2007-12-25 22:41:25
- Wesołych świąt, leszczu - przywitał mnie czule (jak zwykle) Sal.
- Saaal! Wesołych świąt i tobie! - ucieszyłam się.
- Co tak późno? - zdziwił się Sal. - Obrażam się.
- Który to już raz? - zapytałam, bo Sal obraża się na mnie zawsze jak rozmawiamy.
- 9803232.
- Mogłeś się o 3 pomylić, ale Sal nie myli się nigdy...
- Byłaś na Pasterce? - zmienił sprytnie temat Sal.
- Byłam. I jak zwykle na Pasterkach, myślałam o tych wszystkich, którzy teraz są na Pasterkach i może pomyślą sobie o mnie...
- I kto to mógł być? - zainteresował się Sal.
- No ty też...
- A śpiewałaś kolędy?
- Nie, bo nie umiem bez gitary - odparłam.
- Mówiłem, że leszcz - ucieszył się Sal. - Ja śpiewałem niczym Luciano Pavarotti.
No bo Sal to zdolny jest...
- Poszedłem dziś spać przed piątą - powiedział.
- Ja przed drugą... mam bliżej z kościoła - ucieszyła się Mrówka.
- Jutro wstaję o szóstej - skrzywił się biedny Sal.
- Dlaczego?
- Idę na grzyby.
- To pozdrów je ode mnie - poleciła Mrówka Salowi.
Uwielbiam te absurdalne rozmowy ;)
z ostatniej chwili:
- Zaraz będziesz na blogu.
- Za ile?
- Za momencik.
- Ile mi zapłacisz? - sprecyzował Sal.
- Pewnie nic, jak zwykle.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz