czwartek, 24 kwietnia 2008

536. narzekam ;)

Fimbul zawsze mówi, że ja narzekam. Nawet jak nie narzekam, też uważa, że marudzę, albo jęczę, albo coś. Mam wrażenie, że to już rodzaj samospełniającego się proroctwa, ale przecież nie będę tego rozgłaszać ;).

Wczoraj dyskutowaliśmy zawzięcie nad trasą, którą mamy pokonać, tak, żeby oba nasze cele (Fimbul - przystanek na Skargi, Mrówka - wydział matematyki na Bankowej) zostały zrealizowane przy minimalnym wysiłku. Wreszcie wypracowaliśmy kompromis (zawsze nam się to udaje) i ruszyliśmy.
- Ej, ale zobacz jakie to niesprawiedliwe! - powiedziałam już po pierwszych krokach. - Ja potem będę tędy wracać SAMA!
- Ale TERAZ idę z tobą. IDZIEMY razem - podkreślił Fimbul. - Więc nie narzekaj!
- Ale jak będę wracać, to ciebie nie będzie w pobliżu! I komu ja wtedy będę marudzić? - zapytałam rzeczowo i Fimbul wobec takiej argumentacji musiał się poddać ;).

Dzisiaj na ostatnim czwartku westchnęłam, masując sobie kark:
- Boli mnie głowa od karku. Od samego rana. I nic mi na nią nie pomaga...
- Jak Ważyk tak miał, to pisał wiersze - odrzekł Fimbul, który - jako jedyny - mógł się dzisiaj wybrać na ostatni czwartek. Popatrzyłam na niego uważnie:
- Czy ja też powinnam jakiś napisać?
- Boże broń! - zawołał Fimbul.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz