Mam zwidy. Słuchowe.
Dawno temu, na skraju mojego osiedla były tory. Jeździły tędy pociągi towarowe raz na jakiś czas. Jakieś osiem lat wstecz zlikwidowano to połączenie, potem zniknęły tory. Po dawnej trasie pozostało wspomnienie.
Leżę sobie wczoraj wygodnie w łóżku i... słyszę jadący pociąg. Tak mniej więcej - na słuch - jadący po dawnej trasie. Jechał przez dwie minuty, ja nie spałam, słychać go było dokładnie, wyraźnie i jakby był prawdziwy :D. Zgrzytał, stukał i był dosyć długi.
Wchodzę rano do pokoju brata (okna mamy na tę samą stronę wychodzące). I pytam rozpaczliwie:
- Czy ty też słyszałeś w nocy pociąg????
- TEŻ!!! - odpowiada mi brat.
A potem równocześnie zapytaliśmy się siebie, gdzie ten pociąg jechał. Którędy. Bo podwójne zwidy raczej się nie zdarzają...
Najbliższa linia kolejowa jest o pół godziny drogi stąd.
Chyba zacznę pisać kryminały z pociągami-widmami w rolach głównych. Jak się ta tajemnica nie wyjaśni.
A może po szosie jechał??? :>
wtorek, 25 lipca 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz