Koniec lutego to czas gęsty od urodzin. 25 - Ania B., 26 - brat Mrówki, 27 - Mariusz Ani (i potem Sal pierwszego marca). Ponieważ Ania B. i Mariusz byli w tym czasie nad morzem, spróbowałam wysłać życzenia do Ani smsem. Nie udało się. Napisałam więc do Mariusza, żeby przekazał.
Przekazał.
Dwa dni później wysyłałam do Mariusza smsa "dziś sam sobie złóż w moim imieniu życzenia, tylko się postaraj!". Mariusz odpisał, że się postara.
Opowiedziałam całą sytuację Ani Sz.
- Nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę z tego, że to raz na zawsze rozwiązuje nasz problem ze składaniem ludziom życzeń - oznajmiłam jej. - Teraz zawsze możemy przez kogoś składać.
- Mrówka, od dziś mówię na ciebie Miszcz - oświadczyła Ania Sz.
Sal, dziś sobie sam złóż ;).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 marca 2010
sobota, 10 października 2009
820. bramka jest okrągła
- Siadaj przed tv i oglądaj paraolimpiadę - zaordynował Mrówce Mariusz lekarstwo na stres.
- Pewnie tak zrobię, bo co innego mi pozostało - stwierdziła smętnie Mrówka.
- A jak już tak zrobisz, to patrz na to coś okrągłego, co tak od nogi do nogi i do siatki - polecił Mariusz.
- Aaaa, to na tym to polega? - ucieszyła się Mrówka.
- Dokładnie. Tylko że to będą Czesi. My to ci, co noga i za boisko, do znajomego kibica.
- Pewnie tak zrobię, bo co innego mi pozostało - stwierdziła smętnie Mrówka.
- A jak już tak zrobisz, to patrz na to coś okrągłego, co tak od nogi do nogi i do siatki - polecił Mariusz.
- Aaaa, to na tym to polega? - ucieszyła się Mrówka.
- Dokładnie. Tylko że to będą Czesi. My to ci, co noga i za boisko, do znajomego kibica.
poniedziałek, 21 września 2009
813. prorok
Notatkę dodano:2009-09-21 20:30:35
Postanowiłam raz na zawsze rozprawić się z książką, która została wydana w sześciuset numerowanych egzemplarzach i istnieje tylko w jednym miejscu w Katowicach. Skserowałam sobie potrzebne rozdziały i wracałam właśnie na dworzec, kiedy zadzwonił telefon.
- Jeśli się odwrócisz, zobaczysz utykającego faceta z siatami - usłyszałam głos Mariusza-wieszcza, który po wypadku chodzi sobie krokiem statecznym na razie.
- To ja na ciebie zaczekam - oznajmiłam, odwracając się i niekonsekwentnie pędząc w kierunku owego faceta.
- To będziesz musiała przejść na drugą stronę ulicy.
- To już przechodzę - oznajmiłam, nie spuszczając z Mariusza wzroku. - Hej, a właściwie dlaczego jeszcze rozmawiamy przez telefon? Weź się rozłącz!
- Bo ja zacząłem rozmowę i ja ją skończę - oznajmił Mariusz. I rozłączył się, bo właśnie do niego dotarłam.
- Daj mi siatki - zażądałam. Mariusz wybrał jedną i podał mi, mówiąc, że zaraz dojdzie jeszcze Ania (Ania B., co precyzuję, chociaż przecież oczywiste jest).
Chwilę później dogoniła nas Ania.
- Dajcie mi siatki - zażądała.
Wiele nas łączy ;).
Postanowiłam raz na zawsze rozprawić się z książką, która została wydana w sześciuset numerowanych egzemplarzach i istnieje tylko w jednym miejscu w Katowicach. Skserowałam sobie potrzebne rozdziały i wracałam właśnie na dworzec, kiedy zadzwonił telefon.
- Jeśli się odwrócisz, zobaczysz utykającego faceta z siatami - usłyszałam głos Mariusza-wieszcza, który po wypadku chodzi sobie krokiem statecznym na razie.
- To ja na ciebie zaczekam - oznajmiłam, odwracając się i niekonsekwentnie pędząc w kierunku owego faceta.
- To będziesz musiała przejść na drugą stronę ulicy.
- To już przechodzę - oznajmiłam, nie spuszczając z Mariusza wzroku. - Hej, a właściwie dlaczego jeszcze rozmawiamy przez telefon? Weź się rozłącz!
- Bo ja zacząłem rozmowę i ja ją skończę - oznajmił Mariusz. I rozłączył się, bo właśnie do niego dotarłam.
- Daj mi siatki - zażądałam. Mariusz wybrał jedną i podał mi, mówiąc, że zaraz dojdzie jeszcze Ania (Ania B., co precyzuję, chociaż przecież oczywiste jest).
Chwilę później dogoniła nas Ania.
- Dajcie mi siatki - zażądała.
Wiele nas łączy ;).
poniedziałek, 2 czerwca 2008
562. łyżeczki
Z Mariuszem Ani lubimy się wygłupiać, przerzucać cytatami z kabaretów (nie wiem, jak wytrzymuje to Ania, która przeważnie siedzi i nas wysłuchuje...) i rozmaitymi śmiesznymi pomysłami. Powiem, że fabularny pomysł Mariusza do R2 jest genialny i jeśli uda mi się go zrealizować, to wyjdzie tekstowi na dobre.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
czwartek, 20 marca 2008
513. szarmancko
Siedzieliśmy sobie razem na zebraniu zakładu - Ania B., Mariusz Ani i ja. W pewnym momencie Mariusz Ani zwrócił się do wybranki serca stanowczo:
- Zjesz teraz kawałek ciasta.
- No dobrze - przytaknęła Ania B., więc Mariusz Ani wstał, nałożył jej kawałek ciasta na talerzyk i podał z galanterią (wcześniej wyjaśnił, że włożył marynarkę, żeby udawać kelnera).
- Ty też zjesz kawałek ciasta - oznajmił mi. Zgodziłam się jak Ania B., bo co innego mogłam zrobić. Mariusz Ani i mnie podał talerzyk z ciastem. Po czym zadowolony z siebie usiadł między nami.
- Teraz już mi pan profesor nie powie, że was nie obsługuję - wyznał z dumą.
Rzuciłam okiem na Bossa. Stał przy oknie, zatopiony w rozmowie.
- Boss raczej tego nie widział, więc ci się zmarnowało - powiedziałam współczująco do Mariusza.
Ha ;).
(no dobra, w razie czego zaświadczymy, że Mariusz o nas dba... ;))
- Zjesz teraz kawałek ciasta.
- No dobrze - przytaknęła Ania B., więc Mariusz Ani wstał, nałożył jej kawałek ciasta na talerzyk i podał z galanterią (wcześniej wyjaśnił, że włożył marynarkę, żeby udawać kelnera).
- Ty też zjesz kawałek ciasta - oznajmił mi. Zgodziłam się jak Ania B., bo co innego mogłam zrobić. Mariusz Ani i mnie podał talerzyk z ciastem. Po czym zadowolony z siebie usiadł między nami.
- Teraz już mi pan profesor nie powie, że was nie obsługuję - wyznał z dumą.
Rzuciłam okiem na Bossa. Stał przy oknie, zatopiony w rozmowie.
- Boss raczej tego nie widział, więc ci się zmarnowało - powiedziałam współczująco do Mariusza.
Ha ;).
(no dobra, w razie czego zaświadczymy, że Mariusz o nas dba... ;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)


