Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boss. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 stycznia 2010

861. liczne

- Jestem stara i obolała - powiedziała Mrówka, wstając z fotela po semi.
- Czy jesteś obolała, to nie wiem - odparł Boss. - Ale stara jesteś na pewno.




Pokażę Wam kiedyś jak w pewnym miejscu skopiowali pomysły z mojej recenzji z tomiku Mleczki. Powiem Wam nawet, kto :). Będzie wesoło.


A poza tym zbliżają się kolejne premiery i kolejne wykonania różnych tekstów, i kolejne debiuty.

15 lutego w BŚ będzie koncert Czerwonego Tulipana. Idzie ktoś? Bo ja na sto procent :).

poniedziałek, 22 czerwca 2009

770. obrona Fimbula

Fimbul bronił się dzień po Adinie, dlatego prosto od Ani i Mariusza pojechaliśmy w trójkę na uczelnię, żeby go dopingować.
Jako że czas oczekiwania na komisję nieco się przedłużał, Fimbul zaczął opowiadać nam rozmaite historyjki związane z jego pracą, a zahaczające o historię i teorię literatury i odpowiadał na liczne pytania.
Kiedy wreszcie pojawił się Przewodniczący Komisji, komisja tymczasowa w składzie Ania - Mrówka - Mariusz postanowiła pochwalić się osiągnięciami.
- Panie profesorze! - zawołała Mrówka. - My już go przepytaliśmy.
- I co, zdał? - zainteresował się Przewodniczący Komisji.
- Zdał - odparliśmy jednogłośnie.
- Słyszałeś? - zawołał Przewodniczący Komisji do Bossa, który pełnił funkcję Recenzenta. - Oni go już przepytali!
- I co? - zainteresował się Boss. - Zdał?
- Zdał! - wyjaśnił Bossowi Przewodniczący Komisji.
- E, to my się tylko podpiszemy! - oznajmił Boss.

czwartek, 19 czerwca 2008

571. ***

Boss (na porannym wykładzie): Sesja się zaczęła... po korytarzach krąży Duch Krwawego Profesora.



A inny profesor (nie krwawy) został dzisiaj wzięty z zaskoczenia.
- Panie profesorze, napisze mi pan jakiś tekst? - zapytała Mrówka naiwnie.
- Tak. Za tydzień w czwartek będę miał dla pani kilkadziesiąt anagramów - obiecał ów profesor. - Będzie je pani mogła wykorzystać.

Przyjadę za tydzień.
Już się nie będzie dziwił "jak pani to zrobiła, że X coś napisał?"

;)

poniedziałek, 16 czerwca 2008

569. wieczorne rozmowy

Notatkę dodano:2008-06-16 23:34:16
Opowiadam Slkowi, jak Boss podpisywał nam sprawozdania semestralne. Napisał jakieś "zatwierdzam" czy coś w tym rodzaju. Mrówka, czytająca Bossowi przez ramię, zapytała oczywiście ze zdziwieniem w głosie:
- "Pozdrawiam"???
Nie ma to jak mieć bujną wyobraźnię i widzieć już tam napis "Pozdrawiam. Boss".
- Ta, jasne, pozdrawiam - odparł Boss.

niedziela, 13 kwietnia 2008

527. Skołowani part 1.

Właściwie zaczęło się, kiedy wsiedliśmy do pociągu. W ośmioosobowym przedziale zmieściło się jedenaścioro Skołowanych, jak się wkrótce okazało - twórczych. Radek wynalazł metodę otwierania butelek sprzączką od paska (przyczepionego do Sabiny), a Dawid odkrył w sobie talent deklamatorski. Ku przerażeniu Agi (jedynej z słuchem absolutnym) i irytacji Fimbula, zaczęliśmy grać na gitarze. Przy Czarnym bluesie o czwartej nad ranem Dawid-Przytulanka zawołał, że będzie recytować, po czym w natchnieniu i z moim akompaniamentem wygłosił fragment wiersza Szymborskiej: "nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem. Jeżeli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem, pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta, jeżeli mamy dalej żyć". A potem poleciała zwrotka z Czarnego bluesa. Fimbul się trochę zdenerwował, bo z braku miejsca ciągle obijało się o niego pudło gitary, ale jakoś to przeżył.

Spojrzeliśmy przypadkiem przez okno i na widok zorganizowanej grupy wsiadającej do naszego pociągu ktoś zawołał:
- O, patrzcie, wycieczka!
Grupa wsiadła do naszego wagonu i zaglądając do przedziału, w którym się rozbiliśmy, skomentowała "o, wycieczka!".
- Co wy z tą wycieczką? - zirytował się ktoś i w ten sposób słowo "wycieczka" stało się niemalże obelgą.

Kiedy wysiedliśmy w Bielsku, poszliśmy do kasy, żeby kupić od razu bilety powrotne. Przy okazji na dworcu z Fimbulem rozegraliśmy mecz w urojonego badmintona. Nie mieliśmy rakietek, nie mieliśmy lotek, więc stąd urojony. Potem Fimbul stwierdził, że przestaliśmy grać, bo zepsułam lotkę (urojoną, widocznie jestem utalentowana). Po dwóch stronach wejścia usiedli sobie za to Dawid i Radek. I obaj zaczęli rozmawiać przez telefony. Udawali, że nie dzwonią do siebie.
Druga podobna scenka wydarzyła się pod domkiem. Dawid wybrał jakiś numer i przyłożył słuchawkę do ucha. W tym momencie Bossowi zadzwonił telefon.
- Biblioteka Śląska? - zapytał Boss.
- Dawid z tej strony - odezwał się Dawid.

W Bielsku musieliśmy się przesiąść do PKS-u. Przy okazji Ania zapytała kierowcę:
- Czy ten autobus zatrzymuje się na przystanku Szczyrk-Wodospad?
- Tak. Ale ten przystanek nazywa się Szczyrk-Zapora - odpowiedział kierowca, a nas skręciło ze śmiechu na myśl o szczelności tej zapory.
- Jak już dojedziemy - zaczął Fimbul - to daleko jeszcze będzie w pionie od przystanku do domku?

W pokojach były ogromne szafy ścienne. Nazwaliśmy je szafami dla kochanków.
- A dlaczego nie szafami na trupa? - zgłosił protest Fimbul. Zapytałam, czy trzymał kiedyś trupa w szafie pionowo.
Pod wieczór Ania zaczęła rozmawiać przez telefon. Moment wybrała sobie niespecjalny, bo akurat wszyscy Skołowani władowali się do pokoju Fimbula. Żeby mieć trochę spokoju, Ania wlazła z telefonem do Fimbulowej szafy. Skończyła rozmawiać i wtedy zorientowała się, że Fimbul trzyma drzwi od zewnątrz.
- MOŻESZ MNIE STĄD NIE WYPUSZCZAĆ - zawołała głosem, który na zewnątrz brzmiał jak trochę przytłumiony (może przez te drzwi). - MNIE TU BARDZO WYGODNIE!
- Nie mamy zamiaru cię wypuszczać - odwrzasnęliśmy jej.

Na przystanku spotkaliśmy kota. Pięknego. Zawołany przyszedł i dał się pogłaskać. Chwilę później zachwycona Mrówka relacjonowała swojemu Promotorowi:
- Bossie, atrakcja turystyczna Szczyrku. Znaleźliśmy kota. Śliczny!
Boss popatrzył na Mrówkę uważnie i zapytał:
- A smaczny był?

Za to kiedy okazało się, że na cały domek i wszystkich Skołowanych mamy tylko dwie łyżeczki, Radek dziarsko zawołał:
- To nic, będziemy oblizywać!

- Fimbulku? - zagadnęłam, kiedy siedzieliśmy przy grillu (nawiasem mówiąc, sprzątaliśmy potem po omacku, bo się nagle zrobiło ciemno).
- Co?
- Bardzo cię lubię - wyznałam.
- NIE ODDAM CI MOJEJ HERBATY - odparł Fimbul.
A i tak mu potem wypiłam pół herbaty. I łyk wina wieczorem.
Kiedy poszłyśmy do chłopaków, żeby im pomóc z pościelą, Dawid próbował wleźć do poszwy na kołdrę. Ma w tej poszwie zdjęcie, które Fimbul zatytułował "Dawid Duchowny".

Ze specjalnych efektów pirotechnicznych - Radek przy rozpalaniu grilla najpierw długo i pracowicie w niego dmuchał ("nie nadmuchasz go, większy się nie zrobi" - wytłumaczyła mu Mrówka), a potem, kiedy polał go czymś co wyglądało jak woda, uzyskał płomień na pół metra. Nie chciał bisować.

Przy wieczornym śpiewaniu Windą do nieba, a dokładniej przy słowach "gości tłum coś fałszywie odśpiewa" Fimbul BARDZO ZNACZĄCO popatrzył na Bossa. Hmm... nie rozumiem ;). W każdym razie na drugi dzień Boss stwierdził:
- Mrówka, udowodniłaś wczoraj, że nie umiesz grać na gitarze. Tylko udajesz.

Starałam się ;).


PS: przez to zdjęcie skojarzyło mi się coś jeszcze. Dawid kupił w sklepie wielki sok. Kiedy przyszliśmy do domku i instalowaliśmy się w pokojach, Fimbul postanowił zamieszkać przy nas. Zajrzał do jeszcze wolnego pokoju i powiedział:
- Dawid już tam był, bo na stoliku na środku pokoju stoi "Kubuś".

czwartek, 10 kwietnia 2008

525. z dumą

Notatkę dodano:2008-04-10 20:58:38
Boss ma konsultacje o porze nieludzkiej jak dla mnie, bo o ósmej rano. O tej godzinie przeważnie przewracam się na drugi bok i smacznie śpię. W każdym razie ustaliliśmy z Promotorem, że na audiencję mogę wpaść trochę później.

Umówiłyśmy się z Anią B., że odwiedzimy Bossa dzisiaj o 13.
- Idziemy do Bossa - pochwaliłyśmy się po drodze Ani (Szczepanik).
- Widziałam go dzisiaj, stale ktoś do niego z czymś przychodzi - odparła Ania.
Bosski Promotor na nasz widok nie uciekł, chociaż jeśli ma w gabinecie jakieś tajne przejścia, to mógłby. Ale nas przyjął.
- Gdybym był lekarzem i przyjmował dzisiaj prywatnie, sporo bym zarobił - podsumował pracowitą część dnia.
Opowiedziałyśmy, z czym przychodzimy.
- Jestem z was dumny - powiedział Boss. Mrówka w tym momencie prychnęła niedowierzająco. Z Ani B. to zrozumiałe. Ale z Mrówki???
- Jestem dumny - powtórzył Boss. - Mrówka, możesz napisać na blogu, że powiedziałem, że jestem dumny.
- I zaraz pod tym pojawi się dwadzieścia komentarzy, że nie ma z czego - zaśmiała się Mrówka.
- Sam trzy napiszę pod różnymi nazwiskami - obiecał Boss.


Kiedy tylko weszłam na gg, dostałam wiadomość od Ani B.
- Siedzę właśnie na pani blogu - wystukała. - Sprawdzam, czy napisałaś, że Boss z nas dumny był.

piątek, 29 lutego 2008

495. z wydziałowego korytarza

Idzie Boss.
Mrówka (z radością): OOO!!! BOSS!!!
Boss (z Szymborskiej): Dokąd biegnie ta zdeptana Mrówka przez napisany las?



Po ostatnim czwartku rozmawiałam z Fimbulem.
- Piotrek (od Fimbula) mówił, że na końcu stołu siedziały jakieś całkiem fajne dziewczyny - powiedział Fimbul. - Ja nie wiem, bo bez okularów nie widzę. Ale jestem optymistą, to mu wierzę.
- A z której strony siedziały? - poinformowałam się. - Bo może mnie miał na myśli?
- Z lewej.
- Hej, JA siedziałam z lewej strony Piotrka! To na pewno mnie miał na myśli!
- Ale ty siedziałaś zaraz obok a nie na końcu stołu. A ja nie jestem aż tak ślepy - wyjaśnił Fimbul

;)



A, jeszcze jedno.
Spotkałam wczoraj wykładowcę od kalamburów. Wykładowcę, któremu egzemplarz Wielkiej Rewii Satyrycznej podarowaliśmy z Egzekutorem z nastawieniem na bezlitosną ostrą krytykę. Masochistycznie, można powiedzieć.
- I CO? - odważyłam się zapytać w sposób niekoniecznie rozbudowany, ale za to treściwy.
- No... powiem tak: MNIE się podoba! - oznajmił mi ów wykładowca.
Świat staje na głowie ;).

wtorek, 5 lutego 2008

472. wszystkie nasze ciemne sprawy

Notatkę dodano:2008-02-05 21:26:46
Korzystając z faktu, że trwa sesja, a w niej - egzaminy z oświecenia i romantyzmu, udała się Mrówka do Egzekutora po materiały, które spoczywały sobie spokojnie na Egzekutorskim biurku. W trakcie rozmowy zajrzał do Egzekutora Inny Wykładowca.
- Ja panią zaraz wyrzucę - uspokoił go Egzekutor.
- Nawet SAMA WYJDĘ!!! - wrzasnęła za Innym Wykładowcą Mrówka.

Wyszła po chwili i razem z Anią Sz. i Magdą P. udała się w kierunku schodów. Po krótkiej dyskusji na temat planów całej trójki i dojściu do jakiegoś porozumienia zmaterializował się Boss.
I urządził scenkę, po której Mrówka padła.

- O, Mrówka - powiedział Boss i zwrócił się do Ani i Magdy: - Zobaczcie, co ja teraz zrobię. Wyciągam portfel - rzekł i wyciągnął portfel. Z niego wyjął banknot, jaki Mrówka ma okazję widzieć rzadko, przeważnie wtedy kiedy spienięży swój urok osobisty wewnętrzny (bo nazywanie tego talentem to zdecydowana przesada). I wręczył ten banknot Mrówce.
Mrówka przyjęła go (w środku siebie walcząc ze śmiechem), grzecznie podziękowała, starając się nie brzmieć entuzjastycznie.
Ale to nie koniec.
- Co tydzień jej muszę taki banknot dawać - poskarżył się Bosski Promotor Ani i Magdzie. - Żeby chciała u mnie zostać. Człowiek sobie musi zapewniać doktorantów...



Tja... mam za tydzień przyjść znowu? ;) Do tej pory myślałam, że Boss by mi raczej dopłacał, żebym sobie od niego poszła... Miło pomyśleć, że może być odwrotnie...


EPILOG:
- Może wpłyń na Bossa, żeby to się stało jakąś nową świecką tradycją na wydziale? - zaproponował Piotrek.

wtorek, 29 stycznia 2008

467. kolor Mrówki

Notatkę dodano:2008-01-29 21:11:54
Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.

Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.

Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.

Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.

Tja...

niedziela, 20 stycznia 2008

458. w Bosskim gabinecie

Notatkę dodano:2008-01-20 21:25:11
Na ostatnie koło zaglądał do nas co jakiś czas Boss, donosząc o ludziach, którzy mu jeszcze nie pozwalają przyjść.
- Przyszedł do mnie student, który miał być o godzinie 11 - usprawiedliwił się Bosski Promotor, po czym zniknął za drzwiami. Popatrzyliśmy na zegarki. Dochodziła 15.

Kiedy o 15 zobaczyłam na korytarzu Krzysia, zrozumiałam wszystko.
- To ty jesteś tym studentem, który miał przyjść na 11? - rozpłakałam się ze śmiechu.
A potem postanowiłam zastukać jeszcze do gabinetu Bossa i zadać mu jedno szybkie pytanie.
Weszłam do sekretariatu - a tam ciemno. Jak ćma, skierowałam się w stronę światła dochodzącego z pokoju Bossa.

- O, Mrówka! - ucieszył się Boss. - Siadaj, dam ci herbaty, z cytryną, sam wyciskałem.
[w tym punkcie wieczornej relacji Piotrek mruknął "pozazdrościć cytrynie" - przyp. Mrówka].
- Ja właściwie tylko na dwie sekundy - powiedziała Mrówka tonem usprawiedliwienia. I już siedziała w odnowionym gabinecie Bossa. Z filiżanką herbaty. Przepysznej.
(Dla marudnych: dawno tam nie byłam, skoro nie miałam pojęcia o nowym wystroju gabinetu... ech... starzeję się widocznie ;))
Bosski zaproponował, żeby zawołać też Anię, która jeszcze była na uczelni.
Pobiegłam po nią (bo nie odbierała telefonu), biegiem wróciłam (bo co będę głupio marnować czas, w którym mogę bezkarnie siedzieć u Bossa).
I spędziliśmy z Anią, Magdą, Bosskim i OK (Opiekunką Koła) bardzo miłą godzinę.

- Możecie do mnie wpadać, jak siedzę sobie taki samotny - zaproponował Boss, kiedy wychodziliśmy. Nie dodał, że rzadko się takie chwile zdarzają, ale co tam.
- Taaaak? - ucieszyła się Mrówka gwałtownie.
- Nie! Ty nie! - odparł natychmiast Boss.

I nie wiem, jak rozmowa przy wyjściu zeszła na temat herbaty, ale Ania zapytała z podziwem patrząc na Bosskiego:
- To pan profesor... sam... wyciskał?

Do dzisiaj płaczę przez to ze śmiechu.

piątek, 14 grudnia 2007

438. po kole i...

- Jedzie Szefowa? - zapytał Boss, zatrzymując się przy windzie. Mrówce dopiero po chwili skojarzyło się, że mowa o Ani Szczepanek, szefowej Koła.
- A myślałam, że Boss o swoją żonę pyta... - wyrwało jej się.

Jeden z piękniejszych tekstów Bossa dzisiaj. PrzenajBosski zniecierpliwiony, bo Mrówka ciągle coś gada i mu przeszkadza: Mrówka, bo małe zwierzątka to wiesz...

poniedziałek, 12 listopada 2007

404. Bosski koncert

2007-11-12 22:29:33
W tym miejscu miała znaleźć się notka z podróży do miasta R., notka zresztą powstała w PKS-ie, razem z Wielką Sceną Zazdrości napisaną do Rewii. Ale to może poczekać.

Byliśmy dzisiaj, z Megi i Slkiem, na spotkaniu autorskim z Basią Gruszką-Zych.
Boss (który spotkanie prowadził) przyniósł ze sobą rekwizyt. W kształcie gruszki.
- Co to jest? - zapytała się Madzia Mrówki.
- Nie wiem. Bossie, co to jest? - zapytała się Mrówka własnego Promotora.
- To jest cukinia a la gruszka - odparł spokojnie Boss. Jakby to było najoczywistsze w świecie.
- Trafi pan na bloga - mruknęła (mrówknęła?) Mrówka półgębkiem, zapisując tę odpowiedź.
- Panie profesorze, Mrówka mówi, że trafi pan na bloga - zaśmiał się Slk.
- A Mrówka do kosza! - odrzekł mój Promotor.

Od motywu gruszki zresztą jeszcze zaczęło się to spotkanie:
- Mamy cukinię jako gruszkę i mamy Gruszkę jako poetkę - rozpoczął Boss.

W trakcie dyskusji głos zabrał jeden z redaktorów "Śląska".
- Ja bym zaczął od polemiki z MK [czyli z Bossem - przyp. Mrówka] - odezwał się.
- Będzie to twoja OSTATNIA polemika - poinformował go Boss.
Padłam i już nie byłam w stanie się podnieść.

środa, 31 października 2007

393. sukcesy

Wszelkimi sukcesami okołozawodowymi (no dobra, dziewięćdziesięcioma procentami sukcesów) Mrówka dzieli się z własnym Promotorem.
Inaczej. Mrówka CHWALI SIĘ własnemu Promotorowi (no bo właściwie komu innemu miałaby się chwalić?), bez względu na to, czy Bosski Promotor akurat ma ochotę i czas na wysłuchiwanie jej, czy nie. Tego, że przeważnie nie ma, Mrówka uparcie nie przyjmuje do wiadomości ;).

Tym razem na tapecie było wydawnictwo naukowe, w którym Mrówka robi sobie praktyki.
- I redaktor powiedział, że jak następna korekta pójdzie mi tak, jak ta pierwsza, to zaproponuje mi pracę przy poprawianiu książki! - relacjonowała uradowana Mrówka.
- Współczuję - powiedział Boss z aktorsko smutną miną. Po czym cichutko dodał: - wydawnictwu...

poniedziałek, 18 czerwca 2007

297. sesja zdjęciowa

- Jak podpisywać zdjęcia w pracy? - to pyranie zadała Bosskiemu Promotorowi Dominika, na konsultacjach, które przerodziły się nam w miniseminarium.
- Czytelnie - odparł natychmiast nasz Boss znany z błyskawicznych ciętych ripost. Czasami najtrudniejsze są rzeczy najoczywistsze ;). Nie zdążyłam się jeszcze przewrócić ze śmiechu, bo siedzący z boku zbulwersowany Olek zaszeptał do mnie:
- To można mieć zdjęcia w pracy magisterskiej?
- Widocznie można - odszepnęłam mu, kiedy Boss cierpliwie tłumaczył Dominice zawiłości technicznej strony pracy.
- O! - ucieszył się Olek. - To ja dołączę do pracy swoje zdjęcia z Solą ziemi. I podpiszę: "Ja z Solą ziemi nad morzem". "Ja z Solą ziemi w parku". "Ja z Solą ziemi w swoim pokoju".
Wyobraziłam sobie to i pisnęłam słabo.
- "Ja z Solą ziemi na tle ziemi" - rozkręcał się Olek.

Żałuję, że go nie nagrywałam ;)

czwartek, 14 czerwca 2007

294. to, co ważne

Dzisiaj podpadłam panu od WARTOŚCI, co notuję z dziką uciechą.
- Ja, przyznam, nie przeczytałem żadnej książki Chwina - oznajmił ów pan beztrosko na jakieś 15 minut przed rozpoczęciem spotkania ze Stefanem Chwinem. - Nie chciało mi się - dodał z rozbrajającą szczerością. - Więc czy może mi pani przybliżyć, jakie są w jego książkach wartości?
Jemu się nie chciało czytać - mnie się nie chciało streszczać, pan w końcu i tak wie swoje (przy czym użycie słowa "wie" jest tu sprawą dość dyskusyjną).
- Przepraszam, ale nie teraz - odpędziłam się od niego, notując sobie pomysł na satyryczne rozwiązanie w tekście. Pan poczuł się zlekceważony (i słusznie) - przypuszczam, że będzie miał teraz kolejny dowód na poparcie tezy, że u Chwina nie ma WARTOŚCI. Już miał dać mi spokój, ale jeszcze coś wymyślił. Pochylił się, żebym na pewno dobrze go usłyszała.
- Studentki tu zawsze miejsce zajmują, żeby się pokazać profesorowi! - powiedział wskazując na Bossa i na mnie, a jad skapywał z jego słów i wypalał dziurę w podłodze.
Grzecznie stłumiłam parsknięcie i wróciłam do pisania.
Cała zabawa polega na tym, że od pierwszego mojego wyjścia na spotkanie Klubu Dobrej Książki, miejsce mam stałe. Na lewo od wejścia, tyłem do drzwi, jakby się kto pytał. Pół godziny przed spotkaniem natomiast wpadłam przypadkiem na Bossa, który zakomenderował:
- Mrówka - na spotkanie!
Chwilę później wpadłam na Bosskiego Promotora w samej BŚ. Nie mówiąc już o tym, że od co najmniej dwóch dni opowiadałam na prawo i lewo, że idę na Chwina i Boss był o tym doskonale poinformowany.
Inna sprawa, że nie ma szans, żeby mnie na spotkaniu w BŚ NIE zauważył, śmiem egoistycznie twierdzić, że jednak rzucam się w oczy. ZWŁASZCZA własnemu Promotorowi, ku jego rozpaczy niekiedy, jak przypuszczam.
Aż mam ochotę się za tydzień (w ostatni-przedostatni czwartek, przypominam) ubrać jakoś jaskrawo, żeby mnie przypadkiem Boss nie przeoczył, bo się normalnie zapłaczę ;).
W każdym razie pan od WARTOŚCI się obraził, miejmy nadzieję, że nieodwracalnie.

Ale mam do zakomunikowania o wiele ważniejszą rzecz i nie wiem, czy Boss mi za to głowy nie ukręci. A ten pomysł, który notowałam w BŚ z tym ogłoszeniem się właśnie wiąże. Otóż: Boss został profesorem zwyczajnym. GRATULACJE!!!!
Jasne jest chyba, że z tej okazji powstać musiał wierszyk okolicznościowy. Bo Mrówka ma zamiar pobawić się trochę w krakowskich parodystów - do tego przydają się okazje do świętowania.
Tekst powstał w drodze do Katowic, na autostradzie A4. Szlify - w BŚ.
Boss - profesorem jest zwyczajnym -
radości w słowa nie ubiorę...
Należy mu się - bo jest fajny,
bo jest najlepszym profesorem.

Ten sukces dumą nas napawa
(w wierszu nie widać, bo wiersz skromny)
lecz gratulacje, wielkie brawa,
i ze słów pomnik dla potomnych,

życzenia też od blog-ferajny
z przesłaniem takim teraz niosę:
Boss - profesorem jest zwyczajnym
i zawsze NADZWYCZAJNYM BOSSEM

poniedziałek, 21 maja 2007

272. złamany kręgosłup

Po raz pierwszy od pięciu lat wyruszyłam dzisiaj do Katowic z plecakiem. Z prostej przyczyny: w torbie wszystko, co musiałam ze sobą zabrać, by się nie zmieściło, a poza tym nie było szans udźwignięcia tego na jednym ramieniu. Miałam ze sobą trzy egzemplarze pracy magisterskiej, książkę dla Olka, tekst dla Sławka, indeks, zdjęcia, różne papiery do dziekanatu, dwie butelki picia, jakąś kanapkę i masę drobiazgów rozmaitych, mniej lub bardziej (częściej bardziej) ciężkich.

Musiałam zawieźć prace do ksero, tam oprawić i pozbyć się ich na wydziale. Kamil (Sal) nawet zaoferował mi swoją pomoc w przeniesieniu tego od ksera do wydziału. Miał siłę, miał chęć, tylko czasu nie miał ;). Trzeba było sobie jakoś radzić. Pocieszałam się więc, że to nie jest taka obszerna praca.

Z nadzieją, że im bliżej ziemi tym mniejsze przyciąganie, zeszłam rano ze swojego czwartego piętra i powlokłam się do autobusu. Ale spotkało mnie rozczarowanie. Przyciąganie było tym większe, im dalej szłam.

Jakoś naiwnie liczyłam na to, że po oprawieniu moje prace staną się lżejsze. Nic z tego. Nie wiem jakim cudem dostałam się na wydział i to na czwarte piętro, ale jakoś się udało. Dotarłam do Bosskiego Promotora i powiedziałam, że mam złamany kręgosłup (na co Boss natychmiast zapytał, czy moralny, więc przy okazji padłam ze śmiechu).

Może by i martyrologiczna historia zakończyła się w tym momencie. Ale traf chciał, że dzisiaj rano mi strzeliły korzonki. I całe to dźwiganie musiałam odwalać z dodatkowymi atrakcjami. Nie rąbnęło mnie mocno, problem mam głównie przy schylaniu się. I prostowaniu. Kiedy człowiek nie może się normalnie wyprostować BEZ obciążenia, to wesoło mu się robi, kiedy ma przy tym podnieść jeszcze plecak cięższy od siebie (i pomyśleć, że biedne mrówki mają to w zwyczaju... znaczy, nie podnoszą plecaków, tylko różne kamyczki, ale przesłanie jest takie samo).

Tak egzystowałam sobie ze złamanym kręgosłupem i rwącymi korzonkami. I przypomniała mi się jedna historyjka z trzeciego roku.
Połamało mnie wtedy w trakcie zajęć (też korzonki, a jakże) i do końca dnia nie udało mi się wyprostować, chodziłam tylko zgięta wpół. Do przystanku doholował mnie Olek, bo w tych czasach jeszcze codziennie wracaliśmy razem.
Przez całą drogę Olek mnie rozweselał. To znaczy... "rozweselał" to mało powiedziane. Szłam z nosem przy ziemi i płakałam ze śmiechu, udając, że się zginam z nadmiernej radości, a nie przez korzonki.
Na przystanku na Warszawskiej (wtedy jeszcze tam był...) spotkałam brata. Mojego. Własnego. Brat zobaczył mój stan, zabrał mi torbę i niósł do samego domu (co miało swoje dobre strony, nie powiem ;)). A potem była górka...

Brat pokonał wzniesienie bez problemów i czekał na mnie, przyglądając się, jaką wybiorę metodę dotarcia na wierzchołek (bo przy dwumetrowej jeno różnicy poziomów trudno mówić "szczyt"). Wybrałam sposób niespieszny i dystyngowany. Pół kroczku. Potem ćwierć. Potem znowu ćwierć. Z nadzieją, że się nie zsunę na jakimś kamyku. Ćwierć kroczku. Ćwierć kroczku. Ćwierć kroczku. Przerwa na odpoczynek. Ćwierć kroczku. Nagle usłyszałam głos brata:
- LOL NIE GALOPUJ TAK!!!

No BARDZO śmieszne :D

czwartek, 10 maja 2007

261. szybka notka z czwartku

Nie mam czasu na długą notkę (a rano obiecywałam sobie, że dzisiaj się położę trochę wcześniej)... mam ochotę podać Bossowi hasło do konta i poprosić o notkę od czasu do czasu ;).

Więc na razie hasłowo. Bohater dnia - Boss.

Boss: Składnia a la Wujek. Ale nie mój wujek, tylko Jakub Wujek, jezuita.

Boss wchodzi do sali. Za biurkiem 2 krzesła. Boss wynosi jedno i wzdycha: ktoś tu siedział w dwóch osobach.

Boss ("notka" sprzed miesiąca): Rozdział na 20 stron? 20 stron to się w jeden dzień pisze, nie, Mrówka?

piątek, 13 kwietnia 2007

236. semi

Czwartek.

00:11 Mrówka zasypia.
5:27 Mrówka się budzi.
5:58 Mrówka wysyła do Sala sygnałka. W trakcie wysyłania sygnałka Mrówka zastanawia się, czy na pewno dzwoni do Sala, bo jest jeszcze lekko nieprzytomna.
(zawsze, kiedy mamy zajęcia z Bossem o ósmej rano, puszczam Salowi o szóstej sygnałka - to znak, że ma się zbierać i jechać na wydział. Sal ma przeważnie wyłączony dźwięk w komórce, a poza tym ten zwyczaj praktykuję już trzeci rok, mógł się przyzwyczaić).
7:50 Sal wchodzi do sali i groźnie woła do Mrówki: "co to miało być?!"
8:00 wchodzi do sali Boss i mówi: "co wy, spać nie możecie, czy co?"
8:10 Boss każe Mrówce zrobić listę.
Mrówka nie ma kartki.
- To M. ci da kartkę, bo ma dużo, a pracę magisterską już napisała, więc jej nie są potrzebne - rozwiązuje problem mój Bosski Promotor.
M. daje Mrówce kartkę.
Mrówka wpisuje "wykład z kultury literackiej"
- Który dzisiaj jest? - pyta zaspanym głosem.
- Dwunasty...
Mrówka wpisuje na kartce "12." i podnosi głowę.
- Zero czwarty - podpowiada jej a39.
Mrówka wpisuje "04." i z rozpędu dopisuje "06"
No co? Roku mi nie podyktowali...

A dzisiaj na wydziale niespodziewanie spotkałam M. i Sala. Sal na mój widok stwierdził:
- Ale pracowite to seminarium...

Coś w tym jest ;).

wtorek, 27 marca 2007

221. w komnacie jasnowidza

cytat z Weisera Dawidka: "Z mrówkami przesadziłeś. Mrówki nikogo nie obchodzą"



Poszliśmy z Fimbulem do Bossa.

Usiedliśmy w gabinecie.

Popatrzyliśmy na siebie.

- Nie wiem, czy pan profesor wie... - zaczął Fimbul i zawiesił głos.
- Wiem - odpowiedział mu mój Bosski Promotor, kiwając głową.

Opadła mi szczęka, bo okazało się, że faktycznie WIEDZIAŁ, z czym przyszliśmy.

Przed Bosskim Bossem nic się nie ukryje, drżyjcie Mrówki ;)

poniedziałek, 12 marca 2007

210. może być bez tematu

Siedzieliśmy dzisiaj z Fimbulem na korytarzu i czekaliśmy na Slka. Przechodził Bosski Promotor. I powiedział na nasz widok:
- Fimbul Mrówkę zauroczył, patrząc jej głęboko w oczy.
:D Ładne [chociaż nieprawdziwe, ale fikcja literacka, licentia poetica itp. ;)]
A potem Boss przechodził znowu, zapytał o rym do "mrówka" i skierował się do sali.
- Rym do "mrówka"? Parówka... - skojarzyło mi się.
Nie wiem DLACZEGO. I na wszelki wypadek nie będę się nad tym zastanawiać :)...