Co ja mogę tu dzisiaj wpisać?
Sama nie wiem.
Wczoraj w Sosnowcu profilaktycznie nakrzyczał na mnie Boss. "A tylko spróbuj mi się na jutro nie nauczyć!" - usłyszałam. Dziękuję, nie będę próbować, jeden jedyny raz wystarczy mi do końca życia ;).
Siedzimy sobie dzisiaj przed 418.
Idzie Bosski.
Zaciera ręce i z daleka woła groźnie "no, to się zaraz zabawimy!".
Wesoło było, nie powiem. Tor stwierdził, że ja nawet na obronie muszę mieć śmiesznie... coś w tym jest. Atmosfera była naprawdę wspaniała. Szkoda tak naprawdę tylko jednego: że Jej Wysokość Pani X nawet w dzień naszej obrony nie potrafiła zrezygnować z własnej wyniosłości i samolubności. Ale cóż, nie będziemy żałować ostów. Gdy płoną róże.
W każdym razie było fantastycznie, wszystkim trzymającym kciuki i przesyłającym mi wyrazy otuchy - bardzo bardzo dziękuję! Pomogło ;).
Zaczekałyśmy z Anią na Profesora W, wręczyłyśmy mu prezent, Mrówka dostała z okazji obrony prezent o niebo lepszy. Narobiłyśmy sobie trochę zdjęć, jedno dołączam. Ania odbija się na nim w lustrze z tyłu ;).
Panie Profesorze - wszystkiego najlepszego raz jeszcze!
Idę spać, dobranoc i do zobaczenia jutro na blogu. W sensowniejszej notce, mam nadzieję.
wtorek, 29 maja 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz