Piątek, wydział, drugie piętro.
Wychodzę z łazienki i podchodzę do czekającego na mnie Fimbula (Fimbula o Minie Znudzonej, czekał, bo mieliśmy razem iść na dworzec).
- Widzisz, jak szybko wyszłam? - zagaduję do niego.
- Mrówko... tu nie chodzi o TEMPO twojego WYCHODZENIA z łazienki. Tu chodzi o to, jak długo tam siedziałaś!
E tam, czepia się. ;)
piątek, 30 marca 2007
czwartek, 29 marca 2007
223. bokiem
- Sio stąd - powiedział mi Fimbul, kiedy zagadałam do niego na gg. - Bo zamierzałem pisać konspekt i już widzę, jak go napiszę...
- Dobra, już jestem cichutko - odpisuję.
- Nie no, żartowałem - tłumaczy Fimbul. - Konspekt mogę pisać na boku.
- Na boku to możesz maila do mnie pisać... - proponuję nieśmiało.
- Nie mam tylu boków! - ripostuje Fimbul.
- Dwa masz! A w ogóle mogę to wrzucić na bloga? Że nie masz boków?
- Jasne, wrzucaj co chcesz - zgadza się zrezygnowany Fimbul. - Nie musisz pisać, że mi świetnie poszła konferencja [Fimbul miał dzisiaj referat na konferencji na WNS-ie - przyp. Mrówka], że napisałem dobrze kolosa z gramy [historycznej - przyp. Mrówka]. Ważne, że nie mam boków... - pisze mi rozgoryczony i dodaje - Oglądaliśmy potem [po konferencji - przyp. Mrówka] Jeźdźca bez głowy. Czuję się trochę jak tytułowy bohater. Fimbul bez boku.
A na blogu środa dziewiąta czyli obiecany wczoraj tekst.
- Dobra, już jestem cichutko - odpisuję.
- Nie no, żartowałem - tłumaczy Fimbul. - Konspekt mogę pisać na boku.
- Na boku to możesz maila do mnie pisać... - proponuję nieśmiało.
- Nie mam tylu boków! - ripostuje Fimbul.
- Dwa masz! A w ogóle mogę to wrzucić na bloga? Że nie masz boków?
- Jasne, wrzucaj co chcesz - zgadza się zrezygnowany Fimbul. - Nie musisz pisać, że mi świetnie poszła konferencja [Fimbul miał dzisiaj referat na konferencji na WNS-ie - przyp. Mrówka], że napisałem dobrze kolosa z gramy [historycznej - przyp. Mrówka]. Ważne, że nie mam boków... - pisze mi rozgoryczony i dodaje - Oglądaliśmy potem [po konferencji - przyp. Mrówka] Jeźdźca bez głowy. Czuję się trochę jak tytułowy bohater. Fimbul bez boku.
A na blogu środa dziewiąta czyli obiecany wczoraj tekst.
wtorek, 27 marca 2007
221. w komnacie jasnowidza
cytat z Weisera Dawidka: "Z mrówkami przesadziłeś. Mrówki nikogo nie obchodzą"
Poszliśmy z Fimbulem do Bossa.
Usiedliśmy w gabinecie.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Nie wiem, czy pan profesor wie... - zaczął Fimbul i zawiesił głos.
- Wiem - odpowiedział mu mój Bosski Promotor, kiwając głową.
Opadła mi szczęka, bo okazało się, że faktycznie WIEDZIAŁ, z czym przyszliśmy.
Przed Bosskim Bossem nic się nie ukryje, drżyjcie Mrówki ;)
Poszliśmy z Fimbulem do Bossa.
Usiedliśmy w gabinecie.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Nie wiem, czy pan profesor wie... - zaczął Fimbul i zawiesił głos.
- Wiem - odpowiedział mu mój Bosski Promotor, kiwając głową.
Opadła mi szczęka, bo okazało się, że faktycznie WIEDZIAŁ, z czym przyszliśmy.
Przed Bosskim Bossem nic się nie ukryje, drżyjcie Mrówki ;)
piątek, 23 marca 2007
218. złota Mrówka
... to nawiązanie do złotej rybki, nie nagroda Złotej Mrówki (chociaż kiedyś - kto wie... ;))
Wczoraj przez cały dzień Olek powtarzał mi, że Remarque nie jest w Polsce w ogóle opracowany. W końcu zaproponował:
- Może machnij mi do poniedziałku ze trzy teksty o nim i opublikuj pod różnymi nazwiskami w czasopismach z lat osiemdziesiątych?
- Dobra! - ucieszyłam się.
Wróciłam do domu. Na skrzynce mail z Iskier - pani z działu promocji przesyła informacje o najbliższych zapowiedziach. Jedną z nich jest biografia Remarque'a. Olek to recenzent Granic. Więc książkę ma już załatwioną. Jeszcze jakieś życzenia? ;)
Poza tym głupie pytania prowadzą często do olśniewających rezultatów...
- Co robisz? - zainteresował się Olek.
- Szukam sieci - odparła a39, wpatrzona w swój telefon.
- Jesteś rybakiem? - ucieszył się Olek, a ja zastanowiłam się, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać.
- Rybacy nie łowią sieciami! - zaprotestowałam tak sobie. - Tylko wędkarze!
- Wędkarze, jak sama nazwa wskazuje, łowią WĘDKAMI - powiedział Olek dobitnie i przyjrzał mi się z uwagą.
- A rybacy czym? - nie poddawałam się.
- SIECIAMI - poinformował mnie Olek. - No chyba że wolisz myśleć, że rybami.
Tak, chyba tak wolę, śmieszniej jest ;)...
Wczoraj przez cały dzień Olek powtarzał mi, że Remarque nie jest w Polsce w ogóle opracowany. W końcu zaproponował:
- Może machnij mi do poniedziałku ze trzy teksty o nim i opublikuj pod różnymi nazwiskami w czasopismach z lat osiemdziesiątych?
- Dobra! - ucieszyłam się.
Wróciłam do domu. Na skrzynce mail z Iskier - pani z działu promocji przesyła informacje o najbliższych zapowiedziach. Jedną z nich jest biografia Remarque'a. Olek to recenzent Granic. Więc książkę ma już załatwioną. Jeszcze jakieś życzenia? ;)
Poza tym głupie pytania prowadzą często do olśniewających rezultatów...
- Co robisz? - zainteresował się Olek.
- Szukam sieci - odparła a39, wpatrzona w swój telefon.
- Jesteś rybakiem? - ucieszył się Olek, a ja zastanowiłam się, ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać.
- Rybacy nie łowią sieciami! - zaprotestowałam tak sobie. - Tylko wędkarze!
- Wędkarze, jak sama nazwa wskazuje, łowią WĘDKAMI - powiedział Olek dobitnie i przyjrzał mi się z uwagą.
- A rybacy czym? - nie poddawałam się.
- SIECIAMI - poinformował mnie Olek. - No chyba że wolisz myśleć, że rybami.
Tak, chyba tak wolę, śmieszniej jest ;)...
czwartek, 22 marca 2007
217. króliczek
Ostatnie miesiące Arturkowego mieszkania w Jaworznie przypadły na wakacje 2004 roku. Wtedy to chodziliśmy sobie codziennie na kilkukilometrowe POM-y. Wracaliśmy z nich przeważnie wyczerpani i zdolni tylko do tego, żeby usiąść na ławce przed moim blokiem i wykraść na rozmowy jeszcze trochę czasu. Przysiadali się wtedy do nas znajomi, robiło się wesoło. Któregoś dnia pojawił się Królicek.
Sąsiad z klatki obok wyprowadzał co wieczór na ogrodzony trawnik przed blokeim (tuż przed naszą ławką) czarnego króliczka - miniaturkę. Szybko nadaliśmy im własne nazwy - sąsiad został "panem od króliczka", królik - Królickiem.
Pan od króliczka wchodził do ogródka, wypuszczał królika na trawę i zapalał papierosa. Stał w miejscu i leniwie palił. Królik siedział grzecznie przy jego bucie i skubał jakieś zielsko.
Ubaw mieliśmy, kiedy pan od króliczka decydował, że czas wracać. Schylał się po zwierzątko - i w tym momencie królik zaczynał ucieczkę. Kicał w przeciwny kąt ogródka i czekał. Kiedy pan od króliczka zbliżył się i sięgał po niego, Królicek natychmiast przemieszczał się w inną stronę. Pan od króliczka majestatycznie podążał za nim - kilkoma krokami pokonywał trasę między kolejnymi miejscami pobytu Królicka, ale za każdym razem, kiedy się schylał, dzielne zwierzątko uciekało.
Trwało to przeważnie co najmniej pół godziny - kiedy pan od króliczka się zmęczył, łapał Królicka i zanosił pod pachą do domu. Nieodmiennie z naszej ławki rozlegał się wtedy chóralny jęk zawodu. Raz Arturek nie wytrzymał i zawołał "dać mu szansę!". Ale zawsze byliśmy pewni, że na drugi dzień spektakl się powtórzy.
Dzieci pana od króliczka miały swój sposób: wyprowadzały Królicka na smyczy. Kiedy zwierzątko zaczynało uciekać - przydeptywały końcówkę smyczy. Pan od króliczka uważał najwyraźniej, że to uwłacza godności pupila - i bawił się z nim cierpliwie w króliczego berka.
Epilog historii? Któregoś dnia, pod koniec wakacji, pan od króliczka dostał od nas płytę ze zdjęciami Królicka (które robiliśmy w tajemnicy i wszystkimi możliwymi aparatami).
Bo nie o to chodzi, by złapać króliczka...
Sąsiad z klatki obok wyprowadzał co wieczór na ogrodzony trawnik przed blokeim (tuż przed naszą ławką) czarnego króliczka - miniaturkę. Szybko nadaliśmy im własne nazwy - sąsiad został "panem od króliczka", królik - Królickiem.
Pan od króliczka wchodził do ogródka, wypuszczał królika na trawę i zapalał papierosa. Stał w miejscu i leniwie palił. Królik siedział grzecznie przy jego bucie i skubał jakieś zielsko.
Ubaw mieliśmy, kiedy pan od króliczka decydował, że czas wracać. Schylał się po zwierzątko - i w tym momencie królik zaczynał ucieczkę. Kicał w przeciwny kąt ogródka i czekał. Kiedy pan od króliczka zbliżył się i sięgał po niego, Królicek natychmiast przemieszczał się w inną stronę. Pan od króliczka majestatycznie podążał za nim - kilkoma krokami pokonywał trasę między kolejnymi miejscami pobytu Królicka, ale za każdym razem, kiedy się schylał, dzielne zwierzątko uciekało.
Trwało to przeważnie co najmniej pół godziny - kiedy pan od króliczka się zmęczył, łapał Królicka i zanosił pod pachą do domu. Nieodmiennie z naszej ławki rozlegał się wtedy chóralny jęk zawodu. Raz Arturek nie wytrzymał i zawołał "dać mu szansę!". Ale zawsze byliśmy pewni, że na drugi dzień spektakl się powtórzy.
Dzieci pana od króliczka miały swój sposób: wyprowadzały Królicka na smyczy. Kiedy zwierzątko zaczynało uciekać - przydeptywały końcówkę smyczy. Pan od króliczka uważał najwyraźniej, że to uwłacza godności pupila - i bawił się z nim cierpliwie w króliczego berka.
Epilog historii? Któregoś dnia, pod koniec wakacji, pan od króliczka dostał od nas płytę ze zdjęciami Królicka (które robiliśmy w tajemnicy i wszystkimi możliwymi aparatami).
Bo nie o to chodzi, by złapać króliczka...
niedziela, 18 marca 2007
215. ***
Fimbul siedzi z Mrówką na korytarzu. Ściąga kurtkę i sweter.
Pół godziny później Fimbul ubiera sweter.
- Zimno ci? - pyta z troską Mrówka.
- Raz zimno, raz ciepło... to już chyba ten wiek... Ej, zapisujesz to?
Oczywiście ;)
Pół godziny później Fimbul ubiera sweter.
- Zimno ci? - pyta z troską Mrówka.
- Raz zimno, raz ciepło... to już chyba ten wiek... Ej, zapisujesz to?
Oczywiście ;)
sobota, 17 marca 2007
214. o życzliwości
Zamiast zbierać zabawne wydarzenia ostatnich dni i godzin (skaleczyłam się szybą, mineralna wybuchła mi na gitarę, dostałam upragnione Zoofioły z dedykacją), napiszę dzisiaj o czymś, co wydarzyło się dwa lata temu i śmieszy mnie do dzisiaj ;).
Weszłam do pokoju brata.
- Pożycz mi zszywacz i dwie zszywki! - zażądałam.
- A nie chcesz dziurkacza? - zapytał brat. - Pożyczyłbym ci dwie dziurki.
Cóż, przynajmniej chciał pomóc ;).
Weszłam do pokoju brata.
- Pożycz mi zszywacz i dwie zszywki! - zażądałam.
- A nie chcesz dziurkacza? - zapytał brat. - Pożyczyłbym ci dwie dziurki.
Cóż, przynajmniej chciał pomóc ;).
czwartek, 15 marca 2007
212. windowy
Mrówka nie jeździ windą.
Chyba że z Magdą.
Jeździłyśmy dzisiaj z Magdą windą po różnych piętrach. Jak to ujął jeden z napotkanych profesorów - "nieważne, dokąd, ważne, że za darmo".
Chciałyśmy trafić z parteru na trzecie.
Winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
- Magda, my chyba na trzecie jechałyśmy??? - pyta zdezorientowana Mrówka.
- No, na trzecie.
- A jesteśmy na czwartym... - stwierdza Mrówka mało inteligentnie, acz zgodnie z prawdą.
Stojąca obok wykładowczyni, powiedzmy, że NieSucha-nowska, zamyśliła się:
- To może się ten guzik nie wcisnął?
- Trudno, jedziemy dalej, wysiądziemy, jak winda będzie wracać na dół.
Na piątym piętrze wykładowczyni łapie się za głowę:
- A dlaczego JA nie wysiadłam na czwartym???
Oczywiście przez nas :D.
- Musimy teraz jechać na dół - oznajmia Mrówce Magda.
- Na jaki dół?
- Na SAM dół.
No i wszystko jasne ;). Zjechałyśmy na SAM dół i rozmawiamy.
- Wiesz, ja nie jeżdżę windami - zwierza się Magdzie Mrówka. - No chyba że z tobą. Bo raz, że w domu i tak muszę wychodzić na czwarte piętro, a dwa - jakby mi się tak winda zacięła między piętrami, to co ja bym zrobiła?
- Nacisnęłabyś guziczek z napisem "alarm".
- A gdzie taki guziczek jest? - pyta niespostrzegawcza Mrówka.
- W WINDZIE!
Chyba że z Magdą.
Jeździłyśmy dzisiaj z Magdą windą po różnych piętrach. Jak to ujął jeden z napotkanych profesorów - "nieważne, dokąd, ważne, że za darmo".
Chciałyśmy trafić z parteru na trzecie.
Winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
- Magda, my chyba na trzecie jechałyśmy??? - pyta zdezorientowana Mrówka.
- No, na trzecie.
- A jesteśmy na czwartym... - stwierdza Mrówka mało inteligentnie, acz zgodnie z prawdą.
Stojąca obok wykładowczyni, powiedzmy, że NieSucha-nowska, zamyśliła się:
- To może się ten guzik nie wcisnął?
- Trudno, jedziemy dalej, wysiądziemy, jak winda będzie wracać na dół.
Na piątym piętrze wykładowczyni łapie się za głowę:
- A dlaczego JA nie wysiadłam na czwartym???
Oczywiście przez nas :D.
- Musimy teraz jechać na dół - oznajmia Mrówce Magda.
- Na jaki dół?
- Na SAM dół.
No i wszystko jasne ;). Zjechałyśmy na SAM dół i rozmawiamy.
- Wiesz, ja nie jeżdżę windami - zwierza się Magdzie Mrówka. - No chyba że z tobą. Bo raz, że w domu i tak muszę wychodzić na czwarte piętro, a dwa - jakby mi się tak winda zacięła między piętrami, to co ja bym zrobiła?
- Nacisnęłabyś guziczek z napisem "alarm".
- A gdzie taki guziczek jest? - pyta niespostrzegawcza Mrówka.
- W WINDZIE!
środa, 14 marca 2007
211. Mrówka Augiasza
Do pokoju Mrówki wszedł brat Mrówki.
Przyjrzał się regałom na książki Mrówki.
- Masz więcej półek w biblioteczce? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie...
- Aha... - mruknął brat i podszedł bliżej. Obserwowałam go z szalonym zainteresowaniem. A mój brat z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądał się biblioteczce.
- Aha! - olśniło go. - Posprzątałaś sobie i poukładałaś te książki! Dlatego mi się wydawało, że jest jakoś inaczej!
:D
Przyjrzał się regałom na książki Mrówki.
- Masz więcej półek w biblioteczce? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie...
- Aha... - mruknął brat i podszedł bliżej. Obserwowałam go z szalonym zainteresowaniem. A mój brat z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądał się biblioteczce.
- Aha! - olśniło go. - Posprzątałaś sobie i poukładałaś te książki! Dlatego mi się wydawało, że jest jakoś inaczej!
:D
poniedziałek, 12 marca 2007
210. może być bez tematu
Siedzieliśmy dzisiaj z Fimbulem na korytarzu i czekaliśmy na Slka. Przechodził Bosski Promotor. I powiedział na nasz widok:
- Fimbul Mrówkę zauroczył, patrząc jej głęboko w oczy.
:D Ładne [chociaż nieprawdziwe, ale fikcja literacka, licentia poetica itp. ;)]
A potem Boss przechodził znowu, zapytał o rym do "mrówka" i skierował się do sali.
- Rym do "mrówka"? Parówka... - skojarzyło mi się.
Nie wiem DLACZEGO. I na wszelki wypadek nie będę się nad tym zastanawiać :)...
- Fimbul Mrówkę zauroczył, patrząc jej głęboko w oczy.
:D Ładne [chociaż nieprawdziwe, ale fikcja literacka, licentia poetica itp. ;)]
A potem Boss przechodził znowu, zapytał o rym do "mrówka" i skierował się do sali.
- Rym do "mrówka"? Parówka... - skojarzyło mi się.
Nie wiem DLACZEGO. I na wszelki wypadek nie będę się nad tym zastanawiać :)...
sobota, 10 marca 2007
208. czasochłonnie
- Która jest godzina? - zapytała Kasia w czwartek, na parkingu przed naszym wydziałem. Mrówka ofiarnie zatrzymała się i zaczęła liczyć kreseczki na zegarku. Doliczyła się po dłuższej chwili.
- Za sześć - wyjaśniła.
Po sekundzie ciszy Kasia prychnęła:
- Ale za sześć KTÓRA??? Ja się o GODZINĘ pytam, a wszyscy mi minuty podają!
- Za sześć - wyjaśniła.
Po sekundzie ciszy Kasia prychnęła:
- Ale za sześć KTÓRA??? Ja się o GODZINĘ pytam, a wszyscy mi minuty podają!
piątek, 9 marca 2007
207. pod parasolem
Stoimy na przystanku na Placu Sejmu w Katowicach. Mrówka czeka na autobus. Olek i Kasia - dotrzymują Mrówce towarzystwa.
Zaczyna padać deszcz.
Nikt nie ma parasolki, bo nikt się deszczu w marcu nie spodziewał. A przystanek nie ma wiaty z nieznanych nam powodów.
- Słuchajcie, wy nie musicie czekać na autobus, więc może idźcie już? - proponuje Mrówka. - Bo zmokniecie...
- A co, tylko tobie wolno moknąć? Nie ma tak dobrze! Nie będziesz mieć monopolu! - oburza się Olek.
I zaczekali ze mną na ten autobus :)
Aha - w dzisiejszym "Dzienniku Zachodnim" znalazł się artykuł Sala. Sal się robi sławny po tomiku ;)
Zaczyna padać deszcz.
Nikt nie ma parasolki, bo nikt się deszczu w marcu nie spodziewał. A przystanek nie ma wiaty z nieznanych nam powodów.
- Słuchajcie, wy nie musicie czekać na autobus, więc może idźcie już? - proponuje Mrówka. - Bo zmokniecie...
- A co, tylko tobie wolno moknąć? Nie ma tak dobrze! Nie będziesz mieć monopolu! - oburza się Olek.
I zaczekali ze mną na ten autobus :)
Aha - w dzisiejszym "Dzienniku Zachodnim" znalazł się artykuł Sala. Sal się robi sławny po tomiku ;)
czwartek, 8 marca 2007
206. z optymizmem na życie patrz
W dobie internetu i telefonów komórkowych głupio się wybrać na uczelnię tylko po to, żeby dowiedzieć się o odwołanych zajęciach. Normalnie by mi to nie przeszkadzało.
Piszę smsa do Kasi. "Jeśli jedziesz na wydział, to się nie spiesz. I tak nie ma zajęć".
W tym momencie ktoś mnie woła.
Kasia.
- Napisałam do ciebie smsa - mówię zrezygnowana. - Masz, przeczytaj sobie, to ci nie będę wysyłać.
I podałam jej telefon.
Kiedy dwa dni temu informowałam z Katowic brata, że autobusy są przepełnione, bo młodzież pcha się na targi edukacji do Spodka, brat po kilku godzinach odpisał:
"Mój autobus też był przepełniony. Ale przynajmniej jest ładna pogoda".
I tego się będę trzymać ;)
Bo w życiu trzeba szukać tych najlepszych stron.
Cztery piosenki już poszły do programu.
Piszę smsa do Kasi. "Jeśli jedziesz na wydział, to się nie spiesz. I tak nie ma zajęć".
W tym momencie ktoś mnie woła.
Kasia.
- Napisałam do ciebie smsa - mówię zrezygnowana. - Masz, przeczytaj sobie, to ci nie będę wysyłać.
I podałam jej telefon.
Kiedy dwa dni temu informowałam z Katowic brata, że autobusy są przepełnione, bo młodzież pcha się na targi edukacji do Spodka, brat po kilku godzinach odpisał:
"Mój autobus też był przepełniony. Ale przynajmniej jest ładna pogoda".
I tego się będę trzymać ;)
Bo w życiu trzeba szukać tych najlepszych stron.
Cztery piosenki już poszły do programu.
niedziela, 4 marca 2007
202. mrówkowy los
Czekamy sobie pod gabinetem Promotora na konsultacje.
Bosski Boss wychodzi na korytarz i woła do siebie pierwszą osobę. Rzuca okiem na Mrówkę i mówi do Olka:
- Olek, zdepcz ją!
Po czym znika za drzwiami.
- Idę do domu - oznajmia mi Olek.
- Nie idź, nie idź, proszę, zostań! - błagam Olka. Ale nie ze strachu przed Promotorem. Czekałam na Sala, żeby dać mu tomik i nie chciało mi się czekać w samotności. - Jak pójdziesz, to Boss mnie zdepcze! - podpieram się argumentem nie do zbicia.
- Nic ci nie zrobi! - mówi Olek. A po chwili namysłu dodaje z satysfakcją: - Co najwyżej zrobi TYLKO tobie. Bo MNIE tu już nie będzie!
Taaak... Zapisuję to sobie i grzecznościowo pytam:
- Mogę to wykorzystać na blogu?
- A co? Chcesz mnie w czarnych barwach przedstawić? - zainteresował się Olek. - A, proszę bardzo.
Potem jeszcze postanowił wyryć na egzemplarzu SalTo napis "Tu byłem. Olek".
Dlatego właśnie prowadzę bloga ;).
A Bosski Promotor nie skrzywdziłby nawet mrówki, ale to już zupełnie inna historia ;).
Bosski Boss wychodzi na korytarz i woła do siebie pierwszą osobę. Rzuca okiem na Mrówkę i mówi do Olka:
- Olek, zdepcz ją!
Po czym znika za drzwiami.
- Idę do domu - oznajmia mi Olek.
- Nie idź, nie idź, proszę, zostań! - błagam Olka. Ale nie ze strachu przed Promotorem. Czekałam na Sala, żeby dać mu tomik i nie chciało mi się czekać w samotności. - Jak pójdziesz, to Boss mnie zdepcze! - podpieram się argumentem nie do zbicia.
- Nic ci nie zrobi! - mówi Olek. A po chwili namysłu dodaje z satysfakcją: - Co najwyżej zrobi TYLKO tobie. Bo MNIE tu już nie będzie!
Taaak... Zapisuję to sobie i grzecznościowo pytam:
- Mogę to wykorzystać na blogu?
- A co? Chcesz mnie w czarnych barwach przedstawić? - zainteresował się Olek. - A, proszę bardzo.
Potem jeszcze postanowił wyryć na egzemplarzu SalTo napis "Tu byłem. Olek".
Dlatego właśnie prowadzę bloga ;).
A Bosski Promotor nie skrzywdziłby nawet mrówki, ale to już zupełnie inna historia ;).
piątek, 2 marca 2007
201. zaległa notka dwusetna
Powinnam chyba wpisać tu jakieś ostrzeżenie... każdy czyta na własną odpowiedzialność, albo coś w tym rodzaju...
NOTKA OKOLICZNOŚCIOWA
Dziękuję za to, że na blog wchodzicie,
za wpisy, które zostawiacie mi tu,
za to, że ze mną się cieszycie życiem...
bez Was by blog ten stracił rację bytu...
Że chcecie czytać, że ze mną jesteście
dziękuje Mrówka w notce numer dwieście.
Bosski Promotor, pełen cierpliwości,
o którym tekstów powstał już plik duży
nigdy się (chyba) na Mrówkę nie złości
i jej nie bije (nawet jak zasłuży).
Tak mi u niego dobrze, że z okładem
chcę magisterkę pisać przez dekadę. ;)
I Profesora W też pod niebiosa
ciągle wychwala ten, kto tylko zna go...
Mrówki nie uczył (za to uczył Bossa),
lecz czyta bloga mojego z uwagą,
choć rzadko przecież są tu notki o nim...
Bossa przed Mrówką, gdy trzeba, uchroni.
Nawet najlepsza stępi się satyra
(w postaci wierszy, filmików czy rycin)
kiedy Slk - Sławek, znany jako Tyran
swą obecnością blog Mrówki zaszczyci.
Lecz nietypowo władza się rozkłada:
Slk rządzi Mrówką, Slkiem rządzi Madak!
O Marku Lencu, znanym rysowniku,
co na Onecie ma swojego bloga
powstało prawie osiem stron wierszyków,
a on chce jeszcze... mnie ogarnia trwoga...
Marku, uważaj, bo przeciągniesz strunę!
Od stu wierszyków wolę Twój rysunek!
Nie wiem, jak było, że do Mrówki Zadra
zajrzał i został. Dzięki temu teraz
Was, Czytelników tego bloga kadra
się wzbogaciła już o reportera.
Zadra więc czuwa, a gdy śmiechu dawka,
wnet się pojawia Kalina-truskawka.
Sal - notek o nim na blogu bez liku -
musi tu często zapuszczać żurawia.
Sal podpisuje się tysiącem nicków
- zawsze mi przy nich wskazówkę zostawia,
Jeśli mi smutno albo czegoś żal, to
zawsze rozśmiesza mnie bohater SalTo
( http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip )
Białemu dawniej (Michał, czy pamiętasz?)
Mrówka z początku dzielnie podrzucała
sposób reakcji, pomysł na komentarz,
teraz - pomysłów mniej ma od Michała...
Co dzień na blogu - i duszą, i ciałem,
wpadł tu na chwilę i... został na stałe.
Nie może Miasto istnieć bez Burmistrza.
Nie może istnieć, ale - sursum corda!
Nie jest potrzebny żaden gończy list, sza!
Bo mamy Wojtka - Imć Nektrusa, Lorda!
Na nic błagania, rozśmieszanie na nic,
gdy zdenerwuje się nasz Twórca Granic...
Śmieję się często, nie płaczę w ogóle
i najweselszą jam Mrówką na ziemi,
gdy Fimbulwinter (ja go zwę Fimbulem)
cud-historyjki co dzień w mailach śle mi.
Jak nie śle, mówię: a niech kopnie gęś cię!
Mógłbyś, Fimbulku, maile pisać częściej!
Mrówka poprawiać chce humory gościom.
Wybuchy śmiechu każdego uleczą.
Lady Q wita Mrówka tu z radością,
z humorystyczną chcąc przybyć odsieczą.
Trzymaj kąciki ust bez przerwy w górze,
I śmiej się, Lady, śmiej się jak najdłużej!
Co jadam, jak śpię, co kocham, co lubię
(i cały zestaw różnych innych plotek)
znajdzie swe miejsce w Mrówkowym Fanklubie,
co go założyć obiecał Migotek.
W chórze pieśniami porozsławia Mrówkę,
strach będzie wkrótce otworzyć lodówkę.
Podzielić także pragnę się humorem,
którego przecież mnóstwo bywa wokół,
z Anią (Szczepanik) i, rzecz jasna, z Torem
(na filologii są, na pierwszym roku).
Każdy, kto zechce, może tu zamieszkać -
zaprasza Mewka... raczej Mrówka Śmieszka.
Przydałaby się teraz jakaś sonda,
choć wszystkich nicków i tak tu nie zmieszczę...
Wiem, że tu czasem Aldonka zagląda,
Patiinka i C., Edyta... kto jeszcze?
Nie wiem... Przepraszam wszystkich pominiętych.
I też przepraszam, że tu nie ma puenty.
NOTKA OKOLICZNOŚCIOWA
Dziękuję za to, że na blog wchodzicie,
za wpisy, które zostawiacie mi tu,
za to, że ze mną się cieszycie życiem...
bez Was by blog ten stracił rację bytu...
Że chcecie czytać, że ze mną jesteście
dziękuje Mrówka w notce numer dwieście.
Bosski Promotor, pełen cierpliwości,
o którym tekstów powstał już plik duży
nigdy się (chyba) na Mrówkę nie złości
i jej nie bije (nawet jak zasłuży).
Tak mi u niego dobrze, że z okładem
chcę magisterkę pisać przez dekadę. ;)
I Profesora W też pod niebiosa
ciągle wychwala ten, kto tylko zna go...
Mrówki nie uczył (za to uczył Bossa),
lecz czyta bloga mojego z uwagą,
choć rzadko przecież są tu notki o nim...
Bossa przed Mrówką, gdy trzeba, uchroni.
Nawet najlepsza stępi się satyra
(w postaci wierszy, filmików czy rycin)
kiedy Slk - Sławek, znany jako Tyran
swą obecnością blog Mrówki zaszczyci.
Lecz nietypowo władza się rozkłada:
Slk rządzi Mrówką, Slkiem rządzi Madak!
O Marku Lencu, znanym rysowniku,
co na Onecie ma swojego bloga
powstało prawie osiem stron wierszyków,
a on chce jeszcze... mnie ogarnia trwoga...
Marku, uważaj, bo przeciągniesz strunę!
Od stu wierszyków wolę Twój rysunek!
Nie wiem, jak było, że do Mrówki Zadra
zajrzał i został. Dzięki temu teraz
Was, Czytelników tego bloga kadra
się wzbogaciła już o reportera.
Zadra więc czuwa, a gdy śmiechu dawka,
wnet się pojawia Kalina-truskawka.
Sal - notek o nim na blogu bez liku -
musi tu często zapuszczać żurawia.
Sal podpisuje się tysiącem nicków
- zawsze mi przy nich wskazówkę zostawia,
Jeśli mi smutno albo czegoś żal, to
zawsze rozśmiesza mnie bohater SalTo
( http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip )
Białemu dawniej (Michał, czy pamiętasz?)
Mrówka z początku dzielnie podrzucała
sposób reakcji, pomysł na komentarz,
teraz - pomysłów mniej ma od Michała...
Co dzień na blogu - i duszą, i ciałem,
wpadł tu na chwilę i... został na stałe.
Nie może Miasto istnieć bez Burmistrza.
Nie może istnieć, ale - sursum corda!
Nie jest potrzebny żaden gończy list, sza!
Bo mamy Wojtka - Imć Nektrusa, Lorda!
Na nic błagania, rozśmieszanie na nic,
gdy zdenerwuje się nasz Twórca Granic...
Śmieję się często, nie płaczę w ogóle
i najweselszą jam Mrówką na ziemi,
gdy Fimbulwinter (ja go zwę Fimbulem)
cud-historyjki co dzień w mailach śle mi.
Jak nie śle, mówię: a niech kopnie gęś cię!
Mógłbyś, Fimbulku, maile pisać częściej!
Mrówka poprawiać chce humory gościom.
Wybuchy śmiechu każdego uleczą.
Lady Q wita Mrówka tu z radością,
z humorystyczną chcąc przybyć odsieczą.
Trzymaj kąciki ust bez przerwy w górze,
I śmiej się, Lady, śmiej się jak najdłużej!
Co jadam, jak śpię, co kocham, co lubię
(i cały zestaw różnych innych plotek)
znajdzie swe miejsce w Mrówkowym Fanklubie,
co go założyć obiecał Migotek.
W chórze pieśniami porozsławia Mrówkę,
strach będzie wkrótce otworzyć lodówkę.
Podzielić także pragnę się humorem,
którego przecież mnóstwo bywa wokół,
z Anią (Szczepanik) i, rzecz jasna, z Torem
(na filologii są, na pierwszym roku).
Każdy, kto zechce, może tu zamieszkać -
zaprasza Mewka... raczej Mrówka Śmieszka.
Przydałaby się teraz jakaś sonda,
choć wszystkich nicków i tak tu nie zmieszczę...
Wiem, że tu czasem Aldonka zagląda,
Patiinka i C., Edyta... kto jeszcze?
Nie wiem... Przepraszam wszystkich pominiętych.
I też przepraszam, że tu nie ma puenty.
czwartek, 1 marca 2007
200. Premiera SalTo
Sal po przejrzeniu tomiku zgodził się na jego publikację na blogu, dlatego - jeśli ktoś jest ciekawy zapowiadanego od dawna SalTo, podaję link:
http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip
http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip
Subskrybuj:
Posty (Atom)


