WSTĘP
Kilka lat temu Mrówka-smarkula postanowiła spróbować swoich sił w satyrze profesjonalnej i pierwsze kroki skierowała tam, gdzie było najbliżej - na katowicką Kabaretową Scenę Trójki. Raczkującym w twórczości estradowej dzieckiem zaopiekowali się gospodarze katowickiej KST, wystawili nawet programy zbudowane na Mrówkowych tekstach, nie mówiąc o paru bardzo przydatnych wskazówkach.
Mrówce to nie wystarczyło. Uderzyła dalej - do twórcy, który współpracował kiedyś między innymi z Wojciechem Młynarskim i wymyślił program, o jakim przedmrówkowe pokolenie już wiedziało. Przystankiem drugim w poszukiwaniu scenicznego szczęścia były krakowskie Spotkania z Balladą. Tu zaczęła się szkoła satyry, warsztaty kabaretowe, poprawianie po kilka razy piosenki, której wydawałoby się - już nie da się uratować. SzB zeszły z anteny, kiedy osiem Mrówkowych piosenek zostało zaakceptowanych. Czas było zrobić kolejny krok.
Kolejny krok, paradoksalnie, nie był krokiem ogromnym dla ludzkości, ale dla Mrówki owszem. Dzięki Rewii Mrówka dostała się pod twórczą opiekę Egzekutora (choć sam Egzekutor do tej pory utrzymuje, że nie jest nauczycielem, a współtwórcą w R i nie pozwala Mrówce zajmować pozycji pilnego ucznia). Opieka Egzekutora oznaczała spore postępy w satyrze lingwistycznej - dotąd rejonie praktycznie Mrówce niedostępnym. Udawana rywalizacja z Egzekutorem, plus kuratela wykładowcy-od-satyry (a przyjaciela Egz) - to były niezłe bodźce do pisania. Ale - do pisania do szuflady. A potem...
Potem pojawił się Adin. To znaczy: Mrówka odkryła Adin i postawiła sobie cel niezwykle trudny do osiągnięcia: pisać dla Sikora. Rzecz praktycznie niemożliwa przy tym poziomie (jeszcze), ale tym bardziej mobilizująca. I kolejny kurs satyry, właściwie praca nad sobą z możliwością skonfrontowania tekstu z oceną Imperatora.
I teraz, po tym wszystkim, wracam na katowicką KST jako tekściarz. Wracam dojrzalsza, zmieniona, szczęśliwa i rozmarzona. Wracam rozpisana, z konkretnymi zamówieniami i pomysłami, które rodzą się w mgnieniu oka (ostatnio przez trzy tygodnie nie mogłam napisać tekstu na jeden temat, aż pewnej nocy w ciągu godziny napisałam cztery różne stylowo i puentowo piosenki o tym samym). Wracam, witana, jakby nie było tych kilku lat przerwy. Wracam - jak do domu.
NOTKA WŁAŚCIWA
(Miejsce akcji: garderoba na dwie osoby. Zaludniona przez dwie solistki, pianistę, dwóch gospodarzy, Świerszczychrząszcza i KZR, plus Mrówkę, która wychodzi).
- Gdzie jest moja koszulka? - miotał się Robo w garderobie.
- Ja tam nie wiem, czym teraz myją scenę - oznajmiłam nieśmiało. - Ale może idź i sprawdź.
Robo wyjął z torby drąg.
- Wiesz, co to jest? - zapytał. - To jest kij na mrówkę.
- Kopnę cię zaraz - powiedziałam do pleców Robo. Właściciel pleców dalej grzebał w torbie, powtarzając jak mantrę "gdzie moja koszulka?". - Jacek, czy ja go mogę kopnąć? - upewniłam się u przechodzącego właśnie gospodarza KST.
- Możesz - przytaknął Jacek, spoglądając na R. z góry. - Teraz ci nawet łatwiej będzie.
- Gdzie jest moja koszulka? - jęknął Robo.
- Ostatni skecz? - zapytał go Jacek. Robo spojrzał nierozumiejącym wzrokiem. Jacek zdecydował się na kontrmantrę: - Ostatni skecz? Ostatni skecz? Ostatni skecz?
- "Zaświaty" - załapał Robo.
- Wiesz, jak on wyzionie ducha na scenie, to wtedy wchodzicie - mruknęłam Jackowi. - To nawet pasuje jako ostatni skecz...
Wracam tam :).
środa, 28 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz