3) poza tym i tak ciągle przychodzą nowe, to co ja się będę wysilać.
Znalazłam za to swoją książeczkę z dzieciństwa (którą odkrywam co jakiś czas i zawsze bawi mnie tak samo) i popłakałam się ze śmiechu.
Trenowałam na niej pisanie, zresztą do tego była przeznaczona. Tyle że... dla trochę starszych niż ja dzieci. I o ile pewnie różne dzieci pisały w niej prawdę, o tyle ja tworzyłam rzeczywistość po swojemu. I tak na przykład dzięcioł według mnie to wcale nie był dzięcioł, tylko doduł.

Będę to chyba co jakiś czas fotografować i wrzucać w odcinkach, bo tego typu pomysłów jest tam więcej.
A na tylnej okładce odrysowałam swoje rączki.
Dzisiaj przymierzyłam. Świat się zmienia, a papier kurczy.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz