Siedzi tu gdzieś ten mały, głupi krwiopijca. Zaczaił się, teraz poczeka, aż zgaszę światło i zacznę zasypiać.
Ech, chyba dzisiaj nie zacznę.
Jeśli tylko zamknę oczy i zapadnę w półsen, zabzyczy mi prosto do ucha.
Nawet się nie poderwę.
Nie będę zapalać światła, po co?
I tak zawsze jest szybszy. Schowa się.
Położę przy łóżku patelnię. I jak tylko usłyszę choćby jedno bzyknięcie, rąbnę z całej siły.
Któreś z nas tego nie przeżyje.
Mam nadzieję, że to nie będę ja.
Już nawet nie mam pretensji o to, że gryzie, że potem lata sobie taki - krew z mojej krwi. Tylko że BZYCZY!!!
Jakby nie mógł gryźć po cichu. Najlepiej kogoś w innym województwie...
A to pierwszy komar w tym roku.
Po tym, jak zeszłoroczny idiota zdechł z głodu.
Chyba z głodu, bo z czego innego? Ani razu mnie nie ugryzł, mieszkał sobie w pokoju i na własne oczy widziałam, jak wgryzał się w poręcz od mojego fotela do spania. Nie zdążyłam go wtedy zabić. A potem już go nie było. A może się wyprowadził, bo mu nie smakował fotel, albo coś...
W drewnianą szafkę też się wgryzał. Nie mam dobrego zdania o komarach, ale ten był przypadkiem szczególnym...
Nie wiem, czy ten, którego przed chwilą widziałam (widziałam, bo mi próbował do oka wleźć, w każdej innej sytuacji zostałby przeoczony, a ja żyłabym sobie w błogiej nieświadomości), więc nie wiem, czy on mnie już ugryzł, czy jeszcze nie.
W związku z tym WSZYSTKO mnie swędzi.
Jeśli nie zobaczę tu dzisiaj jego zwłok, nie kładę się spać.
I kto tu ma krwiożercze myśli?
poniedziałek, 30 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz