Mam katar.
Kiedy kichnę, lecę trzy metry w tył, albo zatrzymuję się na pierwszej przeszkodzie, jaka się pojawi.
- Chyba idę, bo łeb mnie boli trochę.
- Od kataru pewnie - wyjaśnił współczująco Fimbul.
- No. I od rozbijania się o ściany.
- Weź sobie jakąś maść rozgrzewającą - zaproponował Fimbul.
- Chyba nie mam. Może wezmę, posmaruję się zwykłą i podpalę? Powinno mnie rozgrzać trochę.
Po czym doszliśmy do wniosku, że najwidoczniej ktoś mi zrobił wodę z mózgu.
A tu deadline'y satyryczne.
Dwa.
Trzy właściwie.
Nie ma mnie, idę spać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Zakatarzony Artysta to bardzo wdzięczny temat na tekst satyryczny :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia.
Ja też mam katar. A w poniedziałek 2 deadline'y. Egzaminacyjne, więc już wolałabym satyryczne ;)Poza tym, Gałczyński napisał wiersz dla sepleniących ("Strasna zaba"), to Ty możesz dla zakatarzonych. Nie ma to jak dobre wyzwanie, któremu kapie z nosa.
OdpowiedzUsuńwiecie... mogłabym, ale Kamol to już kiedyś zrobił, razem z Sikorem chyba. O, znalazłam u Sikora: http://www.sikora.art.pl/bin/binaria/piosenki/katar.html (Kamol śpiewa, z tego co pamiętam, to on jest też autorem tekstu). Zimno mi. Kama - ja kombinuję, jak tu moje satyryczne przełożyć...
OdpowiedzUsuńZnam tę piosenkę :)
OdpowiedzUsuńA ja miałam raczej na myśli kogoś, kto mówi całkiem poważny tekst i przy okazji siąka noskiem... Takiego prawdziwego twardziela, który nie położy sie do łóżka, tylko pójdzie do pracy... Chyba mi szkodzi ta bezczynność feryjna ;)
Zdrowiej w takim razie.
jak sobie pomyślę, ile rzeczy mam do zrobienia na już, to coś mi się wydaje, że też nie poprzestanę na siąkaniu noskiem. Co mi nie przeszkadza marudzić :D.
OdpowiedzUsuń