czwartek, 11 lutego 2010

880. katar

Mam katar.
Kiedy kichnę, lecę trzy metry w tył, albo zatrzymuję się na pierwszej przeszkodzie, jaka się pojawi.
- Chyba idę, bo łeb mnie boli trochę.
- Od kataru pewnie - wyjaśnił współczująco Fimbul.
- No. I od rozbijania się o ściany.
- Weź sobie jakąś maść rozgrzewającą - zaproponował Fimbul.
- Chyba nie mam. Może wezmę, posmaruję się zwykłą i podpalę? Powinno mnie rozgrzać trochę.

Po czym doszliśmy do wniosku, że najwidoczniej ktoś mi zrobił wodę z mózgu.


A tu deadline'y satyryczne.
Dwa.
Trzy właściwie.
Nie ma mnie, idę spać.

5 komentarzy:

  1. Zakatarzony Artysta to bardzo wdzięczny temat na tekst satyryczny :)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam katar. A w poniedziałek 2 deadline'y. Egzaminacyjne, więc już wolałabym satyryczne ;)Poza tym, Gałczyński napisał wiersz dla sepleniących ("Strasna zaba"), to Ty możesz dla zakatarzonych. Nie ma to jak dobre wyzwanie, któremu kapie z nosa.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiecie... mogłabym, ale Kamol to już kiedyś zrobił, razem z Sikorem chyba. O, znalazłam u Sikora: http://www.sikora.art.pl/bin/binaria/piosenki/katar.html (Kamol śpiewa, z tego co pamiętam, to on jest też autorem tekstu). Zimno mi. Kama - ja kombinuję, jak tu moje satyryczne przełożyć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam tę piosenkę :)
    A ja miałam raczej na myśli kogoś, kto mówi całkiem poważny tekst i przy okazji siąka noskiem... Takiego prawdziwego twardziela, który nie położy sie do łóżka, tylko pójdzie do pracy... Chyba mi szkodzi ta bezczynność feryjna ;)
    Zdrowiej w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak sobie pomyślę, ile rzeczy mam do zrobienia na już, to coś mi się wydaje, że też nie poprzestanę na siąkaniu noskiem. Co mi nie przeszkadza marudzić :D.

    OdpowiedzUsuń