Z cyklu: nie drąż, bo się dowiesz.
Wrzuciłam Ani od Piotrka na gg fragment r3.
- Idę sobie, bo głupieję - dodałam autokomentarz.
- No jak tam uważasz - odparła Ania od Piotrka. - Ja tam nie widzę jakichś niepokojących zmian w twojej osobowości.
- To znaczy, że ja tak od zawsze? - zastanowiłam się.
- Tak, ty raczej tak zawsze - Ania od Piotrka pozbawiła mnie złudzeń.
I teraz się cieszy.
I triumfuje.
Z ostatniej chwili: zabójca komarów pilnie poszukiwany jest
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania od Piotrka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania od Piotrka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 sierpnia 2009
wtorek, 11 sierpnia 2009
794. były sobie tematy
Pod wpływem upału powietrze zmieniało się w galaretowatą masę.
Robotnicy, dotąd poruszający się w zwolnionym tempie, teraz znieruchomieli ostatecznie.
Mrówka porzuciła zamiar schowania się we własnym cieniu i wlepiła oczy w horyzont.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
Pustka.
WIZG - WIZG - WIZG - ZGRZYT - przejechał pociąg.
- Mam! - wrzasnęła Mrówka, po czym zamarła, w niemej zgrozie wpatrując się w zapisaną kartkę.
Na kartce widniały trzy tematy ewentualnego wystąpienia konferencyjnego. Zanotowane w błysku olśnienia przed sekundą.
TRZY.
Na JEDNĄ konferencję.
- No i teraz nie wiem, na który się zdecydować - poskarżyła się Mrówka Ani od Piotrka.
- To cała ty - skomentowała sytuację Ania od Piotrka. - Nie, żebyś miała problem z wymyśleniem jednego tematu. Ty musisz mieć za dużo.
Robotnicy, dotąd poruszający się w zwolnionym tempie, teraz znieruchomieli ostatecznie.
Mrówka porzuciła zamiar schowania się we własnym cieniu i wlepiła oczy w horyzont.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
Pustka.
WIZG - WIZG - WIZG - ZGRZYT - przejechał pociąg.
- Mam! - wrzasnęła Mrówka, po czym zamarła, w niemej zgrozie wpatrując się w zapisaną kartkę.
Na kartce widniały trzy tematy ewentualnego wystąpienia konferencyjnego. Zanotowane w błysku olśnienia przed sekundą.
TRZY.
Na JEDNĄ konferencję.
- No i teraz nie wiem, na który się zdecydować - poskarżyła się Mrówka Ani od Piotrka.
- To cała ty - skomentowała sytuację Ania od Piotrka. - Nie, żebyś miała problem z wymyśleniem jednego tematu. Ty musisz mieć za dużo.
wtorek, 30 października 2007
392. korale
Wsiadłam do windy pełnej ludzi.
Nie dlatego, że lubię windy (bo nie lubię i jeżdżę tylko jak wożę Megi), a dlatego, że wsiadł do niej Piotrek. A ostatnio mieliśmy bardzo mało czasu, żeby po prostu pogadać.
Zaraz za mną wsiadło jeszcze parę osób, więc zamiast gadać z Piotrkiem, krzyczeliśmy do siebie z dwóch stron windy.
No dobra, przesadzam, po prostu mówiliśmy normalnymi głosami, zamiast się sobie zwierzać w intymnej atmosferze.
- Znowu nas rozdzieliło! - ogłosił Piotrek, a ludzie popatrzyli na nas dziwnie.
- Fakt. Dokąd jedziesz? Do siebie, na piąte? Bo ja na czwarte, to mamy chwilę, żeby pogadać. Albo pojadę z tobą na piąte, to sobie jeszcze po drodze pogadamy, a potem zejdę.
Pogadaliśmy przez pięć sekund.
Potem Piotrek zniknął za drzwiami.
Natychmiast z nich wyjrzał i przywołał mnie skinieniem ręki.
W pokoju siedziała Ania od Piotrka i Piotrek.
Po chwili jeszcze Fimbul puścił mi z korytarza sygnałka, więc wyjrzałam i zawołałam go. Siedzieliśmy sobie w czwórkę i w pewnym momencie Ania od Piotrka zdenerwowała się.
- Już dziesięć minut tu jestem, a jeszcze nie pochwaliłeś moich nowych korali! - wyrzuty skierowała pod adresem Piotrka.
Piotrek przyjrzał się jej w skupieniu. Jej, a raczej jej biżuterii.
- Tak... są bardzo... estetyczne... - powiedział.
Mistrz komplementów, nie ma co...
Nie dlatego, że lubię windy (bo nie lubię i jeżdżę tylko jak wożę Megi), a dlatego, że wsiadł do niej Piotrek. A ostatnio mieliśmy bardzo mało czasu, żeby po prostu pogadać.
Zaraz za mną wsiadło jeszcze parę osób, więc zamiast gadać z Piotrkiem, krzyczeliśmy do siebie z dwóch stron windy.
No dobra, przesadzam, po prostu mówiliśmy normalnymi głosami, zamiast się sobie zwierzać w intymnej atmosferze.
- Znowu nas rozdzieliło! - ogłosił Piotrek, a ludzie popatrzyli na nas dziwnie.
- Fakt. Dokąd jedziesz? Do siebie, na piąte? Bo ja na czwarte, to mamy chwilę, żeby pogadać. Albo pojadę z tobą na piąte, to sobie jeszcze po drodze pogadamy, a potem zejdę.
Pogadaliśmy przez pięć sekund.
Potem Piotrek zniknął za drzwiami.
Natychmiast z nich wyjrzał i przywołał mnie skinieniem ręki.
W pokoju siedziała Ania od Piotrka i Piotrek.
Po chwili jeszcze Fimbul puścił mi z korytarza sygnałka, więc wyjrzałam i zawołałam go. Siedzieliśmy sobie w czwórkę i w pewnym momencie Ania od Piotrka zdenerwowała się.
- Już dziesięć minut tu jestem, a jeszcze nie pochwaliłeś moich nowych korali! - wyrzuty skierowała pod adresem Piotrka.
Piotrek przyjrzał się jej w skupieniu. Jej, a raczej jej biżuterii.
- Tak... są bardzo... estetyczne... - powiedział.
Mistrz komplementów, nie ma co...
sobota, 6 października 2007
374. Olek z indeksem
2007-10-06 19:01:09
Siedzimy sobie na miniwydziałowej inauguracji roku. Ja, Magda, Piotrek i Ania od Piotrka (to znaczy: Ania od Piotrka to nie przydomek jak Jan bez Ziemi, tylko żeby się te Anie na blogu nie pomyliły. Ania od Piotrka jeszcze tu nie występowała).
Siedzimy.
Pan Dziekan wręcza indeksy.
Wręcza.
Miałyśmy już swoje indeksy (Piotrek jeszcze nie), kiedy zauważyłam smutną minę Olka.
Olek przyszedł później niż my, więc siedział w innym końcu sali, chociaż przy tym samym, okrągłym stole (władowaliśmy się na miejsca przy stole, nie - jak większość - pod ściany, bo lubimy luksus i nie boimy się odpowiedzialności, ha ;)).
Siedział Olek i minę miał ponurą.
Dawno temu to Olek nauczył nas tworzyć historyjki mało prawdopodobne, chociaż wiarygodne. Im mniej prawdopodobne, tym bardziej trzeba się było starać, żeby je uwiarygodnić.
Pobawiłam się i teraz.
- Popatrzcie - szepnęłam do Ani od Piotrka, Piotrka i Magdy. - Olek jest smutny. Chyba nie dostanie indeksu.
Przyjrzeliśmy mu się w milczeniu.
Olek siedział spokojnie, a na jego twarzy nie malował się wcale smutek. Musieliśmy jednak udawać, że tak jest. Każdy gest Olka musieliśmy od teraz interpretować zgodnie z naszym wymysłem.
- Faktycznie - zatroskała się Magda.
- Mnie się wydaje, że on nie dostanie indeksu - powiedziałam. - Pan Dziekan stwierdził, że nie będzie go przyjmował na studia, tylko jeszcze nikt Olka nie uprzedził. I on teraz biedny siedzi i czeka...
Znowu spojrzeliśmy w stronę nic nie przeczuwającego Olka.
Kupka indeksów na stole przed Panem Dziekanem malała. A Olka nikt nie wywoływał po odbiór dokumentu.
Biedny Olek...
- Biedny Olek... - zaczęliśmy kiwać głowami. - Nawet za daleko siedzi, żeby go jakoś pocieszyć...
Nakręciliśmy atmosferę (no dobra, ja nakręcałam ;)). Aż w końcu, kiedy w naszych oczach Olek stracił już nadzieję na uzyskanie indeksu, wyczytali go!
Radość nasza nie miała granic!
***
- I kiedy wyszedłeś na środek po swój indeks, chcieliśmy ci zacząć bić brawa! - relacjonowała Mrówka Olkowi całą (naprawdę całą, inaczej by nie było zabawy) historię.
- To TRZEBA BYŁO! - odparł Olek.
A przy okazji rozmowy o Olku okazało się, że "mnie już trzeba uśpić".
- Piotrek, ty znasz Olka, prawda? - upewniłam się.
- Znam, chodziliśmy razem na dialektologię.
- Ej!!! Ale to ja z Olkiem chodziłam na dialektologię! Byłeś w tej grupie?
- Tak.
- Hmmm... Piotruś, ale tam było chyba tylko 8 osób... gdzie siedziałeś?
- Pod oknem. W TYM SAMYM RZĘDZIE, CO TY!
Pod wieczór przypomniałam sobie, że wtedy siedzieliśmy w trójkę w jednej ławce - ja, Olek i Piotrek.
Siedzimy sobie na miniwydziałowej inauguracji roku. Ja, Magda, Piotrek i Ania od Piotrka (to znaczy: Ania od Piotrka to nie przydomek jak Jan bez Ziemi, tylko żeby się te Anie na blogu nie pomyliły. Ania od Piotrka jeszcze tu nie występowała).
Siedzimy.
Pan Dziekan wręcza indeksy.
Wręcza.
Miałyśmy już swoje indeksy (Piotrek jeszcze nie), kiedy zauważyłam smutną minę Olka.
Olek przyszedł później niż my, więc siedział w innym końcu sali, chociaż przy tym samym, okrągłym stole (władowaliśmy się na miejsca przy stole, nie - jak większość - pod ściany, bo lubimy luksus i nie boimy się odpowiedzialności, ha ;)).
Siedział Olek i minę miał ponurą.
Dawno temu to Olek nauczył nas tworzyć historyjki mało prawdopodobne, chociaż wiarygodne. Im mniej prawdopodobne, tym bardziej trzeba się było starać, żeby je uwiarygodnić.
Pobawiłam się i teraz.
- Popatrzcie - szepnęłam do Ani od Piotrka, Piotrka i Magdy. - Olek jest smutny. Chyba nie dostanie indeksu.
Przyjrzeliśmy mu się w milczeniu.
Olek siedział spokojnie, a na jego twarzy nie malował się wcale smutek. Musieliśmy jednak udawać, że tak jest. Każdy gest Olka musieliśmy od teraz interpretować zgodnie z naszym wymysłem.
- Faktycznie - zatroskała się Magda.
- Mnie się wydaje, że on nie dostanie indeksu - powiedziałam. - Pan Dziekan stwierdził, że nie będzie go przyjmował na studia, tylko jeszcze nikt Olka nie uprzedził. I on teraz biedny siedzi i czeka...
Znowu spojrzeliśmy w stronę nic nie przeczuwającego Olka.
Kupka indeksów na stole przed Panem Dziekanem malała. A Olka nikt nie wywoływał po odbiór dokumentu.
Biedny Olek...
- Biedny Olek... - zaczęliśmy kiwać głowami. - Nawet za daleko siedzi, żeby go jakoś pocieszyć...
Nakręciliśmy atmosferę (no dobra, ja nakręcałam ;)). Aż w końcu, kiedy w naszych oczach Olek stracił już nadzieję na uzyskanie indeksu, wyczytali go!
Radość nasza nie miała granic!
***
- I kiedy wyszedłeś na środek po swój indeks, chcieliśmy ci zacząć bić brawa! - relacjonowała Mrówka Olkowi całą (naprawdę całą, inaczej by nie było zabawy) historię.
- To TRZEBA BYŁO! - odparł Olek.
A przy okazji rozmowy o Olku okazało się, że "mnie już trzeba uśpić".
- Piotrek, ty znasz Olka, prawda? - upewniłam się.
- Znam, chodziliśmy razem na dialektologię.
- Ej!!! Ale to ja z Olkiem chodziłam na dialektologię! Byłeś w tej grupie?
- Tak.
- Hmmm... Piotruś, ale tam było chyba tylko 8 osób... gdzie siedziałeś?
- Pod oknem. W TYM SAMYM RZĘDZIE, CO TY!
Pod wieczór przypomniałam sobie, że wtedy siedzieliśmy w trójkę w jednej ławce - ja, Olek i Piotrek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


