Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ML. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ML. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2010

864. Skołowani

Siedzieliśmy dzisiaj (my, Skołowani) na konferencji Skołowanych, poświęconej tomikowi Różewicza Kup kota w worku. Długo trwała (udało się nam dziesięć referatów wyprodukować), więc pod koniec wszyscy byli już wykończeni i dostawali głupawki.
W związku z tym napisałam Fimbulowi wierszyk:

Za oknami wiatr nam hula,
ludzie czują zimna kęs,
a ja piszę dla Fimbula
wierszyk, który zgubił sens.

Śniegu tyle, że nie zmierzy
żaden system miar i wag,
rośnie wiersz, jak ciasto w dzieży,
tylko sensu już w nim brak.

Gdy guziki ma koszula,
to niestraszna żadna z zim
[tu Fimbul wyrwał mi zeszyt i dopisał długopisem: to jest awangardowa wstawka Fimbula]
piszę wierszyk dla Fimbula,
tylko sensu nie ma w nim (w wierszyku).

Dzieje się nie po raz pierwszy,
że w tomikach tu i tam
się pojawia jakiś wierszyk,
sens dorabiasz sobie sam.

Fimbulkowi - Mrówka.


Fimbul dopisał zaraz:

W końcu! Po TYLU latach! :) Dziękuję :). Możesz wrzucić na bloga.




Chwilę potem szturchnęła mnie Ania Sz. i szepnęła:
- Basia ugotowała kota.
Wychyliłam się i zerknęłam do kartek Basi. Basia narysowała wystającego z garnka kota, garnek, palniki i właśnie kończyła rysować kuchenkę.
- Głodna jesteś? - zapytałam ze współczuciem.
- Tak - odszepnęła Basia.



I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili, ML powraca do bloga w stylu starych "Głupot" (kto bywał, ten wie i tęskni, kto nie bywał, niech zacznie teraz, bo warto):
http://mareklenc.blogspot.com/

piątek, 20 listopada 2009

834. pracapracapracapraca

Jak się człowiek zakopie w ogromną ilość projektów, to potem trudno mu istnieć. Na szczęście za kilka projektów odpowiedzialnych jest więcej osób. Bezczelnie to wykorzystuję.

- Niektóre rysunki nie pasują - napisał mi przed chwilą ML, oglądając wstępną wersję e-booka z moimi tekstami i jego rysunkami.
- Spiszesz mi je? - spytałam z nadzieją.
- Nie chce mi się - odparł Marek. - Wolę narzekać do końca życia.

poniedziałek, 12 października 2009

821. niedziela będzie dla mas

- Jutro mam święto, nie ma mnie - poinformował Mrówkę ML.
- Jakie święto? - zapytała Mrówka z ciekawości.
- Wigilia Dnia Nauczyciela.

niedziela, 23 sierpnia 2009

800. komary znowu

Naprawdę nie wiem, dlaczego ML ma w info na gg "czat z Mrówką (się dzieje!)". To pomówienia są.

- Gryzą mnie po nocach - wyznałam ML niedawno. Chodziło, oczywiście, o komary.
- Mnie po nogach - odpisał ML. - No ale jesteś dziewczynką, więc...
- Tja, mam inne części ciała - potwierdziłam nieco zgryźliwie. - Mogę cię dać na bloga?
- Dawaj, cytuj - ucieszył się ML. - Swojego też muszę rozkręcić, tylko z ciebie trudno jakiś fajny cytat wykroić.
- Wszystko mam fajne - nie zgodziłam się.
- A może napiszę coś od siebie i podpiszę, że to ty - wymyślił ML. - Masz fajne komary - dodał. - BO CIĘ ŻRĄ!
- Ta, szczególnie fajne, że budzą, bzyczą do ucha i odfruwają.
- "E, mrowa, wstawaj, chcemy krwi"?
- "Zdzichu, śpi teraz, dawaj!".
- I dałaś? - zainteresował się gwałtownie ML.
- Nie ja! Zdzichu! Przewrócił mnie na drugi bok.
- A to świnia. A ty na drugim boku co?
- Nic, próbowałam zasnąć.
- Ale Zdzichu ci przecież dawał?

Podesłałam ten dialog Piotrkowi, żeby miał trochę uciechy.
- Zdzichu ci dawał? Cała przyjemność zapewne po jego stronie - ucieszył się Piotrek.
- NIE DAWAŁ MI!!! - odparłam spokojnie. Po czym sprecyzowałam: - nie dawał mi spać!
- A to świnia - stwierdził Piotrek. - Mógł ci dać.

Z facetami to tak zawsze.

czwartek, 25 czerwca 2009

772. urlop

- Napisałam gniota - poinformowałam ML (żeby nie było, że skoro nie piszę R3, to nie robię NIC).
- Pokaż - zgodził się łaskawie ML.
Pokazałam.
- Niespecjalnie pognieciony - ocenił ML. - Trzymasz pewien poziom. Ciut powyżej dna.
- To dam cię na bloga - zaproponowałam.
- Wystarczy 1,5 minuty rozmowy i już jestem cytowany - ucieszył się ML.

Tja.



A ja blogowo oznajmiam, że robię sobie urlop.
I w ramach urlopu:
1) będę robić tylko to, na co mam ochotę, bardzo egoistycznie...
2) ... dopóki mi się to nie znudzi,
3) będę wypoczywać
4) i pisać teksty satyryczne, bo przy tym wypoczywam,
5) i wydzierać się przy gitarze aż ochrypnę,
6) i jak mi się znudzi robienie tego, na co mam ochotę, to poczekam, aż mi przejdzie,
7) znudzenie,
8) i będę cały czas bardzo ale to bardzo wesoła,
9) i nikt mnie do niczego nie zmusi,
10) chyba że mi się samej zachce coś zrobić,
11) to wtedy pomyślę.

I w nagrodę kupię sobie Trąbkę dla Gubernatora kabaretu Potem. PRZED momentem, w którym na nagrodę będę zasługiwać.
Może jutro.

Więc jeśli ktoś ma sprawy niezwiązane z rekreacją, to mnie nie będzie do odwołania.

I SAMA zawołam.

niedziela, 28 października 2007

390. dialogi wieczorne - część druga

- Fimbulku, jest o tobie notka na blogu - wystukała Mrówka na gg.
- Ta notka - odpisał po chwili Fimbul - brzmi strasznie. Jakbym umarł.

Chwilę później zmaterializował się Piotrek i wśród różnych rozważań napisał mi na gg:
- "Macamy gdzie miękcej w rzeczy a ono wszędy ciśnie". Szkoda, że nie jesteś na staropolce...
- Dlaczego? - przestraszyłam się lekko.
- Bo byś mi to przetłumaczyła. Tam jest mowa o macaniu, a ja nie wiem, co wszędy ciśnie. Dzisiaj te słowa brzmią perwersyjnie. A w szesnastym wieku - tragicznie... To z któregoś środkowego trenu...
- Ale wiesz, dzisiaj też mogą brzmieć tragicznie...
- No! - zgodził się Piotrek. - Ale tylko wtedy, jak ktoś wyjaśni, co w nim ciśnie...

Jakiś tydzień temu odezwałam się znienacka do Marka Lenca na gg.
- Ło matko! - zdziwił się ML. - Mrówka! Kopę lat!
- Lol... no! - odpisała Mrówka. - *padają sobie w objęcia*
- *cmok - dodał ML.
A potem POSZEDŁ SOBIE BEZ SŁOWA ;).

Dzisiaj, przed chwilą, w rozmowie, wystukał do mnie:
- No rozchmurz się na chwilę, zołzu.

Rozmawiałam też z Anią (Szczepanik), w kontekście wtorkowego spotkania koła.
- Czy ja muszę na to przychodzić? - zainteresowała się Mrówka gwałtownie.
- Myślę, że zaczniemy na rozgrzewkę... - napisała Ania. Mrówka wpadła jej w słowo:
- Mam na imię Lolek, interesuję się literaturą?
- Nie. Zaczniemy na rozgrzewkę od grafomanii.
- Cholera - zmartwiła się Mrówka. - To będę musiała przyjść.
- Przyjdź koniecznie i przynieś trochę swoich tekstów.

No właśnie taki miałam zamiar ;D.



Z ostatniej chwili: ML wymyśla tytuły, jakie ukażą się jutro w jakimś szmatławcu, jeśli się pozabijamy (pobijemy) nawzajem przez gg. Jego propozycje:

"Znany rysownik w szpitalu - podejrzenie zatrucia jadem mrówczanym i PMS"
"Marna kabareciara mści się na słynnym rysowniku"

Kariery jako reporter to on nie zrobi ;)

czwartek, 20 września 2007

365. ideały

Ta wczorajsza dyskusja z okropnym ML miała oczywiście dalszy ciąg, ale urwałam w korzystnym dla siebie momencie.

Kiedy Mrówka prychnęła, że puenty się Markowi rzadziej zdarzają (niż linijki), ML parsknął:
- To wszystko co wielkimi literami to PUENTA!
Mrówka w odpowiedzi poturlała się ze śmiechu emotką :rotfl:
- POTRAKTUJĘ TĘ EMOTĘ JAKO PRZEPROSINY, WIEM JAK ONE CI TRUDNO PRZYCHODZĄ - złościł się ML.
- No dobra - uległa Mrówka. - Przepraszam. Że mam lepsze puenty.
- KIEPSKI ŻART - odparł rozsierdzony ML. - Wpisz se go do Rewii. Będzie się świetnie komponował!

On zapomniał, KTO będzie ilustrował Rewię... A poza tym dalej się łudzi, że mu zapłacę ;D. Hihi ;D.

A tak przy okazji - powiedziałam coś Ani Szczepanek o Czterech Pancernych.
- Lubię ten serial - powiedziała Ania.
- Ja też!
- Ech... Janek Kos... się mi kiedyś podobał, jak byłam w podstawówce - rozmarzyła się Ania.
- Mnie też... - zawtórowała jej Mrówka.
- Mrówka, czy zauważyłaś, że po raz pierwszy nam się podoba ta sama osoba? - zdziwiła się Ania, bo zwykle ja krytykuję jej ideały (urody męskiej), a ona moje. I wykłócamy się do upadłego, bo mnie się jej wybrańcy (ze świata sportu na przykład) wydają zbyt młodzi, a jej moi - za starzy.
- Zauważyłam. A wiesz, jaki szok przeżyłam, jak któregoś dnia pokazali Pancernych po latach? - wywnętrzyła się Mrówka. - Ja się zachwycałam serialem, czytałam Przymanowskiego równolegle, a tu w jakimś programie wystąpili aktorzy z Pancernych po kilkudziesięciu latach... i tylko po głosach można ich było poznać!
- Mrówka... my też kiedyś takie będziemy - powiedziała mi Ania.
No nie ma jak pociecha na starość, naprawdę...

środa, 19 września 2007

364. koszt sławy

- Nie będzie ci brakować moich komentarzy? - zapytałam Marka Lenca, który założył sobie nowego bloga gdzieś, gdzie nie mam konta. - Subtelnych i tego... ładnych?
- Hmm, gdzie napisałaś mi ten komentarz, o którym mówisz? - zainteresował się gwałtownie ML. - Bo pięknych, subtelnych i tego... ładnych... w twoim wykonaniu nie widziałem...
- No bo to jest taki idealny komentarz, który chciałabym kiedyś zamieścić!

Zawsze, kiedy ML mnie irytuje, odpowiadam mu pełnym pogardy "pfffff". Ostatnio nie trafiłam w odpowiednie klawisze.
- Pdffff - napisała Mrówka.
- Pdffff? Seplenisz? - przyczepił się od razu ML. - Czy coś ci spadło na klawiaturę? Coś ciężkiego... głowa? Nie... głowa pusta... nie byłaby chyba tak ciężka... - zastanowił się. A zaraz potem dodał - Matko, czy ja ci znowu notki nie podrzucam?

- Pewnie znowu wycinasz mnie do notki - powiedział mi wczoraj. - Muszę sobie normalnie wierszówkę zażyczyć. Wolisz od linijki czy od puenty?
- Od puenty - odpowiedziałam mu natychmiast. - Bo ci się rzadziej zdarzają.

Ha ;)

środa, 12 września 2007

359. w biegu

Marek Lenc wrzucił sobie jakiś czas temu na gg opis: "Onet też poleca..." i dalej adres swojego bloga.
- TEŻ poleca - prychnęła wzorem Bossa Mrówka. - Jakby ktoś jeszcze polecał!
- Już myślałem, że zaczepnie walczysz o temat do notki - odezwał się ML.
"Prorok jaki, czy co?" - pomyślała Mrówka.
- Nie, skądże! - zaprzeczyła kłamliwie.
- A już miałem trzy chamskie odzywki... - oznajmił ML. - Zaczynało się banalnie: SPADAJ INSEKCIE!
(...)
- Mnie możesz mieszać z błotem - poinformowała Marka Mrówka w dalszej części rozmowy.
- Na mieszanie ciebie nie muszę mieć specjalnego pozwolenia chyba? - upewnił się ML.
- Musisz, ale ci go udzielam.
(...)
- Robię książkę - poinformował Mrówkę ML. - Może chcesz napisać wstęp?
- Chcę! - podskoczyła Mrówka.
- Ale wstęp mam już od dwóch lat. To może napiszesz zakończenie?
- No dobra! Będzie się zaczynało "ten okropny i niedobry Marek Lenc..."

Nie spodobało mu się. W ogóle nie mam pojęcia czemu...



Poza tym podpadłam Salowi. I to miała być właściwa dzisiejsza notka.
Wczoraj wybiegłam z domu w ogromnym pośpiechu. Jechałam do Katowic, umówiona byłam z trzema osobami. Przy czym z żadną w konkretnym miejscu i o konkretnej godzinie - wszystkim powiedziałam, że powinnam być między 11 a 12, potem będę w pośpiechu wracać do domu. Sal wysłał mi nawet zamówienie w BŚ, żebym się wyrobiła (dzięki, Sal!)
Wybiegłam więc z domu, oczywiście lekko spóźniona (na dojście na przystanek potrzebuję 14 minut szybkim krokiem, wyszłam na 9 przed odjazdem autobusu).
W jednej ręce trzymałam torbę, w drugiej torbę z książkami dla Slka i Ani, w trzeciej pieniądze na bilet, bo jakbym miała szukać portfela przy kiosku, to nie wyrobiłabym się na pewno, w czwartej paczkę chusteczek, w piątej parasolkę, w szóstej odtwarzacz mp3, bo mi się zachciało słuchać muzyki, tylko nie miałam już jak go sobie wetknąć... (do uszu, bo ostatnio Piotrek ma cały czas skojarzenia różne). Drzwi od klatki otwierałam sobie nogą. Leciałam i modliłam się w biegu, żeby nikt mi teraz nie zadzwonił, bo musiałabym odebrać czułkiem. Albo czółkiem. Na jedno wychodzi.
Na szczęście wszyscy zaczęli dzwonić dopiero kiedy byłam w autobusie, kiedy wreszcie usiadłam i mogłam sobie kilka rąk (i plecy denerwująco-bolące) uwolnić od ciężarów i przedmiotów rozmaitych.
Najpierw Piotrek - przysłał mi smsa, że wprawdzie nie pamięta, jak w końcu się umówiliśmy, ale będzie o 12.
Potem Sal - zadzwonił po moim smsie, żeby powiedzieć, że zaczeka na mnie na dworcu.
Potem Magda, dla odmiany czekająca na wydziale.
Na przystanek przed dworcem Sal zadzwonił znowu.
- Jestem przystanek przed dworcem - odebrałam.
- Aha, to dobrze, bo myślałem, że cię nie widzę. To czekam - powiedział i rozłączył się.
Przyjechałam na dworzec, polazłam w umówione miejsce, rozglądam się - Sala nie ma. Wyciągam telefon i dzwonię do niego.
Połączenie odrzucone.
Stoję i bezmyślnie wpatruję się w telefon.
Podnoszę głowę - Sal siedzi sobie na przystanku i się śmieje. Ładny musiał mieć ubaw ;).
I jeszcze mi się oberwało, że ludzi nie rozpoznaję.

czwartek, 6 września 2007

354. Mrówka się znęca przez Lenca

No i obraził się na mnie. Ten przebrzydły, okropny, zarozumiały, paskudny, straszny, złośliwy, wredny i niesprawiedliwy ML. Wziął i się obraził. Żeby było zabawniej, obraził się, jak go nie było (znaczy, był, tylko gdzieś indziej). Wrócił obrażony. I to nie do mnie wrócił, bo w końcu na żywo się nie widujemy, a wyłącznie w eterze. W e-terze. Wrócił nie do mnie, ale na mnie obrażony i jeszcze to bezczelnie manifestuje na każdym kroku... Na każdym e-kroku dla ścisłości.
Ja go nie rozumiem...

- Zapowiedź numer 2 widziała? - zapytał ML. Nie żeby w przestrzeń tak pytał, tylko mnie traktuje w trzeciej osobie. Czasami, jak mu się nudzi.
- Zapowiedź czego? - poinformowałam się na wszelki wypadek. - Aaaaa! - zrozumiałam. - Zapowiedź u ciebie na blogu? To JUŻ jest? 50 minut temu jeszcze nie było!
- Matko, dlaczego ja mam cię jeszcze na liście? - westchnął ML, a w dobie Wildsteina spieszę z wytłumaczeniem: na liście gg.

Nie zablokował mnie, a mógł.
Więc w związku z tym, że nie zablokował, na drugi dzień, udając smutną, zagadnęłam go:
- Hej, co mam zrobić, żebyś nie był na mnie zły?
- Są na to sposoby - odparł ML. - Kwiaty co rano...
- Chcesz mi przysyłać kwiaty? - ucieszyłam się nawet.
- Czekoladki Wedla... - ML wyraźnie mnie nie słuchał. - Świniak...
Świniak, przyznaję, zaintrygował mnie.
- Jaki świniak?
- Półtusza - odparł ML. Jego psychika stanowi dla mnie ciągle obszar nie do zbadania. - Półtusza, przecież nie ty!
- Nie - odparłam, uspokojona. - Ja to cała tusza.
- Półtorej tuszy - rozkręcił się Marek.
- Nie posuwajmy się za daleko. Zostańmy przy tym, że cała. JEDNA. I mam notkę na jutro.
- Boże, ludzie mnie cytują, jestem sławny! - ucieszył się ML. - CHOĆ NIESZANOWANY - dodał od razu.
- COŚ ZA COŚ, malkontencie! Nie można mieć wszystkiego - pouczyłam go.
- Ale dlaczego nie zacząć od najważniejszego? Szacunek to przecież też uwielbienie tłumów! Nie tylko tłum oków - powiedział mi ML.

Ha ha ha. Bardzo śmieszne.

A tak właściwie - dlaczego ON się na MNIE obraził? Chyba powinno być odwrotnie ;D

niedziela, 5 sierpnia 2007

332. raz na wozie

Nie pamiętam, po co mi to było, możliwe że do zwyczajnej prowokacji albo zagajenia rozmowy. Zapytałam kiedyś Marka Lenca o zdanie podrzędne.
- Uwielbiam Marka, który jest cudowny - podałam mu przykład, pierwszy z brzegu i niekoniecznie prawdziwy.
- Tu oba zdania są nadrzędne - sprzeciwił się Marek. - Bo oba są z sensem i na właściwy temat. Więc po co takie ładne zdanie brudzić podrzędnością?

Tjaaa...



Mam wrażenie, że Sal zareagowałby podobnie ;)

czwartek, 5 lipca 2007

311. wyjechali na wakacje...

No, ja nie wiem, co się tu będzie działo przez wakacje. Bossowi obiecałam święty spokój na trzy miesiące, licząc od wczoraj, Marek Lenc wyjechał za granicę i go do września nie będzie w świecie netowym (a przez telefon będzie nam trudno sobie dogryzać), z Kaśką widuję się tylko przy wielkich okazjach, z Olkiem wspólnych zajęć chwilowo brakuje, a na gg jakoś nam wygłupy nie wychodzą, ostatnie czwartki się skończyły, Arturek wsiąkł nie wiadomo gdzie, Sal wsiąkł wiadomo gdzie, a kontaktu z nim na razie jakoś nie mam, Tyran zajęty konferencją tańca, Fimbul siedzi we Wrocławiu i mam nadzieję, że wróci jutro (a z Wrocławia kazał mi Bossa pozdrowić), z Anią (Szczepanik) jeszcze chyba wspólnych wakacji nie miałyśmy, to znaczy - poznałyśmy się w październiku zeszłego roku, Piotrek się zdematerializował, z Lady Q nie gadamy poza komentarzami w blogach, z Zadrą ewentualnie jeszcze na gg, Biały przestał podsyłać mi mrówkowe pastisze... nic, tylko rzucić się w wir pracy ;)

Zanim Marek Lenc wyjechał, stoczyliśmy jeszcze ostatnią słowną bitwę na gg. Mam pozwolenie wykorzystania tego na blogu, więc sobie wykorzystam...

- Będę się zbierał, więc jeśli chcesz mnie jakoś specjalnie pożegnać, to teraz jest ten moment - oznajmił mi ML. Rzecz jasna, udałam wielkie przejęcie i zaangażowanie emocjonalne:
- *rzuca się na szyję* (Markowi oczywiście)... - odpisałam.
- *rzuca się przez okno* byłoby lepsze! - rozmarzył się ML. - Też za sobą już tęsknię. No, dalej: - ponaglił mnie - *wyrywa se paznokcie* czy coś...
- Hmmm - odrzekła inteligentnie Mrówka. - Tego... *zastanawia się*
*aktorsko wyciera nos... i oczy... i ekran monitora...*
- I klawiaturę... - zniecierpliwił się ML.
- No! - przyświadczyła Mrówka radośnie. - I szafki! I robi generalne porządki!

- Marszczy nos... - kombinuje chwilę później Mrówka, chcąc okazać dostateczną ilość żalu z powodu wakacyjnego wyjazdu Marka.
- Świnia? - pyta ni z tego ni z owego ML.
- Jaka świnia?
- Marszczy nos... myślałem, że to kalambur!
- Mrówka marszczy nos! - zirytowała się Mrówka.
- To one mają nosy? - ML udawał szczerze zdziwionego. - Aha, żeby je wtykać tam gdzie nie trzeba!
- A świnie mają nosy?
- Ok. Świnie i mrówki mają ryje - ML zdecydował się pójść na ugodę.
- A saaaam maaaaasz! - odwrzasnęła mu natychmiast zdenerwowana Mrówka.
- Ja mam usteczka.
- Gdzie? - nie wytrzymała Mrówka.
- W dupie - wyrwało się Markowi błyskawicznie, po czym zaraz dodał - A gdzie się ma?
- Ja wiem gdzie SIĘ ma! Ale TY musisz być oczywiście oryginalniejszy?
- I w ten sposób masz notek na cały tydzień - spointował dzielnie Marek. Wreszcie mogłam zdobyć się na szczere wyznanie:
- Będzie mi cię brakowało - napisałam z uczuciem. - Jak mi się tematy na bloga skończą.
- Wtedy znowu mnie brutalnie zaatakuj i pooczerniaj - poradził.

Taaaa... ale jak, skoro go nie ma do września?

piątek, 25 maja 2007

276. boy

Wczoraj Marek (ML) na coś narzekał. Z okazji zbliżających się jego urodzin poleciałam odruchowo Boyem:
- Bo wiesz... Ty się robisz coraz starszy,
wszystko Ci po trochu parszy-
wieje
Po chwili rozmowy Marek zapytał z oburzeniem:
- PARSZYWIEJĘ??!!

Dobrze, że to na gg było, bo musiałabym uciekać.

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

246. gg z ML

ML: Widziałaś notkę?
Mrówka: Widziałam!
ML: Ale nie ma komentów!
Mrówka: To jeszcze o niczym nie świadczy!
ML: Mam badziewnych fanów!
Mrówka: Ja sobie wypraszam! Kaprysy gwiazdy, ot co!
ML: Fanki też badziewne. I PYSKATE. Następnym razem poproszę o jakieś fanki bez matury.
Mrówka:??
ML: No, będą we mnie wpatrzone bez zbędnych głupich pytań typu "a co, brak komenta oznacza, że się nie podoba?". Młode, chętne fanki przyjmę na praktykę.
Mrówka: Ale ty cały czas lubisz obrażać fanki.
ML: Fanki - nigdy w życiu. Przygodne ofermy - czemu nie.
Mrówka: Masz szczęście, że nie mówisz o mnie...
ML: Przygodne, mało domyślne ofermy...

chwilę później
Mrówka: A ty mi notek nie komentujesz!
ML: "To jeszcze o niczym nie świadczy"

no i kłóć się tu z takim ;)

środa, 8 listopada 2006

88. Problemy z tożsamością

Marek Lenc poinformował mnie, jakie zmiany chce wprowadzić na blogu. Oczywiście te zmiany mi się nie spodobały. Zaczęłam protestować.
- Nie histeryzuj - powiedział Marek. Zaczęłam protestować jeszcze bardziej.
- Bądź mężczyzną! - usłyszałam (przeczytałam raczej,bo na gg). O dalszej dyskusji mowy być nie mogło, padłam ze śmiechu przed monitorem.

Kiedy na POMie powiedziałam Arturkowi, że czegoś się boję, ten odparł:
- Bądź... twardą kobietą...
- Arturku, ale przy mojej tuszy nie mogę być TWARDĄ kobietą - zaprotestowałam. Arturek obrzucił mnie spojrzeniem, które sprawiło, że wbiłam się w fotel i starałam się wtopić w tapicerkę. A potem odwrócił się i usiadł tyłem do mnie.
- Co robisz? - zapytałam niepewnie.
- Odwracam się. Bo mam ochotę cię kopnąć, to żeby mnie nie kusiło... - wyjaśnił Arturek.

No to kim mam być?

wtorek, 24 października 2006

73. Dzisiaj

Marek Lenc poskarżył się, że jutro ma wywiadówkę i musi się przygotować do rozmów z rodzicami. Zaproponowałam, żeby postępy każdego dziecka opisał w postaci rysunków i wręczył na wywiadówce. Nie doceniłam satyrycznych możliwości Marka. Natchmiast stwierdził:

- Ale byłaby draka. Pani Ewa przychodzi z takim bohomazem i pyta "to Bartuś??!!"

To nie wszystko.
Pojechałam dzisiaj na wydział, żeby zawieźć jeden z rozdziałów pracy. Wchodzę dzielnie do sekretariatu (wie o tym każdy, normalny czy wariat - do Bossa wchodzi się przez sekretariat). W sekretariacie mój Promotor. Rzuca mi spojrzenie miażdżące i groźnym głosem pyta:
- Do mnie?
Niezdolna do żadnej słownej reakcji kiwam z przerażeniem głową.
- Nie ma mnie - oznajmił mój Promotor z satysfakcją.

Zamurowało mnie."Chodzi mi o to, żeby mózg uroczy, to rejestrował, co ujrzały oczy...". Na szczęście po sekundzie mój Promotor Boss zmienił zdanie i zmaterializował się na chwilę. I był. Całe szczęście :D.