Ponieważ antybiotyk, który dostałam, zamienił mnie w częściowego wampira (to znaczy: mam unikać promieni słonecznych, bo coś tam), siedziałam w domu. Ponieważ mam do napisania parę rzeczy obszernych z gatunku twórcze bardzo - wzięłam się za porządki. W trakcie tych porządków zapikał mi telefon. Sal.
"Halo, Teatr Korez? :)" - przeczytałam na wyświetlaczu, więc odpisałam, że chwilowo nie Korez, ale dam wieczorem na bloga, a w zamian napiszę Salowi jakiś wierszyk.
"Dokładnie na to liczyłem :)" - odpisał Sal.
Jutro mam zamiar ostrożnie wystawić nos za próg. Zobaczymy, co się stanie.
I teraz siedzę między pragnieniem napisania czegoś twórczego a niechęcią do pisania ogólnie, wiedzą o odwołanym koncercie Nohavicy, na który się wybierałam, a smsami, szalenie poprawiającymi humor (tak do euforii włącznie, dzięki ;)), rozleniwieniem pochorobowym i świadomością upływającego czasu, niecierpliwością i nadzieją. Chyba ktoś mnie powinien kopnąć, bo sama się nie wykaraskam z tego ;).