Stałam dziś wieczorem na dworcu w Katowicach, czekając na autobus.
Autobus stał w drugim narożniku dworca, czekając nie wiem na co.
Po czterdziestu minutach przyjechał inny autobus.
Wysłałam z niego smsa do brata. W smsie napisałam, że jedziemy z prędkością kuropatwy.
Człowiek z zimna robi różne rzeczy.
Pomysły na przyszłość:
- zapukać do stojącego autobusu i wtarabanić się do środka bez względu na konsekwencje (zrealizowałabym dziś, gdyby nie strach, że jak tam pójdę, to on podjedzie na przystanek),
- załatwić sobie numer telefonu do szefa PKM-u i informować go o KAŻDYM autobusie, który nie przyjechał. Po dwudziestu telefonach dziennie może się facet ruszy i coś zrobi.
Do tej pory jest mi zimno.
środa, 20 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Trzeba było wykorzystać ten czas na poznawanie ludzi. Ja np. szłam dziś na autobus i poznałam uroczego dżentelmena, który próbował mnie naciągnąć na 150 złotych (!) potrzebnych mu rzekomo na bilet do Gdańska. Do teraz jestem pod wrażeniem tego, jaką przyjął rolę: uczącego się w szkole wojskowej absolwenta prawa na UJ. Pomysłowe, ale jakoś oparłam się pokusie sponsorowania (hm...) obcego faceta na ulicy. A potem wyczytałam na forum filologii, że nie byłam jedyną zaczepioną w ten sposób osobą. Gdybym nie miała paru minut czasu przed odjazdem autobusu, to bym się nie zatrzymała. I nie miałabym o czym tu napisać. Zmarnowałaś dziś na pewno dużo okazji, Mrówko :)
OdpowiedzUsuńabsolwent prawa w woju po uju i do Gdańska? Tak bujnej wyobraźni nie mam.
OdpowiedzUsuńJakbym miała wolne 150 złotych, nie marzłabym przez godzinę na lodzie. Nawet mi się dziś udało spowolnić oddech sześć razy (to znaczy, że oddychałam sześć razy wolniej), żeby chociaż tego lodowatego powietrza nie wciągać.
Nie chcę poznawać ludzi, kiedy mi zimno.
Zła jestem, idę chyba spać, bo marudzę.
Oni robią tak specjalnie - prace im pewnie nie przychodzą na konkurs walentynkowy i dlatego pozwalają ludziom najpierw lepiej się poznać na przystanku!
OdpowiedzUsuńjeszcze mi powiedz, że siedzą i czytają te prace :D. Ja w każdym razie poznałam sporo nowych słów i fraz, których bym u siebie nawet nie podejrzewała
OdpowiedzUsuńCiekawy i wciągający blog. Nie mogę się doczekać jakiegoś pani występu kabaretowego (bo ten na konferencji był raczej naukowy). Pozdrawiam, student.
OdpowiedzUsuńcóż, moje występy kabaretowe zaczynają się w najbliższym tygodniu. 26.01. Bielsko-Biała, 27.01. Katowice, teatr Korez. O ile mnie po Bielsku nie wyrzucą od razu ;)
OdpowiedzUsuń