piątek, 28 lipca 2006

31. Anatomia

Parę dni temu napisałam w mailu do Fimbula:

"Boli mnie coś po prawej stronie. Klatki piersiowej, tylko jakby niżej. Mam to w nosie"

dopiero, kiedy mi Fimbul odpisał, że zaskakuje go moja anatomia, zobaczyłam, co ja mu napisałam...

czwartek, 27 lipca 2006

30. POM

Wybraliśmy się dzisiaj z Arturkiem na POM. Arturek to mój najlepszy przyjaciel od X lat. POM to Powolny Obchód Miasta - spacery, na których rozmawiamy o sprawach, o których nikt poza nami nie wie.

Na dzisiejszy POM wyruszyliśmy o 12:30. Zaopatrzeni w wodę mineralną, zrobiliśmy sobie przeszło sześciokilometrowy spacer przez kilka osiedli. Na jednym z tych osiedli Arturek zapytał:
- Nie wydaje ci się, że strasznie to miasto wymarłe?
Rozejrzałam się dookoła. Faktycznie - ani żywej duszy. Nikogo nie ma na ulicach, na chodnikach, w oknach, na balkonach - nigdzie. Przez dwie godziny nie spotkaliśmy żadnego człowieka. Zaczęliśmy się zastanawiać, skąd to nagłe opustoszenie niegdyś tętniącego życiem osiedla. W końcu doszliśmy do wniosku, że to MOŻE sprawka upału. Szliśmy przecież w największym słońcu...

... I nawet całkowicie wyschnięty staw nie dał nam nic do myślenia... (Arturek: idziemy na chwilę nad staw? Mrówka: Chodźmy... ... ... Arturku, gdzie ten staw? :> - okazało się, że moglibyśmy sobie po nim przejść. Pozostały tylko roślinki wodne).

Pod koniec wędrówki Arturek stwierdził, że nasza woda mineralna ma temperaturę lekkiego wrzątku. Szczęśliwie dowlekliśmy się do ławki przy bloku, usiedliśmy, napiłam się i ja.
- Faktycznie, lekki wrzątek - stwierdziłam z niesmakiem. - No co, sam przecież tak przedtem mówiłeś! - próbowałam się obronić przed zaskoczonym spojrzeniem Arturka.
- Majaczyłem - wyjaśnił spokojnie Arturek. - Nie wiedziałem, że ci się udzieli...

Taaaa...

29. Upał

Dawno, dawno temu wymyśliłam niezawodny sposób na upał.
Trzeba się ubrać w coś ciepłego (jakiś dres na przykład) i tak posiedzieć z pół godziny. Na samą myśl, że można z siebie coś ściągnąć, żeby poczuć ulgę, robi się chłodniej.

Tylko nikt, łącznie ze mną, nie chce tego zastosować. Ciekawe czemu...

wtorek, 25 lipca 2006

28. Pociąg-widmo

Mam zwidy. Słuchowe.

Dawno temu, na skraju mojego osiedla były tory. Jeździły tędy pociągi towarowe raz na jakiś czas. Jakieś osiem lat wstecz zlikwidowano to połączenie, potem zniknęły tory. Po dawnej trasie pozostało wspomnienie.

Leżę sobie wczoraj wygodnie w łóżku i... słyszę jadący pociąg. Tak mniej więcej - na słuch - jadący po dawnej trasie. Jechał przez dwie minuty, ja nie spałam, słychać go było dokładnie, wyraźnie i jakby był prawdziwy :D. Zgrzytał, stukał i był dosyć długi.

Wchodzę rano do pokoju brata (okna mamy na tę samą stronę wychodzące). I pytam rozpaczliwie:
- Czy ty też słyszałeś w nocy pociąg????
- TEŻ!!! - odpowiada mi brat.
A potem równocześnie zapytaliśmy się siebie, gdzie ten pociąg jechał. Którędy. Bo podwójne zwidy raczej się nie zdarzają...

Najbliższa linia kolejowa jest o pół godziny drogi stąd.

Chyba zacznę pisać kryminały z pociągami-widmami w rolach głównych. Jak się ta tajemnica nie wyjaśni.

A może po szosie jechał??? :>

poniedziałek, 24 lipca 2006

27. Gryzę

Wczoraj zasypiałam sobie popołudniu z migreną. Za oknem darły się dzieci. W pewnym momencie jedno wrzasnęło do drugiego: jesteś głupia i masz owłosione uszy!
Poczułam się staro. Za moich czasów obelgi były mniej wyszukane. Ale może wyobraźnia pomaga zwalczać wściekłość. Idę poćwiczyć. Wyobraźnię. Potem będę rzucać wymyślnymi przekleństwami.