Poszłam spać z zamiarem napisania CZEGOŚ. Nie bajki, bo gdyby się okazała nudna, to zasnęłabym przedwcześnie, a gdyby się okazała ciekawa, to bym się rozbudziła. No i napisałam tekst, z którego może ktoś zrobi jakąś piosenkę. Gdybym była chudsza, mogłabym ją zaśpiewać, a tak to nie.
Wiecie, że teraz mija rok, odkąd wlazłam na scenę?... Miałam sobie zamiar nawet napisać z tej okazji pierwszy w życiu porządny stand-up, ale mi się już nie chce.
- Wiem, wezmę Sikora do kabaretu - napisał Robo.
- To ja chcę być z wami.
- Ta, chyba jako oświetleniowiec - odpisał Robo.
Przede wszystkim ;D.
We wtorek i środę widzę się z Władkiem Sikorą, doczekać się nie mogę. Dostanę książkę wydaną dawno temu (pod warunkiem, że przypomnę Sikorowi, żeby ją zabrał... przypomnijcie mi koło niedzieli, że mam to zrobić...).
A poza tym ostatnio w teatrze Darek mnie woził na krześle miłosierdzia. Po tym, jak przełamał moje obawy, że się nie zmieszczę. Woził mnie do momentu, kiedy prawie wywaliliśmy się na którymś zakręcie ;D. Ale i tak było fajnie :D
czwartek, 9 grudnia 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
Od ponad 24 godzin tkwię myślami w świecie, który powołałam do życia. Tekst skoczył objętościowo z 10 stron do 27. Od wczoraj. Kiedy tylko na chwilę się zatrzymuję, wyobraźnia podsuwa mi kolejne obrazy, których nie mogę zlekceważyć. Do tego mam mnóstwo pomysłów odważnych, takich z rodzaju - albo się uda i będzie tak, że nikt nie uwierzy, że można było to zrobić, albo się nie uda i nikt się nie dowie, że coś takiego miało się pojawić.
Gorzej, kiedy wyobraźnia miesza obrazy z kolejnych scenek z konsekwencjami pomysłów. Bo wtedy z fazy "spisywanie tego, co słyszę" przechodzi się do fazy "marzenia".
A potem człowiek zasypia.
Widziałam się dzisiaj z Bossem. "Bo ty mi uciekłaś do Mirka" - powiedział.
"Bo on mnie chciał przygarnąć".
Tyle.
Gorzej, kiedy wyobraźnia miesza obrazy z kolejnych scenek z konsekwencjami pomysłów. Bo wtedy z fazy "spisywanie tego, co słyszę" przechodzi się do fazy "marzenia".
A potem człowiek zasypia.
Widziałam się dzisiaj z Bossem. "Bo ty mi uciekłaś do Mirka" - powiedział.
"Bo on mnie chciał przygarnąć".
Tyle.
środa, 17 listopada 2010
1029.
Centrum Katowic. Matka idzie szybko z kilkuletnim dzieckiem. Nagle pyta:
- Co tak dyszysz? Głodna jesteś?
I jeszcze specjalne pozdrowienia dla Sala! :)
- Co tak dyszysz? Głodna jesteś?
I jeszcze specjalne pozdrowienia dla Sala! :)
poniedziałek, 8 listopada 2010
1021. jak schudnąć
1. Wyrzucić wagę.
2. Jeść, co się chce i w ilościach, jakich się akurat potrzebuje.
3. Nie kontrolować masy ciała w żaden sposób.
4. Po dwóch latach przez przypadek zmierzyć się w pasie.
5. Zdziwić się, że ma się o 10 centymetrów mniej, niż się przypuszczało.
Ciekawe, gdzie mi się te dziesięć centymetrów odłożyło...
2. Jeść, co się chce i w ilościach, jakich się akurat potrzebuje.
3. Nie kontrolować masy ciała w żaden sposób.
4. Po dwóch latach przez przypadek zmierzyć się w pasie.
5. Zdziwić się, że ma się o 10 centymetrów mniej, niż się przypuszczało.
Ciekawe, gdzie mi się te dziesięć centymetrów odłożyło...
czwartek, 4 listopada 2010
1018. zielone światło
Skłonności do przechodzenia przez ulicę w niedozwolonym miejscu Mrówka od zawsze miała raczej niewielkie (być może jest to konsekwencja nierozróżniania kierunków i brak pewności, w którą stronę się rozglądać najpierw). Do wrodzonej niechęci do nadużywania statusu pieszego doszła jeszcze regularna tresura, prowadzona przez 1) kolejnych facetów Mrówki, 2) przyjaciół, z którymi łaziła po różnych miastach.
I tak, nadkładając drogi, udała się Mrówka na przejście dla pieszych, prowadzące do jej przystanku.
Zatrzymała się i nacisnęła guzik, wierząc, że w magiczny sposób zmieni tym światło na zielone (raz, w 2003 roku, zadziałało).
- Zepsute - odezwał się za jej plecami Pan Robotnik z pobliskiej budowy. - Musi pani przejść na drugą stronę, tam nacisnąć, wrócić tu i poczekać, aż się zmieni.
I tak, nadkładając drogi, udała się Mrówka na przejście dla pieszych, prowadzące do jej przystanku.
Zatrzymała się i nacisnęła guzik, wierząc, że w magiczny sposób zmieni tym światło na zielone (raz, w 2003 roku, zadziałało).
- Zepsute - odezwał się za jej plecami Pan Robotnik z pobliskiej budowy. - Musi pani przejść na drugą stronę, tam nacisnąć, wrócić tu i poczekać, aż się zmieni.
niedziela, 24 października 2010
1014. rewia mody
- Nastrój mi siadł - oznajmiła Mrówka. - Idę przymierzyć kieckę, za chwilę mi dopiero siądzie...
- Może się stanie cud i będziesz w niej wyglądać jako tako - spróbował pocieszyć Mrówkę Robo.
Mrówka stanęła przed lustrem i spróbowała przebrać się w kieckę.
Pierwsze zaskoczenie polegało na tym, że w nią weszła.
Drugie zaskoczenie - że kiecka podkreśliła talię Mrówki (przynajmniej przy powyciąganych dresach różnica była dość spora).
Rozradowana Mrówka wróciła do pogawędki z Robo.
- Weszłam w kieckę i wyglądam w niej fajnie - napisała. - Gdybym sobie jeszcze mogła maskę na twarz nałożyć.
- Worek - podpowiedział Robo. - Maska ukazuje jednak kształt głowy. Worek nie.
Podniesiona na duchu tą myślą Mrówka postanowiła zrobić sobie parę zdjęć.
I zepsuł się jej aparat.
Sądzę, że to był zbieg okoliczności...
A jeszcze a propos dodatków do kiecki.
- Masz może mocno czerwoną szminkę? - zapytała Mrówka Moni, szefowej praktykantek. - Przecież nie będę sobie na dwa wieczory kupować...
Moni zastanowiła się przez chwilę.
- Wiesz, że mam? - odparła zdziwiona. - Jeszcze po babci.
Dziwny jest ten świat... Uciekam do teatru.
- Może się stanie cud i będziesz w niej wyglądać jako tako - spróbował pocieszyć Mrówkę Robo.
Mrówka stanęła przed lustrem i spróbowała przebrać się w kieckę.
Pierwsze zaskoczenie polegało na tym, że w nią weszła.
Drugie zaskoczenie - że kiecka podkreśliła talię Mrówki (przynajmniej przy powyciąganych dresach różnica była dość spora).
Rozradowana Mrówka wróciła do pogawędki z Robo.
- Weszłam w kieckę i wyglądam w niej fajnie - napisała. - Gdybym sobie jeszcze mogła maskę na twarz nałożyć.
- Worek - podpowiedział Robo. - Maska ukazuje jednak kształt głowy. Worek nie.
Podniesiona na duchu tą myślą Mrówka postanowiła zrobić sobie parę zdjęć.
I zepsuł się jej aparat.
Sądzę, że to był zbieg okoliczności...
A jeszcze a propos dodatków do kiecki.
- Masz może mocno czerwoną szminkę? - zapytała Mrówka Moni, szefowej praktykantek. - Przecież nie będę sobie na dwa wieczory kupować...
Moni zastanowiła się przez chwilę.
- Wiesz, że mam? - odparła zdziwiona. - Jeszcze po babci.
Dziwny jest ten świat... Uciekam do teatru.
niedziela, 12 września 2010
czwartek, 9 września 2010
Na osiedlowych przykopalnianych basenach (takich zbiornikach z wodą, nie w prawdziwych basenach) zamieszkały na początku sierpnia cztery kaczki. Przez dwadzieścia lat nic tam nie żyło, a tu nagle cztery zadowolone z siebie kaczki, które musiały przefrunąć nad ogrodzeniem, żeby dostać się do środka.
Wczoraj było tam szesnaście kaczek (specjalnie się zatrzymałam, żeby policzyć).
Jeśli będzie ich przybywać w takim tempie, kiedy basen całkiem zarośnie kaczkami?
I co będzie, kiedy te kaczki zechcą się tam rozmnożyć?
I jak małe kaczki będą wychodzić po stromych ściankach basenów? (duże biorą rozpęd i wyfruwają...).
Jak tylko znajdę chwilę, zrobię sobie przerwę w pisaniu i kiedy nie będzie padać, pójdę zrobić zdjęcia szesnastu kaczkom.
Bo na razie mam tylko takie:
Wczoraj było tam szesnaście kaczek (specjalnie się zatrzymałam, żeby policzyć).
Jeśli będzie ich przybywać w takim tempie, kiedy basen całkiem zarośnie kaczkami?
I co będzie, kiedy te kaczki zechcą się tam rozmnożyć?
I jak małe kaczki będą wychodzić po stromych ściankach basenów? (duże biorą rozpęd i wyfruwają...).
Jak tylko znajdę chwilę, zrobię sobie przerwę w pisaniu i kiedy nie będzie padać, pójdę zrobić zdjęcia szesnastu kaczkom.
Bo na razie mam tylko takie:
środa, 1 września 2010
989. obchody
- Dziś mamy 101 dni - powiedziała Ania Sz., obchodząca ze swoim chłopakiem kolejną małą rocznickę.
- To daj mu w prezencie dalmatyńczyka - zaproponowała Mrówka.
- Właśnie to samo pomyślałam - wyznała Ania Sz. - Nie no, poczekam do jutra. Dam mu czołg.
A ja napisałam bajkę.
- To daj mu w prezencie dalmatyńczyka - zaproponowała Mrówka.
- Właśnie to samo pomyślałam - wyznała Ania Sz. - Nie no, poczekam do jutra. Dam mu czołg.
A ja napisałam bajkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


