Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tolek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tolek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 maja 2007

262. telefon

Kiedy Tomek jest w seminarium, niełatwo się z nim skontaktować. Miałam do niego wczoraj ważną sprawę, więc postanowiłam użyć dwóch komórek. Jednej - mojej, szarej, drugiej - też mojej, czarnej (znaczy, telefonu). No i się zaczęło.

godz. 13:00 Mrówka śle do Tomka smsa o przesłaniu "jak będziesz miał chwilę, to puść sygnałka, zadzwonię".
godz. 13:42 Tomek puszcza sygnałka, Mrówki oczywiście nie ma w pobliżu.
godz. 13:52 Mrówka dzwoni do Tomka, ale Tomka nie ma w pobliżu.
godz. 17:03 Mrówka wysyła Tomkowi smsa z krótkim streszczeniem problemu i dopiskiem, że reszta przez telefon.
godz. 18:52 Tolek dzwoni. Mrówka odrzuca połączenie, czeka dwie sekundy, żeby Tolek odsunął słuchawkę od ucha.
godz. 18:53 Mrówka dzwoni do Tomka. Tomek odbiera po trzecim sygnale i udaje zaskoczenie, rzucając w słuchawkę zdziwione "halooooo?"
Padam ze śmiechu i gadamy prawie dziesięć minut.
Myślałam, że góra dwie ;).

niedziela, 6 maja 2007

258. prezenty dla Tomka

Tomek, jak wieść gminna niesie, organizuje trzy imprezy z okazji święceń. Pierwszą - w sobotę, dla rodziny, drugą dzisiaj - dla księży i trzecią w poniedziałek, dla przyjaciół. W olkuskim makdonaldsie, do którego wpadliśmy klasowo na kawę (żeby coś zjeść i żeby ludzie z Krakowa nie mieli daleko, swoją drogą to było urocze, że na studiach się tam wybraliśmy), Simon powiedział, że takie święcenia to gorzej niż ślub. Bo wesele wyprawia się jedno dla wszystkich.

Zastanawialiśmy się też, co jutro kupić Tomkowi.
- Głupio tak trochę mu pół litra przynieść... - stwierdził Pepe. - Więc może wino?
- No! - ożywił się Simon, siedzący obok Mrówki. - Jest nawet takie dobre wino w woreczkach, ono się "Leśny dzbanek" nazywa!
- Simon! Ale "Leśny dzbanek" to przecież jogurt jest! - zdziwiła się Mrówka. - No chyba że ci sfermentował...
- Nie wiem... ale faktycznie, czuć było od niego siarką... - zastanowił się Simon. - Ale w końcu: siarką czuć, znaczy: dobre wino!

Z prezentami dla Tolka w ogóle mamy ubaw. Wczoraj robiliśmy zrzutkę na kwiatki, które kupował Miłosz.
- Misiek, to ile ci mamy oddać za bukiet? - zapytał ktoś.
- 55 złotych.
- Dolicz jeszcze dwa złote na tacę! - podpowiada z boku Pepe. Misiek go zignorował i błyskawicznie obliczył, że jak się zrzuci jedenaście osób, to każdy ma mu dać pięć złotych.
Zebrało się dziesięć osób.
Przychodzi Tomek, wręczamy mu bukiet.
- Tomek, dorzucasz się na kwiatki? - zapytał Miłosz.

Bardzo mi ich brakowało :D.
A jutro spotkanie, w trochę mniejszym gronie, u Tolka.

sobota, 5 maja 2007

257. w Wolbromiu

Ale oryginalny tytuł notki... Ale nie mam siły wymyślać ciekawszego, po 2,5 godzinach stania w kościele wolbromskim. Jak to świetnie ujął Przemek - boli mnie kręgosłup, ale pocieszająca jest myśl, że innych boli bardziej.

Do Wolbromia zjechała się spora część klasy (z mojej grupy zabrakło czterech osób na siedemnaście). Byliśmy na miejscu pół godziny przed czasem. Wysiadamy na parkingu pod kościołem z samochodów, rzucamy się sobie w objęcia, okrzyk "o, nasi!" raz po raz przecina powietrze. Bo ciągle to są "nasi" - chociaż czasami nie widziani od pięciu lat. Okrzyk "o, przejechaliście kreta!" też się pojawił, ale nie miał wiele wspólnego z prawdą. Nie było tam żadnego kreta. Chyba.

Zastanawialiśmy się, jak w takim tłumie księży i kleryków znajdziemy Tomka i czy w ogóle będzie to możliwe. Niepotrzebnie się martwiliśmy, Tomek sam nas znalazł i przyszedł.
- Chodźcie, pokażę wam jeszcze, gdzie są miejsca w kościele - powiedział, kiedy już się przywitaliśmy i przestaliśmy żartować.
- Siedzące? - upewnia się Przemek z nadzieją w głosie.
- E, siedzących to już dawno nie ma! - mówi Tolek. - Może jeszcze się jakieś stojące znajdą.

Idziemy.
- Ale mnie buty obżarły - wyznał nam Tolek, kiedy szliśmy w kierunku kościoła. - Dobrze chociaż, że będę trochę leżał.
(po święceniach Tomek stwierdził, że to leżenie było niewygodne, schody mu się wbijały w żebra i nie mógł oddychać. Powiedzieliśmy mu, że przynajmniej mógł sobie pospać, więc i tak było mu lepiej. Zawsze trzeba szukać optymistycznych stron życia ;)...)

Kiedy ksiądz powiedział, że będzie teraz wymieniał z imienia i nazwiska przystępujących do święceń, Przemek szepnął nam:
- Jak wymieni nazwisko Tomka, to dziewczyny piszczą!

Fantastyczni ci ludzie.

piątek, 4 maja 2007

256. jutro Wolbrom

Jutro jedziemy do Wolbromia, na święcenia Tomka. Miły zryw klasowy - żeby Tolek wiedział, że może na nas liczyć tak samo, jak my przez cały czas możemy liczyć na niego.

Uwaga, będzie nieco sentymentalna historyjka.

Dawno, dawno temu, w pierwszej klasie LO, ktoś się gdzieś przepisał, ktoś zrezygnował i okazało się, że w drugiej grupie (mojej) jest więcej osób niż w pierwszej grupie (nie mojej).

Wychowawczyni chciała przenieść Mrówkę z grupy drugiej (bo Mrówka była tam alfabetycznie pierwsza na liście) do grupy pierwszej, żeby się stan liczebny zgadzał. Nie dawała się przekonać i nie dopuszczała do głosu Mrówki (która wtedy jeszcze Mrówką nie była, ale co tam).
Wtedy do zrezygnowanej Mrówki przyszedł Tomek/Tolek i powiedział po prostu:
- Niczym się nie martw, ja to załatwię.
I zaprowadził mnie przed oblicze Wychowawczyni Bezwzględnej. Którą znał jeszcze z własnej podstawówki.
- Pani profesor - zaczął. - My nie chcemy, żeby Iza trafiła do pierwszej grupy. Przecież oni chcą ją mieć u siebie tylko po to, żeby od kogoś odpisywać zadania. A my ją naprawdę lubimy.

I zostałam w swojej grupie, i już nigdy nie było mowy o przenoszeniu mnie gdziekolwiek ;)

sobota, 16 grudnia 2006

120. różne

Kiedy weszliśmy wczoraj z Fimbulem do redakcji "Śląska", usłyszałam:
- Proszę się roznegliżować. Ale nie za bardzo.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Fimbul w tym momencie prychnął ;).
Brat, kiedy mu to opowiadałam, zapytał, czy jestem pewna, że trafiłam do redakcji...

Przy okazji odbierania wypłaty podaję swoje dane.
- Imię ojca? [tjaaa... napisałam "swoje" dane... - przyp. red.]
Pohamowałam odruch, który kazał powiedzieć "i Syna". Podaję imię taty, a w tym momencie profesor Stanisław Gębala oznajmia:
- W takich chwilach zawsze włącza mi się odruch, mam ochotę odpowiedzieć "i Syna".
Przyznałam się, że ja też. Ale pani w dokumentach tego nie uwzględniła :D.
- Data urodzenia?
- Dwudziesty drugi... kwietnia...
- I dalej kropki - zaproponował profesor Gębala. Wykrztusiłam, że 1983, ale pomysł mi się spodobał.



Ze staroci na blogu: dialog z liceum:

Tolek (niedługo ksiądz Tolek ;)): Z czym ci się kojarzą maki?
Mrówka: No, na przykład opium można z nich zrobić...
Tolek: Iza, ty myślże jak człowiek, a nie jak ćpun!