czwartek, 31 stycznia 2008

469. ostatni czwartek

komentarz do dzisiejszych atrakcji najlepiej wybrzmi w wykonaniu Piotrka:

Piotrek 23:02:41
ale naprawdę masz Bossa
Piotrek 23:02:49
że mrówka nie siada
Piotrek 23:02:57
mucha nie siada
Piotrek 23:03:04
no, insekt nie siada
Piotrek 23:03:20
masz Bossa do pozazdroszczenia, mówię Ci

wtorek, 29 stycznia 2008

467. kolor Mrówki

Notatkę dodano:2008-01-29 21:11:54
Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.

Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.

Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.

Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.

Tja...

poniedziałek, 28 stycznia 2008

466. skojarzenia albo notka na część Piotrka

Piotrek ma skojarzenia. 90% naszych luźnych rozmów (oj, mam wrażenie, że to "luźnych" też by po swojemu zinterpretował) opiera się na dwuznacznościach. Ostatnio zapytał, czemu nie przytaczam tych rozmów na blogu.
- Czemu się boisz, że kogoś zgorszysz? - zapytał. - I kogo? Kogo ty jeszcze możesz zgorszyć? Jak ktoś wchodzi na blog Mrówki, nomen omen Kosmatej, to niech się później nie dziwi...
- A wiesz - skojarzyło mi się. - Czytałam ostatnio twój wstęp do Rewii. I popłakałam się przy słowach "Bo duży maż, ma znaczenież. Z dużym się liczą. Jak się ma dużego (...), to świadczy to lepiej o posiadaczu".
- MRÓWKA!!! - nakrzyczał na mnie wirtualnie Piotrek. - Tam o wielkość pomnika chodziło!!! Gdzie ty się skojarzeniami zapędzasz?

- Uczelnia nas ubezpiecza od ukończenia 26. roku życia? - zastanowił się dzisiaj.
- Chyba tak. A ty już ukańczasz? - upewniłam się.
- Co ukańczam?
- Rok życia - wyjaśniłam.
- Aha, wybacz - odpisał enigmatycznie Piotrek.
- Wybaczyć, że ukańczasz 26 rok? No dobra...
- Jestem myślami w świecie końcówek i flektywów - napisał Piotrek.
- W świecie końcówek to ty jesteś zawsze. Przynajmniej zawsze jak rozmawiamy - musiałam to powiedzieć. I zaraz się zemściło...

- A może pójdziesz z nami do BŚ na ostatni czwartek? - zapytałam Piotrka, bo w końcu prawie każdego pytam, w związku z czym całkiem ładna grupa się już uzbierała.
- Gdzie ty mnie chcesz ciągać? - zaniepokoił się Piotrek.
- Do BŚ... to dobre miejsce na rozpustę intelektualną...
- A o której to ta rozpusta?
- O 17. Umawiamy się z chętnymi pod bocznym wejściem BŚ. Chyba że chcesz na uczelni... - zaproponowałam, bo chciałam być miła i pomocna.
- CO CHCĘ NA UCZELNI????????? - napisał mi Piotrek, a w brzęczku z gg brzmiało przerażenie.
Najpierw nie odpowiadając napisałam, że nie wiedziałabym na którym piętrze, a wind nie lubię, dopiero potem wyjaśniłam:
- Chyba że chcesz się SPOTKAĆ na uczelni i iść do BŚ.
- Aha, bo już się bałem - ulżyło Piotrkowi. - Z kosmatymi to nigdy nic nie wiadomo. Co im chodzi. Po głowie.
- Ja cię chyba wykorzystam - odparłam.
- Miej litość... - odezwał się Piotrek.
- ... na blogu - uzupełniłam.
- Na blogu proszę bardzo. Ale precyzuj, na Boga, precyzuj! Bo zacznę chodzić w przebraniu po wydziale - zagroził Piotrek.


Sam zaczął.

niedziela, 27 stycznia 2008

465. wiek

Parę dni temu Fimbul o 7:50 rano (rano! W nocy!) przysłał mi smsa. W nocy dźwięk w telefonie mam wyłączony (jak bateria siądzie, to telefon też), alarmu wibracyjnego nie posiadam, a świecić mógłby sobie do woli, gdyby nie fakt, że już nie spałam. Sama z siebie obudziłam się koło 8:00 (co jest u mnie stanem nienormalnym, myślałam, że jest 10, więc właściwie obudziłam się przez pomyłkę). Napisałam Fimbulowi, że już nie śpię i, co dziwniejsze, że nie chce mi się już spać.

- No, starsi ludzie tak mają, że spać nie mogą - odpisał mi Fimbul.

sobota, 26 stycznia 2008

464. taśmy prawdy

Relacjonowała mi Ania piątkowe przygody Koła.
- Siedzieliśmy w 422, więc na 418 nakleiliśmy kartkę wyrwaną z zeszytu. "Jesteśmy w 422. KNP" - opowiadała. Pominę milczeniem, skąd wzięli taśmę ;).
I nagle Ania przestraszyła się.
- O cholera! - napisała. - Zapomniałam to odkleić!

Przewróciłam się ze śmiechu i obiecałam, że jeśli wyzdrowieję do środy, to odkleję.
- Może dr D. odlepi... - zastanowiła się Ania. - Bo jak nie, to się Boss zdziwi...





A poza tym zapytałam Sala, czy przeczyta moją książkę, jak ją wreszcie skończę.
- A ile mi zapłacisz? - zapytał Sal rzeczowo.

;D.

piątek, 25 stycznia 2008

463. mi łeb

Mrówka: Idę, bo mi łeb...
Piotrek: Co ci łeb?
Mrówka: Odpadł...
Piotrek: To jak piszesz?
Mrówka: RĘKAMI!

czwartek, 24 stycznia 2008

462. wiadomości mrożące

Notatkę dodano:2008-01-24 20:37:48
Nie żeby mnie łeb bolał... skądże... A jeśli człowiek ma jakiś życiowy limit kichania, to jutro o 12 w południe wyczerpię swój przydział. I będę mieć spokój do końca satyrycznej egzystencji.
Podbudowana poranną rozmową z Fimbulem (mój telefon zdecydował, że sam do niego zadzwoni) i mailem od Bosskiego (moja skrzynka sama Bossowi maili nie wysyła póki co), wzięłam się za pisanie o Różewiczu-satyryku. I prawie dzieło dociągnęłam do końca. Z przerwami na spanie. I jedzenie. Zostało mi jakieś pół strony. To i tak niezły wyczyn. Przepiszę w przypływie sił witalnych. Na razie widzę podwójnie.

W poniedziałek wracaliśmy z Olkiem do domu. To znaczy - Olek do domu, ja na przystanek. Ciemno już było, a my rozmawialiśmy o mrożących krew w żyłach sprawach.
- Przygotowywałem materiał i mam nadzieję, że mnie pod nim nie podpiszą - oznajmił Olek. Nie dziwię się, materiał był o porachunkach mafijnych czy czymś w tym rodzaju. Postanowiłam go pocieszyć, bo jednak - kumpel z ławki, od tylu lat...
- Ale wiesz... niedługo będzie lato - powiedziałam mu. Olek, który też spodziewał się pocieszenia, popatrzył na mnie z lekkim osłupieniem.
- ???
- No... wcześniej się zrobi widno, nie będzie już ciemnych zaułków... - wyjaśniłam.
- Tak, to wykończą mnie w jasnym - zgodził się Olek. - ŚREDNIA POCIECHA.

Cóż, ja się starałam.

A dzisiaj zadzwonił do mnie Olek i powiedział "po głosie słyszę, że faktycznie jesteś chora. Czyli NIE udajesz".
:D

środa, 23 stycznia 2008

461. chora jestem

Boli mnie wszystko. Kiedy robiłam listę części ciała, które powinnam sobie uciąć, żeby przestało boleć, wyszło mi, że zredukuję się o jakieś 98%.
Normalnie nie miewam gryp. Z wyjątkiem tych, które mam. Nieczęsto. Dzisiaj właśnie mam. I przypuszczam, że do jutra mi nie przejdzie, niestety. A jutro chciałam być u Egzekutora. Po teksty.

I tak nie jestem w stanie nic zrobić. Moja egzystencja polega dzisiaj na leżeniu i wpatrywaniu się w przedmioty rozmaite. Żeby je przenieść siłą woli. Żeby zmienić kasetę w magnetofonie (tak, przerzuciłam się ostatnio na słuchanie bardzo starych kaset ze złotych czasów TEY) najpierw przez pół godziny wpatrywałam się tępo w pudełko, w nadziei, że kaseta sama z niego wyskoczy, a potem rzuciłam się na nie w jednej chwili, zmieniłam kasetę błyskawicznie i ległam bez ducha.

Rozdźwięk między ciałem i umysłem mam dzisiaj zbyt silny. Leżę i myślę o tym, że mogłabym teraz pisać jeden z rozpoczętych tekstów. Że wystarczyłoby drgnąć i przyciągnąć do siebie zeszyt. Że potem wystarczyłoby otworzyć ten zeszyt, wziąć do ręki pióro i... nie. Za dużo roboty. W związku z tym, że umysł by chciał coś robić, a ciało niezbyt, w związku z tym, że ciało wygrywa, leżę i nie robię nic.
Poza wyrzutami sumienia. Te sobie robię, bo sumieniu też się nie chce.

Rano, kiedy uświadomiłam sobie swój stan, wysłałam do Slka smsa, że jestem chora. Pfhrrr.
Slk odpisał, że on też, więc jestem w dobrym towarzystwie. Zawsze to jakieś pocieszenie.

A notka miała być o czymś zupełnie innym, ale już trudno. Chora jestem, nie chce mi się myśleć.

wtorek, 22 stycznia 2008

460. udźwig Mrówki

Kupiłam sobie w antykwariacie książkę satyryczną (Tomik z wolszczyzną jakby się ktoś pytał).
Potem na wydziale wypożyczyłam sobie dwa zbiorki satyr Waligórskiego.
Na czwartym piętrze (szłam do Egzekutora) spotkałam Bossa, który oddał mi książkę.
Poszłam do Egzekutora, który dał mi dwie książki, znienacka, bo nie po nie poszłam.
Zamiast do domu, pojechałam na pocztą i stamtąd odebrałam jeszcze przesyłkę. Książkę oczywiście.
DOBRZE, że dopiero w domu sobie uświadomiłam, ile rzeczy ze sobą wiozłam. W przeciwnym razie zostawiłabym wszystko pod słupem.

Do Egzekutora (którego w końcu znam dłużej niż Bossa) szłam z duszą na ramieniu. Niepotrzebnie, jak się okazało. Egzekutor ucieszył się, że przyszłam, twierdząc, że poprawiam mu humor. Bossowi poprawiłam, jak sobie poszłam (tym, że sobie poszłam). Tak mi się przynajmniej wydaje.

poniedziałek, 21 stycznia 2008

459. z miasta R.

Napisałabym, że wyjazd do miasta R. nie odznaczał się niczym szczególnym, gdyby nie fakt, że właśnie owo "nic szczególnego" jest w przypadku wyjazdów do miasta R. stanem nienaturalnym.
Przyjechałam na dworzec. Poszłam sobie do kasy. Poprosiłam o Bilet z Kasy (chociaż do odjazdu autobusu było jeszcze 17 minut. Kasę zamykają na 15 minut przed odjazdem, co w praktyce oznacza, że na 20 minut przed planowanym odjazdem autobusu nie ma w kasie czego szukać). Sprzedali mi. To się zaczyna robić nudne: trzy Bilety z Kasy w trzy tygodnie... tak tydzień w tydzień.
Przyjechał autobus. I nowy kierowca. Nawet nie popatrzył w moją stronę, tylko ostentacyjnie odwrócił się do okna. Stałam cierpliwie z Biletem z Kasy w garści i czekałam, aż się popatrzy. Popatrzył i prawie że wzruszył ramionami.
Phi.
Dojechał do miasta R. punktualnie i tak jakoś... zwyczajnie.

Za to kiedy chciałam wrócić...

Po raz pierwszy (z racji terminu zaliczeniowego) miałam zamiar wrócić do Katowic autobusem o godzinie 13:25.
O 13:20 znalazłam się na dworcu w mieście R.
O 13:34 Mój Wykładowca (którego mylę z innym wykładowcą, więc wtajemniczeni się domyślą, o którego chodzi... wcale nie są podobni, ale ja kiedyś rzuciłam w rozmowie, że są jak dwie krople wody. W efekcie wszyscy ich rozróżniają bez problemu. Oprócz mnie) poszedł zapytać się w kasie.
Nawet nie wiedziałam, że to coś na dworcu w mieście R. to kasa jest...
Wrócił (Mój Wykładowca) i powiedział, że pani w kasie twierdzi, że ten autobus przeważnie nie jeździ. Na przykład w zeszłym tygodniu nie pojechał ani razu. A w ogóle to tak często go odwołują, bo on jest katowicki. A następny jest o 14:10 (to sama wiedziałam, bo nim czasami wracam).
Hmmm...
Rozczarowaliśmy się, Mój Wykładowca gdzieś sobie poszedł, ja połaziłam koło Biedronki (bo dworzec w mieście R. jest za bardzo oddalony od miasta R., żeby połazić po jakichś sensowniejszych okolicach).
O 14:05 znowu spotkaliśmy się na dworcu. I zaczęliśmy wymyślać, że ten autobus też nie przyjedzie. W ciężkich chwilach człowiek zabawia się różnymi pomysłami. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że to wszystko nas śmieszy, bo mamy nadzieję, że ten o 14:10 jednak przyjedzie.
Żałuję, że się nie nagraliśmy, bo stężenie absurdu wyszło takie, o jakie mogłabym podejrzewać tylko Olka. I Bossa ewentualnie.

Przyjechał PKS. Czysty. Przynajmniej z zewnątrz.
Więc oczywiście od razu stwierdziliśmy (z MW), że na pewno zaraz kierowca wywiesi karteczkę, że zepsuty, nieczynny, nie pojedzie albo coś. Czarnych scenariuszy mieliśmy około 80.
Kierowca podjechał na nasze stanowisko.
I o mało co nie urwał tabliczki z napisem "stanowiska", na słowo honoru przyczepionej do prowizorycznej wiaty dworca w mieście R. (kto był, ten wie, że dworzec w mieście R. jest... specyficzny. Olbrzymia połać błota, od tyłu nasyp kolejowy, pofałdowana blacha na słupkach i napis "stanowiska". Być może są jakoś te stanowiska doprecyzowane, nie sprawdzałam. Nie warto, następny kierowca to i tak urwie).
W momencie, kiedy kierowca miał urwać tabliczkę z dachu dworca, popatrzyliśmy na siebie z MW i uznaliśmy, że teraz wszystko wróciło do normy. I możemy wsiadać. I jechać.

A Biletu z Kasy w mieście R. jeszcze nie próbowałam kupić...

Aha, PS
na rozkładzie jazdy przy autobusie o 13:25 w mieście R. jest znaczek "S".
W legendzie znaczków nie ma wyjaśnienia dla znaczka "S".
W związku z tym zaczynam przypuszczać, że "S" oznacza "nie jeździ". Ale nie wiem jak to literowo dopasować.

niedziela, 20 stycznia 2008

458. w Bosskim gabinecie

Notatkę dodano:2008-01-20 21:25:11
Na ostatnie koło zaglądał do nas co jakiś czas Boss, donosząc o ludziach, którzy mu jeszcze nie pozwalają przyjść.
- Przyszedł do mnie student, który miał być o godzinie 11 - usprawiedliwił się Bosski Promotor, po czym zniknął za drzwiami. Popatrzyliśmy na zegarki. Dochodziła 15.

Kiedy o 15 zobaczyłam na korytarzu Krzysia, zrozumiałam wszystko.
- To ty jesteś tym studentem, który miał przyjść na 11? - rozpłakałam się ze śmiechu.
A potem postanowiłam zastukać jeszcze do gabinetu Bossa i zadać mu jedno szybkie pytanie.
Weszłam do sekretariatu - a tam ciemno. Jak ćma, skierowałam się w stronę światła dochodzącego z pokoju Bossa.

- O, Mrówka! - ucieszył się Boss. - Siadaj, dam ci herbaty, z cytryną, sam wyciskałem.
[w tym punkcie wieczornej relacji Piotrek mruknął "pozazdrościć cytrynie" - przyp. Mrówka].
- Ja właściwie tylko na dwie sekundy - powiedziała Mrówka tonem usprawiedliwienia. I już siedziała w odnowionym gabinecie Bossa. Z filiżanką herbaty. Przepysznej.
(Dla marudnych: dawno tam nie byłam, skoro nie miałam pojęcia o nowym wystroju gabinetu... ech... starzeję się widocznie ;))
Bosski zaproponował, żeby zawołać też Anię, która jeszcze była na uczelni.
Pobiegłam po nią (bo nie odbierała telefonu), biegiem wróciłam (bo co będę głupio marnować czas, w którym mogę bezkarnie siedzieć u Bossa).
I spędziliśmy z Anią, Magdą, Bosskim i OK (Opiekunką Koła) bardzo miłą godzinę.

- Możecie do mnie wpadać, jak siedzę sobie taki samotny - zaproponował Boss, kiedy wychodziliśmy. Nie dodał, że rzadko się takie chwile zdarzają, ale co tam.
- Taaaak? - ucieszyła się Mrówka gwałtownie.
- Nie! Ty nie! - odparł natychmiast Boss.

I nie wiem, jak rozmowa przy wyjściu zeszła na temat herbaty, ale Ania zapytała z podziwem patrząc na Bosskiego:
- To pan profesor... sam... wyciskał?

Do dzisiaj płaczę przez to ze śmiechu.

środa, 16 stycznia 2008

455. Sal

dzisiejsze rozmowy z Salem:
Sal: Mój pies od dziesięciu minut leży z nogami do góry i się nie rusza.
Mrówka: O, masz psa?
Sal: Może nie żyje?
Mrówka: Weź go potarmoś za futerko. Jak skoczy i cię ugryzie, to znaczy, że żyje.

Sal: Ale meczyk!
Mrówka: No... na zawał można było zejść parę razy...
Sal: Na szczęście widziałem tylko 1,5 seta. Te najlepsze 1,5 seta. [ostatnie, dające nam zwycięstwo - przyp. Mrówka]
(...)
Sal: Liczy się wynik.
Mrówka: Ale co się przy tym człowiek namęczy...
Sal: Ja się nie męczyłem. Veni, vidi, vici, tak to zrobiłem.

Tja... no bo to jest Sal Wspaniały...

poniedziałek, 14 stycznia 2008

454. różne takie podejrzenia

Jako że problem mam z gatunku nierozwiązywalnych od razu, a i pomysł szalony z rodzaju tych, co to na bezludną wyspę wyjechać i zrealizować w spokoju, postanowiłam (z Fimbulem u boku, bo się napatoczył na szczęście i ku mojej radości) sprawdzić na wszelki wypadek termin konsultacji Bosskiego Promotora części odwiedzających tego bloga.
Wyruszyłam więc dzielnie (nie za bardzo chciało mi się podnieść i przejść parę metrów, tu nieoceniona zasługa Fimbula, że zdołał mnie przekonać do ruszenia z miejsca, co równoznaczne powinno być z ruszeniem z posad bryły świata, że tak nieskromnie sobie napiszę).
Podeszliśmy pod rozkład konsultacji.
ZOBACZYŁAM.
Pisnęłam słabo. Powiedzmy, że ze śmiechu.
Fimbul spojrzał na tablicę.

Czwartki 8:00-9:45.

Stłumił prychnięcie (Fimbul, znaczy). Popatrzył na mnie badawczo i BARDZO znacząco i zapytał:
- Nie domyślasz się, DLACZEGO?

WCALE...
To znaczy domyślam się... Boss jest zapracowanym człowiekiem i nie ma potem czasu.
Absolutnie nie chodzi tu o to, że choćbym bardzo chciała, nie wstanę z własnej woli na 8 rano... ;)
Chyba...
Taką nadzieję żywię ;).


A podróże do miasta R., przynajmniej w tym roku, powoli się kończą. I kończą się absurdy. Przyjechałam na dworzec o godzinie 7:53, poszłam do kasy, kupiłam Bilet z Kasy, kierowca go zwyczajnie obejrzał, całą drogę przespałam... nuda. Autobus przyjechał punktualnie, nawet ogrzewany był... phi...

niedziela, 13 stycznia 2008

453. jesteśmy stare

Ogarnęło mnie zniechęcenie. Mam kawałek szopki, ale go nie przepiszę, poczekam na całość. To znaczy całość do końca.


Mrówka: Mam kawałek szopki, ale jeszcze fragmentu z tobą się nie odważyłam wkleić...
Piotrek: To taki wyzywający jest?
Mrówka: Nie, ale chciałabym, żeby był.

Ania Sz.: Ja byłam trzecią naczelną "E!milki", a po mnie zmieniali się ludzie na tym stanowisku już trzy razy. Czyli jestem taka stara, cholera, już.
Mrówka: No... o połowę.
Ania Sz.: No... To było 2004 - 2005. A jest 2008...
Mrówka: To mnie dobiłaś teraz.
Ania Sz.: Sama się dobiłam.

poniedziałek, 7 stycznia 2008

452. miasto R. i Bilet z Kasy

Blogową szopkę dokończę, jak tylko się wyśpię, bo w ostatnich dniach jakoś nie miałam czasu, wybaczcie. Dużo jej nie brakuje, może w jednej części skończę. A dzisiaj notka z podróży do miasta R.

Przyjechałam na dworzec PKS o 8:05. O 8:07 głośniki podały, że PKS do miasta R. z godziny 8:15 został dzisiaj odwołany.
Nawet mnie to nie zdziwiło.
Poszłam sobie posiedzieć w dworcowej poczekalni.
Siedzę sobie, siedzę, siedzę, wyglądam przez okno, siedzę...
Przychodzi jakaś pani do informacji.
- Dzień dobry, chciałam się zapytać o to, co z tym autobusem do Rybnika! Miał być o 8:15 a tu nie ma i nie ma!
- Odwołany.
- Ale przecież nikt nie wołał? - zdziwiła się pani, a mnie poziom surrealizmu podniósł się o jakieś 67%.

Pani zapytała o następny autobus do miasta R., po czym podeszła do kasy. Wstrzymałam oddech.
- Poproszę bilet do Rybnika na 9:05 - powiedziała. To samo hasło wygłosiłam kiedyś, kiedy uciekł mi PKS. O identycznej porze. Zostałam wtedy odesłana do kierowcy. Więc teraz z zapartym tchem czekałam na reakcję.
- 8 złotych - rzekła pani w kasie i... sprzedała pasażerce Bilet z Kasy! Tak po prostu, bez żadnych dodatkowych starań! W biały dzień!
Odczekałam chwilę, po czym z bijącym głośno sercem podeszłam do drugiej kasy i poprosiłam o Bilet (z Kasy, w domyśle).
I też mi sprzedali!
W ten sposób zostałam szczęśliwą posiadaczką Biletu z Kasy.
Wsiadłam do autobusu, pokazując Bilet z Kasy nowemu kierowcy.
Nawet nie spojrzał. Mogłam równie dobrze pokazać mu rachunek z supermarketu.
Jak można do tego stopnia zignorować z takim trudem zdobyty Bilet z Kasy? Ja go sobie chyba zasuszę na pamiątkę.

W autobusie poza powyższą notką zapisałam jeszcze:
Jedziemy jakąś obcą drogą. Chyba że las wyrósł przez święta.
Ale nie. Po prostu wjeżdżamy do Mikołowa od innej strony.
Bilet z Kasy zapewnia dodatkowe atrakcje.

wtorek, 1 stycznia 2008

BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA

BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA - 1


dodano:2008-01-01 12:37:47

Obejrzałam wczoraj (właściwie dzisiaj...) Szopkę noworoczną Wolskiego i Majewskiego.
Nie będę narzekać, że też tak chcę. Nie będę przypominać, że pewną wprawę mam. Po prostu pod wpływem tej szopki zaczęłam w nocy pisać Blogową Szopkę Noworoczną dla Was, drodzy Czytelnicy. Jako podziękowanie za to, że odwiedzacie tego bloga i reagujecie na umieszczane tu wpisy. Pojawicie się tu wszyscy (przynajmniej - wszyscy, o których wiem). Będziecie też świadkami powstawania tekstu, bo nie mam całości. Mam pierwszy fragment i puentę, więc kolejne części - jeśli zechcecie - będą pojawiać się w najbliższych dniach.

BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 2007 - CZĘŚĆ PIERWSZA

MRÓWKA
Rok Mrówce minął szybko, bez litości dla niej,
choć obfity w prezenty no i różne łaski.
Teraz by się przydało tu podsumowanie.
Bilans zysków i... zysków. Blogowe obrazki.
Co działo się w tym roku w skrócie Wam pokażę.
Możecie reagować (poprzez komentarze).

Jak co roku z radością, z nadzieją na cud my
wkroczyliśmy rok temu w dwa tysiące siódmy.
Kiedy bilans zysków (bo na pewno nie strat)
rok temu sporządzałam jak zwykle, w sylwestra)
zabawy świetnej miałam tutaj wersję beta.
Na blogu coś pisałam, głucha na huk petard,
bo różne się na blogu wtedy rzeczy działy...
na przykład - przyszedł Michał (Michał, zwany Białym).

MICHAŁ (BIAŁY) śpiewa na melodię "Tylko we Lwowie"
Bo nigdzie ci lepiej nie będzie niż tu
jak tylko na blogu
ten blog cię utuli, ułoży do snu
- tak tylko na blogu.
Tu był Mrówki brat i Boss czasem wpadł
ze śmiechu tu zerwiesz aż bok
i będziesz zeń rad, zastąpi ci chat,
bo nie ma jak blog!

MRÓWKA
Nowy rok się więc zaczął rozmową z Michałem...

MICHAŁ (BIAŁY)
A przecież i potem z tobą rozmawiałem!

MRÓWKA
I Lady Q tu przyszła, od dawna był Zadra
i wkrótce się utworzył śródblogowy kwadrat.

LADY Q śpiewa na melodię "Być kobietą"
Czytać chce to, czytać chce to,
czytać wszystko i o wszystkim
bo kobietom, bo kobietom
Mrówcze bliskie są zapiski!

MRÓWKA
Bywać tu też zaczęła i od Sala Marta
chyba... słabo pamiętam tamten pierwszy kwartał...
Czy do opisywania cały się nadawał?
Nie wiem, już nie pamiętam, miałam pracy nawał.
Dwie rzeczy przyczyniły się do czasu braku:
to praca magisterska i przystanek Kraków.
Lecz co mi tam brak czasu, a weź licho pal to!
Na pierwszy dzień marcowy miało powstać "SalTo".
I powstało: pomogli inni stworzyć to mi,
dzięki temu Sal dostał w dniu urodzin tomik.

SAL śpiewa na melodię "Piechoty"
Nie piszesz arcydzieł, lecz tomik ten mój
nie piszesz wybitnie, tylkooo tak,
lecz ja nie narzekam, wierszyków mam rój
a SalTo to dobra robota.

Dyskutują obcy, dyskutują
jak by wydać tomik tu czy tam.
Gdy w pobliżu Mrówka, wołam tu ją
i za parę minut tomik mam.

Nie trzeba mnie chwalić, popiersie mi wznieść,
najlepiej ze srebra lub złota,
bo Sal jest wspaniały, bo Sal jest na sześć!
A reszta to taka miernota...

MRÓWKA
Mrówka teraz w stresie małym
tworzy, pisze wciąż rozdziały.
Ten bez sensu, tamten z sensem,
Bossa prosi o dyspensę.
I się zgadza znowu on
na zwiększenie liczby stron!

śpiewa na melodię "Różowej kuli"
Wybacz mi Bossie, naprawdę nie wiem skąd
bierze się tyle tych stron, ja wiem że to błąd...
to niemały błąd!
Lecz lekkość pióra unosi mnie, tak, wiem
ta moja praca już równa się pracom trzem...
tak, co najmniej trzem...

BOSS śpiewa na melodię "Stairway to Heaven"
Śle mi wciąż: praca.doc
cierpliwości mam moc,
lecz o pomoc już wołam do nieba...
Rozdział o realsoc
przeczytałem przez noc
lecz spokoju mi więcej potrzeba...

MRÓWKA dostarcza nowy rozdział

BOSS śpiewa tym razem na melodię "Nie chcę więcej"
Nie chcę więcej! Stron mi 200 zupełnie wystarczy!
nie pisz więcej! nie chcę więcej, ni strony, naprawdę nic!
Nie chcę więcej! Sam już nie wiem, czy taki masz dar, czy...
nie pisz więcej! Ani słowa, choć tylko przez parę dni!
Chociaż przez parę króciutkich dni
nic, Mrówko, nie pisz i nie ślij mi!

BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 2
Notatkę dodano:2008-01-02 22:34:51
BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 2007 - CZĘŚĆ DRUGA

MRÓWKA śpiewa na melodię "Wesołe jest życie staruszka"
Jeszcze rozdział - dwa przyniosę,
jeszcze parę rozmów z Bossem,
jeszcze seminarium z nim
i refrenem zabrzmi tym:

BOSS śpiewa jak wyżej
Wesołe jest życie bez Mrówki,
wesołe jak szopka jest ta!
Już nic jej nie strzeli do główki
nie będę nią martwić się ja!

MRÓWKA
W maju szybko czas przyszedł by ujawnić saldo.
I nadszedł Dzień Obrony (równy trzem Grunwaldom).
W dzień trzeci po dniu matki (czwartek to był, rano)
przed komisją nieśledczą miała Mrówka stanąć.

KOMISJA śpiewa na melodię "Tej samej chwili"
Mów! Przy nas nie przejdzie żaden blef!
Niech będzie dumny z ciebie szef
jest parę miejsc, do których powrócimy.
Mów! Chcemy cię słuchać długo tak
i nie rób już nam żadnych drak,
egzamin ten
egzamin
zaliczyyyymyyy!

MRÓWKA
W odróżnieniu od posłów, co przeważnie mącą
Mrówka ten swój egzamin zdała śpiewająco.
I koniec znów etapu, i studia skończone.
Zanucić jeszcze mogłam: pod moją obronę...

KOMISJA śpiewa jak wyżej
Nie odnajdzie luk nikt z nas - może za chwilę!
Nie znajdziemy błędów już - wiesz przecież tyle!
Mów! Ostatni dzień
więc nabierz znów tchuuuu...
może spotkamy się znów tuuuuu!

MRÓWKA śpiewa na melodię "Powrócisz tu"
Powrócę tu! Dwudziesty badać wiek!
Powrócę tu! I powiem: I am back!
Powrócę tu, jeśli się uda tak!
Powrócę tu! Kocham to miejsce wszak!
Powrócę tu!

MRÓWKA
Nie ulękli się groźby członkowie komisji,
nie chcieli Mrówki pytać (jakiś bonus, bis i
chwalenie się najwiedzą nie wchodziło w grę tu).
Zasilił Mrówce dyplom stosik dokumentów.
Ten dzień był wyjątkowy naprawdę, nie przeczę,
bo Profesor W kończył w nim trzecie ćwierćwiecze.
Profesor W - promotor Promotora Mrówki.
Zapraszał mnie i Slka na długie majówki.

SLK śpiewa na melodię "Prześlicznej wiolonczelistki"
Ja gdy na odpoczynek ochotę znów mam
do Profesora W wciąż gnam, bo tam
tuż obok krzaka malin (a świetny to krzak!)
gdybyście mnie szukali siedzę soobie tak!

PROFESOR W
Zapraszam znowu Mrówkę - a niech się rozerwie!

MRÓWKA
Tymczasem maj przeminął i zaczął się czerwiec.
I choć nie pracowałam wtedy w pocie czoła
(nie szczędząc sobie przez to wewnętrznych inwektyw)
Patiinka musicalu, Ania chciała koła -
zaczęły wtedy tworzyć niezłe się projekty.

PATIINKA śpiewa na melodię "Bo we mnie jest seks"
No, napisz mi tekst - masz czas, to go pisz, czy
znów czekać mam wiek - lenistwo mnie niszczy,
więc nim złość mnie ogarnie, do pracy się rusz
i napisz tekst już!

MRÓWKA
Na nic były jej prośby dźwięczące mi w uszach.
Napisać nic nie mogłam wszak bez scenariusza.
A że nic ciekawego wciąż nie miałam w planie,
zwróciłam swą uwagę na Szczepanik (Anię).

ANIA SZCZEPANEK śpiewa na melodię piosenki z "Domowego przedszkola"
Gdzie jest koło, powiedz mi!
Koło co dzień mi się śni!
Wiedzieć chcę, jak działa i
czy istnieje u nas? Ty!

Pomówmy o kole, do Bossa zadzwonię,
pomówmy o kole, będziemy dbać o nie,
pomówmy o kole - wspaniały to gest!
Pomówmy o kole - jeślitylkojeślitylko jest...

MRÓWKA
Minął czerwiec. Wakacje? Tak myślicie? Co Wy!
Mrówka jest jak wiadomo w wieku poborowym,
więc przybiegła na wydział jakby gonił lis ją
i powtórnie stanęła przed nową komisją...



BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 3
Notatkę dodano:2008-01-04 20:25:39
BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 2007 - CZĘŚĆ TRZECIA
MRÓWKA śpiewa na melodię "Uciekaj moje serce"
Gdzieś w wydziałowym korytarzu
rozmów tyle.
Niepewność tego co się zdarzy,
strachu pisk.
Szukanie się na jednej z list,
czy te wyniki poznam dziś?
Czy nie za mało mam osiągnięć, by tu być...

Indeksu nie ma nikt,
pan dziekan srogi zbyt
i o komisji mit...
chodu stąd
w jakiś kąt!

Rozmowa poszła gładko i wkrótce z uśmiechem
Mrówka znowu trafiła pod wydziału strzechę.
Nowy etap dla Mrówki jest już rozpoczęty.
Jeszcze Boss znosić musiał różne jej lamenty,
gdy Mrówka wciąż mu słała obawy nieskryte,
jeszcze musiał przywołać Bosski autorytet,
żeby jęczeć przestała "Bossie, ja się boję".
I już wkrótce zwiedzała miasta R. podwoje.
O kierowcach zaczęły się tu epopeje.
W poniedziałki tekst o nich, niech nikt się nie śmieje...

MRÓWKA śpiewa na melodię "Autostop"
Siedzimy w pekaesie,
siedzimy w pekaesie
nikt nie wie, czy ruszymy
co trasa nam przyniesie
Gdzie w szosie kilka dziur
tam samochodów sznur
i korek, że aż płakać chce się!

PKS, PKS
ciesz się, że w ogóle jest,
silnik w ryk,
stresu łyk
czy dojedzie - nie wie nikt!

MRÓWKA
Nie powinnam narzekać ani zwierzać tu się,
wiele tekstów powstało w tamtym autobusie.
Natchnienie mi, jak zwykle, przyszło w samą porę.
Zaczęła się współpraca. Z kim? Z Egzekutorem!

EGZEKUTOR śpiewa na melodię "Bardzo smutnej piosenki retro"
Na to, by wam dać kabaret
trzeba naszych, tęgich głów,
starych satyr parę
ktoś przypomni znów.

Śmiesznych tekstów nigdy dosyć,
z rymem albo czasem bez
twórzmy wierszy stosy
aż po szopki kres...

Tak, tak, zwrotki trzy
z rymem wierszyk nie jest zły:
wypłakane oczy -
to ze śmiechu łzy!

MRÓWKA
A wtedy tej satyry poczułam też zew ja.
Tak tworzyć się zaczęła dla najBossa Rewia.
Miał to być tekst najlepszy z wszystkich do tej pory,
pisał więc Egzekutor do niego utwory
pełne rymów niełatwych i pełne humoru.
I Zadra też zasilił nam grono autorów.
Nie wiedzą wciąż lekarze, dlaczego rymował
najlepiej wtedy gdy go rozbolała głowa...

ZADRA śpiewa na melodię "Gdy nie ma dzieci"
Jedna zwrotka, druga zwrotka
zaraz trzecią będę klecić,
gdy myśl się jakaś z rymem nie spotka
to wyrzucę je do śmieci,
krytycznym rzucę okiem
na teksty, które mam i
jak dobrze mieć robotę rozrywkową czasami...

Zalecali mi lekarze -
no i chyba mieli rację
złożyć tekst Bossowi w darze -
skoro zdolny ze mnie pacjent.
Gdy migrena lub angina
i gorączka - ze trzy stopnie
Zadra tworzyć tekst zaczyna
i się czuje mniej okropnie!
Nie chodzi chwiejnym krokiem
od łóżka do laptopa
a podąża rytmu tokiem,
by nie popełnić faux pas

MRÓWKA
Rewia nam dojrzewała niczym zboże w kłosach,
nie mogliśmy się doczekać miny przenajBossa...

MEGI
Chociaż poprzednie wątki jeszcze nie skończone
czas uzupełnić bloga bohaterów listę!
Z Megi wchodzi na scenę merdając ogonem
piękny golden retriver: Igor, Pies Asystent

MEGI śpiewa na melodię "Puszka Okruszka"
Mam teraz wreszcie psa
co różne sztuczki zna
potrafi pomóc mi
nie tak jak, Mrówko, ty... (patrzy wymownie na Mrówkę)

BLOGOWA SZOPKA NOWOROCZNA 4
Notatkę dodano:2008-01-10 20:38:23
MRÓWKA (prezentując kolejnych bohaterów bloga)
Olek chciał regionalnym przyjrzeć się aferom
i teraz biega sobie po Śląsku z kamerą.
I bawi go na razie za newsami pościg.
Ciekawe dziś się robią stare znajomości...
Olek biega, filmuje, czy to rząd czy nierząd
(Mrówek nie chce - nie robi Z kamerą wśród zwierząt,
lecz czasem w kąt zasady rzuca najsurowsze,
bo Mrówki nie sfilmował, a Igora owszem...)

OLEK śpiewa na melodię "Nie mogę ci wiele dać"
Sto tematów znów, gadających głów,
całe stosy akt
jakiś fakt.
Jeden dobry news,
reporterski blues,
jeszcze dobry skrót,
szczęścia łut...

Materiał ci mogę dać,
materiał ci mogę dać,
a co?!
Stworzyłem go...
Materiał dać mogę ci,
materiał dać mogę ci
o, tv!

MRÓWKA
I tak dalej, bo Olek ma pomysłów szereg.
Ale na bok odłóżmy już jego karierę
i zamiast się rozpływać w Olka rzewnym śpiewie
powróćmy do a r c y d z i e ł. Pisaliśmy Rewię.
To miało być jak szopka, tylko że piękniejsza.
A Zadra swe zaslugi ciągle w niej umniejszał...

ZADRA śpiewa na melodię "Im więcej ciebie tym mniej"
Im więcej w Rewii-m, tym mniej
zadowolonym jest z niej
Im więcej Rewii, tym mniej...
jak to jest możliwe?
Dlaczego im więcej w Rewii-m, tym mniej
czy nie wiesz, że
ja nawet kiedy piszę do Rewii tej
sam się sobie dziwię...

MRÓWKA
Kiedy Mrówce się zrobił znów myślowy zator,
wspierała ją wydatnie Ania-komentator

ANIA SZCZEPANEK śpiewa na melodię "Nie płacz, Ewka"
Nie płacz, Mrówka, choć pomysłów brak,
ja pomogę ci
i wymyślę scenkę, puentę, gag
lub dowcipy trzy
więc już nie płacz, wytrzyj łzy już z rzęs
nie wierz w weny krach,
ja przywrócę ci tworzenia sens,
nie płacz, Mrówka, ach!

MRÓWKA
Więc Bossowi my Rewię, a Mrówce ogarek?
Wziął się do rysowania dosyć sprawnie Marek.
Zabazgrał Rewię całą seriami rysunków,
co lepsze niż tekst Mrówki. Co robić? Ratunku...

ML śpiewa na melodię "Ogórka wąsatego"
Gdy Rewię ujrzałem, to już ta myśl w głowie:
ratować, nie bacząc na skutki!
Tu zmienię dwa słowa, coś Mrówce podpowiem,
tam dodam rysunek malutki.

To bzdury, to bzdury, to bzdury,
tu Mrówce potrzeba cenzury
i wpadam ciągle w gniew ja,
bo przecież dla Bossa ta Rewia!

LADY Q śpiewa na melodię piosenki z "Czterech pancernych"
Lenca niespokojnie
obserwuje świat!
Czy podoła? Oj, nie...
Ma za dużo wad...