- Wiesz, że Olek pisze swojego bloga? - poinformowałam Kasię, kiedy wychodziliśmy w trójkę (Mrówka, Kasia, Olek) z uczelni.
- O, gdzie? - zainteresowała się Kasia. Olek wyjaśnił (nie wiem, czy mogę podawać adres, więc na wszelki wypadek przemilczę ;)).
- Na Onecie trzeba było pisać! - powiedziała Kasia. - Tam jest konkurs i takie sieroty czasami wygrywają, że miałbyś szansę!
Normalnie kocham ich ;).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 kwietnia 2007
sobota, 10 marca 2007
208. czasochłonnie
- Która jest godzina? - zapytała Kasia w czwartek, na parkingu przed naszym wydziałem. Mrówka ofiarnie zatrzymała się i zaczęła liczyć kreseczki na zegarku. Doliczyła się po dłuższej chwili.
- Za sześć - wyjaśniła.
Po sekundzie ciszy Kasia prychnęła:
- Ale za sześć KTÓRA??? Ja się o GODZINĘ pytam, a wszyscy mi minuty podają!
- Za sześć - wyjaśniła.
Po sekundzie ciszy Kasia prychnęła:
- Ale za sześć KTÓRA??? Ja się o GODZINĘ pytam, a wszyscy mi minuty podają!
piątek, 9 marca 2007
207. pod parasolem
Stoimy na przystanku na Placu Sejmu w Katowicach. Mrówka czeka na autobus. Olek i Kasia - dotrzymują Mrówce towarzystwa.
Zaczyna padać deszcz.
Nikt nie ma parasolki, bo nikt się deszczu w marcu nie spodziewał. A przystanek nie ma wiaty z nieznanych nam powodów.
- Słuchajcie, wy nie musicie czekać na autobus, więc może idźcie już? - proponuje Mrówka. - Bo zmokniecie...
- A co, tylko tobie wolno moknąć? Nie ma tak dobrze! Nie będziesz mieć monopolu! - oburza się Olek.
I zaczekali ze mną na ten autobus :)
Aha - w dzisiejszym "Dzienniku Zachodnim" znalazł się artykuł Sala. Sal się robi sławny po tomiku ;)
Zaczyna padać deszcz.
Nikt nie ma parasolki, bo nikt się deszczu w marcu nie spodziewał. A przystanek nie ma wiaty z nieznanych nam powodów.
- Słuchajcie, wy nie musicie czekać na autobus, więc może idźcie już? - proponuje Mrówka. - Bo zmokniecie...
- A co, tylko tobie wolno moknąć? Nie ma tak dobrze! Nie będziesz mieć monopolu! - oburza się Olek.
I zaczekali ze mną na ten autobus :)
Aha - w dzisiejszym "Dzienniku Zachodnim" znalazł się artykuł Sala. Sal się robi sławny po tomiku ;)
piątek, 24 listopada 2006
99. Prawo
- Idę na prawo - oznajmiła nam ostatnio Kasia. Zgodnie wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
- Teraz idziesz? Na piątym roku polonistyki? - upewnił się Olek.
- Chce ci się iść na prawo? - zdziwiła się Mrówka, leniwa z natury.
- Taaaaak... - potwierdziła Kasia. Obejrzała sobie jeszcze nasze miny, a potem dodała - Na prawo jazdy idę.
Po pięciu minutach Olek wybuchnął (wcześniej nie był w stanie):
- Nie mogłaś mi tego dziesięć lat temu powiedzieć? Taki fajny żart dla kolegów bym miał! A tak to się zmarnowało!
wtorek, 20 czerwca 2006
13. O owadach słów kilka
Jeden z wykładów z literatury poromantycznej odbywał się na świeżym powietrzu (wykładowca określił to "zieloną szkołą").
Siedziałam sobie pod drzewem. Nagle spadło na mnie jakieś żyjątko. Popatrzyłam, strzepnęłam, a dopiero potem mnie otrząsnęło z obrzydzenia.
- Co to było? - zapytała z troską Kasia, siedząca najbliżej.
- Nie wiem. Jakiś robal - odpowiedziałam jej ze wstrętem.
- Ale nie kleszcz? - Kasia wyglądała na przejętą.
- A jak wygląda kleszcz? - zapytała inteligentnie Mrówka.
- Czy to coś miało skrzydełka?
Przytaknęłam z rosnącą paniką.
- No, jeśli miało skrzydełka, to to nie był kleszcz - uspokoiła mnie Kasia.
Nie można było tak od razu??
Historyjka druga.
Arturek ma modliszkę. Hoduje ją sobie (na szczęście w Krakowie, nie widziałam zwierzątka na żywo, i dobrze. Zwierzątka Arturka mnie próbują przestraszyć, kiedyś ryba mało nie rozbiła szyby akwarium, żeby mnie zaatakować).
- Arturek, co je twoja modliszka? - spytałam kiedyś. Arturek popatrzył na mnie z wyraźnym wyrzutem, teraz wiem, że to była prośba o wycofanie pytania. Nie odczytałam tego i Arturek musiał odpowiedzieć.
Wiecie, co je jego modliszka? Świerszcze. Żałuję, że zapytałam.
Siedziałam sobie pod drzewem. Nagle spadło na mnie jakieś żyjątko. Popatrzyłam, strzepnęłam, a dopiero potem mnie otrząsnęło z obrzydzenia.
- Co to było? - zapytała z troską Kasia, siedząca najbliżej.
- Nie wiem. Jakiś robal - odpowiedziałam jej ze wstrętem.
- Ale nie kleszcz? - Kasia wyglądała na przejętą.
- A jak wygląda kleszcz? - zapytała inteligentnie Mrówka.
- Czy to coś miało skrzydełka?
Przytaknęłam z rosnącą paniką.
- No, jeśli miało skrzydełka, to to nie był kleszcz - uspokoiła mnie Kasia.
Nie można było tak od razu??
Historyjka druga.
Arturek ma modliszkę. Hoduje ją sobie (na szczęście w Krakowie, nie widziałam zwierzątka na żywo, i dobrze. Zwierzątka Arturka mnie próbują przestraszyć, kiedyś ryba mało nie rozbiła szyby akwarium, żeby mnie zaatakować).
- Arturek, co je twoja modliszka? - spytałam kiedyś. Arturek popatrzył na mnie z wyraźnym wyrzutem, teraz wiem, że to była prośba o wycofanie pytania. Nie odczytałam tego i Arturek musiał odpowiedzieć.
Wiecie, co je jego modliszka? Świerszcze. Żałuję, że zapytałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


