środa, 19 stycznia 2011

1051. ekspert

Bo to było tak, że bardzo chciałam jechać na "Fabrykanta torped", odkąd Kipero powiedział mi, że jest.
Nauczyłam się trasy (to znaczy milion razy sprawdzałam, w które miejsce mam trafić z przystanku, gdzie jest przystanek, jako który na trasie, co mam zrobić jak wysiądę itp.). Po czym odpuściłam sobie, uznając, że i tak zabłądzę, bo będzie ciemno.
Z zamyślenia w autobusie wyrwało mnie pytanie:
- Przepraszam bardzo, czy ten przystanek teraz to będzie Burowiec?
- Mam nadzieję, że tak - odparłam. - Jadę tą trasą pierwszy raz, więc nie wiem.

Wysiadłam z autobusu i poszłam sobie w stronę, która wydawała mi się bardziej prawdopodobna.
- Przepraszam, czy tędy idzie się do domu kultury? - zapytała jedna z dziewczyn z grupki, którą mijałam.
- Nie mam pojęcia - przyznałam zgodnie z prawdą.
I dalej szliśmy razem.

Kiedy byliśmy już pod domem kultury, zadzwonił telefon. Magda, która chciała mnie odebrać z przystanku, tylko nie powiedziała wcześniej, że mam na nią tam zaczekać ;D. Dowiedziała się, że jestem na miejscu, więc przestała się martwić, że zabłądzę.
A wracaliśmy w trójkę.
- Jak ci się udał powrót w ciemnościach? - poinformował się Fimbul. Opowiedziałam mu.
- To wybrałaś najniższy poziom trudności - ocenił. - Następnym razem wracaj na expert. Pieszo.


Tja...

wtorek, 4 stycznia 2011

Co dziś zjadło abecadło?

Nie byłoby tej książki, gdyby nie Marcin Pałasz, który pewnego dnia zapytał, czy autora pomysłu na książkę potraktowałabym jako współautora, a po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej przysłał mi wizję książki.
Która powstała w jakiś weekend (nawet nie wiem, czy sobie zapisałam, kiedy, bo pamiętam, że od rana do wieczora pisałam, żeby szybko skończyć).
Nie byłoby tej książki, gdyby nie rodzice, którzy cierpliwie wymyślali mi potrawy na kolejne litery alfabetu i gdyby nie brat, który wyszukiwał informacje, co jakie zwierzątko jada.
I w zasadzie to koniec historii.


Przemeblowanie w głowie.

piątek, 24 grudnia 2010

a tak wyglądały jasełka:

http://wpia.us.edu.pl/galeria/spotkanie-oplatkowe-2010. I Dziekan w skrzydłach z Korezowych "Ballad".

niedziela, 12 grudnia 2010

1039.

- Idę spać - napisał Piotrek. - Bo jutro wstanę o 10.
- Hm... ja tak codziennie wstaję... - odpisała Mrówka.

Która ma na to usprawiedliwienie, bo jak jej się chce, to pisze do drugiej w nocy po ciemku różne teksty, a jak jej się nie chce to i tak zasypia snem kamiennym i śpi dziesięć godzin przynajmniej.
Co chcecie, zima.

Ahaaaa przedwczoraj wkręciłam pierwszą w życiu śrubkę.
Normalnie WYkręcam :).

czwartek, 9 grudnia 2010

1038.

Poszłam spać z zamiarem napisania CZEGOŚ. Nie bajki, bo gdyby się okazała nudna, to zasnęłabym przedwcześnie, a gdyby się okazała ciekawa, to bym się rozbudziła. No i napisałam tekst, z którego może ktoś zrobi jakąś piosenkę. Gdybym była chudsza, mogłabym ją zaśpiewać, a tak to nie.
Wiecie, że teraz mija rok, odkąd wlazłam na scenę?... Miałam sobie zamiar nawet napisać z tej okazji pierwszy w życiu porządny stand-up, ale mi się już nie chce.
- Wiem, wezmę Sikora do kabaretu - napisał Robo.
- To ja chcę być z wami.
- Ta, chyba jako oświetleniowiec - odpisał Robo.

Przede wszystkim ;D.

We wtorek i środę widzę się z Władkiem Sikorą, doczekać się nie mogę. Dostanę książkę wydaną dawno temu (pod warunkiem, że przypomnę Sikorowi, żeby ją zabrał... przypomnijcie mi koło niedzieli, że mam to zrobić...).

A poza tym ostatnio w teatrze Darek mnie woził na krześle miłosierdzia. Po tym, jak przełamał moje obawy, że się nie zmieszczę. Woził mnie do momentu, kiedy prawie wywaliliśmy się na którymś zakręcie ;D. Ale i tak było fajnie :D

poniedziałek, 22 listopada 2010

Od ponad 24 godzin tkwię myślami w świecie, który powołałam do życia. Tekst skoczył objętościowo z 10 stron do 27. Od wczoraj. Kiedy tylko na chwilę się zatrzymuję, wyobraźnia podsuwa mi kolejne obrazy, których nie mogę zlekceważyć. Do tego mam mnóstwo pomysłów odważnych, takich z rodzaju - albo się uda i będzie tak, że nikt nie uwierzy, że można było to zrobić, albo się nie uda i nikt się nie dowie, że coś takiego miało się pojawić.
Gorzej, kiedy wyobraźnia miesza obrazy z kolejnych scenek z konsekwencjami pomysłów. Bo wtedy z fazy "spisywanie tego, co słyszę" przechodzi się do fazy "marzenia".
A potem człowiek zasypia.
Widziałam się dzisiaj z Bossem. "Bo ty mi uciekłaś do Mirka" - powiedział.
"Bo on mnie chciał przygarnąć".
Tyle.

środa, 17 listopada 2010

1029.

Centrum Katowic. Matka idzie szybko z kilkuletnim dzieckiem. Nagle pyta:
- Co tak dyszysz? Głodna jesteś?


I jeszcze specjalne pozdrowienia dla Sala! :)

poniedziałek, 8 listopada 2010

1021. jak schudnąć

1. Wyrzucić wagę.
2. Jeść, co się chce i w ilościach, jakich się akurat potrzebuje.
3. Nie kontrolować masy ciała w żaden sposób.
4. Po dwóch latach przez przypadek zmierzyć się w pasie.
5. Zdziwić się, że ma się o 10 centymetrów mniej, niż się przypuszczało.

Ciekawe, gdzie mi się te dziesięć centymetrów odłożyło...

czwartek, 4 listopada 2010

1018. zielone światło

Skłonności do przechodzenia przez ulicę w niedozwolonym miejscu Mrówka od zawsze miała raczej niewielkie (być może jest to konsekwencja nierozróżniania kierunków i brak pewności, w którą stronę się rozglądać najpierw). Do wrodzonej niechęci do nadużywania statusu pieszego doszła jeszcze regularna tresura, prowadzona przez 1) kolejnych facetów Mrówki, 2) przyjaciół, z którymi łaziła po różnych miastach.
I tak, nadkładając drogi, udała się Mrówka na przejście dla pieszych, prowadzące do jej przystanku.
Zatrzymała się i nacisnęła guzik, wierząc, że w magiczny sposób zmieni tym światło na zielone (raz, w 2003 roku, zadziałało).
- Zepsute - odezwał się za jej plecami Pan Robotnik z pobliskiej budowy. - Musi pani przejść na drugą stronę, tam nacisnąć, wrócić tu i poczekać, aż się zmieni.