Ponieważ antybiotyk, który dostałam, zamienił mnie w częściowego wampira (to znaczy: mam unikać promieni słonecznych, bo coś tam), siedziałam w domu. Ponieważ mam do napisania parę rzeczy obszernych z gatunku twórcze bardzo - wzięłam się za porządki. W trakcie tych porządków zapikał mi telefon. Sal.
"Halo, Teatr Korez? :)" - przeczytałam na wyświetlaczu, więc odpisałam, że chwilowo nie Korez, ale dam wieczorem na bloga, a w zamian napiszę Salowi jakiś wierszyk.
"Dokładnie na to liczyłem :)" - odpisał Sal.
Jutro mam zamiar ostrożnie wystawić nos za próg. Zobaczymy, co się stanie.
I teraz siedzę między pragnieniem napisania czegoś twórczego a niechęcią do pisania ogólnie, wiedzą o odwołanym koncercie Nohavicy, na który się wybierałam, a smsami, szalenie poprawiającymi humor (tak do euforii włącznie, dzięki ;)), rozleniwieniem pochorobowym i świadomością upływającego czasu, niecierpliwością i nadzieją. Chyba ktoś mnie powinien kopnąć, bo sama się nie wykaraskam z tego ;).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sal. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 lipca 2010
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
540. głos z zaświatów
Dawno temu Sal mówił, że jak ja odbieram telefon, to brzmię tak, jakby mnie ktoś gonił albo stał nade mną z siekierą. Czy tam tasakiem. Ostatnio siedzimy na Bankowej z Fimbulem i Anią B.
- Zaczekajcie, zadzwonię do Piotrka - mówię. Chwilę rozmawiamy z Piotrkiem, wyłączam się a Ania B., patrząc na mnie dziwnym wzrokiem, oznajmia:
- Ty jak rozmawiasz przez telefon to chyba celowo wydajesz z siebie taki grobowy głos, jakbyś już była jedną ręką w trumnie.
- Zaczekajcie, zadzwonię do Piotrka - mówię. Chwilę rozmawiamy z Piotrkiem, wyłączam się a Ania B., patrząc na mnie dziwnym wzrokiem, oznajmia:
- Ty jak rozmawiasz przez telefon to chyba celowo wydajesz z siebie taki grobowy głos, jakbyś już była jedną ręką w trumnie.
środa, 20 lutego 2008
486. przed kim ucieka promotor Sala?
Notatkę dodano:2008-02-20 21:59:35
Wczoraj, kiedy wylazłam na czwarte piętro i zobaczyłam Sala, zadałam mu standardowe pytanie (o co innego można się zapytać, będąc na czwartym piętrze?)
- Jest Boss?
- Nie. JUŻ nie ma - odparł Sal znacząco.
- JUŻ? Czyli dowiedział się, że przyszedłeś i uciekł, tak? - próbowałam doprecyzować.
- Nie. Dowiedział się, że ty masz przyjść - odparował Sal. - I przed tobą uciekł.
Ta, jasne. Akurat ja tam przypadkiem byłam ;).
A dzisiaj na korytarzu spotkałam swoją ukochaną Panią Doktor z Kulturoznawstwa.
Kiedyś w restauracji po ostatnim czwartku Dawid powiedział, że do tej akurat Pani Doktor zapisuje się na wszystkie zajęcia, na jakie się da, chodzi tam nadprogramowo. Też tak kiedyś (za młodu...) robiłam :).
- O! Pani Mrówka! - ucieszyła się MUPDzK.
- Dzień dobry! - podskoczyła Mrówka z radości. - Muszę do pani znowu przyjść na jakieś zajęcia!
- A w ogóle proszę do mnie coś napisać, bo pani dawno nie pisała!
Ha, żeby Boss tak kiedyś powiedział ;)
Wczoraj, kiedy wylazłam na czwarte piętro i zobaczyłam Sala, zadałam mu standardowe pytanie (o co innego można się zapytać, będąc na czwartym piętrze?)
- Jest Boss?
- Nie. JUŻ nie ma - odparł Sal znacząco.
- JUŻ? Czyli dowiedział się, że przyszedłeś i uciekł, tak? - próbowałam doprecyzować.
- Nie. Dowiedział się, że ty masz przyjść - odparował Sal. - I przed tobą uciekł.
Ta, jasne. Akurat ja tam przypadkiem byłam ;).
A dzisiaj na korytarzu spotkałam swoją ukochaną Panią Doktor z Kulturoznawstwa.
Kiedyś w restauracji po ostatnim czwartku Dawid powiedział, że do tej akurat Pani Doktor zapisuje się na wszystkie zajęcia, na jakie się da, chodzi tam nadprogramowo. Też tak kiedyś (za młodu...) robiłam :).
- O! Pani Mrówka! - ucieszyła się MUPDzK.
- Dzień dobry! - podskoczyła Mrówka z radości. - Muszę do pani znowu przyjść na jakieś zajęcia!
- A w ogóle proszę do mnie coś napisać, bo pani dawno nie pisała!
Ha, żeby Boss tak kiedyś powiedział ;)
wtorek, 19 lutego 2008
485. telefon
Dzisiaj mój telefon rozgrzał się prawie do czerwoności. A najlepszym, chociaż nieobiektywnym, podsumowaniem dnia są słowa Sala:
- Dlaczego ty zawsze, jak odbierasz telefon, to masz głos taki, jakbyś siedziała skulona ze strachu pod stołem, a nad tobą by ktoś stał i ci groził?
Nie wiem... Może skoro jestem własną chodzącą karykaturą, to i głos przez telefon mi się wynaturza? ;)...
NAPRAWDĘ TAKI MAM?????
TELEFON PIERWSZY (12:56)
Mrówka wychodzi z czytelni Biblioteki Śląskiej. Włącza dźwięk w telefonie i idzie oddać książki. Telefon się rozdzwania. Sal. Mrówka odrzuca połączenie, wychodzi i dzwoni do Sala.
- Cześć Sal, jestem w Bibliotece Śląskiej, idę znaleźć swoją kurtkę...
(znalazłam! chociaż nigdy nie wiem, czy trafię do odpowiedniej szafki...;))
TELEFON DRUGI (13:28)
Mrówka stoi przed wydziałem i czeka na Slka-żula. Chwilę gada z Meleckim, potem - z Yarem.
Dzwoni telefon.
- Cześć Sal!
- Cześć, gdzie jesteś?
- Przed wydziałem.
- I co robisz?
- Stoję... - odpowiada Mrówka, zastanawiając się, co sobie o tym pomyśli Yaro.
- To chodź na czwarte piętro.
Mrówka bierze Yara i idzie na czwarte piętro do Sala.
Siedzą razem i gadają i wtedy rozlega się
TELEFON TRZECI (13:37)
- Tak, słucham?
- WYŁAŹ PRZED PIECZARĘ!
Mrówka wyłącza telefon i mówi do Yara i Sala:
- Dzwonił Sławek, mam wyjść przed wydział, idziecie ze mną?
Idą.
Na parkingu, już bez Yara, dzielimy się łupami recenzenckimi, w międzyczasie dzwoni Kasia, recenzentka (13:44). Ale że nie usłyszałam - nie udało mi się odebrać.
TELEFON CZWARTY (13:48)
Dzwonię do Ani.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem.
Wyłączam się.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem - wyjaśniam Slkowi i Salowi.
- A, to pewnie w Sosnowcu jest - komentuje któryś z nich.
TELEFON PIĄTY (13:51)
Mrówka i Sal obładowani reklamówkami pełnymi książek idą na spotkanie z Kasią.
Przy Kasi dzwoni telefon - Megi. Mrówka nie ma czym odebrać, więc rzuca pod ścianę dwie reklamówki, własną torbę i parasolkę, żałując, że nie umie odbierać telefonu nogą.
TELEFON SZÓSTY (13:54)
Mrówka spostrzega, że książka dla Fimbula ma 985 stron. W popłochu dzwoni po Fimbula, żeby się jej pozbyć.
TELEFON SIÓDMY (13:55)
Ania jest dalej "w Sosnowcu" (wyłączony telefon miała po prostu...)
TELEFON ÓSMY (14:21)
Mrówka do Fimbula. Stęskniona.
TELEFON DZIEWIĄTY (14:30)
Mrówka dzwoni do Magdy: po godzinach pracy dziekanatu bibliotekoznawstwa odebrała jej indeks i może jeszcze załatwić wpis.
Załatwia ;). Oddaje przy okazji indeks Megi do dziekanatu.
TELEFON DZIESIĄTY (15:12)
Megi dzwoni, że jest już przy szatni. Mrówka schodzi i ubiera kurtkę (miałyśmy iść do GCK po bilety). W tym samym czasie tata Megi zdejmuje Megi kurtkę. Mrówka to widzi, ale nie rejestruje.
- Idziesz gdzieś teraz? - pyta przestraszona Megi patrząc na Mrówkę wbijającą się w kurtkę.
- No, do GCK-u przecież idziemy, nie? - pyta inteligentnie Mrówka. I dopiero teraz zauważa, że Megi już siedzi BEZ kurtki...
TELEFON JEDENASTY (15:34)
Mrówka, Megi i Igor odwiedzają Anię od Piotrka. U Ani od Piotrka siedzi koleżanka. Tarabanimy się do środka i siedzimy razem.
Dzwoni telefon Mrówki.
- Mrówka, gdzie jesteś? - pyta Ania (Sz., blogowa, uaktywniona telefonicznie).
- W 519.
- A mogę tam wejść?
Wyłączam telefon i otwieram drzwi.
Po dwudziestu minutach gadania (Ania, Ania od Piotrka, Megi, koleżanka Ani od Piotrka, Mrówka i Igor, z czego Igor najcichszy) otwierają się drzwi i wchodzi Piotrek. Za nim jakiś student po zaliczenie.
- Czy można? - pyta student.
- JAK SIĘ PAN NIE BOI... - odpowiada mu Piotrek, znacząco patrząc na nasz sabat.
Naprawdę, nie wiem, co miał na myśli...
TELEFON DWUNASTY (16:11)
Mrówka, Ania i Megi z Igorem siedzą pod salą. Megi zaczyna opowiadać kawał.
Dzwoni telefon. Mariusz Ani. Tak sobie zapisałam w komórce Mariusza, doktoranta od Bossa, szalenie sympatycznego (życiowego partnera szalenie sympatycznej Ani B.). Kochani są oboje, a że nazwisko by mi się nie zmieściło, Mariusz figuruje u mnie jako "Mariusz Ani". Chwilę pogadaliśmy. Odkładam telefon, Megi (która na czas mojej rozmowy przerwała opowiadanie kawału) wznawia historię. Po jednym zdaniu...
TELEFON TRZYNASTY (16:12)
dzwoni Olek.
- Hej - wykrztusiła Mrówka i popłakała się ze śmiechu.
- Cześć, tu Olek... wszystko w porządku?
Wyśmiałam się i powiedziałam mu, że tak.
A poza wszystkim bardzo, bardzo dziękuję Salowi, który dzisiaj za mną nosił po wydziale pełne reklamówki książek. Sal, DZIĘKUJĘ!!! :)
- Dlaczego ty zawsze, jak odbierasz telefon, to masz głos taki, jakbyś siedziała skulona ze strachu pod stołem, a nad tobą by ktoś stał i ci groził?
Nie wiem... Może skoro jestem własną chodzącą karykaturą, to i głos przez telefon mi się wynaturza? ;)...
NAPRAWDĘ TAKI MAM?????
TELEFON PIERWSZY (12:56)
Mrówka wychodzi z czytelni Biblioteki Śląskiej. Włącza dźwięk w telefonie i idzie oddać książki. Telefon się rozdzwania. Sal. Mrówka odrzuca połączenie, wychodzi i dzwoni do Sala.
- Cześć Sal, jestem w Bibliotece Śląskiej, idę znaleźć swoją kurtkę...
(znalazłam! chociaż nigdy nie wiem, czy trafię do odpowiedniej szafki...;))
TELEFON DRUGI (13:28)
Mrówka stoi przed wydziałem i czeka na Slka-żula. Chwilę gada z Meleckim, potem - z Yarem.
Dzwoni telefon.
- Cześć Sal!
- Cześć, gdzie jesteś?
- Przed wydziałem.
- I co robisz?
- Stoję... - odpowiada Mrówka, zastanawiając się, co sobie o tym pomyśli Yaro.
- To chodź na czwarte piętro.
Mrówka bierze Yara i idzie na czwarte piętro do Sala.
Siedzą razem i gadają i wtedy rozlega się
TELEFON TRZECI (13:37)
- Tak, słucham?
- WYŁAŹ PRZED PIECZARĘ!
Mrówka wyłącza telefon i mówi do Yara i Sala:
- Dzwonił Sławek, mam wyjść przed wydział, idziecie ze mną?
Idą.
Na parkingu, już bez Yara, dzielimy się łupami recenzenckimi, w międzyczasie dzwoni Kasia, recenzentka (13:44). Ale że nie usłyszałam - nie udało mi się odebrać.
TELEFON CZWARTY (13:48)
Dzwonię do Ani.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem.
Wyłączam się.
- Abonent jest czasowo poza zasięgiem - wyjaśniam Slkowi i Salowi.
- A, to pewnie w Sosnowcu jest - komentuje któryś z nich.
TELEFON PIĄTY (13:51)
Mrówka i Sal obładowani reklamówkami pełnymi książek idą na spotkanie z Kasią.
Przy Kasi dzwoni telefon - Megi. Mrówka nie ma czym odebrać, więc rzuca pod ścianę dwie reklamówki, własną torbę i parasolkę, żałując, że nie umie odbierać telefonu nogą.
TELEFON SZÓSTY (13:54)
Mrówka spostrzega, że książka dla Fimbula ma 985 stron. W popłochu dzwoni po Fimbula, żeby się jej pozbyć.
TELEFON SIÓDMY (13:55)
Ania jest dalej "w Sosnowcu" (wyłączony telefon miała po prostu...)
TELEFON ÓSMY (14:21)
Mrówka do Fimbula. Stęskniona.
TELEFON DZIEWIĄTY (14:30)
Mrówka dzwoni do Magdy: po godzinach pracy dziekanatu bibliotekoznawstwa odebrała jej indeks i może jeszcze załatwić wpis.
Załatwia ;). Oddaje przy okazji indeks Megi do dziekanatu.
TELEFON DZIESIĄTY (15:12)
Megi dzwoni, że jest już przy szatni. Mrówka schodzi i ubiera kurtkę (miałyśmy iść do GCK po bilety). W tym samym czasie tata Megi zdejmuje Megi kurtkę. Mrówka to widzi, ale nie rejestruje.
- Idziesz gdzieś teraz? - pyta przestraszona Megi patrząc na Mrówkę wbijającą się w kurtkę.
- No, do GCK-u przecież idziemy, nie? - pyta inteligentnie Mrówka. I dopiero teraz zauważa, że Megi już siedzi BEZ kurtki...
TELEFON JEDENASTY (15:34)
Mrówka, Megi i Igor odwiedzają Anię od Piotrka. U Ani od Piotrka siedzi koleżanka. Tarabanimy się do środka i siedzimy razem.
Dzwoni telefon Mrówki.
- Mrówka, gdzie jesteś? - pyta Ania (Sz., blogowa, uaktywniona telefonicznie).
- W 519.
- A mogę tam wejść?
Wyłączam telefon i otwieram drzwi.
Po dwudziestu minutach gadania (Ania, Ania od Piotrka, Megi, koleżanka Ani od Piotrka, Mrówka i Igor, z czego Igor najcichszy) otwierają się drzwi i wchodzi Piotrek. Za nim jakiś student po zaliczenie.
- Czy można? - pyta student.
- JAK SIĘ PAN NIE BOI... - odpowiada mu Piotrek, znacząco patrząc na nasz sabat.
Naprawdę, nie wiem, co miał na myśli...
TELEFON DWUNASTY (16:11)
Mrówka, Ania i Megi z Igorem siedzą pod salą. Megi zaczyna opowiadać kawał.
Dzwoni telefon. Mariusz Ani. Tak sobie zapisałam w komórce Mariusza, doktoranta od Bossa, szalenie sympatycznego (życiowego partnera szalenie sympatycznej Ani B.). Kochani są oboje, a że nazwisko by mi się nie zmieściło, Mariusz figuruje u mnie jako "Mariusz Ani". Chwilę pogadaliśmy. Odkładam telefon, Megi (która na czas mojej rozmowy przerwała opowiadanie kawału) wznawia historię. Po jednym zdaniu...
TELEFON TRZYNASTY (16:12)
dzwoni Olek.
- Hej - wykrztusiła Mrówka i popłakała się ze śmiechu.
- Cześć, tu Olek... wszystko w porządku?
Wyśmiałam się i powiedziałam mu, że tak.
A poza wszystkim bardzo, bardzo dziękuję Salowi, który dzisiaj za mną nosił po wydziale pełne reklamówki książek. Sal, DZIĘKUJĘ!!! :)
sobota, 2 lutego 2008
471. sposoby na zły nastrój
Dawno, dawno temu (29 stycznia) stwierdziłam, że jest mi smutno bez powodu. Spróbowałam się pocieszyć rozmową z Piotrkiem i Salem.
- Ale mi psychika siadła - napisałam ze smutkiem do Piotrka. - Nic tylko siąść i ryczeć.
- Ej! - odpowiedział Piotrek. - Ale tak w pojedynkę? W duecie to zawsze ciekawiej wychodzi...
- W pojedynkę siąść? - zainteresowałam się gwałtownie.
- Nie, w pojedynkę ryczeć - uściślił Piotrek. - A w ogóle co się dzieje? Zwykle tryskasz, a teraz jakoś zaniemogłaś?...
- Hmm... w tym towarzystwie to chyba jednak TY tryskasz, nie ja... - sprecyzowałam.
- ENERGIĄ!!! - nakrzyczał na mnie Piotrek.
- A, energią... - odpisałam mu apatycznie, ale humor mi się poprawił.
Za chwilę rozmawiałam jeszcze z Salem.
- Głowa mnie boli - napisał Sal.
- A mnie dusza... - odpowiedziałam. - Czy co tam człowieka w chandrze boli.
- A, znaczy, tylko ja czuję ból - odparł Sal.
Tjaaa... ;)
Przecież z nimi nawet się nie da chandry mieć ;)
- Ale mi psychika siadła - napisałam ze smutkiem do Piotrka. - Nic tylko siąść i ryczeć.
- Ej! - odpowiedział Piotrek. - Ale tak w pojedynkę? W duecie to zawsze ciekawiej wychodzi...
- W pojedynkę siąść? - zainteresowałam się gwałtownie.
- Nie, w pojedynkę ryczeć - uściślił Piotrek. - A w ogóle co się dzieje? Zwykle tryskasz, a teraz jakoś zaniemogłaś?...
- Hmm... w tym towarzystwie to chyba jednak TY tryskasz, nie ja... - sprecyzowałam.
- ENERGIĄ!!! - nakrzyczał na mnie Piotrek.
- A, energią... - odpisałam mu apatycznie, ale humor mi się poprawił.
Za chwilę rozmawiałam jeszcze z Salem.
- Głowa mnie boli - napisał Sal.
- A mnie dusza... - odpowiedziałam. - Czy co tam człowieka w chandrze boli.
- A, znaczy, tylko ja czuję ból - odparł Sal.
Tjaaa... ;)
Przecież z nimi nawet się nie da chandry mieć ;)
sobota, 26 stycznia 2008
464. taśmy prawdy
Relacjonowała mi Ania piątkowe przygody Koła.
- Siedzieliśmy w 422, więc na 418 nakleiliśmy kartkę wyrwaną z zeszytu. "Jesteśmy w 422. KNP" - opowiadała. Pominę milczeniem, skąd wzięli taśmę ;).
I nagle Ania przestraszyła się.
- O cholera! - napisała. - Zapomniałam to odkleić!
Przewróciłam się ze śmiechu i obiecałam, że jeśli wyzdrowieję do środy, to odkleję.
- Może dr D. odlepi... - zastanowiła się Ania. - Bo jak nie, to się Boss zdziwi...
A poza tym zapytałam Sala, czy przeczyta moją książkę, jak ją wreszcie skończę.
- A ile mi zapłacisz? - zapytał Sal rzeczowo.
;D.
- Siedzieliśmy w 422, więc na 418 nakleiliśmy kartkę wyrwaną z zeszytu. "Jesteśmy w 422. KNP" - opowiadała. Pominę milczeniem, skąd wzięli taśmę ;).
I nagle Ania przestraszyła się.
- O cholera! - napisała. - Zapomniałam to odkleić!
Przewróciłam się ze śmiechu i obiecałam, że jeśli wyzdrowieję do środy, to odkleję.
- Może dr D. odlepi... - zastanowiła się Ania. - Bo jak nie, to się Boss zdziwi...
A poza tym zapytałam Sala, czy przeczyta moją książkę, jak ją wreszcie skończę.
- A ile mi zapłacisz? - zapytał Sal rzeczowo.
;D.
środa, 16 stycznia 2008
455. Sal
dzisiejsze rozmowy z Salem:
Sal: Mój pies od dziesięciu minut leży z nogami do góry i się nie rusza.
Mrówka: O, masz psa?
Sal: Może nie żyje?
Mrówka: Weź go potarmoś za futerko. Jak skoczy i cię ugryzie, to znaczy, że żyje.
Sal: Ale meczyk!
Mrówka: No... na zawał można było zejść parę razy...
Sal: Na szczęście widziałem tylko 1,5 seta. Te najlepsze 1,5 seta. [ostatnie, dające nam zwycięstwo - przyp. Mrówka]
(...)
Sal: Liczy się wynik.
Mrówka: Ale co się przy tym człowiek namęczy...
Sal: Ja się nie męczyłem. Veni, vidi, vici, tak to zrobiłem.
Tja... no bo to jest Sal Wspaniały...
Sal: Mój pies od dziesięciu minut leży z nogami do góry i się nie rusza.
Mrówka: O, masz psa?
Sal: Może nie żyje?
Mrówka: Weź go potarmoś za futerko. Jak skoczy i cię ugryzie, to znaczy, że żyje.
Sal: Ale meczyk!
Mrówka: No... na zawał można było zejść parę razy...
Sal: Na szczęście widziałem tylko 1,5 seta. Te najlepsze 1,5 seta. [ostatnie, dające nam zwycięstwo - przyp. Mrówka]
(...)
Sal: Liczy się wynik.
Mrówka: Ale co się przy tym człowiek namęczy...
Sal: Ja się nie męczyłem. Veni, vidi, vici, tak to zrobiłem.
Tja... no bo to jest Sal Wspaniały...
środa, 26 grudnia 2007
447. życzenia
- Masz dla mnie jakiś prezent? - zapytał Sal.
- Hmmm - powiedziała Mrówka oględnie. - Jeszcze nie mam. A na co? - zainteresowała się, przebiegając w myślach urodzinowy kalendarz. - Na obronę?
- Nie, tak ogólnie - wyjaśnił Sal. - Już dawno miałaś mieć.
- Hmmm - powiedziała Mrówka oględnie. - Jeszcze nie mam. A na co? - zainteresowała się, przebiegając w myślach urodzinowy kalendarz. - Na obronę?
- Nie, tak ogólnie - wyjaśnił Sal. - Już dawno miałaś mieć.
wtorek, 25 grudnia 2007
446. Sal wspaniały
2007-12-25 22:41:25
- Wesołych świąt, leszczu - przywitał mnie czule (jak zwykle) Sal.
- Saaal! Wesołych świąt i tobie! - ucieszyłam się.
- Co tak późno? - zdziwił się Sal. - Obrażam się.
- Który to już raz? - zapytałam, bo Sal obraża się na mnie zawsze jak rozmawiamy.
- 9803232.
- Mogłeś się o 3 pomylić, ale Sal nie myli się nigdy...
- Byłaś na Pasterce? - zmienił sprytnie temat Sal.
- Byłam. I jak zwykle na Pasterkach, myślałam o tych wszystkich, którzy teraz są na Pasterkach i może pomyślą sobie o mnie...
- I kto to mógł być? - zainteresował się Sal.
- No ty też...
- A śpiewałaś kolędy?
- Nie, bo nie umiem bez gitary - odparłam.
- Mówiłem, że leszcz - ucieszył się Sal. - Ja śpiewałem niczym Luciano Pavarotti.
No bo Sal to zdolny jest...
- Poszedłem dziś spać przed piątą - powiedział.
- Ja przed drugą... mam bliżej z kościoła - ucieszyła się Mrówka.
- Jutro wstaję o szóstej - skrzywił się biedny Sal.
- Dlaczego?
- Idę na grzyby.
- To pozdrów je ode mnie - poleciła Mrówka Salowi.
Uwielbiam te absurdalne rozmowy ;)
z ostatniej chwili:
- Zaraz będziesz na blogu.
- Za ile?
- Za momencik.
- Ile mi zapłacisz? - sprecyzował Sal.
- Pewnie nic, jak zwykle.
- Wesołych świąt, leszczu - przywitał mnie czule (jak zwykle) Sal.
- Saaal! Wesołych świąt i tobie! - ucieszyłam się.
- Co tak późno? - zdziwił się Sal. - Obrażam się.
- Który to już raz? - zapytałam, bo Sal obraża się na mnie zawsze jak rozmawiamy.
- 9803232.
- Mogłeś się o 3 pomylić, ale Sal nie myli się nigdy...
- Byłaś na Pasterce? - zmienił sprytnie temat Sal.
- Byłam. I jak zwykle na Pasterkach, myślałam o tych wszystkich, którzy teraz są na Pasterkach i może pomyślą sobie o mnie...
- I kto to mógł być? - zainteresował się Sal.
- No ty też...
- A śpiewałaś kolędy?
- Nie, bo nie umiem bez gitary - odparłam.
- Mówiłem, że leszcz - ucieszył się Sal. - Ja śpiewałem niczym Luciano Pavarotti.
No bo Sal to zdolny jest...
- Poszedłem dziś spać przed piątą - powiedział.
- Ja przed drugą... mam bliżej z kościoła - ucieszyła się Mrówka.
- Jutro wstaję o szóstej - skrzywił się biedny Sal.
- Dlaczego?
- Idę na grzyby.
- To pozdrów je ode mnie - poleciła Mrówka Salowi.
Uwielbiam te absurdalne rozmowy ;)
z ostatniej chwili:
- Zaraz będziesz na blogu.
- Za ile?
- Za momencik.
- Ile mi zapłacisz? - sprecyzował Sal.
- Pewnie nic, jak zwykle.
piątek, 21 grudnia 2007
444. Sal - cd cd
2007-12-21 19:56:14
- Opowiadałaś swoim studentom o Salu? - zainteresował się nagle Sal.
- Hahahahaha... nie - odparła Mrówka. - A powinnam była od tego zacząć!
- Każę cię rzucić do fosy z krokodylami! - zagroził Sal.
- Nie możesz, bo to by był koniec bajki. Czym byłby Sal bez Mrówki?
- Pomyśl inaczej. Czym byłaby Mrówka bez Sala!
- Opowiadałaś swoim studentom o Salu? - zainteresował się nagle Sal.
- Hahahahaha... nie - odparła Mrówka. - A powinnam była od tego zacząć!
- Każę cię rzucić do fosy z krokodylami! - zagroził Sal.
- Nie możesz, bo to by był koniec bajki. Czym byłby Sal bez Mrówki?
- Pomyśl inaczej. Czym byłaby Mrówka bez Sala!
czwartek, 20 grudnia 2007
443. Sal - cd
2007-12-20 22:33:32
- Ale pomyśl, co to by był za szał, gdybyś mogła umieścić moje zdjęcie na blogu! - powiedział Sal. - No ale nie możesz.
- A nie mogę? - zapytała Mrówka.
- Wy-klu-czo-ne!
- Moglibyśmy zrobić na przykład przez tydzień stopniowanie napięcia, odliczanie... Wiesz jaką bym miała rekordową liczbę wejść???
- A potem klapa - oznajmił Sal w przypływie samokrytycyzmu. - Zero przez kolejny tydzień.
- Nie. Potem by czytelnicy przyprowadzali swoich znajomych, a ci znowu swoich. Naszą-klasę bym pobiła popularnością. Przemyśl to, sława by cię czekała... - kusiła Mrówka.
- Nie szukam sławy ni poklasku - odrzekł Sal.
- No ja wiem... ale to by się zaznaczyło, że nie szukasz! I miałbyś dodatkowe punkty! Za skromność!
- Jam jest niczym Kordian - wyskoczył Sal.
- Że niby nikt o tobie nie czyta?
- Jestem niczym Pan Tadeusz - wbijał się w dumę Sal. - Jestem Sal Wspaniały!
- No... to jak średniowieczny król... jakiś Bolesław Kędzierzawy czy coś...
- Kazimierz Wielki. (...). Zostanę cesarzem - zmienił zdanie Sal.
- Ale bym miała znajomości! - ucieszyła się Mrówka. - Wszystko byś mi mógł załatwić. A tych co by mnie nie słuchali - krokodylom na pożarcie! Nawet lepiej bym miała niż ty! Bo ty jako cesarz nie miałbyś znajomości! A ja tak! I to jakie! W samym cesarzu oparcie!
- Ty się nie spoufalaj tak szybko - zirytował się Sal.
- Ale pomyśl, co to by był za szał, gdybyś mogła umieścić moje zdjęcie na blogu! - powiedział Sal. - No ale nie możesz.
- A nie mogę? - zapytała Mrówka.
- Wy-klu-czo-ne!
- Moglibyśmy zrobić na przykład przez tydzień stopniowanie napięcia, odliczanie... Wiesz jaką bym miała rekordową liczbę wejść???
- A potem klapa - oznajmił Sal w przypływie samokrytycyzmu. - Zero przez kolejny tydzień.
- Nie. Potem by czytelnicy przyprowadzali swoich znajomych, a ci znowu swoich. Naszą-klasę bym pobiła popularnością. Przemyśl to, sława by cię czekała... - kusiła Mrówka.
- Nie szukam sławy ni poklasku - odrzekł Sal.
- No ja wiem... ale to by się zaznaczyło, że nie szukasz! I miałbyś dodatkowe punkty! Za skromność!
- Jam jest niczym Kordian - wyskoczył Sal.
- Że niby nikt o tobie nie czyta?
- Jestem niczym Pan Tadeusz - wbijał się w dumę Sal. - Jestem Sal Wspaniały!
- No... to jak średniowieczny król... jakiś Bolesław Kędzierzawy czy coś...
- Kazimierz Wielki. (...). Zostanę cesarzem - zmienił zdanie Sal.
- Ale bym miała znajomości! - ucieszyła się Mrówka. - Wszystko byś mi mógł załatwić. A tych co by mnie nie słuchali - krokodylom na pożarcie! Nawet lepiej bym miała niż ty! Bo ty jako cesarz nie miałbyś znajomości! A ja tak! I to jakie! W samym cesarzu oparcie!
- Ty się nie spoufalaj tak szybko - zirytował się Sal.
środa, 19 grudnia 2007
442. inteligentne dialogi
Sal: Widziałaś "Film o pszczołach"?
Mrowka: Nie...
Sal: Obejrzyj.
Mrowka: A o czym jest?
Mrowka: Nie...
Sal: Obejrzyj.
Mrowka: A o czym jest?
sobota, 13 października 2007
378. pokolenie sms
2007-10-13 19:50:24
Siedzieliśmy sobie z Damianem na ławce. I wymienialiśmy się numerami telefonów. W związku z tym siedzieliśmy razem, ale każde wpatrzone we własny aparat.
Przyszedł Sal.
Obejrzał nas z zainteresowaniem.
Zastanowił się.
I zapytał:
- Piszecie do siebie smsy? Trochę to nieekonomiczne...
Siedzieliśmy sobie z Damianem na ławce. I wymienialiśmy się numerami telefonów. W związku z tym siedzieliśmy razem, ale każde wpatrzone we własny aparat.
Przyszedł Sal.
Obejrzał nas z zainteresowaniem.
Zastanowił się.
I zapytał:
- Piszecie do siebie smsy? Trochę to nieekonomiczne...
środa, 3 października 2007
371. interesy
2007-10-03 21:02:54
Na pierwszych zajęciach ze studentami Piotrek zapytał, jak wymawiają słowo "gęś".
Kiedy poinformował mnie o tym, oczywiście natychmiast zaczęłam przed komputerem sprawdzać, jak ja to wymawiam. Dobrze, że siedziałam we własnym pustym pokoju, przynajmniej nikt mnie nie posądził o pomieszanie zmysłów (no bo co byście powiedzieli o osobie, która siedzi i powiedzmy, że pracuje, a nagle zaczyna mówić do siebie "gęś" na różne sposoby?)
- I powiedzieli, że wymawiają to jako [gei`ś] - relacjonował mi Piotrek.
- Oszukują cię, mam wrażenie - odparłam. - Ja tak nie wymawiam. Ale wiesz, zawsze byłam wyjątkowa.
- A jak wymawiasz? - zainteresował się Piotrek.
Sprawdziłam raz jeszcze.
- Przez u`! Mogłabym przez i, ale to nienaturalnie wychodzi!
- A powiedz mi, czy to twoje u jest zaokrąglone czy płaskie?
Po raz kolejny zwymyślałam się na głos od gęsi.
- Płaskie - odpisałam.
- No widzisz i też się z tym zgadzam! - pocieszył mnie Piotrek. - Badania nad wymową kontekstu sęs wykazały właśnie taką wymowę.
- A mnie nikt nie badał - zmartwiła się Mrówka. - Znaczy, że standardowa jestem po prostu...
- Ja cię mogę kiedyś przebadać, gdybym się wziął za badania fonetyczne - zaofiarował się Piotrek.
- Możesz. Będzie bolało?
- A masz jakieś szczególne życzenia co do kawy? Tzn. badań? - zainteresował się Piotrek.
- Nie mam.
- To chyba nie - odpowiedział na moje pytanie (swoją drogą - dlaczego CHYBA?). - Podetknąłbym ci tylko ten... mikrofon z gąbką.
- Dlaczego z gąbką? Żeby nie bolało? - zapytałam naiwnie, testując wytrzymałość Piotrka.
A w ogóle wiszę mu już jedną herbatę, więc będzie wesoło ;). Jakbym wpadła na pomysł przeprowadzenia badań satyrycznych, to z kolei Piotrek byłby jednym z głównych obiektów, więc wszystko się ładnie łączy.
Przy okazji współpracy naukowej ze wszystkimi jak leci - rozmowa z Salem.
Podrzucił mi cytat o mrówkach.
- Dzięki! - odpisałam z uczuciem.
- 5 zeta - odparł Sal.
- A piszesz już pracę? To znaczy - czy piszesz ją teraz na kompie?
- Tak.
- Bo wykryłam w ramach własnych zajęć fajny sposób na przyspieszenie roboty! - powiedziałam mu. Podałam ten sposób, a Sal:
- Dobra, to daruję ci te 5 zeta!
tak się robi interesy ;)
Na pierwszych zajęciach ze studentami Piotrek zapytał, jak wymawiają słowo "gęś".
Kiedy poinformował mnie o tym, oczywiście natychmiast zaczęłam przed komputerem sprawdzać, jak ja to wymawiam. Dobrze, że siedziałam we własnym pustym pokoju, przynajmniej nikt mnie nie posądził o pomieszanie zmysłów (no bo co byście powiedzieli o osobie, która siedzi i powiedzmy, że pracuje, a nagle zaczyna mówić do siebie "gęś" na różne sposoby?)
- I powiedzieli, że wymawiają to jako [gei`ś] - relacjonował mi Piotrek.
- Oszukują cię, mam wrażenie - odparłam. - Ja tak nie wymawiam. Ale wiesz, zawsze byłam wyjątkowa.
- A jak wymawiasz? - zainteresował się Piotrek.
Sprawdziłam raz jeszcze.
- Przez u`! Mogłabym przez i, ale to nienaturalnie wychodzi!
- A powiedz mi, czy to twoje u jest zaokrąglone czy płaskie?
Po raz kolejny zwymyślałam się na głos od gęsi.
- Płaskie - odpisałam.
- No widzisz i też się z tym zgadzam! - pocieszył mnie Piotrek. - Badania nad wymową kontekstu sęs wykazały właśnie taką wymowę.
- A mnie nikt nie badał - zmartwiła się Mrówka. - Znaczy, że standardowa jestem po prostu...
- Ja cię mogę kiedyś przebadać, gdybym się wziął za badania fonetyczne - zaofiarował się Piotrek.
- Możesz. Będzie bolało?
- A masz jakieś szczególne życzenia co do kawy? Tzn. badań? - zainteresował się Piotrek.
- Nie mam.
- To chyba nie - odpowiedział na moje pytanie (swoją drogą - dlaczego CHYBA?). - Podetknąłbym ci tylko ten... mikrofon z gąbką.
- Dlaczego z gąbką? Żeby nie bolało? - zapytałam naiwnie, testując wytrzymałość Piotrka.
A w ogóle wiszę mu już jedną herbatę, więc będzie wesoło ;). Jakbym wpadła na pomysł przeprowadzenia badań satyrycznych, to z kolei Piotrek byłby jednym z głównych obiektów, więc wszystko się ładnie łączy.
Przy okazji współpracy naukowej ze wszystkimi jak leci - rozmowa z Salem.
Podrzucił mi cytat o mrówkach.
- Dzięki! - odpisałam z uczuciem.
- 5 zeta - odparł Sal.
- A piszesz już pracę? To znaczy - czy piszesz ją teraz na kompie?
- Tak.
- Bo wykryłam w ramach własnych zajęć fajny sposób na przyspieszenie roboty! - powiedziałam mu. Podałam ten sposób, a Sal:
- Dobra, to daruję ci te 5 zeta!
tak się robi interesy ;)
środa, 12 września 2007
359. w biegu
Marek Lenc wrzucił sobie jakiś czas temu na gg opis: "Onet też poleca..." i dalej adres swojego bloga.
- TEŻ poleca - prychnęła wzorem Bossa Mrówka. - Jakby ktoś jeszcze polecał!
- Już myślałem, że zaczepnie walczysz o temat do notki - odezwał się ML.
"Prorok jaki, czy co?" - pomyślała Mrówka.
- Nie, skądże! - zaprzeczyła kłamliwie.
- A już miałem trzy chamskie odzywki... - oznajmił ML. - Zaczynało się banalnie: SPADAJ INSEKCIE!
(...)
- Mnie możesz mieszać z błotem - poinformowała Marka Mrówka w dalszej części rozmowy.
- Na mieszanie ciebie nie muszę mieć specjalnego pozwolenia chyba? - upewnił się ML.
- Musisz, ale ci go udzielam.
(...)
- Robię książkę - poinformował Mrówkę ML. - Może chcesz napisać wstęp?
- Chcę! - podskoczyła Mrówka.
- Ale wstęp mam już od dwóch lat. To może napiszesz zakończenie?
- No dobra! Będzie się zaczynało "ten okropny i niedobry Marek Lenc..."
Nie spodobało mu się. W ogóle nie mam pojęcia czemu...
Poza tym podpadłam Salowi. I to miała być właściwa dzisiejsza notka.
Wczoraj wybiegłam z domu w ogromnym pośpiechu. Jechałam do Katowic, umówiona byłam z trzema osobami. Przy czym z żadną w konkretnym miejscu i o konkretnej godzinie - wszystkim powiedziałam, że powinnam być między 11 a 12, potem będę w pośpiechu wracać do domu. Sal wysłał mi nawet zamówienie w BŚ, żebym się wyrobiła (dzięki, Sal!)
Wybiegłam więc z domu, oczywiście lekko spóźniona (na dojście na przystanek potrzebuję 14 minut szybkim krokiem, wyszłam na 9 przed odjazdem autobusu).
W jednej ręce trzymałam torbę, w drugiej torbę z książkami dla Slka i Ani, w trzeciej pieniądze na bilet, bo jakbym miała szukać portfela przy kiosku, to nie wyrobiłabym się na pewno, w czwartej paczkę chusteczek, w piątej parasolkę, w szóstej odtwarzacz mp3, bo mi się zachciało słuchać muzyki, tylko nie miałam już jak go sobie wetknąć... (do uszu, bo ostatnio Piotrek ma cały czas skojarzenia różne). Drzwi od klatki otwierałam sobie nogą. Leciałam i modliłam się w biegu, żeby nikt mi teraz nie zadzwonił, bo musiałabym odebrać czułkiem. Albo czółkiem. Na jedno wychodzi.
Na szczęście wszyscy zaczęli dzwonić dopiero kiedy byłam w autobusie, kiedy wreszcie usiadłam i mogłam sobie kilka rąk (i plecy denerwująco-bolące) uwolnić od ciężarów i przedmiotów rozmaitych.
Najpierw Piotrek - przysłał mi smsa, że wprawdzie nie pamięta, jak w końcu się umówiliśmy, ale będzie o 12.
Potem Sal - zadzwonił po moim smsie, żeby powiedzieć, że zaczeka na mnie na dworcu.
Potem Magda, dla odmiany czekająca na wydziale.
Na przystanek przed dworcem Sal zadzwonił znowu.
- Jestem przystanek przed dworcem - odebrałam.
- Aha, to dobrze, bo myślałem, że cię nie widzę. To czekam - powiedział i rozłączył się.
Przyjechałam na dworzec, polazłam w umówione miejsce, rozglądam się - Sala nie ma. Wyciągam telefon i dzwonię do niego.
Połączenie odrzucone.
Stoję i bezmyślnie wpatruję się w telefon.
Podnoszę głowę - Sal siedzi sobie na przystanku i się śmieje. Ładny musiał mieć ubaw ;).
I jeszcze mi się oberwało, że ludzi nie rozpoznaję.
- TEŻ poleca - prychnęła wzorem Bossa Mrówka. - Jakby ktoś jeszcze polecał!
- Już myślałem, że zaczepnie walczysz o temat do notki - odezwał się ML.
"Prorok jaki, czy co?" - pomyślała Mrówka.
- Nie, skądże! - zaprzeczyła kłamliwie.
- A już miałem trzy chamskie odzywki... - oznajmił ML. - Zaczynało się banalnie: SPADAJ INSEKCIE!
(...)
- Mnie możesz mieszać z błotem - poinformowała Marka Mrówka w dalszej części rozmowy.
- Na mieszanie ciebie nie muszę mieć specjalnego pozwolenia chyba? - upewnił się ML.
- Musisz, ale ci go udzielam.
(...)
- Robię książkę - poinformował Mrówkę ML. - Może chcesz napisać wstęp?
- Chcę! - podskoczyła Mrówka.
- Ale wstęp mam już od dwóch lat. To może napiszesz zakończenie?
- No dobra! Będzie się zaczynało "ten okropny i niedobry Marek Lenc..."
Nie spodobało mu się. W ogóle nie mam pojęcia czemu...
Poza tym podpadłam Salowi. I to miała być właściwa dzisiejsza notka.
Wczoraj wybiegłam z domu w ogromnym pośpiechu. Jechałam do Katowic, umówiona byłam z trzema osobami. Przy czym z żadną w konkretnym miejscu i o konkretnej godzinie - wszystkim powiedziałam, że powinnam być między 11 a 12, potem będę w pośpiechu wracać do domu. Sal wysłał mi nawet zamówienie w BŚ, żebym się wyrobiła (dzięki, Sal!)
Wybiegłam więc z domu, oczywiście lekko spóźniona (na dojście na przystanek potrzebuję 14 minut szybkim krokiem, wyszłam na 9 przed odjazdem autobusu).
W jednej ręce trzymałam torbę, w drugiej torbę z książkami dla Slka i Ani, w trzeciej pieniądze na bilet, bo jakbym miała szukać portfela przy kiosku, to nie wyrobiłabym się na pewno, w czwartej paczkę chusteczek, w piątej parasolkę, w szóstej odtwarzacz mp3, bo mi się zachciało słuchać muzyki, tylko nie miałam już jak go sobie wetknąć... (do uszu, bo ostatnio Piotrek ma cały czas skojarzenia różne). Drzwi od klatki otwierałam sobie nogą. Leciałam i modliłam się w biegu, żeby nikt mi teraz nie zadzwonił, bo musiałabym odebrać czułkiem. Albo czółkiem. Na jedno wychodzi.
Na szczęście wszyscy zaczęli dzwonić dopiero kiedy byłam w autobusie, kiedy wreszcie usiadłam i mogłam sobie kilka rąk (i plecy denerwująco-bolące) uwolnić od ciężarów i przedmiotów rozmaitych.
Najpierw Piotrek - przysłał mi smsa, że wprawdzie nie pamięta, jak w końcu się umówiliśmy, ale będzie o 12.
Potem Sal - zadzwonił po moim smsie, żeby powiedzieć, że zaczeka na mnie na dworcu.
Potem Magda, dla odmiany czekająca na wydziale.
Na przystanek przed dworcem Sal zadzwonił znowu.
- Jestem przystanek przed dworcem - odebrałam.
- Aha, to dobrze, bo myślałem, że cię nie widzę. To czekam - powiedział i rozłączył się.
Przyjechałam na dworzec, polazłam w umówione miejsce, rozglądam się - Sala nie ma. Wyciągam telefon i dzwonię do niego.
Połączenie odrzucone.
Stoję i bezmyślnie wpatruję się w telefon.
Podnoszę głowę - Sal siedzi sobie na przystanku i się śmieje. Ładny musiał mieć ubaw ;).
I jeszcze mi się oberwało, że ludzi nie rozpoznaję.
czwartek, 26 kwietnia 2007
249. notka długa i wyczerpująca
Wróciłam do domu. I jestem WYKOŃCZONA. Do tego stopnia, że nie rozumiem, co się do mnie mówi / pisze.
- Potrzebujesz w akacji - stuka mi na gg Fimbul. Ciekawe, czy literówka, czy wziął pod uwagę mój stan. Pół godziny zastanawiałam się, czego potrzebuję i dlaczego to akurat akacja ma być.
Zdecydowanie, potrzebuję. Choćby i w akacji. Albo w świerku.
Przed wyjazdem do Katowic (drugim dzisiaj) dostałam smsa od wspaniałej i przesympatycznej Dziewczyny Sala. Sms brzmiał "nie ma wykladu. szkoda". Ponieważ na ten wykład (czyli na ostatni czwartek miesiąca w BŚ) umawiałyśmy się już od miesiąca, ponieważ rano widziałam się z Bossem i wiedziałam, że wykład jest, zastanowiło mnie, co się mogło przez ten czas, kiedy byłam w domu, zmienić. Dzwonię do Dziewczyny Sala.
- Cześć, jak to nie ma wykładu? - pytam (dowiedziałam się potem, że z przerażeniem w głosie ;)).
- Jak to nie ma wykładu? - pyta Dziewczyna Sala.
- Hmm.. dostałam od ciebie smsa przed chwilą... a nie stoi tam gdzieś przypadkiem Kamil? - domyśliłam się, KTO tak naprawdę był autorem smsa.
- KAMIL!!! - słyszę w słuchawce.
I wyobrażam sobie minę zadowolonego Sala ;).
Kiedyś się zemszczę.
Albo nie.
W końcu też się ubawiłam.
W Katowicach na wykład udało mi się namówić Fimbula, który akurat szedł na trening. Więc jakby Fimbul stracił kondycję przez opuszczenie jednego treningu, to przeze mnie. Przyznaję się.
Boss na nasz widok powiedział tylko, że życia nie mamy :D.
Po spotkaniu, które było wspaniałe, lecimy z Fimbulem na przystanki.
- Nie zdążę na autobus - sapię. - Za daleko mamy do dworca...
- Mrówko - odzywa się Fimbul bez zadyszki (mówiłam, że o jego kondycję jestem spokojna) - Jesteśmy na ulicy DWORCOWEJ. Uważasz, że dlaczego ona się DWORCOWA nazywa?
- Eeee... nie wiem?
- Bo jest KOŁO DWORCA - wyjaśnia mi FImbul.
- Ta, jasne! Fimbul, jesteśmy na Dworcowej 1726, naprawdę uważasz, że to jest KOŁO DWORCA? - pytam tak sobie.
Lecimy dalej.
- Dlaczego tak lecimy? - zastanawia się Fimbul. - Przecież mówiłaś, że nie zdążysz na autobus, a do następnego masz sporo czasu.
- Bo może zdążę! - wyjaśniam, z irracjonalną ufnością.
Zdążyłam.
I wiecie co? To jeszcze nie wszystkie historyjki z tego czwartku...
PS - do autobusu musiałam kawałeczek pobiec. Tyle, żeby przeciąć wszystkie ulice od kamienic przy dworcu do stanowiska z moim autobusem (czyli przedostatniego). Fimbul twierdzi, że to dlatego jestem teraz taka wyczerpana i plączę się w zeznaniach.
BARDZO śmieszne ;)
- Potrzebujesz w akacji - stuka mi na gg Fimbul. Ciekawe, czy literówka, czy wziął pod uwagę mój stan. Pół godziny zastanawiałam się, czego potrzebuję i dlaczego to akurat akacja ma być.
Zdecydowanie, potrzebuję. Choćby i w akacji. Albo w świerku.
Przed wyjazdem do Katowic (drugim dzisiaj) dostałam smsa od wspaniałej i przesympatycznej Dziewczyny Sala. Sms brzmiał "nie ma wykladu. szkoda". Ponieważ na ten wykład (czyli na ostatni czwartek miesiąca w BŚ) umawiałyśmy się już od miesiąca, ponieważ rano widziałam się z Bossem i wiedziałam, że wykład jest, zastanowiło mnie, co się mogło przez ten czas, kiedy byłam w domu, zmienić. Dzwonię do Dziewczyny Sala.
- Cześć, jak to nie ma wykładu? - pytam (dowiedziałam się potem, że z przerażeniem w głosie ;)).
- Jak to nie ma wykładu? - pyta Dziewczyna Sala.
- Hmm.. dostałam od ciebie smsa przed chwilą... a nie stoi tam gdzieś przypadkiem Kamil? - domyśliłam się, KTO tak naprawdę był autorem smsa.
- KAMIL!!! - słyszę w słuchawce.
I wyobrażam sobie minę zadowolonego Sala ;).
Kiedyś się zemszczę.
Albo nie.
W końcu też się ubawiłam.
W Katowicach na wykład udało mi się namówić Fimbula, który akurat szedł na trening. Więc jakby Fimbul stracił kondycję przez opuszczenie jednego treningu, to przeze mnie. Przyznaję się.
Boss na nasz widok powiedział tylko, że życia nie mamy :D.
Po spotkaniu, które było wspaniałe, lecimy z Fimbulem na przystanki.
- Nie zdążę na autobus - sapię. - Za daleko mamy do dworca...
- Mrówko - odzywa się Fimbul bez zadyszki (mówiłam, że o jego kondycję jestem spokojna) - Jesteśmy na ulicy DWORCOWEJ. Uważasz, że dlaczego ona się DWORCOWA nazywa?
- Eeee... nie wiem?
- Bo jest KOŁO DWORCA - wyjaśnia mi FImbul.
- Ta, jasne! Fimbul, jesteśmy na Dworcowej 1726, naprawdę uważasz, że to jest KOŁO DWORCA? - pytam tak sobie.
Lecimy dalej.
- Dlaczego tak lecimy? - zastanawia się Fimbul. - Przecież mówiłaś, że nie zdążysz na autobus, a do następnego masz sporo czasu.
- Bo może zdążę! - wyjaśniam, z irracjonalną ufnością.
Zdążyłam.
I wiecie co? To jeszcze nie wszystkie historyjki z tego czwartku...
PS - do autobusu musiałam kawałeczek pobiec. Tyle, żeby przeciąć wszystkie ulice od kamienic przy dworcu do stanowiska z moim autobusem (czyli przedostatniego). Fimbul twierdzi, że to dlatego jestem teraz taka wyczerpana i plączę się w zeznaniach.
BARDZO śmieszne ;)
piątek, 13 kwietnia 2007
236. semi
Czwartek.
00:11 Mrówka zasypia.
5:27 Mrówka się budzi.
5:58 Mrówka wysyła do Sala sygnałka. W trakcie wysyłania sygnałka Mrówka zastanawia się, czy na pewno dzwoni do Sala, bo jest jeszcze lekko nieprzytomna.
(zawsze, kiedy mamy zajęcia z Bossem o ósmej rano, puszczam Salowi o szóstej sygnałka - to znak, że ma się zbierać i jechać na wydział. Sal ma przeważnie wyłączony dźwięk w komórce, a poza tym ten zwyczaj praktykuję już trzeci rok, mógł się przyzwyczaić).
7:50 Sal wchodzi do sali i groźnie woła do Mrówki: "co to miało być?!"
8:00 wchodzi do sali Boss i mówi: "co wy, spać nie możecie, czy co?"
8:10 Boss każe Mrówce zrobić listę.
Mrówka nie ma kartki.
- To M. ci da kartkę, bo ma dużo, a pracę magisterską już napisała, więc jej nie są potrzebne - rozwiązuje problem mój Bosski Promotor.
M. daje Mrówce kartkę.
Mrówka wpisuje "wykład z kultury literackiej"
- Który dzisiaj jest? - pyta zaspanym głosem.
- Dwunasty...
Mrówka wpisuje na kartce "12." i podnosi głowę.
- Zero czwarty - podpowiada jej a39.
Mrówka wpisuje "04." i z rozpędu dopisuje "06"
No co? Roku mi nie podyktowali...
A dzisiaj na wydziale niespodziewanie spotkałam M. i Sala. Sal na mój widok stwierdził:
- Ale pracowite to seminarium...
Coś w tym jest ;).
00:11 Mrówka zasypia.
5:27 Mrówka się budzi.
5:58 Mrówka wysyła do Sala sygnałka. W trakcie wysyłania sygnałka Mrówka zastanawia się, czy na pewno dzwoni do Sala, bo jest jeszcze lekko nieprzytomna.
(zawsze, kiedy mamy zajęcia z Bossem o ósmej rano, puszczam Salowi o szóstej sygnałka - to znak, że ma się zbierać i jechać na wydział. Sal ma przeważnie wyłączony dźwięk w komórce, a poza tym ten zwyczaj praktykuję już trzeci rok, mógł się przyzwyczaić).
7:50 Sal wchodzi do sali i groźnie woła do Mrówki: "co to miało być?!"
8:00 wchodzi do sali Boss i mówi: "co wy, spać nie możecie, czy co?"
8:10 Boss każe Mrówce zrobić listę.
Mrówka nie ma kartki.
- To M. ci da kartkę, bo ma dużo, a pracę magisterską już napisała, więc jej nie są potrzebne - rozwiązuje problem mój Bosski Promotor.
M. daje Mrówce kartkę.
Mrówka wpisuje "wykład z kultury literackiej"
- Który dzisiaj jest? - pyta zaspanym głosem.
- Dwunasty...
Mrówka wpisuje na kartce "12." i podnosi głowę.
- Zero czwarty - podpowiada jej a39.
Mrówka wpisuje "04." i z rozpędu dopisuje "06"
No co? Roku mi nie podyktowali...
A dzisiaj na wydziale niespodziewanie spotkałam M. i Sala. Sal na mój widok stwierdził:
- Ale pracowite to seminarium...
Coś w tym jest ;).
czwartek, 1 marca 2007
200. Premiera SalTo
Sal po przejrzeniu tomiku zgodził się na jego publikację na blogu, dlatego - jeśli ktoś jest ciekawy zapowiadanego od dawna SalTo, podaję link:
http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip
http://izia211.w.interia.pl/SalTo.zip
wtorek, 27 lutego 2007
199. SalTo?
- Przez twój tomik się nie wysypiam! - robię Salowi wyrzuty. - Zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy wtedy, kiedy chce mi się spać! Zasypiam i muszę brać ołówek, i po ciemku zapisywać!
(inna sprawa, że nigdy tekstów satyrycznych nie pisałam inaczej)
- Jak pisała Tokarczuk w Prawieku: "nie po to żyjesz, żeby spać" - odpowiedział mi Sal.
Tomik skończony.
Premiera w czwartek.
Jeśli Sal się zgodzi - premiera na blogu w czwartek wieczorem.
(inna sprawa, że nigdy tekstów satyrycznych nie pisałam inaczej)
- Jak pisała Tokarczuk w Prawieku: "nie po to żyjesz, żeby spać" - odpowiedział mi Sal.
Tomik skończony.
Premiera w czwartek.
Jeśli Sal się zgodzi - premiera na blogu w czwartek wieczorem.
wtorek, 20 lutego 2007
192. Stworzyć tomik
Zdałam sobie sprawę z tego, że nie uda mi się nigdy zapełnić swoją - wątpliwej jakości - twórczością choćby tomiku. Nawet się nie staram. Porzućcie wszelką nadzieję...
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
Ale tomik dla Sala zrobić muszę.
- To niesprawiedliwe, że mam zrobić tomik do końca lutego! - protestuje Mrówka. - Przecież luty ma mniej dni!
- Byś się nie obijała, to tomik by był już dawno - uświadomił mi Sal.
Niby racja...
A potem powiedział:
- A jak zaczniesz sprzedawać na blogu tomik [SalTo - przyp. Mrówka], to będzie większy ruch.
- Faktycznie! - ucieszyła się Mrówka. - Tylko ruch w przeciwną stronę. Wszyscy zaczną uciekać.
Dzisiaj rano wysłałam Salowi smsa:
Przyszło do głowy to mi,
poinformuję też Cię:
Ty śpisz, a ktoś tam tomik
układa w innym mieście.
I za chwilę przyszła pełna oburzenia odpowiedź "już nie śpię!"
Znowu obudziłam? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


