Lubię się rano wyspać, nie powiem. Dlatego niezbyt przyjazne myśli naszły mnie dzisiaj, kiedy przed siódmą rano pod blokiem jakiś kre... ekhm... jakiś facet zaczął się wydzierać.
Wydzierał się do kogoś, kto, sądząc po odgłosach, siedział w oknie.
Po to ludzkość wymyśliła telefony komórkowe (i stacjonarne też zresztą), internety, rozmaite krótkofalówki, łącza z dwóch pudełek i nitki i ozdobną papeterię, żeby facet w XXI wieku musiał się wydzierać pod oknem. Przed siódmą rano.
Grrmrrrh.
Próbowałam zasnąć.
- Mam dzisiaj urodziny! - pochwalił się ów spod okna. - Może wpadniesz? - zawołał do kogoś.
- A kto będzie? - zainteresowała się osoba z okna.
I facet zaczął wyliczać.
Chwała mu za to, że nie podawał rysopisów i wieku. Gdyby na przykład zawołał, że przyjdzie wujek Ziutek, lat trzydzieści cztery, grafik komputerowy, średnio owłosiony, poszłabym spać na balkon. Nie, facet spokojnie i kulturalnie zaczął wyliczać. Mogłam wyjrzeć i złożyć mu życzenia, oblewając go jednocześnie wiaderkiem wody, żeby miał na śmigus-dyngus. Ale nie chciało mi się wstawać i miałam nadzieję na to, że jemu się nie będzie chciało gadać. Chciało mu się.
O SIÓDMEJ RANO. POD OKNEM!
Naliczyłam ośmiu gości (i nie zasnęłam, a podobno liczenie baranów pomaga...). Osoba z okna dalej nie była zdecydowana.
- Przyjdź, bigosik się już od środy gotuje! - zachwalał facet, a we mnie też się zaczęło gotować. Nie bigosik, raczej furia.
Jeszcze coś tam powymieniał i poszedł.
W związku z tym od połowy dnia zaczęli się po osiedlu snuć panowie w wieku konsumpcyjnym, po spożyciu. Różne rzeczy śpiewali, ale mało twórczo. Przeważnie po kilku słowach kończyła im się wena. Spacerom panów towarzyszył dźwięk stukających o siebie flaszek. Niedawno przestali spacerować. I śpiewać. I nastała błoga cisza. Jeśli wieczorem wznowią swoje śpiewy, to znowu się nie wyśpię.
A tak zupełnie bez związku - dzisiaj urodziny ma Sławek (ale to nie on wydzierał się rano pod moim oknem :D).
Posłałam mu smsa (bo zdarzenia ostatnich dni niczego mnie nie nauczyły):
Dla Sławka prezenty, życzenia, ordery
i wierszyk w komórce - niech ma!
od dziś imię jego: Czterdzieści i Cztery!
(to co, że dzielone przez dwa?)
Może bardziej umiliłabym mu urodziny NIE wysyłając tego wierszyka? ;)
piątek, 27 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz