- Dzisiaj się dowiedziałem jednej fajnej rzeczy - napisał mi któregoś dnia wieczorem Fimbul. - Słowo 'mag' wzięło się z perskiego czy coś koło tego. I oznaczało pierwotnie 'wielki'. Wiesz jaki wyraz...
- O! - odparłam z radością - to tak jak 'fimbul'!
Okazało się, że trafiłam i Fimbul nawet nie zdążył pytania zadać. Czasami nam się to zdarza.
Kilka dni później opowiadałam mu o potworze, który wleciał mi przez okno do pokoju.
- Wyglądało to jak skrzyżowanie ćmy z komarem!
- Nieźle - ucieszył się Fimbul. - A potrafiłabyś to narysować?
- No weź sobie narysuj takie skrzydełka jak u ćmy, tylko bardziej wydłużone. I reszta z komara. Czyli takie nic z kreskami.
- Wiem! - skojarzył Fimbul. - A powtarzało ciągle "nigdy już!"?
- Fimbul, to nie był kruk!
- Lubię te nasze rozmowy - wyznał Fimbul. - Mają takie intertekstualne akcenty.
wtorek, 17 czerwca 2008
poniedziałek, 16 czerwca 2008
569. wieczorne rozmowy
Notatkę dodano:2008-06-16 23:34:16
Opowiadam Slkowi, jak Boss podpisywał nam sprawozdania semestralne. Napisał jakieś "zatwierdzam" czy coś w tym rodzaju. Mrówka, czytająca Bossowi przez ramię, zapytała oczywiście ze zdziwieniem w głosie:
- "Pozdrawiam"???
Nie ma to jak mieć bujną wyobraźnię i widzieć już tam napis "Pozdrawiam. Boss".
- Ta, jasne, pozdrawiam - odparł Boss.
Opowiadam Slkowi, jak Boss podpisywał nam sprawozdania semestralne. Napisał jakieś "zatwierdzam" czy coś w tym rodzaju. Mrówka, czytająca Bossowi przez ramię, zapytała oczywiście ze zdziwieniem w głosie:
- "Pozdrawiam"???
Nie ma to jak mieć bujną wyobraźnię i widzieć już tam napis "Pozdrawiam. Boss".
- Ta, jasne, pozdrawiam - odparł Boss.
sobota, 14 czerwca 2008
568. mój nos i ja
Notatkę dodano:2008-06-14 13:09:42
Odczuwam palącą potrzebę kupienia taczki.
Nos mnie boli. I przeważa do przodu. Jeszcze się co prawda nie przewracam na twarz, ale niewiele mi brakuje.
Z tej potrzeby zwierzyłam się Piotrkowi.
- Mam ochotę kupić taczkę i wozić mój nos przed sobą na tej taczce - powiedziałam mu.
- Hmm.. - odparł Piotrek. - A może lepiej byłoby ci go zarzucać na plecy?
Faceci i ich zmysł praktyczny...
A i tak do czwartku wstanę.
Odczuwam palącą potrzebę kupienia taczki.
Nos mnie boli. I przeważa do przodu. Jeszcze się co prawda nie przewracam na twarz, ale niewiele mi brakuje.
Z tej potrzeby zwierzyłam się Piotrkowi.
- Mam ochotę kupić taczkę i wozić mój nos przed sobą na tej taczce - powiedziałam mu.
- Hmm.. - odparł Piotrek. - A może lepiej byłoby ci go zarzucać na plecy?
Faceci i ich zmysł praktyczny...
A i tak do czwartku wstanę.
piątek, 13 czerwca 2008
567. sex-shop
Koło jednego z ciekawszych antykwariatów ktoś pomysłowy otworzył sex-shop. Oba przybytki (coś dla ducha i coś dla ciała) znajdują się w jednej wspólnej bramie, przy czym szyld z sex-shopu jest wielki i bije po oczach rażącą czerwienią, a szyld antykwariatu jest prawie niewidoczny, skromny i malutki.
- Nie pójdę do tego antykwariatu - wściekłam się. - Nie pójdę, bo każdy pomyśli, że idę do sex-shopu. I nawet jak wyjdę stamtąd z książkami, to powiedzą, że to dla niepoznaki, żeby nikt nie pomyślał, gdzie "naprawdę" byłam.
Piotrek i Ania B parsknęli śmiechem.
- O, albo wiem! - wpadłam na genialny pomysł. - Pójdę tam z Piotrkiem! I wtedy jak nas ktoś zobaczy, to pomyśli, że Piotrek chce iść do sex-shopu, a mnie wziął ze sobą dla niepoznaki!
- A czemu nie mógłby pomyśleć, że ja idę do antykwariatu? - zgłosił sprzeciw Piotrek,
- Bo mało wiarygodny jesteś - wyjaśniłam mu. - I nikt nie uwierzy, że idziesz do antykwariatu. A na mnie już nie zwrócą wtedy uwagi.
- Nie pójdę do tego antykwariatu - wściekłam się. - Nie pójdę, bo każdy pomyśli, że idę do sex-shopu. I nawet jak wyjdę stamtąd z książkami, to powiedzą, że to dla niepoznaki, żeby nikt nie pomyślał, gdzie "naprawdę" byłam.
Piotrek i Ania B parsknęli śmiechem.
- O, albo wiem! - wpadłam na genialny pomysł. - Pójdę tam z Piotrkiem! I wtedy jak nas ktoś zobaczy, to pomyśli, że Piotrek chce iść do sex-shopu, a mnie wziął ze sobą dla niepoznaki!
- A czemu nie mógłby pomyśleć, że ja idę do antykwariatu? - zgłosił sprzeciw Piotrek,
- Bo mało wiarygodny jesteś - wyjaśniłam mu. - I nikt nie uwierzy, że idziesz do antykwariatu. A na mnie już nie zwrócą wtedy uwagi.
środa, 11 czerwca 2008
566. jak zwykle
- A mnie wczoraj mój Promotor pogłaskał po głowie! - pochwaliłam się Fimbulowi.
- To musiałaś naprawdę nędznie wyglądać, że mu się ciebie aż tak żal zrobiło - stwierdził Fimbul.
No nie ma to jak przyjęcie właściwej perspektywy...
- To musiałaś naprawdę nędznie wyglądać, że mu się ciebie aż tak żal zrobiło - stwierdził Fimbul.
No nie ma to jak przyjęcie właściwej perspektywy...
poniedziałek, 9 czerwca 2008
565. różne wizje leczenia
- Boli mnie głowa - powiedziała ostatnio X.
- Znowu? - zdziwiłam się.
- Jak to "znowu"?
- No bo rok temu mówiłaś, że cię codziennie boli głowa i że lekarka ci powiedziała, że w twoim wieku to normalne... - przypomniałam.
- Tak mi powiedziała? - ucieszyła się X. - UFFF!!! Dzięki! Uspokoiłaś mnie!
- Zapisz sobie - prychnęłam - że jak u niej będziesz, to masz też zapytać o swoją sklerozę.
Bo ja o swoją wolę nie pytać ;).
- Znowu? - zdziwiłam się.
- Jak to "znowu"?
- No bo rok temu mówiłaś, że cię codziennie boli głowa i że lekarka ci powiedziała, że w twoim wieku to normalne... - przypomniałam.
- Tak mi powiedziała? - ucieszyła się X. - UFFF!!! Dzięki! Uspokoiłaś mnie!
- Zapisz sobie - prychnęłam - że jak u niej będziesz, to masz też zapytać o swoją sklerozę.
Bo ja o swoją wolę nie pytać ;).
poniedziałek, 2 czerwca 2008
562. łyżeczki
Z Mariuszem Ani lubimy się wygłupiać, przerzucać cytatami z kabaretów (nie wiem, jak wytrzymuje to Ania, która przeważnie siedzi i nas wysłuchuje...) i rozmaitymi śmiesznymi pomysłami. Powiem, że fabularny pomysł Mariusza do R2 jest genialny i jeśli uda mi się go zrealizować, to wyjdzie tekstowi na dobre.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
- Na razie próbuję cię przekonać po dobroci - powiedziała mi Ania.
- Aha, czyli mam nie wyjmować jeszcze tej pałki z plecaka? - zapytał Mariusz.
Kiedy wracaliśmy z podróży po Katowicach, Mariusz wymyślił, że moglibyśmy sobie kupić duże lody, do tego wziąć trzy patyczki albo trzy łyżeczki i te lody razem zjeść przed wykładem.
Problemem, jak się okazało, był fakt, że nie sprzedają już łyżeczek ani patyczków do lodów.
- Wejdę do sklepu i powiem "poproszę trzy łyżeczki i bułkę" - wymyślił Mariusz.
- Od razu będzie wiadomo, że chcemy denaturat przefiltrować - mruknęła Mrówka.
- To co państwo chcą, chlipać ten denaturat? Łyżeczkami? - wcielił się w ekspedientkę Mariusz.
Chciałabym zobaczyć minę sprzedawczyni, poproszonej o trzy łyżeczki i bułkę... naprawdę bym chciała...
a zamiast lodów zjedliśmy ciastka.
sobota, 31 maja 2008
561. staram
- Sama zobacz - zwrócił się Fimbul do Sandry, swojej dziewczyny. - Mrówka, masz halkę?
Odruchowo obrzuciłam wzrokiem swoje dżinsy i krótką bluzeczkę.
- Nie mam - odparłam zdziwiona, a w głowie uruchomiły mi się natychmiast intertekstualne konteksty i jodłom szumiącym na gór szczycie zawtórowała postać z Golizny, piosenki kabaretu OT.TO, postać, która śpiewała "tak bez halki fragment Halki". Fimbul przewrócił oczami.
- Ja się pytam, czy w ogóle jakąś masz.
- Mam - zmieniłam zdanie. Fimbul ponownie odwrócił się do Sandry.
- I widzisz, jaka ona jest stara? - zapytał.
Odruchowo obrzuciłam wzrokiem swoje dżinsy i krótką bluzeczkę.
- Nie mam - odparłam zdziwiona, a w głowie uruchomiły mi się natychmiast intertekstualne konteksty i jodłom szumiącym na gór szczycie zawtórowała postać z Golizny, piosenki kabaretu OT.TO, postać, która śpiewała "tak bez halki fragment Halki". Fimbul przewrócił oczami.
- Ja się pytam, czy w ogóle jakąś masz.
- Mam - zmieniłam zdanie. Fimbul ponownie odwrócił się do Sandry.
- I widzisz, jaka ona jest stara? - zapytał.
czwartek, 29 maja 2008
560. upływ czasu
I starzeję się. W poniedziałek podczas konferencji Fimbul przyjrzał mi się, a potem powiedział szeptem:
- Masz siwy włos!
- Jeden? - zapytałam z nadzieją. Fimbul długo patrzył na moją głowę.
- Chciałem być miły - wyjaśnił wreszcie.
- Masz siwy włos!
- Jeden? - zapytałam z nadzieją. Fimbul długo patrzył na moją głowę.
- Chciałem być miły - wyjaśnił wreszcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


