Wybraliśmy się dzisiaj z Arturkiem na POM. Arturek to mój najlepszy przyjaciel od X lat. POM to Powolny Obchód Miasta - spacery, na których rozmawiamy o sprawach, o których nikt poza nami nie wie.
Na dzisiejszy POM wyruszyliśmy o 12:30. Zaopatrzeni w wodę mineralną, zrobiliśmy sobie przeszło sześciokilometrowy spacer przez kilka osiedli. Na jednym z tych osiedli Arturek zapytał:
- Nie wydaje ci się, że strasznie to miasto wymarłe?
Rozejrzałam się dookoła. Faktycznie - ani żywej duszy. Nikogo nie ma na ulicach, na chodnikach, w oknach, na balkonach - nigdzie. Przez dwie godziny nie spotkaliśmy żadnego człowieka. Zaczęliśmy się zastanawiać, skąd to nagłe opustoszenie niegdyś tętniącego życiem osiedla. W końcu doszliśmy do wniosku, że to MOŻE sprawka upału. Szliśmy przecież w największym słońcu...
... I nawet całkowicie wyschnięty staw nie dał nam nic do myślenia... (Arturek: idziemy na chwilę nad staw? Mrówka: Chodźmy... ... ... Arturku, gdzie ten staw? :> - okazało się, że moglibyśmy sobie po nim przejść. Pozostały tylko roślinki wodne).
Pod koniec wędrówki Arturek stwierdził, że nasza woda mineralna ma temperaturę lekkiego wrzątku. Szczęśliwie dowlekliśmy się do ławki przy bloku, usiedliśmy, napiłam się i ja.
- Faktycznie, lekki wrzątek - stwierdziłam z niesmakiem. - No co, sam przecież tak przedtem mówiłeś! - próbowałam się obronić przed zaskoczonym spojrzeniem Arturka.
- Majaczyłem - wyjaśnił spokojnie Arturek. - Nie wiedziałem, że ci się udzieli...
Taaaa...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz