Siedzieliśmy dzisiaj (my, Skołowani) na konferencji Skołowanych, poświęconej tomikowi Różewicza Kup kota w worku. Długo trwała (udało się nam dziesięć referatów wyprodukować), więc pod koniec wszyscy byli już wykończeni i dostawali głupawki.
W związku z tym napisałam Fimbulowi wierszyk:
Za oknami wiatr nam hula,
ludzie czują zimna kęs,
a ja piszę dla Fimbula
wierszyk, który zgubił sens.
Śniegu tyle, że nie zmierzy
żaden system miar i wag,
rośnie wiersz, jak ciasto w dzieży,
tylko sensu już w nim brak.
Gdy guziki ma koszula,
to niestraszna żadna z zim
[tu Fimbul wyrwał mi zeszyt i dopisał długopisem: to jest awangardowa wstawka Fimbula]
piszę wierszyk dla Fimbula,
tylko sensu nie ma w nim (w wierszyku).
Dzieje się nie po raz pierwszy,
że w tomikach tu i tam
się pojawia jakiś wierszyk,
sens dorabiasz sobie sam.
Fimbulkowi - Mrówka.
Fimbul dopisał zaraz:
W końcu! Po TYLU latach! :) Dziękuję :). Możesz wrzucić na bloga.
Chwilę potem szturchnęła mnie Ania Sz. i szepnęła:
- Basia ugotowała kota.
Wychyliłam się i zerknęłam do kartek Basi. Basia narysowała wystającego z garnka kota, garnek, palniki i właśnie kończyła rysować kuchenkę.
- Głodna jesteś? - zapytałam ze współczuciem.
- Tak - odszepnęła Basia.
I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili, ML powraca do bloga w stylu starych "Głupot" (kto bywał, ten wie i tęskni, kto nie bywał, niech zacznie teraz, bo warto):
http://mareklenc.blogspot.com/
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



MAM SWÓJ TAG ;)!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńco masz?
OdpowiedzUsuńEtykietę, MAM SWOJĄ ETYKIETĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńgdzie?
OdpowiedzUsuńahaaaaaa!!! tuuuuu!!!!
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńWeszłam z ciekawości na bloga iiiii... urosłam w swoich własnych oczach o jakieś 10 cm. I nawet taga mam - no, żyć nie umierać :)
A przy tym kocie to dostałam strasznej głupawki (po tekście "Kot w rondlu"), aż się bałam, że rozwalę konferencję i mnie wyrzucą...
Pozdrowienia. B.
hahahahahahahahahaha :D jak mi miło, witaj :D
OdpowiedzUsuńMy z Fimbulem dostaliśmy głupawki przy wyszukiwaniu podobieństw dziekanów na portretach, też miałam ochotę pod stół wejść w pewnym momencie ;D
Mam niejasne wrażenie, że zadebiutuję w zbiorze pt. "Czytanie Różewicza. Wokół książki Kot w rondlu - poradnik kulinarny i dziekańskie łamigłówki (in progress)". Rozważam podpisanie się pod tekstem pseudonimem. I nie, Mrówko, nie tym, o którym myślisz ;)
OdpowiedzUsuńPS. Basiu, witaj i czytaj, bo warto. Nie tylko dlatego, że czasem człowiek dowie się czegoś o sobie ;)
Dobrze powiedziane: czasem się DOWIE ;p Słyszysz, Mrówka? :D
OdpowiedzUsuńKama:
OdpowiedzUsuń1. Wiem, że warto.
2. Myślę, że Różewicz byłby zachwycony takim zbiorem. Zwłaszcza przepisami.
Pozdrowienia dla wszystkich
B.
huhuhu zwłaszcza dziekańskie. Kama - bo nie wiesz - w czwartek opowiadałam o tej zabawie z portretami Egzekutorowi i on powiedział, że też się z tego uśmiał :D.
OdpowiedzUsuńAnia - to chyba cenne, że się czasem czegoś dowiesz, a nie tylko tłumaczysz ludziom, że nie jesteś choleryczką, nie? :D. Poza tym za często zapominacie, a ja sobie zapisuję! (jak mi się chce)
Basia - 1) dzięki :) *Mrówka się rozczula*, 2) ja myślę, że jak będziemy mieć tomik, to mu poślemy chyba, nie? Albo damy Bossowi i Boss mu pośle. WIęc możemy spreparować coś dodatkowo, a la Rewia... PS - nawet nie wiecie (wszyscy) jak się cieszę, że tu zostajecie ;D
Droga Mrówko,
OdpowiedzUsuń1. Można zaryzykować teorię, że na konferencję idzie się tylko po to, by wbić się na Twojego bloga ;)
2. Tak, tak, poślijmy (albo najlepiej spróbujmy mu sprzedać ;))
3. Co do Rewii to jestem nieuświadomiona, ale chętnie coś narysuję :D
4. Ja nie zostaję, ja się uczę do moich pięciu egzaminów w najbardziej paradoksalnej sesji w historii... Ale zaglądam w każdym razie.
B.
Droga Basiu,
OdpowiedzUsuń1)nie tylko na konferencję... ogólnie przebywanie ze mną tym grozi ;),
2) HAHA :D,
3) hmmm... nie pamiętam, gdzie była mowa o Rewii, jak znajdę, to Ci pokażę. Najogólniej mówiąc: to były trzy książki (pisane przez 3 lata i ilustrowane przez ML) - satyryczny prezent urodzinowy dla Bossa,
4) powodzenia :D
nadużywam emotek, wiem.
3) Najogólniej to było coś (właściwie 3. część tego), przez co boję się chodzić po korytarzach wydziału. Żyję w strachu, że przed Bossem i Egzekutorem zdradzi mnie moja mina na ich widok...
OdpowiedzUsuńMrówka, ja bez emotek już żyć nie mogę. Mam problem, jak próbuję przekazać jakąś emocję w mailu i nie wypada stawiać znaczków. Zawsze się boję, że ktoś potraktuje poważnie to, co piszę. A z reguły to zły pomysł. Co za :(
Jakiś taki przestraszony mi ten koment wyszedł. Symptom sesji?
huhuhu po prostu im się przedstaw ;). Może załapią, w końcu od rewii trochę czasu minęło.
OdpowiedzUsuń:D
ale emotki upraszczają życie, ja sobie upraszczam w każdym razie.