Mecz Polska - Rumunia. W piłkę nożną. W przerwie redaktor łapie pierwszego z brzegu zawodnika, żeby przeprowadzić z nim "wywiad".
Redaktor: Nie strzeliliście na razie ani jednej bramki. Dlaczego?
Zawodnik: Ponieważ nasze akcje nie kończyły się zdobyciem gola.
Edit: Nie oprę się pokusie zacytowania samej siebie. Kleciłam maila do Dystycha i próbowałam się popisać umiejętnością tworzenia małych form satyrycznych. Wymyśliłam na poczekaniu nagrobek kominiarza.
Łzą się oko rosi,
w płacz mali i duzi:
szczęście chłop przynosił,
a ma z tego guzik.
sobota, 14 listopada 2009
wtorek, 10 listopada 2009
831. groźby
Z rozmowy wieczornej.
Robo wkurzany przez Mrówkę (notorycznie, ale dzisiaj już bardzo).
Robo: Ugryzę cię dzisiaj.
Mrówka (z zainteresowaniem): W co?
Robo: W antenki.
Robo wkurzany przez Mrówkę (notorycznie, ale dzisiaj już bardzo).
Robo: Ugryzę cię dzisiaj.
Mrówka (z zainteresowaniem): W co?
Robo: W antenki.
sobota, 31 października 2009
827. duma
- Lubię siedzieć na próbach, zawsze się coś ciekawego dzieje - mruknęłam do Robo jeszcze przed tym, jak biegaliśmy wszyscy po scenie ku radości dźwiękowca.
- Zupełnie inaczej jest niż na przedstawieniach, nie? - odmruknął Robo, obserwując próby symultaniczne kątem oka.
- Ale wiesz? Chciałabym już poczuć tę dumę, że siedzę tu jako tekściarz, a tam grają to, co napisałam.
- Dumę? - zdziwił się Robo. - Mrówa, jak będą grali TWOJE teksty?
Fakt, przesadziłam.
- Zupełnie inaczej jest niż na przedstawieniach, nie? - odmruknął Robo, obserwując próby symultaniczne kątem oka.
- Ale wiesz? Chciałabym już poczuć tę dumę, że siedzę tu jako tekściarz, a tam grają to, co napisałam.
- Dumę? - zdziwił się Robo. - Mrówa, jak będą grali TWOJE teksty?
Fakt, przesadziłam.
środa, 28 października 2009
826. wracam
WSTĘP
Kilka lat temu Mrówka-smarkula postanowiła spróbować swoich sił w satyrze profesjonalnej i pierwsze kroki skierowała tam, gdzie było najbliżej - na katowicką Kabaretową Scenę Trójki. Raczkującym w twórczości estradowej dzieckiem zaopiekowali się gospodarze katowickiej KST, wystawili nawet programy zbudowane na Mrówkowych tekstach, nie mówiąc o paru bardzo przydatnych wskazówkach.
Mrówce to nie wystarczyło. Uderzyła dalej - do twórcy, który współpracował kiedyś między innymi z Wojciechem Młynarskim i wymyślił program, o jakim przedmrówkowe pokolenie już wiedziało. Przystankiem drugim w poszukiwaniu scenicznego szczęścia były krakowskie Spotkania z Balladą. Tu zaczęła się szkoła satyry, warsztaty kabaretowe, poprawianie po kilka razy piosenki, której wydawałoby się - już nie da się uratować. SzB zeszły z anteny, kiedy osiem Mrówkowych piosenek zostało zaakceptowanych. Czas było zrobić kolejny krok.
Kolejny krok, paradoksalnie, nie był krokiem ogromnym dla ludzkości, ale dla Mrówki owszem. Dzięki Rewii Mrówka dostała się pod twórczą opiekę Egzekutora (choć sam Egzekutor do tej pory utrzymuje, że nie jest nauczycielem, a współtwórcą w R i nie pozwala Mrówce zajmować pozycji pilnego ucznia). Opieka Egzekutora oznaczała spore postępy w satyrze lingwistycznej - dotąd rejonie praktycznie Mrówce niedostępnym. Udawana rywalizacja z Egzekutorem, plus kuratela wykładowcy-od-satyry (a przyjaciela Egz) - to były niezłe bodźce do pisania. Ale - do pisania do szuflady. A potem...
Potem pojawił się Adin. To znaczy: Mrówka odkryła Adin i postawiła sobie cel niezwykle trudny do osiągnięcia: pisać dla Sikora. Rzecz praktycznie niemożliwa przy tym poziomie (jeszcze), ale tym bardziej mobilizująca. I kolejny kurs satyry, właściwie praca nad sobą z możliwością skonfrontowania tekstu z oceną Imperatora.
I teraz, po tym wszystkim, wracam na katowicką KST jako tekściarz. Wracam dojrzalsza, zmieniona, szczęśliwa i rozmarzona. Wracam rozpisana, z konkretnymi zamówieniami i pomysłami, które rodzą się w mgnieniu oka (ostatnio przez trzy tygodnie nie mogłam napisać tekstu na jeden temat, aż pewnej nocy w ciągu godziny napisałam cztery różne stylowo i puentowo piosenki o tym samym). Wracam, witana, jakby nie było tych kilku lat przerwy. Wracam - jak do domu.
NOTKA WŁAŚCIWA
(Miejsce akcji: garderoba na dwie osoby. Zaludniona przez dwie solistki, pianistę, dwóch gospodarzy, Świerszczychrząszcza i KZR, plus Mrówkę, która wychodzi).
- Gdzie jest moja koszulka? - miotał się Robo w garderobie.
- Ja tam nie wiem, czym teraz myją scenę - oznajmiłam nieśmiało. - Ale może idź i sprawdź.
Robo wyjął z torby drąg.
- Wiesz, co to jest? - zapytał. - To jest kij na mrówkę.
- Kopnę cię zaraz - powiedziałam do pleców Robo. Właściciel pleców dalej grzebał w torbie, powtarzając jak mantrę "gdzie moja koszulka?". - Jacek, czy ja go mogę kopnąć? - upewniłam się u przechodzącego właśnie gospodarza KST.
- Możesz - przytaknął Jacek, spoglądając na R. z góry. - Teraz ci nawet łatwiej będzie.
- Gdzie jest moja koszulka? - jęknął Robo.
- Ostatni skecz? - zapytał go Jacek. Robo spojrzał nierozumiejącym wzrokiem. Jacek zdecydował się na kontrmantrę: - Ostatni skecz? Ostatni skecz? Ostatni skecz?
- "Zaświaty" - załapał Robo.
- Wiesz, jak on wyzionie ducha na scenie, to wtedy wchodzicie - mruknęłam Jackowi. - To nawet pasuje jako ostatni skecz...
Wracam tam :).
Kilka lat temu Mrówka-smarkula postanowiła spróbować swoich sił w satyrze profesjonalnej i pierwsze kroki skierowała tam, gdzie było najbliżej - na katowicką Kabaretową Scenę Trójki. Raczkującym w twórczości estradowej dzieckiem zaopiekowali się gospodarze katowickiej KST, wystawili nawet programy zbudowane na Mrówkowych tekstach, nie mówiąc o paru bardzo przydatnych wskazówkach.
Mrówce to nie wystarczyło. Uderzyła dalej - do twórcy, który współpracował kiedyś między innymi z Wojciechem Młynarskim i wymyślił program, o jakim przedmrówkowe pokolenie już wiedziało. Przystankiem drugim w poszukiwaniu scenicznego szczęścia były krakowskie Spotkania z Balladą. Tu zaczęła się szkoła satyry, warsztaty kabaretowe, poprawianie po kilka razy piosenki, której wydawałoby się - już nie da się uratować. SzB zeszły z anteny, kiedy osiem Mrówkowych piosenek zostało zaakceptowanych. Czas było zrobić kolejny krok.
Kolejny krok, paradoksalnie, nie był krokiem ogromnym dla ludzkości, ale dla Mrówki owszem. Dzięki Rewii Mrówka dostała się pod twórczą opiekę Egzekutora (choć sam Egzekutor do tej pory utrzymuje, że nie jest nauczycielem, a współtwórcą w R i nie pozwala Mrówce zajmować pozycji pilnego ucznia). Opieka Egzekutora oznaczała spore postępy w satyrze lingwistycznej - dotąd rejonie praktycznie Mrówce niedostępnym. Udawana rywalizacja z Egzekutorem, plus kuratela wykładowcy-od-satyry (a przyjaciela Egz) - to były niezłe bodźce do pisania. Ale - do pisania do szuflady. A potem...
Potem pojawił się Adin. To znaczy: Mrówka odkryła Adin i postawiła sobie cel niezwykle trudny do osiągnięcia: pisać dla Sikora. Rzecz praktycznie niemożliwa przy tym poziomie (jeszcze), ale tym bardziej mobilizująca. I kolejny kurs satyry, właściwie praca nad sobą z możliwością skonfrontowania tekstu z oceną Imperatora.
I teraz, po tym wszystkim, wracam na katowicką KST jako tekściarz. Wracam dojrzalsza, zmieniona, szczęśliwa i rozmarzona. Wracam rozpisana, z konkretnymi zamówieniami i pomysłami, które rodzą się w mgnieniu oka (ostatnio przez trzy tygodnie nie mogłam napisać tekstu na jeden temat, aż pewnej nocy w ciągu godziny napisałam cztery różne stylowo i puentowo piosenki o tym samym). Wracam, witana, jakby nie było tych kilku lat przerwy. Wracam - jak do domu.
NOTKA WŁAŚCIWA
(Miejsce akcji: garderoba na dwie osoby. Zaludniona przez dwie solistki, pianistę, dwóch gospodarzy, Świerszczychrząszcza i KZR, plus Mrówkę, która wychodzi).
- Gdzie jest moja koszulka? - miotał się Robo w garderobie.
- Ja tam nie wiem, czym teraz myją scenę - oznajmiłam nieśmiało. - Ale może idź i sprawdź.
Robo wyjął z torby drąg.
- Wiesz, co to jest? - zapytał. - To jest kij na mrówkę.
- Kopnę cię zaraz - powiedziałam do pleców Robo. Właściciel pleców dalej grzebał w torbie, powtarzając jak mantrę "gdzie moja koszulka?". - Jacek, czy ja go mogę kopnąć? - upewniłam się u przechodzącego właśnie gospodarza KST.
- Możesz - przytaknął Jacek, spoglądając na R. z góry. - Teraz ci nawet łatwiej będzie.
- Gdzie jest moja koszulka? - jęknął Robo.
- Ostatni skecz? - zapytał go Jacek. Robo spojrzał nierozumiejącym wzrokiem. Jacek zdecydował się na kontrmantrę: - Ostatni skecz? Ostatni skecz? Ostatni skecz?
- "Zaświaty" - załapał Robo.
- Wiesz, jak on wyzionie ducha na scenie, to wtedy wchodzicie - mruknęłam Jackowi. - To nawet pasuje jako ostatni skecz...
Wracam tam :).
poniedziałek, 26 października 2009
825. hobby
Przyjezdny ksiądz w niedzielę podczas kazania: mężczyzna hodował kury. Żona chodziła i tym kurom dawała jeść... Bo to tak często jest, że facet ma hobby, a kobieta to hobby karmi, żeby nie zdechło.
piątek, 23 października 2009
warsztat
Szlifowanie warsztatu satyrycznego to robota niemedialna.
Człowiek siedzi, analizuje, sprawdza, szuka, wymyśla, testuje, czyta innych. A potem rozmawia z satyrykami (co też, wbrew pozorom, znamion lansu nie ma, to w końcu niszowe, mimo wszystko). Zmiany widać z perspektywy czasu, efekty pracy nad sobą też.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim są fachowe podpowiedzi ze strony bardzo i bardziej doświadczonych:
- za mało zakręcone, zbyt po oczywistych,
- zgrabne, ale ciągle miękkie,
- fajne, ale, będę szczery, po prostu fajne,
- to jest na hihihi, a nie na hahaha.
(2 Imperator, 2 Robo dla jasności).
Były też pozytywne oceny, ale one zwykle są mało inspirujące.
I wiecie co? Z takich informacji też da się odczytać, co i jak w tekście zmienić.
A wtedy pisanie zmienia się w zabawę ;).
Człowiek siedzi, analizuje, sprawdza, szuka, wymyśla, testuje, czyta innych. A potem rozmawia z satyrykami (co też, wbrew pozorom, znamion lansu nie ma, to w końcu niszowe, mimo wszystko). Zmiany widać z perspektywy czasu, efekty pracy nad sobą też.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim są fachowe podpowiedzi ze strony bardzo i bardziej doświadczonych:
- za mało zakręcone, zbyt po oczywistych,
- zgrabne, ale ciągle miękkie,
- fajne, ale, będę szczery, po prostu fajne,
- to jest na hihihi, a nie na hahaha.
(2 Imperator, 2 Robo dla jasności).
Były też pozytywne oceny, ale one zwykle są mało inspirujące.
I wiecie co? Z takich informacji też da się odczytać, co i jak w tekście zmienić.
A wtedy pisanie zmienia się w zabawę ;).
czwartek, 22 października 2009
824. wieści z ostatnich dni
1) Na konferencji dostałam gadżety z logo uczelni. Wieczorem opowiadam o tym Ani Sz.:
- Dostałam notesik, ołówek, długopis, taki, jakiego kiedyś zazdrościłam Bossowi, jak mi pożyczył do wypełniania papierów i piłkę. PIŁKĘ! Wyobrażasz to sobie? Idę na konferencję i dostaję piłkę. Jeszcze 600 i zrobię sobie basenik z piłkami!
(Komentarz Fimbula: "zawsze możesz zagadnąć tego obok, czy przyda mu się do czegoś piłka. W ten sposób po 300 już byś miała basenik")
2) Czytam listy Leonarda Niedźwiedzkiego. W jednym z pierwszych, datowanym na 1832 rok, nazywa Lindego (autora Słownika języka polskiego) pierdołą. Ciekawie się zapowiada.
3) Na autobusie napis motywacyjny "jeżdżę autobusem - nie korkuję ulic". Z dumą donoszę, że jeżdżę i nie korkuję. Trochę z innych pobudek, ale w końcu też się liczy, nie?
- Dostałam notesik, ołówek, długopis, taki, jakiego kiedyś zazdrościłam Bossowi, jak mi pożyczył do wypełniania papierów i piłkę. PIŁKĘ! Wyobrażasz to sobie? Idę na konferencję i dostaję piłkę. Jeszcze 600 i zrobię sobie basenik z piłkami!
(Komentarz Fimbula: "zawsze możesz zagadnąć tego obok, czy przyda mu się do czegoś piłka. W ten sposób po 300 już byś miała basenik")
2) Czytam listy Leonarda Niedźwiedzkiego. W jednym z pierwszych, datowanym na 1832 rok, nazywa Lindego (autora Słownika języka polskiego) pierdołą. Ciekawie się zapowiada.
3) Na autobusie napis motywacyjny "jeżdżę autobusem - nie korkuję ulic". Z dumą donoszę, że jeżdżę i nie korkuję. Trochę z innych pobudek, ale w końcu też się liczy, nie?
piątek, 16 października 2009
823. kabel
Od jakiegoś czasu widoku za oknem nie psuje mi kabel od internetu. Bo z niewiadomych przyczyn obwisł któregoś dnia. Sam z siebie.
- Kabla nie ma w kadrze, bo obwisł - tłumaczyłam Piotrkowi.
- Tak sam z siebie? - dziwił się Piotrek. - Co innego to może obwisnąć, ale kabel?
- A czemu kabel nie może, jak co innego może? - zirytowałam się w końcu.
- Bo w środku jest metal - wytłumaczył mi Piotrek. - Taki gruby drut stalowy. Może ktoś się na niego wspinał?
- Po kablu? Na czwartym piętrze?
- A co, nie wolno? - zdziwił się z kolei Piotrek.
- Wolno, ale hm... jakby ci to powiedzieć... mało ludzi się decyduje.
- Ten najwidoczniej był wyjątkowy - stwierdził Piotrek. - Zwykle jak ktoś się wspina po kablach od internetu to jest wyjątkowy, to przecież całkiem logiczne.
- Kabla nie ma w kadrze, bo obwisł - tłumaczyłam Piotrkowi.
- Tak sam z siebie? - dziwił się Piotrek. - Co innego to może obwisnąć, ale kabel?
- A czemu kabel nie może, jak co innego może? - zirytowałam się w końcu.
- Bo w środku jest metal - wytłumaczył mi Piotrek. - Taki gruby drut stalowy. Może ktoś się na niego wspinał?
- Po kablu? Na czwartym piętrze?
- A co, nie wolno? - zdziwił się z kolei Piotrek.
- Wolno, ale hm... jakby ci to powiedzieć... mało ludzi się decyduje.
- Ten najwidoczniej był wyjątkowy - stwierdził Piotrek. - Zwykle jak ktoś się wspina po kablach od internetu to jest wyjątkowy, to przecież całkiem logiczne.
czwartek, 15 października 2009
822. talent
Robo chciał ofertę marketingową dla jego kabaretu.
Napisałam tam, że zespół korzysta z pomocy zaprzyjaźnionych artystów (no co? STWORZYŁAM im dwie piosenki!), żeby wzbogacić program.
- Hrhrhrhrhrhrhrh Mrówa - wycharczał Robo. - Zaprzyjaźnionych artystów?
- A co ja sobie będę odmawiać? - zastanowiłam się. - Chwileczkę, czepiasz się słowa "zaprzyjaźnionych" czy słowa "artystów"?
- Słowa "wzbogacać" - odparł Robo.
A jeszcze się będzie prosił o piosenkę.
Napisałam tam, że zespół korzysta z pomocy zaprzyjaźnionych artystów (no co? STWORZYŁAM im dwie piosenki!), żeby wzbogacić program.
- Hrhrhrhrhrhrhrh Mrówa - wycharczał Robo. - Zaprzyjaźnionych artystów?
- A co ja sobie będę odmawiać? - zastanowiłam się. - Chwileczkę, czepiasz się słowa "zaprzyjaźnionych" czy słowa "artystów"?
- Słowa "wzbogacać" - odparł Robo.
A jeszcze się będzie prosił o piosenkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


