Wróciłam do domu. I jestem WYKOŃCZONA. Do tego stopnia, że nie rozumiem, co się do mnie mówi / pisze.
- Potrzebujesz w akacji - stuka mi na gg Fimbul. Ciekawe, czy literówka, czy wziął pod uwagę mój stan. Pół godziny zastanawiałam się, czego potrzebuję i dlaczego to akurat akacja ma być.
Zdecydowanie, potrzebuję. Choćby i w akacji. Albo w świerku.
Przed wyjazdem do Katowic (drugim dzisiaj) dostałam smsa od wspaniałej i przesympatycznej Dziewczyny Sala. Sms brzmiał "nie ma wykladu. szkoda". Ponieważ na ten wykład (czyli na ostatni czwartek miesiąca w BŚ) umawiałyśmy się już od miesiąca, ponieważ rano widziałam się z Bossem i wiedziałam, że wykład jest, zastanowiło mnie, co się mogło przez ten czas, kiedy byłam w domu, zmienić. Dzwonię do Dziewczyny Sala.
- Cześć, jak to nie ma wykładu? - pytam (dowiedziałam się potem, że z przerażeniem w głosie ;)).
- Jak to nie ma wykładu? - pyta Dziewczyna Sala.
- Hmm.. dostałam od ciebie smsa przed chwilą... a nie stoi tam gdzieś przypadkiem Kamil? - domyśliłam się, KTO tak naprawdę był autorem smsa.
- KAMIL!!! - słyszę w słuchawce.
I wyobrażam sobie minę zadowolonego Sala ;).
Kiedyś się zemszczę.
Albo nie.
W końcu też się ubawiłam.
W Katowicach na wykład udało mi się namówić Fimbula, który akurat szedł na trening. Więc jakby Fimbul stracił kondycję przez opuszczenie jednego treningu, to przeze mnie. Przyznaję się.
Boss na nasz widok powiedział tylko, że życia nie mamy :D.
Po spotkaniu, które było wspaniałe, lecimy z Fimbulem na przystanki.
- Nie zdążę na autobus - sapię. - Za daleko mamy do dworca...
- Mrówko - odzywa się Fimbul bez zadyszki (mówiłam, że o jego kondycję jestem spokojna) - Jesteśmy na ulicy DWORCOWEJ. Uważasz, że dlaczego ona się DWORCOWA nazywa?
- Eeee... nie wiem?
- Bo jest KOŁO DWORCA - wyjaśnia mi FImbul.
- Ta, jasne! Fimbul, jesteśmy na Dworcowej 1726, naprawdę uważasz, że to jest KOŁO DWORCA? - pytam tak sobie.
Lecimy dalej.
- Dlaczego tak lecimy? - zastanawia się Fimbul. - Przecież mówiłaś, że nie zdążysz na autobus, a do następnego masz sporo czasu.
- Bo może zdążę! - wyjaśniam, z irracjonalną ufnością.
Zdążyłam.
I wiecie co? To jeszcze nie wszystkie historyjki z tego czwartku...
PS - do autobusu musiałam kawałeczek pobiec. Tyle, żeby przeciąć wszystkie ulice od kamienic przy dworcu do stanowiska z moim autobusem (czyli przedostatniego). Fimbul twierdzi, że to dlatego jestem teraz taka wyczerpana i plączę się w zeznaniach.
BARDZO śmieszne ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz