki.