sobota, 12 marca 2011

1072. POM. Pierwszy od lat.

Zrobiłam sobie wielokilometrowy spacer w rytmie motywu starców z "Lobotomobilu". Szłam noga za nogą w tempie przeciętnego ślimaka, aż nagle z letargu wyrwał mnie dźwięk smsa. Arturek. Który napisał, że jest w Jaworznie i zapytywał, kiedy chcę POM. Oddzwoniłam, mówiąc, że chcę natychmiast i najlepiej niech Arturek po mnie wyjdzie, bo bardzo powoli idę z centrum. Określiłam swoje położenie geograficzne, a Arturek oznajmił, że już wychodzi.
Nie przyspieszyłam, dalej szłam bardzo powoli.
Szłam.
I szłam.
I szłam.
I szłam.
I kiedy doszłam już do Arturka, który poruszał się krokiem szybszym niż ja (bo trudno byłoby mu się poruszać wolniejszym), Arturek stwierdził "no, nie spieszy ci się do mnie!".
A potem wpadłam mu w ramiona po raz pierwszy od wieków.
I poszliśmy na POM. Który wyglądał jak wszystkie POMy zawsze.

I wiecie co? Arturek powiedział, że... chciałby być akustykiem. Już robi czasami nagłośnienia różnych imprez.
Zaproponowałam, że jakby zakładał firmę, to niech mnie weźmie na oświetleniowca.

Mrówka: Ale ja nie mam swoich reflektorów :(...
Arturek: To dam ci lampkę i będziesz z nią biegała po scenie.
Mrówka: Dobra!
Arturek (w zadumie): I zamiast PAR-ów będzie par-ę lampek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz