W liceum "naszą" salą była pracownia języka niemieckiego. To pomieszczenie urządzono dość nietypowo, bo zamiast zwykłych ławek znalazły się w nim kabiny, w wersji mocno zdezelowanej. Ściślej rzecz biorąc, po kabinach zostały tylko pionowe deski odgradzające poszczególne stanowiska i małe otwory w ławkach - przypuszczalnie mieścił się tam cały sprzęt nagłaśniający, tak, że pod blatami tych ławek mieliśmy puste "skrzynie", do których prowadziły jedynie te małe otwory. Szukałam zdjęć, ale nie mamy żadnego z tamtej sali, bo kiedy stały się popularne aparaty cyfrowe sala doczekała się remontu i zamiast starych kabinowych ławek pojawiły się zwyczajne, za którymi nie dało się już chować.
Kolejne rzędy ławek stały na podwyższeniach tak, żeby wszyscy byli doskonale widoczni z katedry. Tylko że dół ławki można było zabudować tornistrami... na jednej z klasówek Kaczor przesiedział całą godzinę pod stolikiem Timiego, rozwiązując za niego test, a potem skorzystał z rozgardiaszu przy zbieraniu kartek i wymknął się przez kantorek... ale o tym ciiiisza ;).
Timi zajmował środkową "kabinę" na pierwszym podwyższeniu. Całkiem przypadkowo zbiegło się to jego centralne miejsce z miejscem, jakie zajmował w klasie, a już na pewno w naszej grupie. Poza ogromną charyzmą dał się poznać od razu jako człowiek z poczuciem humoru.
- Pani profesor! - zawołał na początku drugiej albo trzeciej lekcji niemieckiego do naszej wychowawczyni. - Pani profesor, da się te blaty odkręcić? Bo mi długopis wpadł!
Siedział na ławce i próbował zajrzeć do jej środka przez dziurę po słuchawkach.
- Nie, nie da się - warknęła wychowawczyni.
- A, to mi nie wpadł! - odparł Timi, nie schodząc z ławki i z troską zaglądając przez otwór pod blat. - Ale tu papierów! - zauważył.
- W zeszłym tygodniu trzecia klasa sprzątała! - zirytowała się wychowawczyni.
- Ale te papiery są zeszłoroczne - uświadomił jej Timi, który w końcu już zdążył dokładnie obejrzeć zawartość własnej ławki.
- To teraz ty posprzątasz - zdecydowała wychowawczyni.
- Ja? - zdziwił się Timi, próbując włożyć rękę do wąskiego wycięcia w ławce. - Mi tylko długopis wpadł do środka. Parker.
- Parker? - ożywiła się cała klasa, bo czego się nie robiło, żeby odwlec moment rozpoczęcia lekcji. - Parker? Jak to parker???
- No... parker, ale jednorazowy - wytłumaczył Timi i zszedł z ławki.
niedziela, 31 sierpnia 2008
sobota, 30 sierpnia 2008
624. list motywacyjny
- Patrz, potrafię machnąć kilka recenzji w ciągu dnia, napisać Rewię albo cykl esejów o satyrykach, a jak potrzebuję stworzyć list motywacyjny, to mnie zatrzymuje już na słowie "jestem", a i to dlatego, że od najprostszego akapitu zaczęłam. Kim ja właściwie jestem? - zirytowałam się kiedyś, wylewając swoje żale przed Piotrkiem. Piotrek westchnął, znalazł na dysku swoje listy motywacyjne i przesłał do mnie.
- Dziękuję, z tym już sobie powinnam poradzić - napisałam mu. - O ile przebrnę przez informację, kim jestem.
Podsyłałam Piotrkowi do sprawdzenia kolejne akapity. Piotrek cierpliwie czytał, podpowiadał, zatwierdzał...
- Wpiszę cię jako współautora, dobrze? - zaproponowałam mu pod koniec katorgi.
Ale się nie zgodził.
Nie rozumiem, zły nam ten list wyszedł, czy co?
- Dziękuję, z tym już sobie powinnam poradzić - napisałam mu. - O ile przebrnę przez informację, kim jestem.
Podsyłałam Piotrkowi do sprawdzenia kolejne akapity. Piotrek cierpliwie czytał, podpowiadał, zatwierdzał...
- Wpiszę cię jako współautora, dobrze? - zaproponowałam mu pod koniec katorgi.
Ale się nie zgodził.
Nie rozumiem, zły nam ten list wyszedł, czy co?
piątek, 29 sierpnia 2008
623. nadzieja matką
- Może już działa? - zapytała Mrówka niepewnie. Niby oczekiwanie na coś jest przyjemniejsze niż samo COŚ (vide: Kubuś Puchatek), ale w końcu ile można?
- Czekaj, sprawdzę - odparł Fimbulek, logując się na pocztę.
- To i ja sprawdzę - obiecała Mrówka dla zabicia czasu.
Weszła na pocztę z o2, jednym celnym kopem usunęła wszystkie spamy (wiadomości, w których proponowano jej, żeby powiększyła sobie coś, czego nawet nie posiada) i sprawdziła stan konta.
- Mam dwie wiadomości - poinformował ją Fimbul. - Ale żadnej od ciebie.
- Ja też mam dwie wiadomości i żadnej od ciebie! - zdziwiła się Mrówka. - Przypuszczam, że o2 chce nas skłócić.
Póki co, żadnej wiadomości od Fimbulka nie mam.
- Czekaj, sprawdzę - odparł Fimbulek, logując się na pocztę.
- To i ja sprawdzę - obiecała Mrówka dla zabicia czasu.
Weszła na pocztę z o2, jednym celnym kopem usunęła wszystkie spamy (wiadomości, w których proponowano jej, żeby powiększyła sobie coś, czego nawet nie posiada) i sprawdziła stan konta.
- Mam dwie wiadomości - poinformował ją Fimbul. - Ale żadnej od ciebie.
- Ja też mam dwie wiadomości i żadnej od ciebie! - zdziwiła się Mrówka. - Przypuszczam, że o2 chce nas skłócić.
Póki co, żadnej wiadomości od Fimbulka nie mam.
czwartek, 28 sierpnia 2008
622. zakłócenia na łączach
Fimbul napisał mi maila. Wysłał go. Ale mail zaginął gdzieś po drodze.
- To komu ja go wysłałem? - zastanowił się Fimbul, po czym wysłał dzisiaj drugi raz.
- Albo kto go u mnie przeczytał i usunął? - zdenerwowałam się, bo na maile od Fimbulka zawsze czekam niecierpliwie. Na inne zresztą też ;).
- Wysyłasz? - zapytałam po chwili.
- Wysłałem! - odparł Fimbul.
- To ktoś je po drodze wykrada...
- Może dojdą później, bo do mnie nie wracają - zastanowił się Fimbulek.
- A do mnie nie dochodzą. To może zrobiły sobie piknik gdzieś pośrodku drogi.
- Może, koniec sierpnia jest... - zastanowił się Fimbul po raz drugi.
- Czekaj, sprawdzę, czy ode mnie wychodzą - powiedziałam i posłałam Fimbulowi maila o tytule "jagbusa", w treści dopisując, że to temat tak dla niepoznaki.
Nie doszło.
- Może o2 nawala? - stwierdził Fimbul. - Mają ciche dni...
- To komu ja go wysłałem? - zastanowił się Fimbul, po czym wysłał dzisiaj drugi raz.
- Albo kto go u mnie przeczytał i usunął? - zdenerwowałam się, bo na maile od Fimbulka zawsze czekam niecierpliwie. Na inne zresztą też ;).
- Wysyłasz? - zapytałam po chwili.
- Wysłałem! - odparł Fimbul.
- To ktoś je po drodze wykrada...
- Może dojdą później, bo do mnie nie wracają - zastanowił się Fimbulek.
- A do mnie nie dochodzą. To może zrobiły sobie piknik gdzieś pośrodku drogi.
- Może, koniec sierpnia jest... - zastanowił się Fimbul po raz drugi.
- Czekaj, sprawdzę, czy ode mnie wychodzą - powiedziałam i posłałam Fimbulowi maila o tytule "jagbusa", w treści dopisując, że to temat tak dla niepoznaki.
Nie doszło.
- Może o2 nawala? - stwierdził Fimbul. - Mają ciche dni...
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
621. po dobrą radę...
Mrówka: Wiesz, zastanawiam się co z tą mgr zrobić... TFU! Z dr.
Fimbulek: Napisać!
Fimbulek: Napisać!
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
617. jeżeli...
Jeżeli normalny dotąd (przynajmniej z pozoru) człowiek nagle:
- zaczyna z własnej woli budzić się o porze, której istnienia nawet się nie spodziewał (bo gdyby się spodziewał, napełniłaby go głębokim obrzydzeniem),
- bez żadnych używek, siłą organizmu, podwyższa sobie ciśnienie do stanu jak przed skokiem na bungee, przyspiesza - nieświadomie - oddech i tętno - a wszystko to bez ruchu,
- siedząc albo leżąc spala tysiące kalorii i nie wykonuje przy tym najlżejszego gestu,
- zatrzymuje procesy myślowe i potrzeby fizjologiczne organizmu,
- wyłącza się na hałasy,
- przestaje odczuwać zmiany temperatury otoczenia,
- nie mruga przez dwie godziny z hakiem,
- bez względu na chorobę lokomocyjną teleportuje swój umysł i serce niezliczoną ilość kilometrów dalej,
- czuje w sobie siłę, z którą mógłby rozwalać deski,
- mamrocze do siebie, śmieje się i krzyczy w duchu, aż zachrypnie,
- bije brawo, chociaż nikogo nie ma w pobliżu,
- zaciska zęby i trzyma kciuki - zupełnie bezwiednie,
- w euforii i depresji utrzymuje tę samą silną wiarę,
- koncentruje się znienacka,
- powtarza mantry ("uda się, musi się udać"),
- wydaje z siebie okrzyki rozczarowania lub złości na widok gazety z programem (treść artykułowanych okrzyków nie nadaje się do druku, ani do publikacji internetowej)
to może oznaczać tylko jedno: mecze siatkówki.
Że o nieludzkich porach, to już całkiem inna sprawa.
- zaczyna z własnej woli budzić się o porze, której istnienia nawet się nie spodziewał (bo gdyby się spodziewał, napełniłaby go głębokim obrzydzeniem),
- bez żadnych używek, siłą organizmu, podwyższa sobie ciśnienie do stanu jak przed skokiem na bungee, przyspiesza - nieświadomie - oddech i tętno - a wszystko to bez ruchu,
- siedząc albo leżąc spala tysiące kalorii i nie wykonuje przy tym najlżejszego gestu,
- zatrzymuje procesy myślowe i potrzeby fizjologiczne organizmu,
- wyłącza się na hałasy,
- przestaje odczuwać zmiany temperatury otoczenia,
- nie mruga przez dwie godziny z hakiem,
- bez względu na chorobę lokomocyjną teleportuje swój umysł i serce niezliczoną ilość kilometrów dalej,
- czuje w sobie siłę, z którą mógłby rozwalać deski,
- mamrocze do siebie, śmieje się i krzyczy w duchu, aż zachrypnie,
- bije brawo, chociaż nikogo nie ma w pobliżu,
- zaciska zęby i trzyma kciuki - zupełnie bezwiednie,
- w euforii i depresji utrzymuje tę samą silną wiarę,
- koncentruje się znienacka,
- powtarza mantry ("uda się, musi się udać"),
- wydaje z siebie okrzyki rozczarowania lub złości na widok gazety z programem (treść artykułowanych okrzyków nie nadaje się do druku, ani do publikacji internetowej)
to może oznaczać tylko jedno: mecze siatkówki.
Że o nieludzkich porach, to już całkiem inna sprawa.
czwartek, 14 sierpnia 2008
615. interdyscyplinarnie
Pekin, Capital Indoor Stadium. Kilka minut po godzinie dziewiątej rano grupa kilkuset polskich kibiców wstaje z miejsc i głośno śpiewa Mazurka Dąbrowskiego. Za chwilę rozpoczyna się mecz siatkówki mężczyzn, Polska - Serbia; trzeci dla naszej reprezentacji.
Kibice (ewenement na skalę światową, po pierwszym secie inauguracyjnego meczu pań organizatorzy kazali naszym dopingującym zdjąć flagi, bo zasłaniały symbole olimpijskie, chyba nie muszę dodawać, że z meczu na mecz flag jest coraz więcej i już nikt nad tym nie panuje?) głośno skandują "gramy u siebie, Polacy, gramy u siebie!". Zapożyczyli to chyba od kibiców piłki nożnej, ten akurat okrzyk w siatkówce pojawił się dopiero jakieś dwa lata temu.
Gramy.
Trzeci set, silny atak Mariusza Wlazłego. Piotr Dębowski, nasz komentator odruchowo krzyczy "Wlazły! GOOOOOL!!!".
Kibice (ewenement na skalę światową, po pierwszym secie inauguracyjnego meczu pań organizatorzy kazali naszym dopingującym zdjąć flagi, bo zasłaniały symbole olimpijskie, chyba nie muszę dodawać, że z meczu na mecz flag jest coraz więcej i już nikt nad tym nie panuje?) głośno skandują "gramy u siebie, Polacy, gramy u siebie!". Zapożyczyli to chyba od kibiców piłki nożnej, ten akurat okrzyk w siatkówce pojawił się dopiero jakieś dwa lata temu.
Gramy.
Trzeci set, silny atak Mariusza Wlazłego. Piotr Dębowski, nasz komentator odruchowo krzyczy "Wlazły! GOOOOOL!!!".
środa, 13 sierpnia 2008
614. dawnych hitów czar
- Zrobię szybko ciasto ze śliwkami - postanowiła mama Mrówki.
- Była kiedyś taka piosenka - skojarzyło się Mrówce. - O cieście ze śliwkami... "Żeby w domu było miło, tra la la".
- Ale to było o cieście ucieranym! - zaprotestowała mama Mrówki, co sprawiło, że Mrówka wybałuszyła oczy.
- Skąd wiesz? - zapytała bez tchu.
- Bo było "nic a nic się go nie gniecie" - wyjaśniła mama Mrówki, zagniatając ciasto.
- Ja pamiętam tylko ten początek "żeby w domu było miło, tra la la" - mruknęła Mrówka i poszła sobie, pełna wątpliwości co do swojej pamięci.
Kilka miesięcy temu próbowała zanucić refren o mydle:
- Mydło wszystko umyje,
nawet...
nawet...
nawet buzie i ryje - wybrnęła.
Ciekawe, co dzisiaj króluje na przedszkolnych listach przebojów.
- Była kiedyś taka piosenka - skojarzyło się Mrówce. - O cieście ze śliwkami... "Żeby w domu było miło, tra la la".
- Ale to było o cieście ucieranym! - zaprotestowała mama Mrówki, co sprawiło, że Mrówka wybałuszyła oczy.
- Skąd wiesz? - zapytała bez tchu.
- Bo było "nic a nic się go nie gniecie" - wyjaśniła mama Mrówki, zagniatając ciasto.
- Ja pamiętam tylko ten początek "żeby w domu było miło, tra la la" - mruknęła Mrówka i poszła sobie, pełna wątpliwości co do swojej pamięci.
Kilka miesięcy temu próbowała zanucić refren o mydle:
- Mydło wszystko umyje,
nawet...
nawet...
nawet buzie i ryje - wybrnęła.
Ciekawe, co dzisiaj króluje na przedszkolnych listach przebojów.
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
612. Fimbulek
- Dałam cię na bloga, ale nie w śmiesznej notce tylko tak sobie - poinformowałam Fimbula.
- Po prostu chciałaś podnieść oglądalność zamieszczając coś z Fimbulkiem - wytłumaczył Fimbulek.
- Haha, dam to jutro na bloga... Czy dać dzisiaj?
- Jak chcesz... to twój blog... a przynajmniej my wszyscy na nim występujący pozwalamy ci tak sądzić - odparł Fimbulek, a potem dodał: - Idę już, bo zapełnię wpisy do końca tygodnia.
- Po prostu chciałaś podnieść oglądalność zamieszczając coś z Fimbulkiem - wytłumaczył Fimbulek.
- Haha, dam to jutro na bloga... Czy dać dzisiaj?
- Jak chcesz... to twój blog... a przynajmniej my wszyscy na nim występujący pozwalamy ci tak sądzić - odparł Fimbulek, a potem dodał: - Idę już, bo zapełnię wpisy do końca tygodnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


