sobota, 31 maja 2008

561. staram

- Sama zobacz - zwrócił się Fimbul do Sandry, swojej dziewczyny. - Mrówka, masz halkę?
Odruchowo obrzuciłam wzrokiem swoje dżinsy i krótką bluzeczkę.
- Nie mam - odparłam zdziwiona, a w głowie uruchomiły mi się natychmiast intertekstualne konteksty i jodłom szumiącym na gór szczycie zawtórowała postać z Golizny, piosenki kabaretu OT.TO, postać, która śpiewała "tak bez halki fragment Halki". Fimbul przewrócił oczami.
- Ja się pytam, czy w ogóle jakąś masz.
- Mam - zmieniłam zdanie. Fimbul ponownie odwrócił się do Sandry.
- I widzisz, jaka ona jest stara? - zapytał.

czwartek, 29 maja 2008

560. upływ czasu

I starzeję się. W poniedziałek podczas konferencji Fimbul przyjrzał mi się, a potem powiedział szeptem:
- Masz siwy włos!
- Jeden? - zapytałam z nadzieją. Fimbul długo patrzył na moją głowę.
- Chciałem być miły - wyjaśnił wreszcie.

środa, 28 maja 2008

559.

Z Częstochowy wracaliśmy parami. Kiedy wykończeni wsiedliśmy z Piotrkiem do pociągu pospiesznego z Częstochowy (a właściwie PRZEZ Częstochowę) do Katowic i zajęliśmy dwa ostatnie STOJĄCE miejsca, lekko się zdziwiliśmy. Jak się okazało, pociągiem tym jechali fani Metalliki, do Katowic na koncert. Niestety, okazało się po fakcie, wskutek czego przez ponad 1,5 godziny STALIŚMY.
- No, Metallica gra na Śląskim, 80 tysięcy ludzi się tu zjechało - napisał mi właśnie Olek.
- Zauważyłam - odpisałam mu. - 79 tysięcy jechało w naszym pociągu.
- A w moim korku pozostały tysiąc - uzupełnił Olek.

czwartek, 22 maja 2008

556. siła precyzji

- Idę spać, bo padam na nos - napisałam do Piotrka po pracowicie spędzonym dniu (i po konsultacjach, w których towarzyszyliśmy Ani B.)
- Mówi się, że padasz na twarz! - poprawił mnie Piotrek.
- Ja padam na nos, bo mi bardziej wystaje niż twarz - uściśliłam, bo w końcu wiem, co mi się pierwsze zetknie z ziemią jak padnę.
- A ja padam na ciemię - poddał się Piotrek.
- A gdzie jest ciemię? - zastanowiłam się, ziewając przeraźliwie.
- Na czole - odparł Piotrek. - To znaczy pod czołem.
- Piotrek, JA mam pod czołem NOS!!! - zauważyłam.
- Nie w tym kierunku patrzysz. Nie pod w sensie pod, a pod w sensie pod spodem. W głębi - wysilał się Piotrek.
- Piotrek, tam NIC nie mam.
- Za głęboko sięgasz - stwierdził Piotrek. - Ja mówię o kości.



Z kolei przed chwilą tłumaczyłam Fimbulowi, kim jest Ania od Piotrka. Wreszcie załapał.
- Bo wiesz - powiedział mi. - Ja poznałem Piotrka jako Piotrka od Ani. Anię znałem najpierw.
- No właśnie! - ucieszyłam się. - To ta Ania od Piotrka od Ani to właśnie ona!

sobota, 17 maja 2008

552. nic mnie nie zdziwi

Kiedy wczoraj, wykończona po całodniowej konferencji, szłam sobie bardzo powoli w stronę przystanku, postanowiłam napisać trzy smsy:
- do dra PM - bo w końcu o jego twórczości mówiłam,
- do Ani Sz, że wielu przystojniaków było i aż żal wyjeżdżać
- i do brata, że dobrze, że konie nie plują.

Na szczęście nie pomylili mi się adresaci. Wprawdzie dzisiaj rano przestraszyła mnie Ania, pisząc:
- Nie, nie dostałam żadnego smsa od ciebie...
Ale po chwili zreflektowała się i wyjaśniła:
- Aha! To znaczy, że ja naprawdę dostałam jakiegoś smsa? Myślałam, że mi się to śni i go wykasowałam bez czytania...

Jeśli chodzi o konia, który nie pluje - postanowiłam powlec się na przystanek nie Floriańską, a ulicą świętego Jana. Czyli ulicą obok, równoległą do Floriańskiej, a z mniejszym tłumem. Żeby tam dojść, przechodziłam koło zaparkowanej dorożki. Kiedy byłam na trzy centymetry przed koniem, postanowiłam sprawdzić, czy on mnie w ogóle widzi. Spojrzałam na niego, zezując w jego stronę. WIDZIAŁ. Okazało się, że przez ten czas podejrzliwie zezował w moją.

Kiedy szłam sobie spokojnie i pisałam któregoś smsa, usłyszałam za sobą jakiś dziwny chrzęst. I skrzypienie. I stukot nienaturalny. Dyskretnie zerknęłam przez ramię. I okazało się, że idzie za mną trzech facetów w zbrojach. Naprawdę, nic mnie już nie zdziwi.

wtorek, 13 maja 2008

550. duch i ustalenia

- O której masz autobus? - zapytała Ania B.
- Nie wiem. Pójdziesz ze mną sprawdzić?
- Jasne - zgodziła się. - Bo jak się okaże, że masz za 15 minut, to pójdziesz ze mną do bankomatu.

Za 20 miałam. Poszłyśmy.

- Miałaś nas odwiedzić - przypomniała Ania B.
- Codziennie u was siedzę duchem. Na kanapie - wyjaśniłam, bo nie zauważam czasami, jak mi czas szybko leci.
- Skąd wiesz, że mamy kanapę? - zapytała Ania.
- No nie wiem... to na podłodze siedzę duchem, mojemu duchowi wszystko jedno.
- A skąd wiesz, że mamy podłogę?

Łatwo wybrnąć nie było ;).

poniedziałek, 12 maja 2008

549. rozmowa smsowa

Przesłałam do Fimbula smsa:

"Fimbulku kochany
bez ciebie mi źle tu.
Do tego - o rany! -
nie mam internetu."

Fimbulek po chwili odpisał:

"W końcu cię podłączą,
nie rób smutnej miny,
za to dam ci książkę
jak się zobaczymy".

Podłączyli.

niedziela, 11 maja 2008

548,5. chwalimy się

Po pierwsze: radością Fimbulka się dzielę:

http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=461

Po drugie, rozmowa z Anią (Sz):
Mrówka: Mam dziesięć stron R2 i jestem z nich dumna. Te dziesięć stron jest lepsze niż cała Wielka Rewia.
Ania (Sz): To może nie pisz już więcej?
Mrówka: Nie mogę, to dopiero początek.



Teraz mam 15 stron i dumna jestem dalej.

piątek, 9 maja 2008

548. szczerość

- Bierzemy coś do Szczyrku? Jakieś kubki, sztućce itp.? - upewnił się kiedyś Fimbul.
- Nie. Pytałam o to, Ania powiedziała, że wszystko jest na miejscu. No chyba że chcesz coś zabrać.
- Pewnie - napisał mi Fimbul. - Nie mogę zasnąć bez swojej ulubionej łyżeczki. Zawsze przed snem gapię się na nią powtarzając "there is no spoon!". To lepsze niż liczenie baranów.
- A nie masz wrażenia, że trochę się przy tym oszukujesz? - poinformowałam się delikatnie.
- A jak liczysz skaczące przez łóżko barany to to nie jest okłamywanie? - zapytał Fimbul retorycznie.

Cóż, trochę racji w tym ma.

A ja fruwam z radości, bo Egzekutor powiedział, że mam zgodę in blanco naszego wykładowcy-kalamburzysty, na występowanie w R2. Cieszę się, bo ładny fragment mi z nim wyszedł i nie wiedziałam, czy nie będę musiała zmieniać. Ile lat temu tak się cieszyłam po podobnej zgodzie, udzielonej przez Bossa... ;)