środa, 30 maja 2007

280. jak to Mrówka WPiA zdobywała czyli projekt "Załucki" faza I

W związku z zagłuszaniem dotkliwego bólu po rozstaniu z pracą magisterską, udała się Mrówka, owad niespokojny, w świat, żeby zdobyć materiały do wakacyjnego projektu "Załucki".
Bibliografię do pracy uzyskała w minut dwanaście, jeszcze w czasie przygotowywania się do obrony, jakiś tydzień temu. Tak szybko, bo
a) Boss na prosemi nauczył nas błyskawicznego konstruowania bibliografii (nawiasem mówiąc po tamtych zajęciach już nigdy nie stworzyłam tradycyjnego spisu książek, z podziałem na bibliografię podmiotową i przedmiotową);
b) nie było tego zbyt dużo.
Mrówka zorientowała się, że z 13 pozycji (recenzji, wywiadów i krótkich artykułów) 4 znajdzie we własnej wydziałowej czytelni czasopism i przestała sobie nimi zawracać głowę. Pozostała reszta, w której to reszcie taka "Gazeta Krakowska" czy "Głos Wielkopolski" z lat 50. mogą sprawić maleńkie trudności. Na razie to Mrówki nie przeraża.

Udała się więc Mrówka do czytelni Biblioteki Głównej UŚ. Tam - jak zawsze witana entuzjastycznie - zorientowała się, że 4 czasopisma dostanie, i owszem. W czytelni Wydziału Prawa i Administracji, Bankowa 11b.
Gdzie ten wydział? Niby nic prostszego, jak trafić po adresie. Ale Mrówka, po obwąchaniu terenów w okolicach Bankowej, zapytała w końcu o to pewnego przystojniaka, palącego sobie papierosy pod Wydziałem Nauk Społecznych.
Przystojniak westchnął.
Co kazało mi przypuszczać, że albo jest znudzony dziewczynami, które podrywają go na pytanie o WPiA (przy okazji - nie był w moim typie ;)), albo - że jestem trzydziestą czwartą osobą, która go dzisiaj zaczepia z pytaniem o lokalizację WPiA, albo - że droga do WPiA jest tak skomplikowana, że i tak nie zrozumiem i szkoda jego fatygi.

Podczas gdy Mrówka zajmowała się analizowaniem genezy westchnienia przystojniaka, ten zastanawiał się, jak najprościej opisać drogę. GPS w umyśle zadziałał mu jak trzeba - kazał mi skręcić za WNS-em i iść cały czas prosto.

Trafiłam bez problemu. Weszłam do budynku WPiA, znalazłam napis "BIBLIOTEKA". Pogawędziłam z panem, którego przeznaczenia nie udało mi się odgadnąć (stał za biurkiem i nic nie robił), okazało się, że idę w dobrym kierunku. Zapytałam więc jeszcze o szatnię.
Pan westchnął. I kazał mi wyjść z biblioteki, a potem iść do końca pierwszym korytarzem w lewo. Poszłam. Nie pożegnałam się z nim, w nadziei, że jakoś z powrotem trafię.
WPiA ma hol główny zbudowany na planie koła. Korytarze rozchodzą się od niego promieniście. Wycelowałam w pierwszy w lewo (chociaż szedł pod dziwnym kątem) i poszłam do końca. Trafiłam do wyjścia ewakuacyjnego. A potem do szatni. Wróciłam do biblioteki i polazłam do czytelni. Zamówiłam sobie 4 pisma i usłyszałam, że w ciągu pół godziny je otrzymam. Wtedy właśnie wysłałam do Slka rozpaczliwego smsa - że zabłądzę, bo nie zapamiętam na tak długo drogi do wyjścia.
Po 20 minutach dostałam dwa czasopisma i pewien pan, który mi je przyniósł, powiedział, że pozostałe nie istnieją. Upierałam się, że muszą istnieć.
Pan westchnął. Zaprosił mnie do katalogu, żebym pokazała mu, gdzie znalazłam takie cuda. Pokazałam. Pan zamyślił się i powiedział, że najprawdopodobniej te akurat numery zostały zalane, kiedy dziesięć lat temu Rawa trochę skręciła. Zapewniłam go, że jakoś sobie poradzę, sprowadzę to kiedyś przez wypożyczalnię międzybiblioteczną, bo może gdzie indziej nie zalało. Pogawędziliśmy sobie chwilę, pośmialiśmy się pod katalogami i poszłam czytać.
Przepisałam sobie pół wywiadu z Kernem i 3/4 recenzji Grońskiego z "Polityki" z roku 1985.
Do wyjścia trafiłam.
To dopiero początek, prawdziwa zabawa zacznie się niedługo...

PS - recenzja Grońskiego nosi tytuł Jeszcze jeden Starszy Pan - już wiem, że przyda mi się w pisaniu o Przyborze.

PS2 - a może by tak skontaktować się z Kernem i Grońskim? Nie ma rzeczy niemożliwych, mogę spróbować. Pytanie tylko, czy powiedzą mi coś, czego nie powiedzieli do tej pory... Kern powtarza o Załuckim wszędzie to samo... Groński w ogóle ma w zwyczaju pisać to samo na różne sposoby... Zobaczymy.

A za rozwlekłość tej notki uprzejmie proszę winić Stefanię Grodzieńską. Przeczytałam właśnie jej Już nic nie muszę i kwiczę ze śmiechu, a przy tym odezwała mi się potrzeba napisania czegoś dłuższego niż trzy zdania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz