poniedziałek, 6 czerwca 2011
Cudowne, błogie milczenie, królestwo za chwilę ciszy, a najlepiej za pół godziny ciszy, albo chociaż za pół doby, albo już za tydzień, po tygodniu się znudzi, ale tydzień, tydzień przynajmniej. Och, zamknij się już, dziewczynko, nie odzywaj się, nie przypominaj sobie setek spraw, które załatwić trzeba koniecznie teraz, bo potem się przedawnią, przeterminują i wypadną z zaśmieconego umysłu. Ciszy, ciszy, ciszy, błagam. I tak, kiedy wpadasz w ten swój słowotok, nic z niego nie rozumiem, a już zupełnie nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Słowa się z ciebie wysypują, i po co to komu, nie męcz, zamknij się i odwróć do ściany. Tak będzie bezpiecznie, cicho i spokojnie. Cicho. I spokojnie. Nie masz pojęcia, ile by to dla mnie znaczyło, jaki to byłby piękny gest, gest poświęcenia i dobroci, wyrozumiałości i radości aż po same kości. Cicho, dziewczynko, to wcale nie jest trudne, spróbuj tylko, najpierw przestań wypowiadać przymiotniki, a potem czasowniki. A potem całą resztę, to chyba jak z rzucaniem palenia, najtrudniej jest zacząć, a potem powstrzymać się od pokus. Powstrzymaj się, spróbuj przynajmniej, nie da się inaczej. Od razu zrobi się ciszej, nie mów, nie mów nic, słów jest za dużo, krążą po wszechświecie nie wiadomo po co, a ciągle produkuje się nowe. Ty przestań, nie produkuj, usiądź spokojnie, pomedytuj sobie, albo podrzem, albo pozastanawiaj się nad losem kijanek w Szwecji, ale już nie mów, już nic do mnie nie mów. O niczym, bo naprawdę mnie to nie interesuje, nie chcę ci o tym mówić, żeby nie mnożyć kolejnych słów, cicho, cicho, twoje słowa kręcą mi w głowie, zaczynam czuć się sennie, ale nie dajesz mi zasnąć, skoro gadasz. Zamknij się wreszcie na moment, muszę pomyśleć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz