niedziela, 16 marca 2008

509. ciężar wiedzy

W mailu od Fimbula przeczytałam, że zamierza przywieźć mi na uczelnię w piątek książki dla Slka. Przerażona chwyciłam za telefon i wysłałam mu smsa, żeby tego nie robił, bo i tak będę mieć całe torby książek z bibliotek.

- Pogadajmy o wysokości haraczu - napisał mi zaraz potem Fimbulek na gg.
- Chcesz mi zapłacić haracz? - ucieszyłam się.
- Nie. Otrzymać za nieprzynoszenie książek - wyjaśnił Fimbul, rozwiewając moje nadzieje.
- Szkoda - zmartwiłam się. - Nie przywoź mi nic, bo mi się już nie zmieści.
- Wezmę ci jakąś reklamówkę.
- Nie. Mam dwie torby i i tak się może nie zmieścić.
- Mrówka, ja wiem - powiedział Fimbul. - Ty walczysz z tym stereotypem, że mrówki mogą podnieść wielokrotność swojej wagi...
- Ja już mam wielokrotność - przerwałam mu. - A że waga jest imponująca...
- Ale tu nie chodzi o wagę jako przedmiot, który stoi w łazience, bo to i ja podniosę wielokrotność - wytłumaczył mi Fimbul. A potem refleksyjnie dodał: - Patrz, pięć minut rozmowy, a już by z tego były 3 wpisy na bloga...



Na marginesie: przywiozłam sobie 11 książek z różnych bibliotek i trochę potem pocierpiałam z powodu bólu kręgosłupa.

Na kole Fimbul szepnął mi:
- Przejdziesz się ze mną do empiku?
- Mam ciężkie książki! - odmruknęłam.
- Poniosę ci je - obiecał Fimbul.

I potem je cały czas nosił, aż do autobusu :). Dziękuję :).
W ogóle mam szczęście do facetów, którzy mi pomagają nosić ciężary. Kochani jesteście wszyscy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz