Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 grudnia 2009

855. poświątecznie

Dałam sobie chwilę przerwy na obu blogach. Dobra, dobra, w święta nie robiłam nic. Poza czytaniem, objadaniem się i pisaniem tekstów satyrycznych. Szczyt lenistwa. Teraz parę dni mocno intensywnej pracy i znowu zamierzam sobie satyrycznie wypoczywać z okazji Nowego Roku.

- Ej, weszliśmy na dziewiąte piętro do Ani po schodach! - pochwaliłam się Fimbulowi po Korezie.
- Ale tak od poziomu parteru, czy wjechałaś windą na ósme? - zainteresował się Fimbul.



Motto na dzisiaj pochodzi z opisu na gg Radka:

"Idioci dbają o porządek. Geniusz panuje nad chaosem"

sobota, 30 maja 2009

762. mrówki

- Jesteś najlepszą mrówką na świcie – napisał mi Radek na gg po tym, jak przesłałam mu moje genialne (ekhem) notatki z gramatyki historycznej. – O świcie też, ale oprócz tego na świecie – poprawił się. – Jesteś nawet lepsza od tych, co zżerają mi cukier w domu.
- Kiedyś mrówce w doniczce u brata dałam ziarenko cukru i zaraz siedziało na nim całe stado i lizały w pośpiechu – przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat. – Ale to były zimowe mrówki.
- Ja mam całe stado – wyjaśnił Radek. – Same się dokarmiają. Nie wiem, jakie są, bo się nie przedstawiły.

niedziela, 13 kwietnia 2008

527. Skołowani part 1.

Właściwie zaczęło się, kiedy wsiedliśmy do pociągu. W ośmioosobowym przedziale zmieściło się jedenaścioro Skołowanych, jak się wkrótce okazało - twórczych. Radek wynalazł metodę otwierania butelek sprzączką od paska (przyczepionego do Sabiny), a Dawid odkrył w sobie talent deklamatorski. Ku przerażeniu Agi (jedynej z słuchem absolutnym) i irytacji Fimbula, zaczęliśmy grać na gitarze. Przy Czarnym bluesie o czwartej nad ranem Dawid-Przytulanka zawołał, że będzie recytować, po czym w natchnieniu i z moim akompaniamentem wygłosił fragment wiersza Szymborskiej: "nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem. Jeżeli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem, pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta, jeżeli mamy dalej żyć". A potem poleciała zwrotka z Czarnego bluesa. Fimbul się trochę zdenerwował, bo z braku miejsca ciągle obijało się o niego pudło gitary, ale jakoś to przeżył.

Spojrzeliśmy przypadkiem przez okno i na widok zorganizowanej grupy wsiadającej do naszego pociągu ktoś zawołał:
- O, patrzcie, wycieczka!
Grupa wsiadła do naszego wagonu i zaglądając do przedziału, w którym się rozbiliśmy, skomentowała "o, wycieczka!".
- Co wy z tą wycieczką? - zirytował się ktoś i w ten sposób słowo "wycieczka" stało się niemalże obelgą.

Kiedy wysiedliśmy w Bielsku, poszliśmy do kasy, żeby kupić od razu bilety powrotne. Przy okazji na dworcu z Fimbulem rozegraliśmy mecz w urojonego badmintona. Nie mieliśmy rakietek, nie mieliśmy lotek, więc stąd urojony. Potem Fimbul stwierdził, że przestaliśmy grać, bo zepsułam lotkę (urojoną, widocznie jestem utalentowana). Po dwóch stronach wejścia usiedli sobie za to Dawid i Radek. I obaj zaczęli rozmawiać przez telefony. Udawali, że nie dzwonią do siebie.
Druga podobna scenka wydarzyła się pod domkiem. Dawid wybrał jakiś numer i przyłożył słuchawkę do ucha. W tym momencie Bossowi zadzwonił telefon.
- Biblioteka Śląska? - zapytał Boss.
- Dawid z tej strony - odezwał się Dawid.

W Bielsku musieliśmy się przesiąść do PKS-u. Przy okazji Ania zapytała kierowcę:
- Czy ten autobus zatrzymuje się na przystanku Szczyrk-Wodospad?
- Tak. Ale ten przystanek nazywa się Szczyrk-Zapora - odpowiedział kierowca, a nas skręciło ze śmiechu na myśl o szczelności tej zapory.
- Jak już dojedziemy - zaczął Fimbul - to daleko jeszcze będzie w pionie od przystanku do domku?

W pokojach były ogromne szafy ścienne. Nazwaliśmy je szafami dla kochanków.
- A dlaczego nie szafami na trupa? - zgłosił protest Fimbul. Zapytałam, czy trzymał kiedyś trupa w szafie pionowo.
Pod wieczór Ania zaczęła rozmawiać przez telefon. Moment wybrała sobie niespecjalny, bo akurat wszyscy Skołowani władowali się do pokoju Fimbula. Żeby mieć trochę spokoju, Ania wlazła z telefonem do Fimbulowej szafy. Skończyła rozmawiać i wtedy zorientowała się, że Fimbul trzyma drzwi od zewnątrz.
- MOŻESZ MNIE STĄD NIE WYPUSZCZAĆ - zawołała głosem, który na zewnątrz brzmiał jak trochę przytłumiony (może przez te drzwi). - MNIE TU BARDZO WYGODNIE!
- Nie mamy zamiaru cię wypuszczać - odwrzasnęliśmy jej.

Na przystanku spotkaliśmy kota. Pięknego. Zawołany przyszedł i dał się pogłaskać. Chwilę później zachwycona Mrówka relacjonowała swojemu Promotorowi:
- Bossie, atrakcja turystyczna Szczyrku. Znaleźliśmy kota. Śliczny!
Boss popatrzył na Mrówkę uważnie i zapytał:
- A smaczny był?

Za to kiedy okazało się, że na cały domek i wszystkich Skołowanych mamy tylko dwie łyżeczki, Radek dziarsko zawołał:
- To nic, będziemy oblizywać!

- Fimbulku? - zagadnęłam, kiedy siedzieliśmy przy grillu (nawiasem mówiąc, sprzątaliśmy potem po omacku, bo się nagle zrobiło ciemno).
- Co?
- Bardzo cię lubię - wyznałam.
- NIE ODDAM CI MOJEJ HERBATY - odparł Fimbul.
A i tak mu potem wypiłam pół herbaty. I łyk wina wieczorem.
Kiedy poszłyśmy do chłopaków, żeby im pomóc z pościelą, Dawid próbował wleźć do poszwy na kołdrę. Ma w tej poszwie zdjęcie, które Fimbul zatytułował "Dawid Duchowny".

Ze specjalnych efektów pirotechnicznych - Radek przy rozpalaniu grilla najpierw długo i pracowicie w niego dmuchał ("nie nadmuchasz go, większy się nie zrobi" - wytłumaczyła mu Mrówka), a potem, kiedy polał go czymś co wyglądało jak woda, uzyskał płomień na pół metra. Nie chciał bisować.

Przy wieczornym śpiewaniu Windą do nieba, a dokładniej przy słowach "gości tłum coś fałszywie odśpiewa" Fimbul BARDZO ZNACZĄCO popatrzył na Bossa. Hmm... nie rozumiem ;). W każdym razie na drugi dzień Boss stwierdził:
- Mrówka, udowodniłaś wczoraj, że nie umiesz grać na gitarze. Tylko udajesz.

Starałam się ;).


PS: przez to zdjęcie skojarzyło mi się coś jeszcze. Dawid kupił w sklepie wielki sok. Kiedy przyszliśmy do domku i instalowaliśmy się w pokojach, Fimbul postanowił zamieszkać przy nas. Zajrzał do jeszcze wolnego pokoju i powiedział:
- Dawid już tam był, bo na stoliku na środku pokoju stoi "Kubuś".