wtorek, 22 maja 2007

273. książka przyszłości

SKARGA

Dotyczy: Sławka zwanego Slkiem albo Tyranem.
Osoba pokrzywdzona: Mrówka.

Opis wydarzeń:
Slk przygotowywał sobie konspekt lekcji, którą miał przeprowadzić dzisiaj w jakiejś piątej (chyba) klasie. Podczytywałam mu przez ramię (za jego zgodą) to, co pojawiało się na ekranie laptopa i komentowałam na bieżąco.

Jako ostatni punkt lekcji wpisał Tyran pomysł, żeby dzieci narysowały, jak wyobrażają sobie książkę przyszłości.
Podskoczyłam na krześle, wyciągnęłam kartkę i powiedziałam Sławkowi, że ja nawet mam pomysł, jak taka książka przyszłości wyglądać powinna. Slk uprzejmie wyraził zgodę na realizację moich twórczych idei.
Narysowałam.

Mój rysunek wyglądał tak:



.



Slk przeniósł wzrok z kartki na mnie i ostrożnie (bo z wariatami trzeba delikatnie) poprosił o wyjaśnienia.
No to powiedziałam mu, że to jest taki przycisk i jak się go dotknie, to pojawia się książka, którą właśnie chcemy poznać. Może się wyświetlać gdzieś w powietrzu, może być czytana przez lektora wprost do naszego ucha, może być w formie tradycyjnej (na przykład wyjeżdżająca ze ściany, żeby nie trzeba było biegać po bibliotekach i po księgarniach). Po paru godzinach zmodyfikowałam jeszcze pomysł i stwierdziłam, że to nie musi być przycisk. Wystarczy narysować sobie na byle jakiej kartce kropkę i ją nacisnąć. W końcu to książka PRZYSZŁOŚCI ma być... Mogę sobie nie żałować.

Przedstawiłam pomysł i byłam z siebie dumna. A Slk? Slk zachował się okrutnie.
Nie pochwalił mnie.
Nie dał mi żadnej nagrody (a dla dzieci przewidywał jakieś cukierki!)

Powiedziałam mu, że postąpił niepedagogicznie i obrażam się na niego.
Sal, kiedy wieczorem zobaczył na gg moją wersję książki przyszłości, skomentował - "cóż za prostota w formie".
Fimbul, jak mu pokazałam sam rysunek, bez wyjaśnień, zapytał:
- To znaczy, że niby mało będą czytać?
A potem wprowadził własny pomysł, na książkę w pigułce.
- Ale to chyba już jest, no nie? Nie tak się mówi na bryki? - zastanowiłam się.
- W pigułce, a nie w pigule - odrzekł Fimbul. - Łykasz, popijasz wodą i wiesz, o czym jest.
- Taaa... a niektórymi książkami to ci się nawet odbija... - dodałam.
- Albo masz po nich niestrawność - uzupełnił Fimbul.
- Ale przecież już teraz się o niektórych mówi, że połykają książki! - zauważyłam.
No to mamy gotową prognozę. Już się zaczyna sprawdzać.

Zaraz potem poskarżyłam się Fimbulowi, że za mój odkrywczy pomysł nie dostałam od Slka żadnej nagrody. ŻADNEJ.
- Jak to? - zdziwił się Fimbul. - Nie dał ci cukierka?
- Nie!
- Ani plusa?
- Nie! Jutro go za to obsmaruję na blogu.

A dzisiaj Fimbul z Slkiem weszli w jakąś tajną komitywę i razem stwierdzili, że Slk miał rację.

NIE MIAŁ!
Prawda? ;)



PS - a teraz idę czytać zupełnie tradycyjne i cudem znalezione Fado Stasiuka na ostatni czwartek, bo sobie dzisiaj uświadomiłam, że ostatni czwartek miesiąca jest już w tym tygodniu... Życie nie przestaje mnie zaskakiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz