Skłonności do przechodzenia przez ulicę w niedozwolonym miejscu Mrówka od zawsze miała raczej niewielkie (być może jest to konsekwencja nierozróżniania kierunków i brak pewności, w którą stronę się rozglądać najpierw). Do wrodzonej niechęci do nadużywania statusu pieszego doszła jeszcze regularna tresura, prowadzona przez 1) kolejnych facetów Mrówki, 2) przyjaciół, z którymi łaziła po różnych miastach.
I tak, nadkładając drogi, udała się Mrówka na przejście dla pieszych, prowadzące do jej przystanku.
Zatrzymała się i nacisnęła guzik, wierząc, że w magiczny sposób zmieni tym światło na zielone (raz, w 2003 roku, zadziałało).
- Zepsute - odezwał się za jej plecami Pan Robotnik z pobliskiej budowy. - Musi pani przejść na drugą stronę, tam nacisnąć, wrócić tu i poczekać, aż się zmieni.
czwartek, 4 listopada 2010
niedziela, 24 października 2010
1014. rewia mody
- Nastrój mi siadł - oznajmiła Mrówka. - Idę przymierzyć kieckę, za chwilę mi dopiero siądzie...
- Może się stanie cud i będziesz w niej wyglądać jako tako - spróbował pocieszyć Mrówkę Robo.
Mrówka stanęła przed lustrem i spróbowała przebrać się w kieckę.
Pierwsze zaskoczenie polegało na tym, że w nią weszła.
Drugie zaskoczenie - że kiecka podkreśliła talię Mrówki (przynajmniej przy powyciąganych dresach różnica była dość spora).
Rozradowana Mrówka wróciła do pogawędki z Robo.
- Weszłam w kieckę i wyglądam w niej fajnie - napisała. - Gdybym sobie jeszcze mogła maskę na twarz nałożyć.
- Worek - podpowiedział Robo. - Maska ukazuje jednak kształt głowy. Worek nie.
Podniesiona na duchu tą myślą Mrówka postanowiła zrobić sobie parę zdjęć.
I zepsuł się jej aparat.
Sądzę, że to był zbieg okoliczności...
A jeszcze a propos dodatków do kiecki.
- Masz może mocno czerwoną szminkę? - zapytała Mrówka Moni, szefowej praktykantek. - Przecież nie będę sobie na dwa wieczory kupować...
Moni zastanowiła się przez chwilę.
- Wiesz, że mam? - odparła zdziwiona. - Jeszcze po babci.
Dziwny jest ten świat... Uciekam do teatru.
- Może się stanie cud i będziesz w niej wyglądać jako tako - spróbował pocieszyć Mrówkę Robo.
Mrówka stanęła przed lustrem i spróbowała przebrać się w kieckę.
Pierwsze zaskoczenie polegało na tym, że w nią weszła.
Drugie zaskoczenie - że kiecka podkreśliła talię Mrówki (przynajmniej przy powyciąganych dresach różnica była dość spora).
Rozradowana Mrówka wróciła do pogawędki z Robo.
- Weszłam w kieckę i wyglądam w niej fajnie - napisała. - Gdybym sobie jeszcze mogła maskę na twarz nałożyć.
- Worek - podpowiedział Robo. - Maska ukazuje jednak kształt głowy. Worek nie.
Podniesiona na duchu tą myślą Mrówka postanowiła zrobić sobie parę zdjęć.
I zepsuł się jej aparat.
Sądzę, że to był zbieg okoliczności...
A jeszcze a propos dodatków do kiecki.
- Masz może mocno czerwoną szminkę? - zapytała Mrówka Moni, szefowej praktykantek. - Przecież nie będę sobie na dwa wieczory kupować...
Moni zastanowiła się przez chwilę.
- Wiesz, że mam? - odparła zdziwiona. - Jeszcze po babci.
Dziwny jest ten świat... Uciekam do teatru.
niedziela, 12 września 2010
czwartek, 9 września 2010
Na osiedlowych przykopalnianych basenach (takich zbiornikach z wodą, nie w prawdziwych basenach) zamieszkały na początku sierpnia cztery kaczki. Przez dwadzieścia lat nic tam nie żyło, a tu nagle cztery zadowolone z siebie kaczki, które musiały przefrunąć nad ogrodzeniem, żeby dostać się do środka.
Wczoraj było tam szesnaście kaczek (specjalnie się zatrzymałam, żeby policzyć).
Jeśli będzie ich przybywać w takim tempie, kiedy basen całkiem zarośnie kaczkami?
I co będzie, kiedy te kaczki zechcą się tam rozmnożyć?
I jak małe kaczki będą wychodzić po stromych ściankach basenów? (duże biorą rozpęd i wyfruwają...).
Jak tylko znajdę chwilę, zrobię sobie przerwę w pisaniu i kiedy nie będzie padać, pójdę zrobić zdjęcia szesnastu kaczkom.
Bo na razie mam tylko takie:
Wczoraj było tam szesnaście kaczek (specjalnie się zatrzymałam, żeby policzyć).
Jeśli będzie ich przybywać w takim tempie, kiedy basen całkiem zarośnie kaczkami?
I co będzie, kiedy te kaczki zechcą się tam rozmnożyć?
I jak małe kaczki będą wychodzić po stromych ściankach basenów? (duże biorą rozpęd i wyfruwają...).
Jak tylko znajdę chwilę, zrobię sobie przerwę w pisaniu i kiedy nie będzie padać, pójdę zrobić zdjęcia szesnastu kaczkom.
Bo na razie mam tylko takie:
środa, 1 września 2010
989. obchody
- Dziś mamy 101 dni - powiedziała Ania Sz., obchodząca ze swoim chłopakiem kolejną małą rocznickę.
- To daj mu w prezencie dalmatyńczyka - zaproponowała Mrówka.
- Właśnie to samo pomyślałam - wyznała Ania Sz. - Nie no, poczekam do jutra. Dam mu czołg.
A ja napisałam bajkę.
- To daj mu w prezencie dalmatyńczyka - zaproponowała Mrówka.
- Właśnie to samo pomyślałam - wyznała Ania Sz. - Nie no, poczekam do jutra. Dam mu czołg.
A ja napisałam bajkę.
środa, 11 sierpnia 2010
poniedziałek, 19 lipca 2010
udało się!!! :D
Chorzowski Teatr Ogrodowy - sezon czwarty

Wypromuj również swoją stronę
a adres facebookowej strony ChTO to od dzisiaj http://www.facebook.com/4ChTO :D
I w związku z tym, że się udało, chciałabym bardzo podziękować Marcinowi, adminowi facebookowej strony LOT-u - bez niego nie odważyłabym się nawet próbować :).

Wypromuj również swoją stronę
a adres facebookowej strony ChTO to od dzisiaj http://www.facebook.com/4ChTO :D
I w związku z tym, że się udało, chciałabym bardzo podziękować Marcinowi, adminowi facebookowej strony LOT-u - bez niego nie odważyłabym się nawet próbować :).
poniedziałek, 12 lipca 2010
958. Sal
Ponieważ antybiotyk, który dostałam, zamienił mnie w częściowego wampira (to znaczy: mam unikać promieni słonecznych, bo coś tam), siedziałam w domu. Ponieważ mam do napisania parę rzeczy obszernych z gatunku twórcze bardzo - wzięłam się za porządki. W trakcie tych porządków zapikał mi telefon. Sal.
"Halo, Teatr Korez? :)" - przeczytałam na wyświetlaczu, więc odpisałam, że chwilowo nie Korez, ale dam wieczorem na bloga, a w zamian napiszę Salowi jakiś wierszyk.
"Dokładnie na to liczyłem :)" - odpisał Sal.
Jutro mam zamiar ostrożnie wystawić nos za próg. Zobaczymy, co się stanie.
I teraz siedzę między pragnieniem napisania czegoś twórczego a niechęcią do pisania ogólnie, wiedzą o odwołanym koncercie Nohavicy, na który się wybierałam, a smsami, szalenie poprawiającymi humor (tak do euforii włącznie, dzięki ;)), rozleniwieniem pochorobowym i świadomością upływającego czasu, niecierpliwością i nadzieją. Chyba ktoś mnie powinien kopnąć, bo sama się nie wykaraskam z tego ;).
"Halo, Teatr Korez? :)" - przeczytałam na wyświetlaczu, więc odpisałam, że chwilowo nie Korez, ale dam wieczorem na bloga, a w zamian napiszę Salowi jakiś wierszyk.
"Dokładnie na to liczyłem :)" - odpisał Sal.
Jutro mam zamiar ostrożnie wystawić nos za próg. Zobaczymy, co się stanie.
I teraz siedzę między pragnieniem napisania czegoś twórczego a niechęcią do pisania ogólnie, wiedzą o odwołanym koncercie Nohavicy, na który się wybierałam, a smsami, szalenie poprawiającymi humor (tak do euforii włącznie, dzięki ;)), rozleniwieniem pochorobowym i świadomością upływającego czasu, niecierpliwością i nadzieją. Chyba ktoś mnie powinien kopnąć, bo sama się nie wykaraskam z tego ;).
piątek, 2 lipca 2010
952. Łódź
- Mrówka, masz książkę "Kpiny i kpinki" Załuckiego? - zapytała Ania Sz. przez telefon.
- Nie wiem - odparła Mrówka, która czasami traci rachubę co do stanu posiadania w biblioteczce satyrycznej (głównie dlatego, że tam książek stale przybywa).
- Bo stoję przed antykwariatem, w którym Załucki jest na wystawie - wyjaśniła Ania Sz.
- O, ale fajnie, a gdzie ten antykwariat? - ucieszyła się Mrówka.
- Na Piotrkowskiej, w Łodzi - powiedziała Ania.
- Nie wiem - odparła Mrówka, która czasami traci rachubę co do stanu posiadania w biblioteczce satyrycznej (głównie dlatego, że tam książek stale przybywa).
- Bo stoję przed antykwariatem, w którym Załucki jest na wystawie - wyjaśniła Ania Sz.
- O, ale fajnie, a gdzie ten antykwariat? - ucieszyła się Mrówka.
- Na Piotrkowskiej, w Łodzi - powiedziała Ania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


